Żyć szczęśliwie…

Żyć szczęśliwie…

MYŚLI NIEUCZESANE

Myśli nieuczesane Marcina a fotki z Rezerwatu Perkuć (jest tam zadbana śluza – Kanał Augustowski). Wiele dni tam  spędziłem przy realizacji filmów w reżyserii W. Ślesickiego („Śpiewy po rosie”, „Lato leśnych ludzi”) Sentymentalne wspomnienie…były i tratwy i flisacy… i rzecz jasna „młodość”…

MYŚLI NIEUCZESANE

Jeśli masz problemy ze zdobywaniem przyjaciół, spróbuj dokonać samooceny i zastanowić się nad tym, co możesz zrobić, aby przyciągnąć znajomych.

Ludzie często popełniają jeden błąd: sądzą, że lepiej jest być wyniosłym, poważnym i sprawiać wrażenie zapracowanego. Bycie miłym, otwartym, mówienie „dzień dobry!”, oferowanie pomocy bez zbędnego proszenia to cechy, które przypisuje się „mięczakom”. Boimy się, że nikt nie będzie traktował nas poważnie, jeśli nie będziemy zaabsorbowani tym, co robimy. Najgorsze byłoby to, gdyby inni pomyśleli, że nie mamy przyjaciół! Udajemy więc, że ignorujemy innych. Podobnie podczas rozmowy staramy się „złamać” rozmówcę, pokazać mu swoją wyższość, „zagadać” go i pokazać, że jesteśmy mądrzejsi.

W rzeczywistości jednak nie ma nic łatwiejszego niż wywyższanie się ponad innych. To rozwiązanie dla słabych. Osoby silne i pewne siebie nie muszą się wywyższać. ( spójrzcie na polityków przed wyborami i zacznijcie się śmiać – toż to mięczaki – społeczeństwo funduje sobie Teatr o bezsensie żądz władzy, sławy i fortuny i to za duże wspólne pieniądze… ale skutki są kilku letnie i często zgubne dla widzów.)

Pewien młodzieniec przeszedł przez pustynie i w końcu dotarł do klasztoru, gdzie pozwolono mu wziąć udział w jednym z kazań opata. Tego popołudnia opat mówił o znaczeniu pracy w polu. Kiedy skończył, młodzieniec rzekł do jednego z mnichów:

– Doprawdy jestem zaszokowany. Spodziewałem się, że usłyszę światłe kazanie o grzechu i cnocie, a opat mówił tylko o pomidorach, nawadnianiu, i tym podobnych rzeczach. Tam, skąd pochodzę, wszyscy wierzymy, że Bóg jest łaską i że jedyne, co mamy robić, to modlić się. Mnich uśmiechnął się i powiedział:

– My tu wierzymy, że Bóg wykonał swoją część, a reszta należy do nas.

„Szczęście i zdrowie … wydaje się takie naturalne, proste i niedrogie. Prawdziwe szczęście polega na tym, aby spać spokojnie, mieć jasny umysł, dobry apetyt, nie odczuwać nienawiści ani zazdrości, śmiać się często i serdecznie, jeść posiłki w dobrym towarzystwie, wykonywać prace fizyczne na świeżym powietrzu (lub zdrowo i aktywnie wypoczywać), pływać w morzu, nie chodzić na zebrania, za to regularnie otaczać się przyjaznymi ludźmi – a do tego nie trzeba mieć milionów na koncie.

Mówiąc zupełnie szczerze, to, co nasza cywilizacja ma najlepszego do zaoferowania ludziom o największych możliwościach finansowych, jest nic nie warte w porównaniu z tym, co każdy człowiek może zaoferować sobie sam, przy odrobinie wyobraźni.”

W mojej 20- letniej pracy kaskaderskiej i 40 latniej pracy instruktorskiej w nurkowaniu i ratownictwie wodnym wielokrotnie doświadczałem stanów umysłu – gdy czas staje w miejscu a zmysły wyostrzają się i stajesz się kimś innym. Zgadzam się też z ludźmi uprawiającymi ekstremalne sporty, że jeśli choć na sekundę, w skrajnej sytuacji , koncentracja zawiedzie…. Z tej przyczyny zginęło lub odniosło poważne kontuzje  kilku moich przyjaciół.

Ale to Coś” co nas stworzyło jest obok nas..  W moim przypadku, nazwałem to Coś Aniołem.

Oto opis jednego z wielu podobnych zdarzeń w których czułem to Coś bardzo blisko.  Może to dążenie do spotkania, odczucia tego COŚ wyjaśnia „pociąg” do życia na „krawędzi” – życia w teraźniejszości?

CHWILA OBECNA

Tamtego pamiętnego dnia wstałem przed świtem. Werandę plebani w Studzienicznej zalewała księżycowa poświata. Cicho, by nie zbudzić przemiłego gospodarza, wyjąłem z torby sprzęt fotograficzny. Na bosaka, po srebrzystej od rosy łące, doszedłem do zbitego z kilku desek pomostu. Przysiadłem na ławce. Nad powierzchnią jeziora kłęby mgły stworzyły przemijające postacie jeziornych duchów. Zerwał się lekki wiatr marszcząc wodną tafle. Balet mgielnych, ulotnych postaci nimf i rusałek, rozpłynął się w nicość.
„Życia wieczność, życia chwila istnienia. Jak to pogodzić? Jak zrozumieć strumienie przepływających przez nas uczuć, skojarzeń, myśli? Które z nich są dogłębnie nasze, a które napływają i znikają do jakiegoś tajemniczego miejsca, na podobieństwo mgielnego baletu, który „tu i teraz” na moich oczach ulatuje z wiatrem?

Minęło dominujące we mnie uczucie olśnienia, oczarowania baletem, a zawładnęły mną uczucia zwątpienia, oczekiwania, a mimo to nie czuję bym istotnie się zmienił. Kim więc jestem naprawdę? Kim jestem w swojej niepowtarzalnej istotności?” – pomyślałem.
Po chwili ponad trzcinami wzeszło słońce. Spojrzałem w głąb wody i ujrzałem tam blisko siebie dwa słoneczne odbicia. Ująłem je w kadr i zrobiłem zdjęcie. Odbicia słoneczne po chwili rozpłynęły się w wodną drogę pomarszczoną podmuchami wiatru i roziskrzoną niezliczonymi błyskami padających z Nieba promieni. Wsiadłem do jachtu przycumowanego przy pomoście. Postawiłem żagle i pożeglowałem tą słoneczną drogą. Byłem szczęśliwy. Moi uczniowie czekali na mnie po drugiej stronie jeziora.

Byłem właścicielem bazy nurkowej „BIG BLUE ” działającej na uroczym, zalesionym cyplu jeziora Studzienicznego znajdującego się koło miasteczka Augustów, w północno – wschodniej części kraju.  (było to spełnienie marzenia- własny Klub Nurkowy)
Tego słonecznego poranka, podczas silnego wiatru, wywrócił się i zatonął kabinowy jacht. Kilkuosobową załogę wyłowiła przepływająca nieopodal zdarzenia wiosłowa łódka. Nasz jacht rzucił kotwicę obok miejsca wypadku. Poproszony o pomoc przy wydobyciu jachtu zszedłem pod wodę. To co mi się przydarzyło pod wodą trwało niewiele dłużej niż kilka minut. Trwało tyle ile może trwać oddech przesycony pragnieniem powrotu do życia.
Po wielu latach doświadczeń w nurkowaniu, każde wejście pod wodę traktuję jako wejście do innego świata, a każdy powrót na powierzchnię, jako powrót do domu. Powrót do jedynej, nienaruszalnej rzeczywistości. Tym razem stało się inaczej. Po raz pierwszy zdałem sobie sprawę, że mój dom, że Nasz Dom, znajduje się również gdzie indziej.
Oto kilka refleksji z tamtych dramatycznych kilku minut:
„Brak powietrza. Zginiesz”- błyska myśl. Szamoczę się próbując wyrwać się z plątaniny lin. Przerażone zniszczeniem neurony wyją z rozpaczy. Grzmot trwogi wstrząsa intelektem. Umysł w czerwień rozpala słowa „Ratuj się”. Miernik nie kłamie. Nie mam powietrza w butli. Krtań zaciska się. Duszę się. Utknąłem we wnętrzu zatopionego na 20 metrach kabinowego jachtu. „W sprzęt na plecach wplątała się lina! Przetnij ją!”- w panice wrzeszczy intelekt. Posłusznie sięgam po nóż. Spoglądam ku górze i widzę słońce jako rozmytą plamę. Tracę przytomność. Ogarnia mnie błogość. Cichnie umysł. Z tej cichości, z sennego wymiaru, spoza ziemskiego czasu i przestrzeni budzi się nadzieja. Błyska w oddali światełko. Wchodzę w jasność tunelu wewnętrznego słońca. Objawia się duchowa strona istnienia. Moja najwyższa istotność uaktywnia dawno zapomniane zmysły, włącza do tej pory nieznane świadomości programy. Ktoś, kto jest naprawdę mną emigruje poza ciało. Unosząc się swobodnie Ja – duch obserwuje siebie – ciało. Czuję, myślę i przenikam materie jasnym widzeniem. Przeżywam dramat i jednocześnie obiektywnie obserwuje go bez emocji. Świetlistą drogą nadciąga pełna jasności postać. Wola tej istoty nakazuje dłoniom otwierać kolejne klamry pasków mocujących nurkowy sprzęt do mego ciała. Jestem wolny. Wplątany w linę sprzęt pozostaje we wnętrzu jachtu. Wynurzam się bezwładnie z czeluści jachtu. Żeby wypłynąć na powierzchnię wystarczy zrzucić ołowiany pas balastowy. Dłoń zaciska się na klamrze pasa. Świetlana postać swymi myślami przenika mnie, ogarnia współczuciem, wszystko wybaczającą miłością. Dociera do mnie pytanie.
„Masz wybór, wolną wole, masz wolność. Decyduj. Zostajesz? Wypływasz?” Ku własnemu zdziwieniu nie śpieszę się z odpowiedzią. W tym niezwykłym stanie, nie czuję żadnego zagrożenia, czas jakby przestał istnieć, więc mam go bez liku. Ogarnia mnie ciekawość dziecka, radość odkrywcy. Jestem otwarty na wszelkie zdarzenia, wszelkie pytania i odpowiedzi. Objawia mi się zarówno względność jak i ukryty sens przeszłych pomyłek, porażek, błędów, grzechów. Z radością wybaczam sobie, wybaczam wszystkim. Ten proces nie wymaga ode mnie żadnego wysiłku. Teraz wiem, że tu na Ziemi przejawiłem się wraz z innymi w wiecznej szkole życia. W szkole w której jest się zarówno uczniem jak i własnym nauczycielem. W Szkole Kosmicznej, w klasie Ziemia, w której wszyscy uczą się przebaczania i miłości. Nie powstrzymuje ciekawości, i pytam świetlaną postać:
„Jak to jest? Czy to wyuczone treningiem ruchy ratują mi życie? Czy też może, niewidzialny dla normalnego stanu zmysłów świat istnieje realnie, i właśnie „tu i teraz” w sytuacji pozornie bez wyjścia, mogę poznać Ciebie, realną istotę „nie z tego świata”, która pomaga mi z nieznanych mi pobudek? Kim jesteś? Zjawą generowaną przez przerażony mózg w którym procesowi śmierci, samo-eutanazji towarzyszy podświadoma projekcja znieczulająca cierpienie. Odpowiedz, proszę! Czy wyłącznie jesteś narkotycznym widziadłem zafundowanym mi przez mój mózg jak chce większość naukowców, czy też realnym bytem z którym mogę wejść w związek podobny do ludzkich?” ” Masz wolną wole. Sam pytasz, sam odpowiadasz, sam podejmujesz decyzje. Nie lękaj się. Jesteś wieczny.” – przenika mnie myśl.
„Czy ten strumień pojawiających się i odchodzących myśli, pytań i odpowiedzi, to jedynie wspomnienia utartych frazesów, strzępów przeczytanych książek, zasłyszanych opinii, czy też realny z Tobą dialog?- pytam dalej z uporem. „Gdy uczeń jest gotowy, mistrz zawsze jest gotowy.”- przenika mnie myśl. „Jesteś więc moim Mistrzem?” – pytam.

„Ja Jestem”. W „Ja” zawarta jest wieczność, w „Jestem” jedność z całym Istnieniem. W stanie świadomości, w którym się znalazłeś ja jestem tobą a ty jesteś mną. Czas i przestrzeń tak naprawdę to kategorie naszego poznania. Istnieje jedynie chwila obecna. Czas jest czynnością liczenia zdarzeń, kolejnością poznawania, a przestrzeń jest czynnością wskazywania, kierunkiem postrzegania w sieci przeglądanych zdarzeń.”- przenika mnie myśl. 

Znika Jasna Postać. Odchodzi Mistrz . Rozpływa się moja Narkotyczna Wizja. Czuję się wolny bez krępującego ruchy podwodnego sprzętu i szczęśliwy bez ciała ograniczającego swobodę poruszania się. Moje myśli uwolnione z fizycznej struktury mózgu nabierają jasności. Jestem w sieci nieskończonej ilości zdarzeń. W ezoterycznym Matrix. W węźle – centrum, z którego rozbiegają się drogi. Widzę je, gdy kieruję na nie uwagę. Skupiam się na najbliższych zdarzeniach. Mogę to z łatwością uczynić. W stanie umysłu w którym się znalazłem jestem jasnowidzem. Ze swobodą poruszam się po łańcuchach zdarzeń. Przewijam swoją przeszłość zdarzenie po zdarzeniu jak taśmę filmową klatka po klatce, aż docieram do chwili obecnej. Mocą woli analizuję zdarzenie najbliższe z możliwych, i oto śledzę jak: „Zrzucam ołowiany pas, wynurzam się i jestem wśród przyjaciół”.

Advertisements

About Sznajder Marcin

Certain man chose several books in the library. He asked the librarian near their receipt how many time would take him reading all. The librarian burst out laughing and said that the gathering counted the thousands of books and the hundred of lives it was enough not on reading all. That man gave up the ones several who he chose, and said then. Some different way has to exist. Marcin - Stuntman and the consultant, the operator of under-water pictures and II the director of films. Graduate of The department Electronics Engineering college of Varsovian.

Posted on 26 maja 2017, in Uncategorized. Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: