Author Archives: Sznajder Marcin

Czasem wydaje ci się, że kogoś dobrze znasz…

Czasem wydaje ci się, że kogoś dobrze znasz…

vvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvvv

Gdy negatywne emocje tobą zawładną,

stworzą sytuację akceptującą energię, nastrojoną na własną częstotliwość. Emocje moją wtedy czym się karmić. Ból może się żywić tylko bólem. Nie może się żywić radością. Po prostu jej nie trawi. Z chwilą gdy ciało emocjonalne przejmie władzę nad, twój apetyt na ból wzrośnie. Staniesz się ofiarą lub oprawcą. Zechcesz zadawać cierpienie albo cierpieć – jedno drugiego zresztą nie wyklucza: tak naprawdę niewielka to różnica. Oczywiście nie jesteś tego świadom i będziesz twierdził z zapałem, że wcale bólu nie pragniesz. Ale jeśli uważniej się przyjrzysz, zobaczysz, że twoje myślenie i zachowanie podporządkowane jest temu, aby ból nie ustawał -zarówno twój własny, jak i cudzy. Gdybyś był tego świadom, cały ten schemat by się rozsypał, bo trzeba być obłąkanym, żeby pragnąć bólu, a nikt nie jest obłąkany świadomie.

Każde bolesne emocjonalnie doznanie pozostawia w pamięci po sobie cierpienie. Żyje ono w tobie jeszcze długo po fakcie, miesza się z zadawnionym bólem, który wcześniej w sobie miałeś, i wrasta w umysł i ciało. Zasada ta oczywiście dotyczy także wszystkiego, co wycierpiałeś w dzieciństwie z powodu nieświadomości świata, w którym zdarzyło ci się urodzić. Z nagromadzonego bólu powstaje negatywne pole energetyczne, wypełniające twoje ciało i umysł. Jeśli masz wrażenie, że jest to niewidzialny, odrębny byt, niewiele się mylisz. Z bólu emocjonalnego powstaje bowiem ciało emocjonalne.

Ma ono dwa tryby istnienia: utajony i czynny. U jednej osoby może przez dziewięćdziesiąt procent czasu pozostawać w uśpieniu, natomiast u innej, głęboko nieszczęśliwej, potrafi być stale aktywne. Niektórzy ludzie uczestniczą w życiu niemal wyłącznie za pośrednictwem swojego ciała emocjonalnego, inni zaś mogą odczuwać jego obecność tylko w pewnych okolicznościach – na przykład w związkach osobistych albo w sytuacjach kojarzących się z niegdysiejszą stratą lub porzuceniem, z fizycznym bądź emocjonalnym zranieniem itp. Ciało emocjonalne może dać znać o sobie pod wpływem jakiegokolwiek bodźca, zwłaszcza gdy uruchamia on echa dawnej bolesnej prawidłowości. Kiedy gotowe jest zbudzić się ze snu, wystarczy myśl czy też niewinna uwaga kogoś z najbliższego otoczenia, żeby je uruchomić.

Niektóre ciała emocjonalne są nieznośne, ale stosunkowo mało szkodliwe – trochę jak rozkapryszone dziecko. Zdarzają się też jednak złośliwe, niszczycielskie potwory, istne demony. Część z nich posługuje się przemocą fizyczną, ale znacznie liczniejsze uciekają się do przemocy w sferze emocjonalnej. Jedne napastować będą ludzi z twojego bliższego lub dalszego otoczenia, podczas gdy inne zaatakują ciebie – swojego żywiciela. Myśli i uczucia, które budzą w tobie własne życie, przybierają wtedy głęboko negatywny, autodestrukcyjny odcień. Często bywa to przyczyną schorzeń i nieszczęśliwych wypadków. Niektóre ciała emocjonalne doprowadzają swoich żywicieli do samobójstwa.

To nie my znajdujemy Prawdę. To Prawda znajduje nas. Musimy się tylko przygotować.

Czy można zaprosić gościa, którego się nie zna? Nie. Ale można wysprzątać dom tak, że kiedy ten przyjdzie, będziemy gotowi przyjąć go i poznać. Gdy się jest cierpliwym dostrzega się Prawdę – przez chwilę gdy przemawia Wewnetrzny  Głos. Ale owa chwila wystarcza, aby mieć pewność, że pochodziła ona z doświadczenia. Nie z doświadczenia innych, a własnego. To owa pewność podtrzymuje poszukiwania i rozwój. Przede wszystkim trzeba uspokoić umysł. Tylko wtedy będzie można słuchać Wewnętrznego Głosu, który jest w nas. Nie można być niecierpliwym, gdyż intuicja, która otwiera świadomość, przychodzi rzadko. Może to być tylko kropla, ale kiedy się pojawia, jest jak ocean. Głos, który wtedy przemawia, to Głos Człowieka Kosmicznego, Głos „Wyższego Ja” Głos Boga. Nazwać go można dowolnie.

Ale to ten Głos, istnieje i jest, jest tym prawdziwym, ponieważ Ty i To nie jesteście osobno. Ty jesteś Tym. Tak więc pozostawieni jesteśmy samym sobie – i taka jest sytuacja człowieka, który traktuje ten problem poważnie. Gdy już nie oglądasz się na nikogo i od nikogo nie oczekujesz pomocy, wtedy jesteś na tyle wolny, by dokonywać odkryć. Wolność wyzwala też energię; ale wolność nie może zrobić nic złego.

Wolność jest zupełnie różna od buntu. Od tej chwili nie ma w nas strachu, a umysł, który się nie boi, jest zdolny do wielkiej miłości. A miłość może czynić, co zechce. Toteż wypada nam teraz uczyć się siebie samych – nie opinii jakiegoś psychoanalityka lub filozofa, bowiem gdy uczymy się siebie według kogoś innego, uczymy się tylko jego, a nie siebie. Przystępujmy zatem do uczenia się tego, czym aktualnie jesteśmy..

Jeśli wczorajsze doświadczenie czegoś nas nauczyło, to staje się ono nowym autorytetem – ten autorytet dnia wczorajszego jest równie szkodliwy jak autorytet sprzed tysięcy lat. Aby zrozumieć siebie, nie potrzeba wcale ani autorytetu dnia wczorajszego ani autorytetu sprzed tysięcy lat, ponieważ jesteśmy żywymi istotami zawsze w ruchu, nigdy w spoczynku. Gdy patrzymy na siebie podług martwego autorytetu z dnia wczorajszego, nie udaje nam się zrozumieć żywego ruchu ani piękna i wartości tego ruchu.

Aby być wolnym od wszelkiego autorytetu, własnego i cudzego, trzeba umrzeć dla wszystkiego co wczorajsze tak, aby nasz umysł był zawsze świeży, zawsze młody, nieskalany – pełen energii i pasji. Tylko w tym stanie człowiek się uczy i obserwuje.

Do tego potrzeba wielkiego stopnia czujnej świadomości, świadomości tego, co się w nas dzieje, bez poprawiania czegokolwiek i bez osądzania, co być powinno, albowiem w chwili, gdy cokolwiek poprawiamy, stanawiamy zarazem nowy autorytet, nową cenzurę.

Tak więc przystępujmy do badania siebie samych, ale nie w ten sposób, że jedna osoba wyjaśnia, a my w miarę słuchania zgadzamy się lub nie zgadzamy z nią; chodzi o to, by podjąć podróż, odkrywczą podróż do najtajniejszych zakątków swego umysłu. By podjąć taką podróż, musimy czuć się lekko; nie możemy dźwigać brzemienia opinii, przesądów i wniosków – całego starego wyposażenia, zgromadzonego w ciągu ostatnich dwóch lub wielu tysięcy lat. Zapomnimy o wszystkim, co wiemy o sobie; zapomnijmy o wszystkim, co kiedykolwiek myśleliśmy o sobie; startujmy z miejsca, w którym nic o sobie nie wiemy. Zacznijmy swą podróż, pozostawiwszy poza sobą wszelkie wspomnienie dnia wczorajszego – zacznijmy rozumieć siebie po raz pierwszy.

W artykule skorzystałem z tekstów J.Krishnamurti i Eckahart Tolle

 

Medytacja w ciszy nocnej,

Zauważam w sobie wszelkie przejawy niezadowolenia: irytację, zniecierpliwienie, zasępienie, chęć czynienia krzywdy, gniew, przygnębienie, pragnienie żeby w moim związku osobistym pojawiła się nuta dramatu. Te przejawy mogą znaczyć, że moje ciało emocjonalne próbuje zbudzić się z uśpienia. Jeśli rzeczywiście się zbudzi, natychmiast zmuszony jestem zareagować.

Ciało emocjonalne walczy o przetrwanie – tak jak każdy byt. Przetrwać zaś zdoła tylko pod warunkiem, że skłoni mnie, abym bezwiednie z nim się utożsamił. Może wtedy działać z ukrycia, przejąć władzę, „stać się mną” i za moim pośrednictwem żyć. Potrzebuje mnie jako narzędzia zdobywania „pokarmu”. Będzie się żywiło każdym doznaniem, które wibruje pokrewną mu energią – wszystkim, co rodzi nowy ból pod jakąkolwiek postacią: gniewu, skłonności niszczycielskich, nienawiści, rozpaczy, dramatycznych emocji, przemocy, a nawet choroby.

Reklamy

Taki oto „przyfrunął” do mnie wpis na Facebooku.Odważna kobieta – pomyślałem.  Ech… zajęczała dusza. Dlaczego nie siadłem koło Izy w ławie studenckiej i niechcący nie położyłem rękę na jej kolanie? Może by rękę strząsnęła a może nie.

„Hej, hej, zaczęłam pisać bloga: www.70latki.pl , na którym zastanawiam się, dlaczego siedemdziesięciolatki, czyli moje rówieśnice, dawno zapomniały, co znaczy być powabną, uwodzicielską… Czy dlatego, że współczesna moda wystawia na próbę nasze pojmowanie piękna, elegancji? Że stawia nas na granicy między buntem a konwenansem? Czy doświadczenie życiowe musi doprowadzić do wyjałowienia osobowości, czy może zaowocować wtórną wiarą w prawdę, szczęście i sens istnienia. Uważam, że jest to najważniejsza dekada życia.
Jeśli podobnie myślisz zapraszam….” IZA

No to wchodzę z radością:

 

Styl paleo czyli..

Czy na pewno chcesz być bogaty?

motto:
„Prostota w jedzeniu i w stylu życia pozwala nie tylko oszczędzić pieniądze. Nie tylko daje lepsze zdrowie. Sprawia, że stajemy się autentycznie szczęśliwsi”

Arthur De Vany? (  https://www.linkedin.com/pub/arthur-de-vany/24/639/9b4  )

W wieku niemal 80 lat jest bardziej przystojny, umięśniony, opalony, promienny i zdrowszy niż większość 40-letnich mężczyzn.

Arthur De Vany zwany jest ojcem stylu życia paleo. Styl ten powstał w USA i zrzesza ludzi, którzy starają się żyć w sposób jak najbardziej zbliżony do stylu życia naszych przodków z czasów zbieracko – łowieckich. Ludy zbieracko – łowieckie żyły przed wynalezieniem rolnictwa, 10 tysięcy lat temu, w epoce paleolitu. Stąd właśnie nazwa „styl paleo”.

Gdyby porównać posturę Arthura De Vany do zgrzybiałej sylwetki zamożnych Polaków czy Francuzów, przywódców politycznych czy celebrytów w jego wieku, nasuwa mi się jeden wniosek.

Za każdym razem, gdy o tym myślę, dochodzę do przekonania, że ci, którzy mają środki pozwalające im na opiekę medyczną, którzy spożywają najdroższe jedzenie i przebywają w najwygodniejszych miejscach, ostatecznie przegrywają swoje życie.

Tymczasem szczęście i zdrowie według Arthura De Vany wydaje się takie naturalne, proste i niedrogie. Prawdziwe szczęście polega na tym, aby spać spokojnie, mieć jasny umysł, dobry apetyt, nie odczuwać nienawiści ani zazdrości, śmiać się często i serdecznie, jeść posiłki w dobrym towarzystwie, wykonywać prace fizyczne na świeżym powietrzu (lub zdrowo i aktywnie wypoczywać), pływać w morzu, nie chodzić na zebrania, za to regularnie otaczać się przyjaznymi ludźmi – a do tego nie trzeba mieć milionów na koncie.

Mówiąc zupełnie szczerze, to, co nasza cywilizacja ma najlepszego do zaoferowania ludziom o największych możliwościach finansowych, jest nic nie warte w porównaniu z tym, co każdy człowiek może zaoferować sobie sam, przy odrobinie wyobraźni.

Czym jest styl życia paleo?

Styl paleo to sposób życia naszych przodków sprzed powstania rolnictwa. Charakteryzowały go długie marsze w celach migracji lub poszukiwania jedzenia, łowienie ryb oraz polowania wymagające odwagi, wytrzymałości, siły i zwinności, po których następowały uczty, jeśli upolowano zwierzynę.

Człowiek z epoki paleolitu żył na świeżym powietrzu i jadł dużo mięsa, ryb i skorupiaków. Białko stanowiło do 34% jego diety, a dzisiaj zaledwie do 12%. Odżywiał się też oczywiście roślinami, owocami i orzechami. W jego diecie nie było mleka, zbóż ani cukru. Owoce, które zbierał, były bogate w witaminy i składniki odżywcze, za to mało słodkie.W taki sposób żyło i funkcjonowało 84 tysiące pokoleń ludzi (od mniej więcej 2,5 miliona lat aż do okresu sprzed 10 tysięcy lat).

Twoje mięśnie, kręgosłup, organy wewnętrzne i oczywiście mózg przez tysiąclecia ewoluowały, aby dopasować się do potrzeb ludzi z tamtych czasów, a nie do stylu życia, który prowadzimy od 10 tysięcy lat.

10 tysięcy lat to naprawdę zbyt krótko, aby gatunek miał czas na dostosowanie się do rolnictwa, hodowli i wszystkich cywilizacyjnych udogodnień. 10 tysięcy lat obejmuje tylko 350 pokoleń. Na mapie ewolucyjnej to bardzo mało.

Co więcej, 7 pokoleń temu doświadczyliśmy rewolucji przemysłowej. To przyniosło drastyczne zmiany w naszym sposobie życia. Koniec długiego maszerowania, skoro pojawiły się pociągi. Dużo mniej ręcznej pracy, mniej przebywania na zewnątrz, a co za tym idzie – mniej słońca, skoro pojawiły się maszyny. Komfort życia znacznie wzrósł (ogrzewanie, windy, klimatyzacja, woda bieżąca, ciepła woda, elektryczność itd.) za cenę naszego zdrowia.

Raptem jedno pokolenie wstecz byliśmy świadkami rewolucji cyfrowej, która głęboko zmieniła nasz sposób komunikowania się z innymi oraz nasze środowisko społeczne.

Nie ma się co dziwić, że człowiek czuje się zdezorientowany i łapie wszelkiego typu choroby fizyczne i psychiczne trudne do wyleczenia.

Te osiągnięcia cywilizacyjne wydają nam się wspaniałe. Wspominamy czasem, jak ciężkie było kiedyś życie, gdy jeszcze nie znaliśmy współczesnych udogodnień. Jednak niedawne badania (biologiczne, historyczne i antropologiczne) wykazały, że ludność zbieracko-łowiecka z okresu paleolitu miała ogólnie lepsze zdrowie, lepszą kondycję fizyczną, rzadziej dotykały ją choroby, będące w dzisiejszych czasach główną przyczyną zgonów (choroby krążenia, rak, cukrzyca, depresja prowadząca do samobójstw).

Stąd też idea powrotu do stylu życia zbliżonego do człowieka z paleolitu. Wzrost oczekiwanej długości życia to mit Mówią nam, że średnia długość życia praprzodków wynosiła wówczas tylko 30 lat.

Jest to jednak wynik uśredniony, któremu nie za bardzo należy wierzyć, ponieważ wlicza się tu liczne wówczas zgony w młodym wieku (np. nowo narodzonych dzieci). To zjawisko wysokiej umieralności w młodym wieku występowało aż do pierwszej wojny światowej.

Oczekiwana długość życia osób, które osiągnęły 20. rok życia, wcale w dzisiejszych czasach nie jest dużo wyższa. A różnica wynika głównie z tego, że u naszych przodków występowało wyższe ryzyko gwałtownej śmierci (wypadki, wojny).

Nawet w XXI wieku wzrost średniej oczekiwanej długości życia wciąż jest przeszacowany.

Prof. Richard Lewontin z Harvardu oszacował, że przez ostatnie 50 lat statystyczna średnia oczekiwana długość życia 60-latka wzrosła o zaledwie 4 miesiące, mimo całego postępu technicznego i wzrostu wydatków na zdrowie.

 

No to zacznijmy się śmiać bo to nic nie kosztuje, a zdrowia dodaje, a jak od dawna wiadomo czas nie istnieje i żyje się TU i TERAZ:

 Najlepszy naturalny środek przeciwbólowy dla siedemdziesięciolatków?

Ludzki organizm potrafi wytwarzać bardzo skuteczne substancje o właściwościach przeciwbólowych – endorfiny. Są to naturalne opiaty, czyli substancje zbliżone do opium, wytwarzane przez mózg i wywołujące efekt podobny do działania morfiny. Co więcej, istnieje naturalny i prosty sposób zwiększania poziomu endorfin, a tym samym uśmierzania bólu: wystarczy śmiech, a jeszcze lepiej – śmiech w grupie.Śmiech to aktywność fizyczna. Daje to następujące efekty:1. Czujesz się szczęśliwszy
Endorfiny poprawiają Twój nastrój. Zauważ, że to sam śmiech wywołuje u nas szczęście, a niekoniecznie sytuacja, która go sprowokowała.
2. Zmniejsza się ból
Jeśli przed wybuchem śmiechu odczuwałeś ból, z pewnością zauważysz, że uległ on złagodzeniu. Zjawisko to zaobserwowali w warunkach laboratoryjnych naukowcy z Uniwersytetu Oksfordzkiego, którzy właśnie opublikowali swoje badanie w periodyku medycznym Proceedings of the Royal Society B1.
3. Odprężasz się
Podobnie jak opium, endorfiny wywołują uczucie wewnętrznego spokoju i odprężenia. To dlatego śmiech uśmierza ból i wprawia Cię w błogi nastrój.

Śmiech grupowy jest skuteczniejszy

Czy zauważyłeś kiedyś, jakie szczęście, a nawet egzaltację, wywołuje wspólna praca fizyczna?

Przenoszenie kamieni, ścinanie drzewa, ciągnięcie liny: o ile praca umysłowa w zespole jest frustrująca  (i zawsze kończy się tym, że jedna osoba odwala robotę za resztę), o tyle wspólna praca fizyczna daje satysfakcję i w niewyjaśniony sposób wytwarza więź pomiędzy członkami grupy.Na tej samej zasadzie wspólne uprawianie sportu dużo łatwiej wywołuje poczucie radości i entuzjazmu niż kiedy trenujemy w samotności. Będąc w parku, przyjrzyj się osobom wspólnie uprawiającym jogging. Wyglądają na szczęśliwe, prowadzą – jak się wydaje – ciekawą rozmowę, podczas gdy samotny biegacz ma na twarzy wymalowaną melancholię (lub wręcz cierpienie). Można to wyjaśnić tym, że przebywając w grupie, łatwiej wytwarzamy endorfiny.

Zakpić z umysłu

Zakpić z umysłu

– Jak wygląda Stwórca?

– Odpowiem gdy wypijesz całą wodę z rzeki.

– Już wypiłem.

– Więc już ci odpowiedziałem.

Umysł nigdy nie znajduje rozwiązania. – szokujące?

Umysł protestuje gdy chcesz go wyręczyć (  jako Istota kontrolująca swoje myśli)  ponieważ sam jest nieodłączną częścią każdego „problemu”, który rozpatrujesz.. To tak, jakby podpalacza szukał komendant policji, który sam jest podpalaczem.

Wszyscy tu na Ziemi uczymy się uczucia Miłości. Głównie przez doświadczenie – „obijanie” swoich uczuć i myśli o uczucia i myśli innych ludzi. Prawdopodobnie, gdy cierpimy , chorujemy – oznacza to, że zeszliśmy z drogi rozwoju. Uczymy się miłości do siebie i do wszystkich istot na Ziemi – do Królestw Ludzi, Zwierząt, Roślin. Wszelkie żądze – nałogi alkohol, narkotyki, seks etc, żądze władzy, sławy i fortuny – oddalają nas od  poznania Potęgi Miłości. Bez poznania Miłości nie ma Wolności….

 

Ciało zawsze ukaże ci jego wierne lustrzane odbicie. Przyjrzyj się więc emocji, a raczej poczuj ją w ciele. Gdy wyda ci się, że dostrzegasz konflikt między myślą a emocją, myśl będzie kłamać, a emocja powie prawdę.

Nie prawdę ostateczną o tym, kim jesteś, ale względną prawdę o twoim aktualnym stanie ducha.  Konflikt między powierzchownymi myślami a nieświadomymi procesami umysłowymi jest oczywiście zjawiskiem codziennym.

Nie łatwo jest wprowadzić swoją nieświadomą działalność umysłową w obszar świadomy, nadając jej postać myśli. Działalność umysłowa zawsze jednak odzwierciedli się w ciele, przybierając formę e m o c j i, – a już emocje z łatwością potrafimy sobie uświadomić.

Obserwowanie ich polega w gruncie rzeczy na tym samym, co słuchanie lub obserwacja myśli – z tą tylko różnicą, że myśl krąży w głowie, podczas gdy emocja ma wyraźną składową fizyczną, odczuwa się ją zatem głównie w ciele. Kiedy ją obserwujesz, możesz pozwolić, żeby sobie po prostu była, ale nie poddawaj się jej władzy. Nie jesteś już wtedy emocją, lecz obserwatorem, uważnym świadkiem.

 

 

Nie opieraj się złu?

 

CIERPIENIE I KONIEC CIERPIENIA

 

Wzajemne połączenie wszystkiego

– Buddyści zawsze o tym wiedzieli, a fizycy teraz potwierdzają. Nic, co się wydarza, nie jest przypadkiem odizolowanym od reszty; tylko się takim wydaje. Im bardziej go osądzamy i nazywamy, tym bardziej go izolujemy. Całość życia ulega podziałom na skutek naszego myślenia. Jednak ta całość życia doprowadziła do zaistnienia tego wydarzenia. Jest ono częścią sieci wzajemnych połączeń, kosmosu. To oznacza: cokolwiek jest, nie mogłoby być inne. W większości przypadków nie jesteśmy w stanie zrozumieć, jaką rolę odgrywa pozornie bezsensowne zdarzenie w całości kosmosu, lecz uznanie jego nieuchronności w ogromie całości(wszystkości) , może być początkiem wewnętrznej akceptacji tego, co jest, a tym samym ponowne wpasowanie się w jedność życia.

Prawdziwa wolność i koniec cierpienia, to życie w taki sposób, jakby to, co czujesz, lub czego doświadczasz w danym momencie, było twoim absolutnym wyborem. To wewnętrzne dopasowanie się do Teraz jest końcem cierpienia.

Czy cierpienie jest potrzebne? Tak i nie.

Gdybyś nie przeszedł przez cierpienia, nie byłoby w tobie, jako istocie ludzkiej, głębi, nie byłoby pokory, miłosierdzia. Nie czytałbyś teraz tego

– Cierpienie rozrywa skorupę ego i przychodzi czas, kiedy już wykonało swoje zadanie. Cierpienie jest potrzebne dopóki nie zrozumiesz, że jest niepotrzebne. Do tego. żeby być nieszczęśliwym potrzebne jest stworzone przez umysł ‚ja’, pojęciowa tożsamość, które potrzebuje czasu – przeszłości i przyszłości. Kiedy usuniesz czas, co pozostaje? Rzeczywistość tej chwili. To może być uczucie ciężkości, podirytowania, spięcia, złości a nawet wstrętu. To nie jest nieszczęście i wcale nie jest problemem osobistym. Nie ma nic osobistego w ludzkim bólu. To jest po prostu intensywne ciśnienie, lub intensywna energia, które odczuwasz gdzieś w ciele. Kiedy skierujesz na nie swoją uwagę, uczucie nie zamieni się w myśli, czyli reagujące i nieszczęśliwe „Ja”. Zobacz co się stanie, kiedy pozwolisz uczuciu po prostu być. Wiele cierpienia i niezadowolenia powstaje, kiedy wierzysz w każdą myśl, która ci przyjdzie do głowy. To nie sytuacje unieszczęśliwiają cię. Mogą wywołać fizyczny ból, ale nie czynią cię nieszczęśliwym. Twoje interpretacje, historie, które sobie opowiadasz unieszczęśliwiają cię.

„Myśli, które właśnie powstają w mojej głowie, czynią mnie nieszczęśliwym”. Jeśli sobie to uprzytomnisz, przerwiesz identyfikowanie się z nimi.

Jaki beznadziejny dzień.
Jak on mógł do mnie nie oddzwonić.

Zawiodła mnie.

Małe historyjki, które opowiadamy sobie i innym w formie narzekania. Nieświadomie są tworzone po to, żeby wzmocnić zawsze nienasycone ego, poprzez stawianie siebie w pozycji tego, który ma rację, a drugą stronę jako tego, co racji nie ma. Mając rację stawiamy się w wyimaginowanej pozycji nadrzędnej i tym samym wzmacniamy swoje fałszywe poczucie ,Ja”, czyli ego. Sytuacja ta tworzy pewien rodzaj wroga: tak, ego potrzebuje wrogów, żeby wyznaczyć swoje granice i nawet pogoda może mu posłużyć w tym celu.

Na skutek nawykowych osądów i spięcia emocjonalnego masz osobisty i reakcyjny stosunek do ludzi i zdarzeń. To są wszystko formy cierpienia, będącego własnym wytworem, z czego nie zdajemy sobie sprawy, ponieważ dla ego są satysfakcjonujące. Ego wzmacnia się poprzez reaktywność i konflikt.

Jak proste byłoby życie bez ty historii.

Pada.
Nie zadzwonił.
Byłem tam. Jej nie było.

Kiedy cierpisz, lub jesteś nieszczęśliwy, bądź w pełni z tym, co jest Teraz. Uczucie nieszczęścia, czy problemy nie są w stanie przetrwać w Teraz.

Cierpienie zaczyna się w chwili, kiedy nazwiesz lub osądzisz sytuację, jako niechcianą lub złą. Masz za złe sytuacji, a ta uraza czyni ją osobistą i uaktywnia reakcyjne „Ja”.
Nazywanie, czy osądzanie jest nawykowe, lecz ten nawyk można przełamać. Zacznij ćwiczyć „nie nazywanie” od małych rzeczy. Jeżeli spóźnisz się na pociąg, upuścisz i stłuczesz filiżankę, lub poślizgniesz się i wpadniesz w błoto, czy potrafisz się powstrzymać od nazwania tego doświadczenia złym czy bolesnym? Czy potrafisz natychmiast zaakceptować rzeczywistość tej chwili?

Nazywanie czegoś złym wywołuje napięcie emocjonalne. Kiedy pozwolisz temu być, bez nazywania, ogromne pokłady energii zostają wyzwolone. Napięcie odcina cię od tej energii, czystej energii życiowej.

Spożyli owoc z drzewa poznania dobra i zła.

Wyjdź poza granice dobra i zła poprzez zaniechanie nazywania czegokolwiek dobrym, czy złym. Kiedy przekraczasz granice nawykowego nazywania, moc wszechświata przepływa przez ciebie. Kiedy masz nie reakcyjny stosunek do zdarzeń, to, co wcześniej nazwałbyś złym, szybko, jeśli nie natychmiast, odwraca się, dzięki samej mocy życia.

Obserwuj, co się stanie, kiedy nie nazwiesz wydarzenia „złym”, a zamiast tego wprowadzisz wewnętrzną akceptację, wewnętrzne „tak”, a tym samym pozwolisz być temu, co jest.

Jaka by nie była twoja sytuacja życiowa, jak byś się poczuł, gdybyś ją absolutnie zaakceptował, taką, jaką jest właśnie Teraz?

Jest wiele mniej lub bardziej subtelnych form cierpienia, które są tak „normalne”, że zwykle nie są uznawane za cierpienie i mogą nawet być satysfakcjonujące dla ego – irytacja, niecierpliwość, złość, kwestia sporna z kimś lub czymś, odraza, narzekanie.

Możesz nauczyć się rozpoznawać wszystkie te rodzaje cierpienia w chwili ich powstawania i wiedzieć: w tym momencie tworzę dla siebie cierpienie.

Jeżeli masz nawyk stwarzania sobie cierpienia, to prawdopodobnie stwarzasz je też innym. Te nieuświadomione wzorce umysłowe mają tendencję zanikać, kiedy stają się świadome, kiedy są rozpoznawane w chwili, kiedy się pojawiają.

Nie możesz być świadomy i jednocześnie stwarzać sobie cierpienie.

To jest ten cud: wszelkie warunki, osoby, czy sytuacje, które jawią się jako „złe”, czy wręcz „fatalne”, kryją w sobie głębsze dobro. To głębsze dobro ujawnia się – tak wewnątrz, jak i na zewnątrz – dzięki wewnętrznej akceptacji tego co jest.

„Nie opieraj się złu” – jest jedną z najdonioślejszych prawd ludzkości. Dialog:

-Akceptuj to, co jest.

-Naprawdę nią mogę. Poruszyło mnie to i zezłościło.

-To zaakceptuj to, co jest.

-Zaakceptować to, że jestem poruszony i zły? Zaakceptować fakt, że nie mogą zaakceptować?

-Tak. Wnieś akceptację do swojego braku akceptacji. Wprowadź poddanie do swojego nie-poddania. I zobacz, co się wówczas stanie.

Chroniczny ból fizyczny jest jednym z najsurowszych nauczycieli, jakich można mieć. „Opór jest daremny” – brzmi jego przesłanie.

Nic nie może być bardziej normalne, niż niechęć do cierpienia. Jednak, jeżeli potrafisz odrzucić tę niechęć i pozwolisz bólowi być, może zauważysz wówczas subtelne oddzielenie od bólu, niejako przestrzeń pomiędzy tobą i bólem. Wtedy cierpienie jest świadome i zgodne z twoją wolą. Kiedy cierpisz świadomie, ból fizyczny szybko wypala ego, bowiem ego składa się w przeważającej części z oporu. To samo dotyczy skrajnej, fizycznej niepełnosprawności.

„Oddajesz cierpienie Bogu” – to inne określenie tego procesu.
Nie trzeba być Chrześcijaninem, żeby zrozumieć głęboką prawdę zawartą w symbolu krzyża.

Krzyż jest narzędziem tortur. Jest wyrazem ekstremalnego cierpienia, ograniczenia i bezsilności, jakie istotę ludzką mogą spotkać. I nagle ta istota ludzka poddaje się, cierpi z własnej woli, świadomie, co zostało wyrażone słowami: „Nie moja, lecz Twoja wola niech się spełni”. I wtedy krzyż, instrument tortur pokazuje swoje ukryte oblicze: jest także świętym symbolem, symbolem duchowym.

To, co wydawało się przeczyć istnieniu jakiegokolwiek transcendentalnego wymiaru życia, poprzez poddanie się, staje się brama do niego.

„Nie ma mnie, nie ma problemu”, powiedział mistrz buddyjski poproszony o wyjaśnienie głębszego znaczenia buddyzmu.

Nie opieraj się złu?

Tekst E. Tolle   na dzisiaj..

 

CISZA I SPOKÓJ 

 

Twórczość artystyczna, sport, taniec, nauczanie, doradztwo -mistrzostwo w każdej dziedzinie oznacza, że umysł jest wyłączony, lub przynajmniej odgrywa podrzędną rolę. Moc i inteligencja potężniejsza od ciebie, a jednocześnie w swojej istocie jedna z tobą, przejmuje rolę. Proces podejmowania decyzji Już nie ma miejsca; następuje spontaniczne, właściwe działanie i to nie „ty” działasz. Mistrzostwo życia jest przeciwieństwem kontroli. Stajesz się jednym z potężniejszą świadomością, która gra, mówi, działa.

Moment zagrożenia może spowodować chwilowe zatrzymanie myśli i dać ci posmak stanu obecności, czujności, świadomości.

PRAWDA posiada głębię, której umysł nigdy nie zrozumie. Żadna myśl nie jest w stanie objąć PRAWDY. Co najwyżej, może na nią wskazać. Może na przykład powiedzieć: „wszystko stanowi jedność”. To jest wskazówka, nie wyjaśnienie. Jeśli rozumiesz te słowa, czujesz całą swoją istotną prawdę, na którą wskazują

 E.Tolle

CISZA I SPOKÓJ

Kiedy tracisz kontakt z wewnętrzną CISZĄ, tracisz kontakt ze sobą. Kiedy tracisz kontakt ze sobą, zatracasz się w świecie.

Twoje najgłębsze poczucie siebie, tego kim jesteś, i CISZA – sanie rozłączne. To jest właśnie Jam Jest, które jest głębsze niż imię i forma.

SPOKÓJ jest twoją prawdziwą naturą. Czym jest SPOKÓJ? Wewnętrzna przestrzeń albo świadomość, w której te słowa są odbierane i stają się myślami. Bez tej świadomości nie byłoby ani percepcji, ani myśli, ani świata. Tą świadomością jesteś ty, przebrany za osobę.

Odpowiednikiem zewnętrznego hałasu jest wewnętrzny hałas myśli. Odpowiednikiem zewnętrznej ciszy jest wewnętrzny SPOKÓJ.

Kiedykolwiek zapanuje wokół ciebie cisza – wsłuchaj się w nią. To znaczy po prostu ją zauważ. Zwróć na nią uwagę. Wsłuchiwanie się w ciszę rozbudza wewnętrzny wymiar SPOKOJU, bo tyko poprzez SPOKÓJ możesz być świadomy ciszy.

Zobacz, że w chwili, gdy spostrzegasz ciszę wokół siebie, nie myślisz. Jesteś świadomy, ale nie myślisz.

Kiedy jesteś świadomy ciszy, natychmiast pojawia się stan wewnętrznego czujnego SPOKOJU. Jesteś obecny. Wyszedłeś poza, trwające tysiące lat, ludzkie uwarunkowanie.

Spójrz na drzewo, kwiat, roślinę. Niech twoja świadomość na nich spocznie. Jakie są SPOKOJNE, głęboko zakorzenione w Bycie. Pozwól naturze, żeby nauczyła cię SPOKOJU.

Kiedy patrzysz na drzewo i odbierasz jego CISZĘ, sam stajesz się CICHY. Łączysz się z nim na bardzo głębokim poziomie. Czujesz jedność ze wszystkim, co odbierasz w CISZY i poprzez CISZĘ. Poczucie jedności ze wszystkim, co cię otacza jest prawdziwą miłością.

Cisza pomaga, ale do znalezienia SPOKOJU nie jest konieczna. Nawet, jeżeli jest hałas, możesz mieć świadomość SPOKOJU znajdującego się pod tym hałasem, świadomość przestrzeni, w której hałas powstaje. To jest wewnętrzna przestrzeń czystej świadomości.

Możesz być świadomy świadomości, jako tlą wszystkich percepcji zmysłowych, tła swoich myśli. Kiedy stajesz się świadomy świadomości, wówczas wyłania się wewnętrzny SPOKÓJ.

Każdy irytujący hałas może być równie pomocny jak cisza. W jaki sposób? Jeżeli nie będziesz mu stawiał wewnętrznego oporu, pozwolisz mu być takim jaki jest, to ta akceptacja także zabierze cię do obszaru wewnętrznej CISZY.

Za każdym razem, kiedy prawdziwie akceptujesz ten moment takim jaki jest – niezależnie od tego jaką przybierze formę – jesteś w CISZY, jesteś w stanie pojednania.

Zwracaj uwagę na przerwy – na przerwę między dwiema myślami, krótką, cichą przestrzeń miedzy słowami w rozmowie, między nutami na pianinie albo flecie, albo na przerwę między wdechem i wydechem. Kiedy zauważasz te przerwy, świadomość „czegoś” staje się po prostu świadomością. Bezpostaciowy wymiar czystej świadomości wyłania się z twojego wnętrza i zastępuje identyfikację z formą.

Prawdziwa inteligencja działa w ciszy. SPOKÓJ, to obszar, gdzie panuje kreatywność i gdzie można znaleźć rozwiązania problemów.

Czy CISZA jest tylko brakiem hałasu i zawartości (treści)? Nie, to czysta inteligencja, wszechobecna świadomość, z której każda forma bierze swój początek. Jakże więc mogłaby być oddzielona od tego, kim jesteś?

Forma, którą myślisz, że jesteś narodziła się z niej i Jest przez nią podtrzymywana.

Jest istotą wszystkich galaktyk i źdźbeł trawy; wszystkich kwiatów, drzew, ptaków i wszelkich innych form.

CISZA jest jedyną rzeczą na tym świecie, która nie posiada formy. A jednak wcale nie jest rzeczą, i nie Jest z tego świata. Kiedy patrzysz na drzewo, lub człowieka, w CISZY, kto wtedy patrzy? Coś głębszego niż osoba. Świadomość patrzy na swoje stworzenie.

W Biblii jest powiedziane, że Bóg stworzył człowieka i że to było dobre. To właśnie widzisz, kiedy patrzysz w stanie CISZY, pozbawionym myśli.

Czy potrzebujesz więcej wiedzy? Czy więcej informacji ocali świat, albo szybsze komputery, więcej analiz naukowych, czy intelektualnych? Czy przypadkiem nie mądrości ludzkość obecnie najbardziej potrzebuje.

Lecz czym jest mądrość i gdzie ją można znaleźć? Mądrość przychodzi wraz ze zdolnością przebywania w CISZY. Wystarczy patrzeć i słuchać. Nic więcej. Przebywanie w stanie CISZY, patrzenie i słuchanie aktywuje nie związaną z umysłem inteligencję. Pozwól Jej kierować swoimi słowami i czynami.

I to przeminie

Problem istnieje wtedy, gdy mamy rozwiązanie, jeśli go nie ma, nie ma również problemu. Nie musisz tracić tyle czasu. Staraj się rozwiązywać problemy, zamiast tracić swój czas. Napij się kawy, herbaty, posmakuj miodu życia, a będziesz szczęśliwy. Dziękuję za uwagę

Motto

Minęło równo 7 lat od momentu kiedy po raz pierwszy napisałem  artykuł. Zarejestrowano mnie na Eioba: 28/12/2010 – Eioba.pl

 

Umieściłem tam 704 artykuły, oraz setki fotografii przyrody, uzyskałem punktów/ wejść 512.374 i setki rekomendacji art od innych autorów, rekomendowałem  1375 art. innych autorów. Czuję się spełniony jako fotograf i pisarz.

Poznałem tu wielu Przyjaciół z którymi mam osobisty kontakt. To wielki dar od Losu. To był bardzo owocny i rozwijajcy okres mojego życia.

Z całego serca Dziękuję Wszystkim

Marcin

Co więc zrobili doradcy? Dali mu pierścień. Był to prosty pierścień, ale wygrawerowane na nim zostały ponadczasowe słowa: „To również przeminie”. Opowiadałem tę historię wiele lat temu. Ludzie bardzo często do mnie przychodzą i pokazują mi swoje pierścionki, na których również widnieją te słowa: „To również przeminie”. Władca nosił pierścień przy każdej okazji, tak został poinstruowany przez doradców. To zmieniło całe jego życie. Kiedy życie stawało się niezwykle trudne, kiedy było wiele problemów, patrzył na swój pierścień i mówił sobie: „To też przeminie”. I tak się działo.

To nie tylko teoria, to prawda. Wielu z was z pewnością miało bardzo złe momenty w swoim życiu. Udało się je pokonać. Nieważne, jak bardzo jest źle, nie trwa to wiecznie. Jest to prosta prawda, naturalna kolej rzeczy. Została jednak dzisiaj podkreślona, żeby wam przypomnieć.

Czasami kiedy jesteśmy w tych mrocznych momentach swojego życia, nie możemy zobaczyć światełka na końcu tunelu. Problemem jest to, kiedy pogrążamy się w rozpaczy, bo nie możemy zobaczyć końca. Posiadanie takiego pierścienia przypomina nam, że owszem, kiedyś nastąpi koniec.


Autor: Marcin Sznajder

Linkowanie do strony wydruku (tej stron

Dobroć

Dobroć…


Panuje słota i zimnica. Gdy przychodzi  jesień i zima z nostalgią wpatruje się w fotki i wracają wspomnienia wiosny i lata. Robi się cieplej na ciele i radośniej w duszy.

O Jasnowidzącym Starcu tu wspomnę.

 Zakotwiczyliśmy na środku jeziora. Ryby zupełnie nie brały. Wydawało mi się nawet, że starcowi na tym zupełnie nie zależało. Na haczykach nie było żadnej przynęty. Zapytałem o to. Starzec zaśmiał się.  Wie pan, wędkarze z wystawionymi za burtę wędkami to święte krowy. Nikt nam nie będzie więc przeszkadzał.

Oto, co zapamiętałem z wypowiedzi starca łowiącego ryby na niby.

Dobroć – opowiadanie

 Gdyby jakiś Ojciec dobry i mądry uczestniczył przy stwarzaniu i rozwoju dziecka, musiałby rozumować następująco;

Słaba Istota, która rozwijając się stanie się Człowiekiem, narażona będzie na wszelkie niebezpieczeństwa. Cierpieć będzie od zatknięcia się z podobnymi do siebie. Zazdrość i złośliwość sprawiać jej będą cierpienia w walce o byt. Słabych pokonają i zdepczą silni. Narażona na pastwą ciągłych zniechęceń, straci wiarę w przyszłość. Potrzeba jej będzie towarzysza podróży, który by jej życie rozjaśniał najłagodniejszym światłem – pełnym ciepła i spokoju. Trzeba jej będzie radości, szczęścia, miłości i ciepła domowego ogniska, by przy nim uzdrawiać nękaną lękami i cierpieniami świadomość. Trzeba będzie jej spokoju mędrca, by w zawieruchach życia rozwijać się w harmonii- w zdrowiu, miłości i mądrości.

Jak zaopatrzyć wędrowca na czas pobytu na Ziemi? Jakiego towarzysza podróży mu wybrać? Może dobroć?

Otóż to, dobroć będzie niezmordowaną towarzyszką jego radości i smutków i nigdy go nie opuści. Dziecko czy dorosły człowiek dojrzały czy wiekowy mogą bez ograniczeń czerpać z tej boskiej mocy. Intelekt wskazuje, że ludzkość zawdzięcza dobroci to co najlepsze w przeszłości i teraźniejszości. Intuicja podpowiada, że przyszłość zawdzięczać jej będzie więcej, niż czasy minione. A jednak nigdy nie przestawano oczerniać jej czynów, wyszydzać jej pobudek, ośmieszać jej wysiłków.

Dostępna dla wszystkich dobroć w zarodku tkwi w każdym człowieku. Jak Słońce, zawiera ona w sobie niewyczerpaną energię. Jak Słońce, świeci dla wszystkich. Nadaje królewskość najpokorniejszemu biedakowi. Czynami swymi upiększa duszę, w której się rodzi. Co więcej, upiększa tego, który ją przygarnia.

Gdy dobroć opanuje świadomość jednostki to czyni z niej królową królów, ale jej władanie jest dyskretne. Pozostaje w ukryciu. Wystarcza jednak znaleźć się w jej pobliżu, aby odczuć jej boski wdzięk.I tak już od zarania…Wśród ciemnej nocy zmęczony wędrowiec spostrzega skromny domek. Światło padające z okien, ciepło szerzące się z tego przybytku ludzkiego napełniają jego serce rozkoszą. Jakaś słodycz wstępuje w jego duszę zanim jeszcze zdąży się zbliżyć do oddalonego mieszkania. Domyśla się tylko, iż ma przed sobą przytułek, w którym jest dobroć, i radosna nadzieja przenika jego serce.

Geniuszami są tylko wyjątkowe istoty. Bogactwo często nie wybiera swych wybrańców: sztuka złota nieraz spada niespodzianie na stertę nawozu. Przywileje urodzenia stają się udziałem jednostek przeznaczonych ku temu przez ślepy przypadek. Jedyna tylko dobroć wyciąga swe braterskie ramiona do wszystkich ludzi. Nie czyni różnicy między wielkimi a maluczkimi, między różnymi wierzeniami, płciami, wiekami, między bogaczami albo biedakami, ludźmi zdolnymi albo geniuszami. Wszyscy mogą oddawać dobroci jej cześć. Największy nędzarz albo najnieszczęśliwszy człowiek zachowuje przywilej pozostawania dobrym i praktykowania dobroci. Jej wyznawcy, skądkolwiek pochodzą, są jej jednakowo drodzy.

Cud nad cudami. Rozrzucaj dobroć na zewnątrz a ona urośnie w twojej duszy.

Dobroć, zająwszy kącik naszej świadomości, wnet przenika ją całą. Widok dobroci rozjaśnia twarz. Dobroć udziela sił słabym, nadziei zrozpaczonym. Drobna dawka dobroci wystarcza, jak ów dobry ewangeliczny chleb, na ukojenie cierpienia całego tłumu. Dobroć działa jak Opatrzność. Stwarza z niczego wiele. Promienie rozsiewane przez dobroć wracając do swego źródła doprowadzają do niego słodycz uzbieraną po drodze. Tym sposobem wytwarza się wokoło siebie dobrą atmosferę i wypełnia własną jaźń boską treścią.

Geniusz wymaga podziwu. Talent wymaga uznania. Bogactwo wymaga zazdrości. Wymagają również hołdów, jedynych wskaźników ich wartości. Dobroć niczego od nikogo nie wymaga. Wystarcza sama sobie. Znajduje swą nagrodę w swej własnej królewskości.

Nadejdzie czas gdy każdy inteligentny człowiek będzie zaznajomiony z „chemią duchową” by umieć dla każdej formy zatrucia duchowego znaleźć odpowiedni środek neutralizujący. Zrozumiemy, że równie łatwo jest przeciwdziałać myślom przykrym, dręczącym za pomocą myśli przeciwnych – jak chłodzić wrzącą wodę przez dodanie do niej zimnej. Czując, że umysł nasz unosi się gniewem powinniśmy zwrócić go do miłości i harmonii a płomień gniewu natychmiast zostanie unicestwiony.

Innymi słowy jest rzeczą zupełnie możliwą, a nawet niezbyt trudną, zbadać dokładnie istotę naszych myśli. Posiąść nad nimi władzę a następnie regulować stan naszego usposobienia i zachować równowagę spokój i pogodę nawet wśród najtrudniejszych okoliczności. Żaden fizyczny wysiłek, żadna namiętność czy przykrość – nie potrafią wytrącić z równowagi człowieka przyszłości – nie potrafią zakłócić jego dostojnego spokoju.

Myślenie jest zwodnicze. Każda myśl dzieli i każda myśl jest stara. Zwierzęta myślą, ale człowiek – w rozwoju wyżej stojący – posiada dar samoświadomości. Ten poziom świadomości pozwala mu na świadome zmienianie siebie. Jesteśmy kowalami swego losu. Ponad samoświadomością istnieją wyższe poziomy – najbliższy nam można by nazwać poznaniem bezpośrednim. Przy takim poziomie świadomości – jest się jasnowidzem.

Czy chce pan ten poziom osiągnąć? – zapytał Starzec

O NIE!! Same kłopoty są z jasnowidzeniem. Przekleństwo to czy boski dar? Nie mam pojęcia…

Świadomość według Starca

Zatrzymał się i patrząc na mnie, jakby chciał się upewnić, że rozumiem i może podzielam jego pogląd, zaczął je wymieniać:

– To nie jest jedyny świat – powiedział, wskazując szerokim gestem ręki cały horyzont.

– To nie jest jedyny czas – i wycelował palcem w mój zegarek.

– To nie jest jedyne życie – i pokazał na siebie, na mnie, i na wszystko, co nas otaczało.

Umilkł na chwilę, jakby chciał nam dać czas na refleksję.

– A to nie jest jedyna świadomość – Dotknął swojej piersi i zakończył:

– To, co jest na zewnątrz, jest także w środku; a tego, czego nie ma w środku, nie ma nigdzie.

Potem, jakby dla rozładowania atmosfery, wybuchnął gromkim śmiechem i zwracając się do mnie, dodał:

-Dlatego podróżowanie niczemu nie służy. Jeśli ktoś nie ma nic w środku, nie znajdzie też nic na zewnątrz. Daremnie szukać po świecie czegoś, czego nie można odnaleźć w sobie.

Prawda według Starca

„Uczeń idzie do swojego guru i mówi, że bardziej niż czegokolwiek pragnie prawdy. Mistrz nie odpowiada. Łapie go za szyję, ciągnie do potoku i trzyma głowę biedaka pod wodą, aż ten zaczyna się dusić. W ostatniej chwili go wyciąga.

– A więc czego najbardziej pragnąłeś, kiedy byłeś pod wodą?

– Powietrza – mówi ten słabym głosem.

– Dobrze. Kiedy zaczniesz pożądać prawdy, tak jak

przed chwilą chciałeś powietrza, będziesz gotowy do nauki.”

Milczenie według Starca

„Pewien król idzie do lasu do sławnego mędrca.

– Powiedz mi, jaka jest natura („Ja”) Duszy? – pyta.

Starzec patrzy na niego i nie odpowiada.

Król powtarza pytanie. Mędrzec milczy. Król pyta jeszcze raz, ale mędrzec nadal nic nie mówi. Król wścieka się i krzyczy:

– Pytam, a ty nie odpowiadasz!

– Odpowiedziałem ci trzy razy, ale ty nie słuchasz – mówi spokojnie Mędrzec. – Naturą Duszy jest milczenie.

Istnieją różne sposoby komunikowania się z drugą osobą: poprzez dotyk, rozmowę, ale przede wszystkim przez milczenie.”

Psychika według Starca

Psychika nie jest w nas, to my jesteśmy wewnątrz niej. Psychika jest wszędzie, jest wszystkim, co nas otacza. Nie jest ani zachodnia, ani wschodnia, ale uniwersalna. Psychika jest jedna: dla zwierząt, roślin, kamieni i ludzi. To wszystko ta sama psychika. Spójrz na pnącze, na małe pnącze: znajduje miejsce, gdzie może się zaczepić, i potem wspina się w stronę światła. Spójrz na pszczoły, utrzymywane razem przez królową, albo na bociany, które przelatują co roku i wiedza gdzie lecieć. Co sprawia, że to wszystko jest możliwe?

Psychika!

Świadomość, która stanowi podstawę wszystkich świadomości, świadomość kosmiczna, utrzymująca w całości cały wszechświat, bez której nic by nie istniało. Celem duchowego rozwoju jest nawiązanie kontaktu z tą świadomością kosmiczną. Kiedy się to uda, przestaje istnieć czas, nie ma już śmierci.

Ale taka dżdżownica?

Ona też istnieje w tej świadomości, której moja, twoja, jej świadomość jest tylko odbiciem.

I nie są to idee indyjskie! Na Zachodzie mędrcy powiedzieli to samo, tyle tylko, że na Zachodzie zapomnieliście, wstawiliście ich do muzeów, do książek profesorów. Natomiast dla nas są oni wciąż obecni jako towarzysze, nauczyciele życia. Na tym polega różnica.

Zachodni Mędrcy?

Lista naszych Jasnowidzów” była dla niego długa: od Heraklita po Pitagorasa i Boecjusza, od Giordana Bruna po Bergsona. Przy czym jego faworytem był Platon.

– Weź go jako guru, a zobaczysz, że przyjmie cię na ucznia i przemówi do ciebie.

Właśnie to czynił Starzec. Wyznał, że od jakiegoś czasu przyjmował Platona w swoim pięknym pokoju z widokiem na góry i spędzał godziny – w milczeniu – na dyskusjach z nim. Według Starca Platon wyszedł dużo bardziej „poza” od wielu innych; jego Republika pozostawała dla niego jedną z najpiękniejszych i najbardziej inspirujących wizji „republiki wewnętrznej”, republiki „Ja” (Duszy). Fakt, że Platon ją tak dobrze opisał twierdził Starzec – musiało być wielką zachętą, żeby również inni jej szukali. Dla Starca istniała wspólna nić, która poprzez tysiąclecia i różne kontynenty łączyła tak różne postaci, jak Platon i Gurdżijew, Plotyn i Śri Aurobindo, nauczyciele sufizmu, Mistrz Eckhart, Ramana Maharishi i Krishna Prem.

-Wszyscy są na tej samej drodze, jedni trochę bardziej z przodu, drudzy z tyłu, niektórzy pobłądzili, inni dotarli, ale wszyscy poszukują naszych korzeni. To jest sens pytania: „Kim jestem?”. Ci, którzy go sobie nie stawiają, nie mogą zrozumieć i może myślą, że jesteśmy szaleni, ale my musimy iść dalej. Wracamy do domu… Naprzód, ty też chodź – powiedział.

Opowiedział jeszcze jedną z tych historii, których nie rozumie umysł, ale których on był świadkiem.

Mędrzec miał dziesięciu uczniów. Był tam też duży pies tybetański, którego nocą nigdy nie zostawiano na zewnątrz, ponieważ lampart miał zwyczaj robić obchód i zatrzymywać się, żeby popatrzeć przez wielkie okno. Drapieżnik ryczał, pies szczekał i wszyscy musieli wstawać z łóżek i wrzeszczeć, żeby odpędzić intruza. Każdej nocy ta sama muzyka i nikt nie był już w stanie spać.

– Spróbuję coś z tym zrobić – powiedział Mędrzec. Poszedł do świątyni i pozostał tam przez dziesięć minut. Owej nocy lampart się nie pokazał. Następnej też nie, ani kolejnej. Zniknął.

Ale co ty zrobiłeś? – zapytał jeden z uczniów Mędrca , starego angielskiego profesora, do którego zwracano się On

– Nic nie zrobiłem – odparł Krishna Prem. – Porozmawiałem tylko z Nim i powiedziałem: „Twój lampart przeszkadza twojemu psu”.

To wszystko – zakończył Starzec. – Psychika jest wszędzie, a my, lampart, pies i twoja dżdżownica jesteśmy wewnątrz niej. Negowanie tego oznacza ślepotę, chęć pozostania w ciemności.

Tajemnice Natury – Dwa Słońca

Dwa Słońca




Empatia ma dwie strony: pierwszą z nich jest szczere uzewnętrznienie siebie, drugą wewnętrzny odbiór. Empatia jest zrozumieniem cudzych przeżyć przy pełni szacunku. Empatia jest zależna od naszej zdolności do bycia obecnym w bieżącej chwili. Często empatyczny kontakt pozwala nam przezwyciężyć wielki, psychiczny ból.

Dwa Słońca, nas dwoje. Proszę, otrzep ze śniegu i wysusz swemu Aniołowi skrzydła .
Motto

Nowy zbiór opowiadań – „Tajemnice Natury”
„Dwa Słońca” to ciąg dalszy „W pogoni za Aniołem” (odcinka kończącego opowiadanie „Tajemnice Lasu”)
http://www.eioba.pl/a/5mie/tajemnice-lasu-opowiadanie….
Odcinka w którym pogawędziłem z Aniołem i nie do końca byłem pewien czy z „głębiny” powinienem powrócić do przyjaciół. Nie pozbyłem się tych wątpliwości do tej pory.

 

DWA SŁOŃCA
Opowiadanie oparte na osobistym przeżyciu

W pierwszej chwili kiedy budzimy się ze snu, nie wiemy kim jesteśmy. Ustalamy swą osobowość, indywidualność dopiero po chwili, kiedy pamięć przywraca nam wspomnienia. Co by się stało, gdyby jakiś Duszek, Mag, Mistrz, Anioł podczas snu usunął nasze wspomnienia a miejsce ich wypełnił innymi? Wygląda na to, że w takiej hipotetycznej sytuacji uległa by zmianie nasza osobowość, a my o tym byśmy po przebudzeniu nic a nic nie wiedzieli.
Wyznam, że podczas wstrzymanego pod wodą oddechu, kiedy straciłem przytomność, w błysku jasnego widzenia ujrzałem kobietę, i z nią naszą wspólną szczęśliwą przyszłość i pełnię czekającej nas miłości. Jestem pewien, że to dotknięcie skrzydłem Anioła przypomniało o tym.
Wstałem przed świtem. Werandę plebani zalewała księżycowa poświata. Cicho, by nie zbudzić przemiłego gospodarza, wyjąłem z torby sprzęt fotograficzny. Na bosaka, po srebrzystej od rosy łące, doszedłem do zbitego z kilku desek pomostu. Przysiadłem na ławce. Nad powierzchnią jeziora kłęby mgły stworzyły przemijające postacie jeziornych duchów. Zerwał się lekki wiatr marszcząc wodną tafle. Balet mgielnych,ulotnych postaci nimf i rusałek, rozpłynął się w nicość.
Życia wieczność, życia chwila istnienia. Jak to pogodzić? Jak zrozumieć strumienie przepływających przez nas uczuć, skojarzeń, myśli? Które z nich są dogłębnie nasze, a które napływają i znikają do jakiegoś tajemniczego miejsca, na podobieństwo mgielnego baletu, który „tu i teraz” na moich oczach ulatuje z wiatrem?
Minęło dominujące we mnie uczucie olśnienia, oczarowania baletem, a zawładnęły mną uczucia zwątpienia, oczekiwania, a mimo to nie poczułem bym istotnie się zmienił.
Kim więc jestem naprawdę? Kim jestem w swojej niepowtarzalnej istotności? – pomyślałem.
Po chwili ponad trzcinami wzeszło słońce. Spojrzałem w głąb wody i ujrzałem tam blisko siebie dwa słoneczne odbicia. Ująłem je w kadr i zrobiłem zdjęcie. Odbicia słoneczne po chwili rozpłynęły się w wodną drogę pomarszczoną podmuchami wiatru i roziskrzoną niezliczonymi błyskami padających z Nieba promieni. Wsiadłem do jachtu przycumowanego przy pomoście. Postawiłem żagle i pożeglowałem tą słoneczną drogą. Byłem szczęśliwy. Moi uczniowie czekali na mnie po drugiej stronie jeziora. Pracowałem jako instruktor i właściciel bazy nurkowej działającej na uroczym, zalesionym cyplu jeziora .
Tego słonecznego poranka, podczas silnego wiatru, wywrócił się i zatonął kabinowy jacht. Kilkuosobową załogę wyłowiła przepływająca nieopodal zdarzenia wiosłowa łódka. Nasz jacht rzucił kotwicę obok miejsca wypadku. Poproszony o pomoc przy wydobyciu jachtu zszedłem pod wodę. To co mi się przydarzyło pod wodą trwało niewiele dłużej niż kilka minut. Trwało tyle ile może trwać oddech przesycony pragnieniem powrotu do życia. Po wielu latach doświadczeń w nurkowaniu, każde wejście pod wodę traktuję jako wejście do innego świata, a każdy powrót na powierzchnię, jako powrót do domu. Powrót do jedynej, nienaruszalnej rzeczywistości. Tym razem stało się inaczej. Po raz pierwszy zdałem sobie sprawę, że mój dom, że Nasz Dom, znajduje się również gdzie indziej. Oto kilka refleksji z tamtych dramatycznych kilku minut:
„Brak powietrza. Zginiesz”- błyska myśl.
Szamoczę się próbując wyrwać się z plątaniny lin. Przerażone zniszczeniem neurony wyją z rozpaczy. Grzmot trwogi wstrząsa intelektem. Umysł w czerwień rozpala słowa „Ratuj się”. Miernik nie kłamie. Nie mam powietrza w butli. Krtań zaciska się. Duszę się. Utknąłem we wnętrzu zatopionego na 20 metrach kabinowego jachtu.
„W sprzęt na plecach wplątała się lina! Przetnij ją!”- w panice wrzeszczy intelekt.
Posłusznie sięgam po nóż. Spoglądam ku górze i widzę słońce jako rozmytą plamę. Tracę przytomność. Ogarnia mnie błogość. Cichnie umysł.
Z tej cichości, z sennego wymiaru, spoza ziemskiego czasu i przestrzeni, budzi się nadzieja. Błyska w oddali światełko. Wchodzę w jasność tunelu wewnętrznego słońca. Objawia się duchowa strona istnienia. Moja najwyższa istotność uaktywnia dawno zapomniane zmysły, włącza do tej pory nieznane świadomości programy.
Ktoś, kto jest naprawdę mną emigruje poza ciało. Unosząc się swobodnie Ja – duch obserwuje siebie – ciało. Czuję, myślę i przenikam materie jasnym widzeniem. Przeżywam dramat i jednocześnie obiektywnie obserwuje go bez emocji. Świetlistą drogą nadciąga pełna jasności postać. Wola tej istoty nakazuje dłoniom otwierać kolejne klamry pasków mocujących nurkowy sprzęt do mego ciała. Jestem wolny. Wplątany w linę sprzęt pozostaje we wnętrzu jachtu. Wynurzam się bezwładnie z czeluści jachtu.
Żeby wypłynąć na powierzchnię wystarczy zrzucić ołowiany pas balastowy. Dłoń zaciska się na klamrze pasa. Świetlana postać swymi myślami przenika mnie, ogarnia współczuciem, wszystko wybaczającą miłością. Dociera do mnie pytanie.
„Masz wybór, wolną wolę, masz wolność. Decyduj. Zostajesz? Wypływasz?”
Ku własnemu zdziwieniu nie śpieszę się z odpowiedzią. W tym niezwykłym stanie, nie czuję żadnego zagrożenia, czas jakby przestał istnieć, więc mam go bez liku. Ogarnia mnie ciekawość dziecka, radość odkrywcy. Jestem otwarty na wszelkie zdarzenia, wszelkie pytania i odpowiedzi. Objawia mi się zarówno względność jak i ukryty sens przeszłych pomyłek, porażek, błędów, grzechów. Z radością wybaczam sobie, wybaczam wszystkim. Ten proces nie wymaga ode mnie żadnego wysiłku.
Teraz wiem, że tu na Ziemi przejawiłem się wraz z innymi w wiecznej szkole życia. W szkole w której jest się zarówno uczniem jak i własnym nauczycielem. W Szkole Kosmicznej, w klasie Ziemia, w której wszyscy uczą się przebaczania i miłości. Nie powstrzymuje ciekawości, i pytam świetlaną postać:
„Jak to jest? Czy to wyuczone treningiem ruchy ratują mi życie? Czy też może,niewidzialny dla normalnego stanu zmysłów świat istnieje realnie, i właśnie „tu i teraz” w sytuacji pozornie bez wyjścia, mogę poznać Ciebie, realną istotę „nie z tego świata”, która pomaga mi z nieznanych mi pobudek? Kim jesteś? Zjawą generowaną przez przerażony mózg w którym procesowi śmierci, samo-eutanazji towarzyszy podświadoma projekcja znieczulająca cierpienie. Odpowiedz, proszę! Czy wyłącznie jesteś narkotycznym widziadłem zafundowanym mi przez mój mózg jak chce większość naukowców, czy też realnym bytem z którym mogę wejść w związek podobny do ludzkich?”
„Masz wolną wole. Sam podejmujesz decyzje. Nie lękaj się. Jesteś wieczny.” – przenika mnie myśl.
„Czy ten strumień pojawiających się i odchodzących myśli, pytań i odpowiedzi, to jedynie wspomnienia utartych frazesów, strzępów przeczytanych książek, zasłyszanych opinii, czy też realny z Tobą dialog?- pytam dalej z uporem.
„Gdy uczeń jest gotowy, pojawia się nauczyciel.”- przenika mnie myśl.
„Jesteś więc moim nauczycielem? Aniołem?”- pytam.
„Ja po prostu jestem. W „Ja” zawarta jest wieczność, w „Jestem” jedność z całym Istnieniem. W stanie świadomości, w którym się znalazłeś ja jestem tobą a ty jesteś mną. Czas i przestrzeń tak naprawdę to kategorie naszego poznania. Istnieje jedynie chwila obecna. Czas jest czynnością liczenia zdarzeń, kolejnością poznawania, a przestrzeń jest czynnością wskazywania, kierunkiem postrzegania w sieci przeglądanych zdarzeń.”- przenika mnie myśl.
Znika Jasna Postać. Odchodzi Anioł . Rozpływa się moja Narkotyczna Wizja. Czuję się wolny bez krępującego ruchy podwodnego sprzętu i szczęśliwy bez ciała ograniczającego swobodę poruszania się. Moje myśli uwolnione z fizycznej struktury mózgu nabierają jasności. Jestem w sieci nieskończonej ilości zdarzeń. W ezoterycznym Matrix. W węźle – centrum, z którego rozbiegają się drogi. Widzę je, gdy kieruję na nie uwagę. Skupiam się na najbliższych zdarzeniach. Mogę to z łatwością uczynić. W stanie umysłu w którym się znalazłem jestem jasnowidzem. Ze swobodą poruszam się po łańcuchach zdarzeń. Przewijam swoją przeszłość zdarzenie po zdarzeniu jak taśmę filmową , klatka po klatce, aż docieram do chwili obecnej. Mocą woli analizuję zdarzenie najbliższe z możliwych, i oto śledzę jak:
Zrzucam ołowiany pas, wynurzam się i jestem wśród przyjaciół. Przeglądam coraz dalej i dalej aż spostrzegam Ciebie. Słyszę jak mówisz:
„Położyć głowę na ramieniu kochanego człowieka i nie bać się, nie uciekać, nie niepokoić o nic. Obudzić się rano przy twoim boku, by wieczorem zasnąć w cieple. Czasami chciałabym, aby zadzwonił telefon i rozwiązał wszystkie moje problemy. Chyba majaczę. To byłoby może za proste? Już sama nie wiem. Potrzebuje czegoś, co mi przypnie skrzydła. Aktualnie są mokre i ciężkie od śniegu. Wcale nie nadają się do latania.
Kochanie, połóż swoją głowę na moim ramieniu. Nie bój się, nie uciekaj, nie niepokój się już o nic. Zasypiaj i budź się w moim cieple. Ślę do Ciebie słoneczne myśli, pełne miłości, mocy dobra i szczęścia które rozwiążą twoje problemy. Przypinam Ci skrzydła. Jesteś przepięknym, pachnącym źródlaną wodą Aniołem. Już wiem, że wróciłem dla ciebie…
PS I tak to skruszony i zauroczony Naszym Prawdziwym Domem i przez Anioła pouczony… wróciłem do żony

A na każdy kiepski dzień piosenka Seweryna Krajewskiego ze słowami Agnieszki Osieckiej

Gdzieś w hotelowym korytarzu krótka chwila,
Splecione ręce, gdzieś na plaży oczu błysk,
Wysłany w biegu krótki list,
Stokrotka śniegu, dobra myśl –
To wciąż za mało, moje serce, żeby żyć.
Uciekaj, skoro świt, bo potem będzie wstyd
I nie wybaczy nikt chłodu ust Twych…

 

 

Tajemnice lasu

opowiadanie

 Tajemnice lasu

opowiadanie

Mojej żonie Małgosi i córce Klaudynie  

Opowiadanie „Tajemnice lasu” jest żartem. Żartem  o drodze do Oświecenia. Nie utożsamiam się z główną postacią. Bawiłem się „po pachy” i śmiałem „do rozpuku” pisząc to opowiadanie w odcinkach. Tym śmiechem, leżąc w łózko, dziwnym trafem i nieświadomie, uleczyłem swój nadwyrężony kręgosłup. Odpuścił. Praca malarza i fotografa przyrody, którą ostatnio intensywnie wykonywałem, okazała się mocno urazową.

Dla eliminacji bólu kręgosłupa, i pewnie nie tylko, ważny jest śmiech i to najlepiej z siebie. To on daje dystans do świata i chroni przed pychą. Leczy;  za darmo i jak wszyscy diabli płomiennym cierpieniem.

Śmianie się z siebie polecam z całego serca wszystkim. Nie pijcie  przy tym zbyt wiele nalewek… ni okowity. 

Zapadła noc. Samochód przednim kołem zawisnął na przykrytym liśćmi pieńku. Postanowiłem udać się po pomoc do wioski. Po półgodzinnym marszu zauważyłem poprzez korony drzew nadciągające z zachodu ciemne chmury. Burza nadciągnęła znienacka. Sypnęło gradem. Opodal uderzył w drzewo piorun.

Usłyszałem z pobliskich zarośli okrzyki duszków leśnych towarzyszących mi w drodze od jakiegoś czasu.

Ratuj się! Uciekaj!… Biegnij za nami!

Biegłem wśród kanonady piorunów, smagany gałęziami krzewów i ulewnym deszczem, co kilka kroków waląc się na ziemię. Nagle, w błysku pioruna, zobaczyłem zarys chaty. Dopadłem do drzwi, zapukałem ale nikt nie odpowiadał. Nacisnąłem klamkę i wszedłem do środka. Grzmot rozdarł powietrze, światło padające przez okna błysku pioruna, na chwilkę oświetliło wnętrze. Spostrzegłem: stół , kilka krzeseł i trumnę stojącą na podłodze.

Szukając po omacku na stole odnalazłem lichtarz i zapałki. Płomień świecy , ciepło i światło od niego bijące było błogosławieństwem.Pośrodku izby stał żelazny piecyk z fajerkami na górze a obok z wiaderka wystawały drwa. Podłożyłem kilka smolnych szczap pod stos drewienek, a w jego środek włożyłem ogarek. Zapłonął ogień…

Rozebrałem się do naga i rozwiesiłem ubranie w pobliżu piecyka. Ze skrzyni stojącej przy ścianie zdjąłem jakiś koc, okryłem się nim ,siadłem przy stole.

Po chwili, już przez sen usłyszałem przytłumiony śmiech …

To głos z tej trumny!? Gdzie ja jestem! – błysnęło mi w głowie ale sen już wziął mnie mocno w niewolę. Usłyszałem:

Mój Drogi gościu.. wszedłeś tu nie proszony ale masz wielkie szczęście. Już od dawna nie miałem okazji porozmawiać z człowiekiem… grzesznym człowiekiem. Więc szukasz filigranowej kobiety o srebrnych włosach? W lesie?! Chyba rozum ci odebrało. Tu jej nie znajdziesz. Poradzę ci: musisz zmądrzeć… Posłuchaj:

W skali intelektualnej, technologicznej, i ekonomicznej postęp nasz poszedł radykalnie do przodu. Ale jak przedstawia się nasze panowanie nad emocjami i żądzami, i co ważniejsze, jak je wykorzystujemy w celu zrozumienia siebie? Od czasu powstania cywilizacji ujarzmienie w sobie zwierzęcych, agresywnych emocji jest nasza wielką bolączką.

Nasza zdolność do życia z głębi serca oraz umiejętność panowania nad emocjami są kluczowymi dla lepszego życia. I nie tylko dla nas samych, ale dla naszej rodziny, przyjaciół, społeczności, i całej planety. Umiejętność panowania nad emocjami ułatwia i uatrakcyjnia naszą podróż przez życie. Umożliwia nam funkcjonowanie na Ziemi w względnej stabilności. Jest wielu już ludzi, którzy „myślą” sercem:

Wdzięczność, Współodczuwanie, Przebaczenie,Skromność, Zrozumienie, Dzielność.

Splecione razem, owe sześć przejawów zachowania, tworzą esencje serca. Kiedy wyrażone są w naszym codziennym życiu, otwierają portal do naszej najgłębsze] jaźni – duszy. Bez względu na to jak istotne znaczenie przypisujemy naszemu intelektowi czy też sile umysłu, to nie są one głównymi cechami naszej Jaźni. –

W przeciągu ostatnich 3,421 lat zapisów historycznych jedynie 261 wolne było od wojny. Jeśli ludzkość ma zamiar zwiększyć słupek odzwierciedlający okres „bez wojen”, to potrzebny jej będzie nowy „paradygmat” uwzględniający nowe zrozumienie wagi związków międzyludzkich dla rozwoju cywilizacyjnego.

Paradygmat, który byłby wspierany przez sześć cnót serca.

Ludzkość coraz bardziej przybliża się do dokonania, naukowego odkrycia duszy ludzkiej oraz sieci energetycznych połączeń, w której to obrębie porusza się i istnieje dusza. Poznanie siebie jest początkiem mądrości; bez niego wiedza prowadzi do walki, ciemnoty, cierpienia i udręczeń.

Poznanie siebie jest początkiem mądrości; bez niego wiedza prowadzi do walki, ciemnoty, cierpienia i udręczeń – powtórzyłem budząc się.

Podszedłem do trumny i delikatnie zapukałem: Bardzo dziękuję za te rady. Ty wszystko wiesz. Kim jesteś?  Więc gdzie odnajdę ukochaną… filigranową kobietę o srebrzystych włosach?

Odpowiedzi nie było. Jest tam ktoś? _zapytałem i powoli zacząłem otwierać wieko trumny.

Nagle całym domem zatrząsł potężny podmuch wiatru. Okno otworzyło się z trzaskiem. Uderzony podmuchem wiatru puściłem pokrywę trumny.

Spojrzałem w okno. Promienie słoneczne rozświetliły izbę. Deszcz przestał padać. Ubrałem się i cichutko wyszedłem z domu. Gdy przeszedłem kilkadziesiąt metrów, po mało widocznej leśnej ścieżce, ujrzałem samochód. Widocznie w nocy krążyłem w kółko. Odetchnąłem z ulgą.

Wrócę do domu i się nareszcie zjem porządny posiłek, i wyśpię się we własnym łóżku – pomyślałem.

Wyciągnięciem z samochodu lewarek i po kilku minutach pracy autko stanęło na czterech kołach.

Ale jak to w życiu bywa: gdy zaplanujemy bogowie się uśmiechają. Na ścieżce zobaczyłem idącą w moją stronę kobietę. Podeszła do mnie, pocałowała mnie w policzek i powiedziała:

Mój drogi, długo na siebie kazałeś mi czekać…

Kim jesteś? – zapytałem

Jestem twoim przeznaczeniem…

Leżałem pod sosną na mokrym od rosy mchu. Nie wiedziałem gdzie jestem. Obudziłem się z przeczuciem, że otacza mnie tłum mówiących na raz istot. Rozejrzałem się dookoła. Wśród otaczających mnie sosen i świerków nikogo nie było. Obok mnie leżała jedwabna fioletowa chusta a przede mną, na ścieżce, stał samochód. Przymknąłem oczy chcąc zmusić umysł do skupienia i poukładania wspomnień w jakąś logiczną całość. Doszedłem szybko do wniosku, że wszystko to co zdarzyło się,  burza i spotkanie z pustelnikiem śpiącym w trumnie, było snem. Gdy samochód zawisł na pieńku, zniechęcony kolejnym i nieudanymi próbami uwolnienia go, widocznie usiadłem pod sosną i zasnąłem. I cóż, jak każdej nocy, w śnie zamarzyłem sobie by spotkać filigranową kobietę o srebrzystych włosach. I spotkałem? Czy leżąca obok mnie chusta oznacza, że ona tu była kiedy spałem?

Przez cały czas rozmyślań słyszałem zupełnie nie znany mi szum. Tę kakofonię, przypominającą brzęczenie w ulu pszczół, nagle zagłuszył głos:

– Hej! Tam leży człowiek. To musi być on bo przy nim leży jej chusta. To znak!

Czarna opaska zasłoniła mi oczy. Moje ręce zostały związane powrósłem.

– Nie ruszaj się a nic ci się nie stanie! Wstań! Pójdziesz z nami! Czekają na ciebie.

Usłyszałem wesoły, sepleniący głos. Kilka innych głosów, również przedziwnie brzęczących i sepleniących, dołączyło do tego radosnego śmiechu. Poczułem dotyk wielu małych rączek, które pomogły mi wstać. Domyśliłem się, że mam do czynienia z leśnymi duszkami.  Te sympatyczne, sięgające mi ledwie do kolan, istotki prowadziły mnie godzinami przez lasy. Często odpoczywaliśmy i posilaliśmy się poziomkami, jagodami, malinami, jeżynami popijając rosę z liści. Nie zgodziły się zdjąć mi z oczu opaski. Podczas posiłków duszki opowiadały o roślinach i o swoim Bogu, który stworzył świat.

Po jakimś czasie doszedłem do wniosku, że chodzimy w kółko. Widocznie duszki pragnęły bym je wysłuchał. Nie miałem pojęcia dlaczego im na tym zależy.

Oto co zapamiętałem:

... Przyroda jest łaską boską. Wspaniałe jest nasze istnienie tutaj wśród drzew i innych roślin. Drzewa komunikują się między sobą i rozmawiają z duszkami o poważnych sprawach tego świata. Drzewa istnieją na Ziemi 150 milionów lat dłużej niż ludzie i w istocie są one pierwszymi pionowymi istotami. Nie duszków czy tym bardziej ludzi zasługą jest stworzenie istot na Ziemi.

Mówiąc, że przyszliśmy na wypełniony łaską wszechświat, mówimy o pierworodnym błogosławieństwie, które zachodziło poprzez osiemnaście miliardów lat i którego rozwój trwa nadal w zdumiewającym akcie współtworzenia. Co roku drzewo tworzy absolutnie od początku dziewięćdziesiąt dziewięć procent swoich żywych części. Każdego dnia w lecie drzewo średnio wydziela tonę wody; a duże drzewo wiązu w jednym tylko sezonie rodzi sześć milionów liści nie ruszając się z miejsca.

Zamiast odnosić się do przyrody tak jak czynią to ludzie, jako do czegoś, co trzeba ujarzmić lub z czego czerpać zysk, potrzeba całkowicie nowego doń podejścia, które jest w istocie pierwotne:

odnoszenia się jako podmiotu do podmiotu, a nie jako podmiotu do przedmiotu. To powinno być odniesienie pełne czci, bowiem cześć i zachwyt są najbardziej stosowną odpowiedzią na błogosławieństwo Stwórcy. Jest to podejście mistyczne, wejście w tajemnice Stworzenia.

Według mitu stworzenia rdzennych ludów Australii, które są najstarszym plemieniem ludzkim na świecie, Stwórca wyśpiewał każde stworzenie do istnienia. Ta pieśń pierworodna powołująca do życia wszystkie istoty czyni więcej, aniżeli wymyślone przez religie pojęcia grzechu pierworodnego.

Uwierzmy i zacznijmy żyć prawdą, że wszyscy zostaliśmy prawdziwie wyśpiewani do istnienia przez łaskawego i mądrego Stwórcę, dla którego jesteśmy pierworodnym błogosławieństwem.

W pewnym momencie duszki ostrożnie sprowadziły mnie po stromej skarpie. Usłyszałem szum płynącej wody a na twarzy poczułem wiatr. Duszki rozwiązały mi ręce i umilkły. Zdjąłem opaskę z oczu…..

Przysiadłem przy konarze olbrzymiego drzewa. Może pojawi się tu zaraz wymarzona w snach kobieta? Filigranowa i ze srebrnymi włosami? – pomyślałem.

Niestety… Usłyszałem niski i chrypiący głos dochodzący  gdzieś z dołu, spośród wystających nad ziemię korzeni.

To był Gnom….

cdn… gnomy to śpiochy i mądrale. Wychodzą na powierzchnie gdy na Ziemi jest kiepsko…

 

Gnom rozsiadł się wygodnie i zapalił fajkę. Spojrzał na mnie przenikliwie i powiedział;

Uganiasz się za kobietą? To bardzo nierozsądne… bo to świadczy, że nie opanowałeś typowego dla mężczyzn pragnienia posiadania. Takie zachowanie to strata czasu i energii.  Nikomu dobrze nie służy twoje rozchwiane serce.

Ludzkość formowana jest przez wspólne działania wszystkich jej członków, zatem odzwierciedla cechy serc i umysłów wszystkich poszczególnych jednostek. Spokój w ludzkich sercach stwarza pokój na świecie, natomiast poruszenia w sercu powodować będą zawieruchy w świecie. Można zauważyć, że wszystkie te szkodliwe zachowania, jakie manifestują ludzie w świecie, posiadają pojedynczą przyczynę. Tą przyczyną jest pragnienie.

Pragnienie przejawia się w dwóch formach: jako przywiązanie lub jako niechęć. Pierwsza z tych form każe nam uganiać się za rzeczami, które lubimy, i nie puszczać ich za żadną cenę. Druga mówi, by unikać lub przeciwstawiać się temu wszystkiemu, czego nie lubimy, i jeśli to możliwe lub konieczne – zniszczyć to. 

Przywiązanie wiedzie nas ku coraz większej konsumpcji i zużywaniu surowców, brania tego, co nie było nam dane, wykorzystywania przy tym innych dla własnej korzyści. Jest podstawą takich cech osobowości, jak duma, arogancja, łgarstwo, samolubstwo, jak też chęć władzy.

Niechęć nakazuje nam odwracanie się od nielubianych rzeczy, niszczenie wszystkiego, czego się boimy lub czego nie rozumiemy. Powoduje powstanie nagannych zachowań, takich jak agresja, okrucieństwo, bigoteria, oraz innych działań pełnych nienawiści.

Istnieje jednak szansa wyciągnięcia tych cierni z serca. To tylko cierń wywołujący szaleństwo z bólu i strachu, każący nam robić rzeczy, przez które ranimy i nienawidzimy, przez które tracimy kontakt z naszym wewnętrznym dobrem. Niczym groźny lew z cierniem wbitym w łapę potrzebujemy jedynie uzdrowiciela, który przyszedłby z pomocą i wyciągnął doskwierającą nam drzazgę.

 Zaleceniem było by zaaplikowanie na pragnienie jak największych dawek świadomości.

Mechanizmy działania pragnień są ukryte w nieświadomych funkcjach umysłu, dlatego tym większej mocy świadomości musimy użyć tu i teraz. Musimy jedynie nauczyć się widzieć rzeczy wyraźnie, wtedy nastąpi naturalny proces uzdrawiania.

Zaleca się medytację uważności: staranną obserwację wszystkiego, co pojawia się i zanika z momentu na moment w przestrzeni fenomenologicznego doświadczenia.

Gdy jesteśmy w stanie dostrzec to, co faktycznie się w nas przejawia, wtedy też możliwe jest, by stopniowo i naturalnie rozwijała się mądrość. Zasady są proste, ale potrzeba do tego sporo praktyki i jeszcze więcej poświęcenia. Wygląda więc na to, że moglibyśmy użyć tych samych zaleceń, chcąc uzdrowić rany zadane planecie przez nas wszystkich, ponieważ i one spowodowane są różnorakimi formami pragnienia. Sposobem, by przenieść świadomość społeczną na obszar wspólnego doświadczenia, może być dzielenie się tym, co było widziane przez innych ludzi.

W dzisiejszych czasach możemy dostrzec wiele tego rodzaju przykładów, gdy wykroczenia są nagrywane i z korzyścią dla wszystkich dzielone z opinią publiczną lub gdy dowody przestępstw wychodzą na światło dzienne i podane są osądowi całego świata. Tak jak zło, do którego jesteśmy zdolni, kryjące się w zakamarkach naszej nieświadomej psyche, przekradające się niepostrzeżenie z mroku, by uprowadzić nasze niedopilnowane zachowanie, tak też większość okrucieństw i nadużyć dziejących się w świecie nie jest ujawnianych. Zatem tak jak wystawianie na światło dzienne naszych własnych demonów może rozpocząć proces uzdrawiania, tak też ujawnianie trzymanych w tajemnicy pogwałceń i niesprawiedliwości może dać efekt w postaci przemian na świecie.

Świat ludzki ochraniany jest przez tzw. bliźniaczą straż – dwie siły w umyśle, które opiekują się i kierują zachowaniami moralnymi. Pierwszym z tych strażników jest hiri – słowo to oznacza sumienie, intuicję moralną oraz szacunek dla samego siebie. Odnosi się ono do tego, co w ludzkiej psychice rozpoznaje różnicę między tym, co warte jest szacunku, a tym, co nie jest jego warte. Każdy z nas ma w sobie taki wrodzony moralny kompas. 

. Drugim opiekunem świata jest ottappa składająca się z takich czynników, jak świadomość społeczna, kulturowe lub wspólnotowe poczucie moralności, szacunek do opinii i praw innych osób.

Wszelkie umiejętne działania wspierane i kierowane są dzięki tym dwóm strażnikom. Odpowiednio – wszystkie szkodliwe działania są wykonywane tylko wtedy, gdy odrzuca się te wytyczne moralne.

Jeśli więc wydarza się coś moralnie nagannego, czy to na poziomie jednostki, czy na poziomie społecznym, oznacza to tylko tyle, że brakuje nam wystarczająco przejrzystej świadomości tego, co robimy. Oznacza, że tymczasowo zostaliśmy zaślepieni przez chciwość, nienawiść czy ułudę lub kombinację tych trzech w taki sposób, że odmawiamy sobie otwartego rozprawienia się z popełnionymi czynami.

Gdy uważność zostanie skierowana na konkretną sytuację – z wystarczającą siłą, odpowiednią intensywnością i należytą szczerością – wtedy naturalnie odstąpimy od czynienia krzywdy samym sobie, innym istotom, jak i wszystkim jednocześnie.

Może to brzmieć dość nierealnie, jednak odzwierciedla głęboką prawdę o działaniu naszego umysłu. Powinniśmy spędzić nieco więcej czasu na społecznej poduszce medytacyjnej, kierując światło świadomości w mroczne zakątki świata. Istnieje możliwość radykalnej, całościowej transformacji.

Musimy jedynie rozpocząć ten proces – najpierw w naszym umyśle – a reszta naturalnie się ułoży.

I co o tym myślisz? – zapytał Gnom kończąc  swoją długą mowę. Nie byłem w  stanie odpowiedzieć. Dym z fajki Gnoma, który otoczył mnie, widocznie zadziałał usypiająco. Zasypiając usłyszałem, jak przez mgłę, szepty leśnych duszków;

To głupek i uparciuch.. nic nie rozumie … zasnął biedaczysko… zaprowadźmy go do tej kobiety… niech ona da mu w kość…

Zróbcie tak.. ech ci ludzie… z westchnieniem zgodził się Gnom

 

Obudziłem się cały zlany potem. Gdzie jestem? – powiedziałem głośno. Zdjąłem opaskę z oczu i nie bez trudu wstałem z posłania z gałęzi świerkowych. Gałęzie splecione były w nosze. Pomyślałem, że to robota leśnych duszków. Wschodziło słońce.

Duszki, przyjaciele… jesteście tu? – zapytałem słysząc trzask gałęzi za sobą. W odpowiedzi usłyszałem ciche szepty: głupek… głupek… spódniczko-wy goniec..

Nagle, poczułem mocne klepnięcie po plecach i gdy obróciłem się stanąłem twarzą w twarz z roześmianym, potężnym starcem – z siwą brodą i krzaczastymi siwymi brwiami, wesołymi niebieskimi oczami, w kapelusiku z piórkiem na głowie, z przewieszoną skórzaną torbą przez jedno ramię.

A cóż to pana sprowadziło w tę ostoję leśną?

Zapytał ze śmiechem starzec i dłonią wielką jak bochen chleba, uścisnął moją rękę, instynktownie wyciągniętą w obronnym geście – tak silnie, że aż przykucnąłem. Starzec objął mnie ramieniem i zapytał, tak jakby mnie znał od dawna:

Porzucił pan miasto, prawda?

Otworzyłem się, nie wiem dlaczego, na opowieść o sobie.

Ma pan racje – powiedziałem.

Jakiś czas pracowałem naukowo. Czułem zamęt; a choć nie jestem już młody, ogarnęło mnie zniechęcenie. Widziałem wokół siebie własne pokolenie, ludzi zdesperowanych, zgorzkniałych, wdziałem okrucieństwo, hipokryzję, kompromisy, asekuranctwo. To pokolenie niczego nie ma do zaoferowania i niczego od nich nie chcę. Zapragnąłem żyć życiem bogatym, pełnym treści. Z pewnością nic chcę pracować w biurze i utrzymywać zdobytą pozycję, wiodąc tą bezkształtną, bezsensowną egzystencję. Czasem płaczę nad samotnością i pięknem odległych gwiazd.

Przysiedliśmy na konarze zwalonego drzewa. Zapachniało żywicą. Czas jakiś siedzieliśmy w ciszy, a powiew wiatru poruszał sosnami.

Poszukuje pan więc prawdy? Chcesz pan  żyć pełnią życia?

Drogi chłopcze. Lot skowronka i orła nie pozostawia śladów; naukowiec, podobnie jak każdy specjalista, ślad pozostawia. Można iść za naukowcem krok za krokiem i dodać kolejne kroki do tego, co on odkrył i zgromadzili. Wiadomo, lepiej lub gorzej, dokąd to wszystko prowadzi. Ale prawda to coś zupełnie innego; ona rzeczywiście jest krainą bez dróg; być może leży na następnym zakręcie tej ścieżki, a może tysiące kilometrów stąd. Musisz iść nieprzerwanie, a wówczas znajdziesz ją tuż obok. Jeśli jednak zatrzymasz się, by wytyczyć drogę dla siebie lub innych lub po to, by zaplanować tą własną drogę życia, to prawda nigdy się do ciebie nie zbliży.

Więc co w życiu jest warte zachodu? Więc w co uwierzyć?

Uwierzyć?

Jeśli przyniesiesz do domu patyk, położysz go na półce i będziesz co dzień kładł przed nim kwiat, to po paru dniach nabierze on dla ciebie ogromnego znaczenia. Tak tworzy się wiara a z niej miedzy innymi religia. Umysł może nadać sens wszystkiemu, ale sens, jaki on nadaje, jest sensu pozbawiony.

Więc żyć nie określając celu, żyć bez celu?

Mój drogi, pytanie o cel życia jest niczym oddawanie czci patykowi. Tragedia polega na tym, że umysł wciąż wymyśla nowe cele, nowe sensy, nowe radości i ciągle je niszczy. Nigdy się nie uspokaja. Ale umysł, który ma w sobie bogactwo ciszy, nigdy nie szuka czegoś poza tym, co jest.

Więc co można uczynić by choć trochę mieć radości z życia?

Trzeba być jednocześnie orłem i naukowcem, wiedząc, że jeden z drugim nigdy się nie spotkają. To nie znaczy, że żyją w różnych światach. Obaj są niezbędni. Ale gdy naukowiec chce stać się orłem, a orzeł pozostawia odciski pazurów, świat pogrąża się w niedoli. Zachowuj zawsze swą czystość i związaną z nią bezbronność. To jest jedyny skarb, który człowiek mieć może i musi.

Bezbronność? Czy jest to jedyny bezcenny klejnot, który można znaleźć?

Nie ma bezbronności bez czystości. Choćbyś miał tysiące doznań, tysiące razy się uśmiechał i wylał tysiące łez, to jakże umysł może być czysty, jeśli nie umrzesz i tego wszystkiego się nie wyzbędziesz? Tylko czysty umysł pomimo tysięcy swych doznań – może ujrzeć prawdę. A jedynie prawda czyni umysł bezbronnym, czyli wolnym.

Powiada pan, że nie można ujrzeć prawdy, nic będąc czystym, a nie można być czystym, nie ujrzawszy prawdy. Czy to nie jest błędne koło?

Czystość może zaistnieć tylko wtedy, gdy umiera dzień wczorajszy. Ale my nigdy nie umieramy, nie wyzbywamy się przeszłości. Zawsze pozostaje nam jakaś resztka, strzęp dnia wczorajszego. Właśnie to sprawia, że umysł pozostaje więzieniem czasu. A zatem czas jest wrogiem czystości. Człowiek musi każdego dnia umierać, wyzbywać się wszystkiego, co umysł pochwycił i czego się trzyma. W przeciwnym razie nie ma wolności. Gdy istnieje wolność, istnieje bezbronność. One nie następują po sobie—to wszystko stanowi jeden ruch, zarówno pojawianie się, jak i przemijanie. Naprawdę czysta jest pełnia serca.

Zamyśliłem się. Leśniczy wstał: Chodźmy. Śniadanie już pewnie na nas czeka i czeka moja córka. Powiedział zerkając na mnie i uśmiechając się tajemniczo.. Po chwili zapytał:

Wierzy pan w miłość od pierwszego spojrzenia?

Nie odpowiedziałem. Poczułem jak miłość do nieznajomej, filigranowej kobiety,  wypełnia moje serce.

Szliśmy jakiś czas w milczeniu wsłuchując się w odgłosy lasu. Po chwili marszu usłyszałem szum spadającej wody. Weszliśmy na mostek będący równocześnie jazem dla rzeczki wypływającej z niewielkiego jeziorka. Za mostkiem, na niewielkim wzniesieniu, stał drewniany dom. Zapachniało pieczonym chlebem – poczułem głód . Ten zwyczajny i ten uczuciowy – miłości.

Pod oknami domu rosły malwy. Wnętrze było przestronne i zalane strumieniami światła – padającego z dużych, otwartych okien. Meble jadalni były masywne – dębowe. Rzucał się w oczy ogromny stół nakryty białym obrusem i wielki oszklony kredens. Wszędzie w doniczkach rosły, a w wazonach stały, leśne kwiaty. Ale dominującym zapachem jadalni był zapach poziomek. Szklany dzban pełen poziomek stał na wysuniętym blacie kredensu.

Marze o takim deserze! O dużej misce poziomek z bitą śmietaną! – pomyślałem i poczułem wielki głód i pragnienie.

Obmyliśmy ręce i siedliśmy do stołu. Potrawy były proste i wybornie smakowały – biały ser, masło, miód, pomidory, ciemny chleb. Ale zaczęliśmy ucztę od jajecznicy usmażonej na cebulce i posypanej drobno pokrajanym szczypiorkiem. Jedliśmy z apetytem i w milczeniu – popijając delikatną nalewką z poziomek.

Gdy uczta dobiegała końca, chwaląc smak potraw, zapytałem o gospodynie domu.

Ach, gospodyni? Zaraz tu będzie… mieszkam tu z córką…

W tym momencie w drzwiach do kuchni stanęła młoda kobieta.

Oniemiałem. Była filigranowa i miał srebrne włosy. Była kropka w kropkę z mojego snu…

Ach te poziomki …Marcinie ….:) 

W aksamicie traw 

muskają owocami 

koralowe damy, 

by napełniać dzban… 

W milczeniu lśnią 

soczyste, czerwone 

czekają na usta, 

bo kochaniem płoną… 

Wstydem słońca oblane 

słodkie – prosto z łąki 

proszą, by je zebrać, 

nim uschną z tęsknoty… 

W przepychu rubinu 

kraśniejsze od jarzębin 

dojrzałe, pachnące 

– zjedz je, a się rozpłyną

gamka

Po śniadaniu siedliśmy przed domem w przewiewnej pergoli – w cieniu liści winogron obrastających jej ściany i sufit . Starzec przyniósł ze sobą dzban nalewki. Gdy rozsiedliśmy się wygodnie w wiklinowych fotelach, dziewczyna przyniosła nam w filiżankach aromatyczną kawę i w dzbanuszku śmietankę do niej. Dookoła pergoli rosły różowe firletki.

Jeżeli staniesz się ekspertem znającym się na firletkach, zrozumiesz świat -powiedział starzec, widocznie zauważając, że piękno pola firletek zrobiło na mnie duże wrażenie.

Jeżeli oddajesz się temu, co robisz, z poświęceniem i miłością, i godzinami skupiasz się niezależnie od tego nad czym, w końcu zrozumiesz świat – kontynuował zapalając fajkę – Możesz zobaczyć świat w ziarnku piasku, a wieczność w mgnieniu oka.

Córka starca przyniosła poduszkę i ułożyła ją pod jego plecami. Siadła obok mnie na fotelu i położyła rękę tak, źe dotykała mojej. I znów z wielkim pragnieniem, wręcz żądzą, pomyślałem o misce pełnej poziomek i bitej śmietany. Starzec wypuścił z ust kilka kółek dymu i powiedział:

A więc nadal czekasz, aż w twoim życiu wydarzy się coś znaczącego? Nie wiesz, że najważniejsza rzecz, jaka może spotkać człowieka, nastąpiła już w twoim wnętrzu? Uwierz mi… rozpoczął się w tobie proces oddzielania myślenia od świadomości.

Wielu ludzi przeżywających pierwsze etapy procesu przebudzenia nie wie już, jaki jest ich cel zewnętrzny. Nie kieruje już nimi to wszystko, co kieruje światem.

Widząc z taką wyrazistością szaleństwo naszej cywilizacji, mogą oni czuć się nieco wyobcowani z otaczającej ich kultury.

Niektórzy odnoszą wrażenie, że mieszkają na bezludnej wyspie między dwoma światami. Nie rządzi już nimi ego, ale swojej rodzącej się świadomości nie zdołali jeszcze zintegrować z własnym życiem.

Cel wewnętrzny i cel zewnętrzny jeszcze się w nich nie połączył.

Starzec mówiąc to zaśmiał się i nalał mi nalewkę do szklanki – do pełna. Sam pociągnął tęgi łyk prosto z dzbanka. Z trudem powstrzymywałem ziewnięcia i opadanie powiek. Działała widocznie poziomkowa nalewka.

Nagle, zaszło słońce i zrobiło się ciemniej. Niebo zaciągnęło się burzowymi chmurami. Gdzieś za lasem zagrzmiało. Zerwał się silny wiatr i gdy spadły pierwsze krople deszczu przenieśliśmy się do wnętrza domu. Starzec ziewnął potężnie i przeprosił nas mówiąc, że dla niego czas na drzemkę. Sięgnął po dzban z nalewką. Teraz dopiero zauważyłem, ze zdziwieniem, że dzban jest znów pełen. Starzec nalał mi pełną szklankę trunku mówiąc:

Dawno nie rozmawiałem z kimś tak miłym, z kimś kto umie tak cierpliwie słuchać.

Gdy wypiliśmy i starzec odszedł, dziewczyna uśmiechnęła się do mnie:

Dobrze, że tu jesteś. Boję się burzy. Burze są takie nieobliczalne. Pozmywam po śniadaniu. Proszę, zostań aż skończy się zawierucha – powiedziała podchodząc do mnie blisko i zarzucając ręce na moje ramiona.

Poczułem intensywny zapach poziomek i zawładnęła mną żądza ich zdobycia. Zerknąłem przez ramie kobiety w stronę kredensu. Dzbanek z poziomkami zniknął.

Kiedy piękność odeszła, przysiadłem na skórzanej kozetce – w alkowie. Było tu przytulnie, kolorowo i pachniało wszelkimi odmianami kwiatów wyrastających z dużych donic ustawionych pod ścianami. Zza jednej z nich dobiegało regularne pochrapywanie starca, a z jadalni – stłumione odgłosy burzy.

Ułożyłem się wygodnie i natychmiast zapadłem w głęboki sen.

Nagle poczułem lekkie szarpnięcie za ramię. Dziewczyna, moja wyśniona bogini, leżała przy mnie. Przez jej przezroczystą, nocną koszulkę przeświecało jej cudowne, jędrne, pachnące poziomkami, nagie ciało.

Weź mnie … Możesz zrobić wszystko co zechcesz i o czym marzyłeś poszukując mnie latami. Dzisiaj chcę być twoja – wyszeptała piękność patrząc mi w oczy.

Jej usta dotknęły moich ust. Odwzajemniłem pocałunek i przyciągnąłem ją mocno do siebie. Zacząłem się rozbierać a ona mi w tym pomagała… nie przestając mnie całować.

Gdy byłem już nagi nagle poczułem, że tracę świadomość. Wszelkie myśli znikły jakby dotknięte czarodziejską różdżką. Poczułem samotność i pustkę. Z tej Pustki wypłynął przekaz.

Przebudź się.. uwolnij się raz na zawsze od namiętności do kobiet a uzyskasz wyższą świadomość. Staniesz się Oświeconym.

Do czytających…

I co byście Braciszkowie i Siostrzyczki zrobili w takiej sytuacji? Tylko szczerze… komentujcie i radźcie.

Więc ja? Oj, joj …zgłupiałem doszczętnie i z wielkimi oporem wewnętrznym, wyszeptałem namiętnie;

– Kochanie, naprawdę mogę wszystko?

Na to cudowna ta kobieta  wpiła się w moje usta i wyszeptała;

– Tak możesz`..ja płonę… czekam. Weź mnie Tu i Teraz.

– Dziękuję kochanie z całego serca – odpowiedziałem.

Pocałowałem ją w policzek, wyrwałem się z jej objęć, szybko wstałem z kozetki i udałem się do kredensu. Wyjąłem dzban z poziomkami, polałem je bitą śmietaną i zacząłem biesiadę.

Dziewczyna popatrzyła na mnie z pogardą i po chwili z głośnym westchnieniem obróciła się do mnie plecami …

Z zachwytem wpatrując się w jej piękne kształty… mlaskałem z uciechy. Poziomki były bardzo słodkie. To było Niebo w gębie…

Do czytających.. uwaga

Braciszkowie i Siostrzyczki ! Jedzenie poziomek z bitą śmietaną, i to do oporu, i to w stroju Ery lub Adama, to najwyższa radość jaką można doświadczyć na tym padole. Z całego serca polecam. Znakomicie przyśpiesza to Oświecenie i zbliża do kontaktów z Aniołami. I wtedy? Nie pożałujecie… bo to dopiero niebiański odjazd, z nie z tej Ziemi

Mlaskając przez sen obudziłem się. Koło mnie leżała zupełnie inna kobieta i smacznie spała. Rzecz jasna, że nie obudziłem jej.

Sen bliźniego to rzecz święta…

Wstałem i wyszedłem z domu …. na długo. Postanowiłem odszukać Anioła  z którym jako małe dziecko baraszkowałem. Aktualnie jestem na dobrej drodze – tao. Poluje na tęczę podróżując nieustannie.. Podobno to po niej Anioły schodzą na Ziemię. Jestem pewien, że swojego Anioła…rozpoznam natychmiast..

W pogoni za Aniołem 

Dostojni, drodzy przyjaciele. Anioł ale tez i Śmierć wciąż są moimi nauczycielami i ani na chwilę nie opuszczają moich ramion. Zastanawiam się, na poważnie, czy nie są to tylko dwie maski tej samej istoty, gdzieś tam ukrytej w moim wewnętrznym świecie? Najogólniej wyjaśniając, Anioł i Śmierć, nie konkurując z sobą, uczą mnie pokory i milczenia. Ci zadziwiający nauczyciele mówią do mnie wieloma ustami spotkanych ludzi. Priorytetowym celem życia, jaki wynoszę z tych nauk, jest, że „być” jest dużo ważniejsze niż „mieć”, i to bycie muszę realizować, na podobieństwo wody – nie wadzić nikomu i być jednocześnie pożytecznym.

A zaczęło się tak. Mając trzy lata – jako pucołowate dziecko, z głową pełną blond loków, łowiłem ryby z tarasu pierwszego piętra. Gdy wędka mi wypadła, pokonałem barierkę okalającą taras, i skoczyłem za wędką. I wtedy objawił się po raz pierwszy Anioł. Łagodnie posadził mnie na trawie, uśmiechnął się i zniknął. Wydało mi się to tak naturalne, że nawet mu nie podziękowałem. Bardzo mało wtedy mówiłem i wszystko wydawało mi się naturalne i normalne, jak to dziecku. Głupkowato się podobno uśmiechałem, gdy zastała mnie niania siedzącego na kamieniu.

Taki Klaudiuszowy uśmieszek, który czwartego cesarza Rzymu ratował od unicestwienia , o dziwo do tej pory ratuje też i mnie przed wieloma zachłannymi na moją wolność, wyznawcami władzy, sławy i fortuny i ogólnie mówiąc ratuje mnie od „-izmów” (w tym socjalizmu, komunizmu, kapitalizmu i idiotyzmu).

Gdy dorosłem obudziło sie we mnie marzenie, obsesyjne przyznam. Pragnienie by porozmawiać na poważnie ze swoim Aniołem. I taka możliwość zdarzyła się.

Oto relacja ;

W wiklinowym bujanym fotelu drzemie proboszcz, wystawiając twarz do padających przez szybę promieni zachodzącego słońca. Wiele lat temu, kiedy z młodzieńczą arogancją paplałem trzy po trzy na temat autentyczności życiorysu Chrystusa, spojrzał na mnie surowo i powiedział:

„Mój drogi. Jeśli chodzi o Boga, to ma się go w sercu, albo nie.”

Zamilkłem i poczułem się najbiedniejszym człowiekiem na świecie. Długo przeszukiwałem własne serce. Znalazłem tam i groźne pouczenie

„Zanim dusza stanie przed Nauczycielem obmyć się musi we krwi swojego serca.” i cudowną opowieść o tym jak magowie pragnąc ukryć szczęście przed ludzką zachłannością, ukryli je w ludzkich sercach, mądrze przewidując, że ludzie kojarząc raczej szczęście z władzą, sławą i pieniędzmi łatwo nie odnajdą takiej kryjówki – w zakamarkach własnych serc.

„Nie za zimno wam pod tą wodą? Podziwiam, że panu jeszcze się chce nurkować. Nie szkoda to zdrowia?”- proboszcz z rozbawieniem zerka na mnie spod krzaczastych, siwiutkich brwi.

„W głębinach można spotkać Anioły. To one mnie pociągają. Lubię z nimi pogadać.”- odpowiadam prowokująco.

” Bądź ostrożny mój drogi. Anioły to eteryczne istoty. Inaczej czują i myślą niż my. Pomagają nam, ale nie są na naszych usługach. Proszę poczytać…. z Biblii dowie się pan więcej o Anielskich zwyczajach.” – odpowiada sięgając po Biblię, którą trzyma na kolanach.

Bezpieczni, osłonięci przed deszczem i wiatrem przez okna werandy obserwujemy burzę. Nadciąga czerwono -krwistym kowadłem. Gna przed sobą skłębione, czarne i poszarpane chmury. Jezioro zmusza do wrzenia. Swą mocą podrywa wodę. Pianą przybiela grzywy stromych fal. Czarne cienie chmur wbija w głębinę. Grozą gasi słońce. Wypiętrzonym w niebo zachłannym kowadłem wchłania jeziorną wilgoć, by po chwili pionowym kołowrotem wichrów przemienić ją w lodowe odłamki, i z pasją zrzucić strumieniami zmarzlin na jezioro. Bębni gradem po dachu plebani. Spadającym z nieba wichrem przeoruje powierzchnię wody pasmami białej piany. W górę unosi jęzory zawiesiny wodnej tworząc zaczątki wirujących pępowin tornad by po chwili w szalonej rotacji połączyć otchłań jeziora z opuszczającą się podstawą chmur. Błyskami, grzmotami, gradem i wyciem wiatru atakuje przycupniętą na brzegu wioskę. „Jak sens ma ten gniew Natury, składający się ze swoistego łańcucha burzliwych zdarzeń? Czy ten nieokiełznany wybuch żywiołów ma służyć oczyszczeniu, skrusze człowieczej? Jest karą? Kto tu zawinił i kto tu kogo i za co karze?” – pytam siebie. I nagle, czy to dla otuchy, czy też z pychy, w kościółku odzywają się dzwony zwołując wiernych na wieczorną mszę.

„Lepiej by było, żeby z mszą zaczekać jak skończy się burza. ” -mówię.

Ale księdza już na werandzie nie ma. Docieram do kościółka w strugach deszczu, w zgiełku piorunów, w scenerii rozgniewanego nieba co chwila rozdartego błyskawicami. Kierowany niezrozumiałym impulsem, zamiast wejść do przytulnego, skąpanego w świetle zapalonych świec wnętrza kościółka i w skupieniu i spokoju wysłuchać kazania proboszcza, omijam kościółek i idę dalej brzozową alejką w kierunku kaplicy Matki Boskiej.

Przysiadam nad wodą obok kamiennej figurki św. Jana Nepomucena. „Strzeż nas od nie sławy w życiu i wieczności”- czytam, nie wiedząc czemu na głos, słowa wyryte na postumencie. Nagle, czuję jak włosy na głowie stają mi dęba, i widzę jak figurka świętego pokrywa się siecią fioletowych iskierek. Obok mnie, w drzewo, uderza piorun. Błysk i grzmot zlewają się w jedność Olśnienia. Przestrzeń i czas rozrywają się. Wpadam w nicość. Odchodzę coraz dalej, i dalej. Opadam. Otacza mnie świecąca mgła, otula uczucie bezpieczeństwa.

Czuję delikatne, pełne matczynej miłości dotknięcie. Ze środka wirującej tęczowymi kolorami spirali wypływa jasna postać.

Wpatruje się we mnie z rozbawieniem. „Znam cię całą wieczność. Jestem Aniołem – przenika mnie myśl. „Jeszcze na ciebie nie czas. Otwórz oczy”

Widzę czarne chmury nisko i szybko przepływające nade mną. Kuleczki gradu biją po twarzy. Żyję! Leżę na trawie i chce mi się śmiać. Śmierć na ramieniu chichocze.

„Chciałeś spotkać Anioła?”

I cóż, spotkałeś. Uważaj na marzenia, uważaj na każdą wypowiedzianą myśl. Myśli się realizują często w nieprzewidywalny przez ludzi sposób. Dam ci przykład. Wmówiono wam, że pigułki z apteki leczą, ale istnieje dużo głębsze leczenie, nie za pomocą lekarstw. Gdybyś mógł wejść w kontakt z jednością życia, wtedy poczułbyś, że nic one nie znaczą.  Są tylko drogim placebo.

Widzisz, są dwa rodzaje zdrowia. Zdrowie niskie, polega na tym, żeby mieć formę atlety; oraz zdrowie wysokie, oznaczające zintegrowanie z chorobą.

Czekałem na wyjaśnienie ale Śmierć kontynuowała w duchu swoje rozważania, i w pewnej chwili zapytała:

„Czy odkryłeś, kto umiera, kiedy się umiera?”

Otóż. Wszystko co się rodzi, umiera, wszystko, co umiera, się odradza. Pozostaje tylko Dusza, czysta świadomość, która nigdy się nie narodziła i jest poza czasem. Widzisz? Nie jestem negatywna. Mogę być Wielką Nauczycielką. W istocie, dzięki mnie ludzie zadają sobie zasadnicze pytania na temat życia.  A jeśli dobrze się zastanowisz to właśnie ja was tu na Ziemię przywiodłam.

Wyciągnięty na ziemi, patrzę w niebo. Czarne chmury odeszły. Na tle błękitu przesuwają się lekkie chmury. Wybieram jedną, śledzę ją, utożsamiam się z nią. Szybko sam staję się tą chmurą i jak ona, bez ciężaru, bez myśli, bez emocji, bez pragnień, bez oporu, bez kierunku, pozwalam sobie płynąć po ogromnej powierzchni nieba. Nie ma tam ścieżek ani celu do osiągnięcia. Po prostu błądzenie, unoszenie się jak pusta chmura. I jak chmura zmieniam kształt, przyjmuję różne formy, potem się zacieram, dematerializuję, znikam. Chmury już nie ma. Mnie już nie ma. Pozostaje tylko świadomość – swobodna, bez związków – świadomość, która się rozprzestrzenia.

Nachyla się nade mną Proboszcz i pomaga wstać. W milczeniu dochodzimy do Plebanii. Częstuje mnie nalewką z wiśni. Już przebrani w suche ubrania siadamy przy stole. Proboszcz kładzie mi na talerzyk spory kawałek sękacza mówią zs śmiechem: ” Każdy sęk można na sękacz zamienić”.

Smaczny jest – mówię – i dodaję patrząc w oczy Proboszcza.

– Widziałem Anioła … ma ksiądz rację…On rodzi się i żyje w nas. Anioł mi to przekazał bez słów…..

Aby posiąść wszystko,

pragnij nic nie posiadać.

Aby stać się wszystkim,

pragnij być niczym.

Aby poznać wszystko,

pragnij wiedzy o niczym

z Tao Te Ching

 

 

Omijaj szpitale… maluj obrazy


Omijaj szpitale… maluj obrazy

Kilka lat temu (po moim wpisie na Eioba) Mistrz Świstak przysłał mi obszerną „instrukcję” jak się maluje obrazy. Z serca jestem mu za to wdzięczny ..

Ryzyko, że umrzesz na chorobę związaną z Twoim stylem życia, wynikającą ze sposobu odżywiania się, palenia tytoniu lub braku aktywności fizycznej, wynosi aż 3 do 5. Tak wynika z badań Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Ale masz aż 80% szans, aby uniknąć tych chorób, podejmując proste środki zaradcze, prawdopodobnie nieznane Twojemu lekarzowi.

 NA EMERYTURZE

Postanowiłem malować obrazy i zająć się fotografią przyrody. Gdy się maluje, fotografuje w plenerze, człowiek zapomina o bożym świecie a raczej jego „ciemnych stronach” ,smutkach, konfliktach etc.

Żyć i nie umierać…

 W życiu liczy się PASJA. Szczęśliwi Ci, którzy nie liczą godzin przy pracy, którą kochają. Nie mam czasu na szpitale, apteki, lekarstwa i marudzenie, że „coś” boli. Być sobie sterem i okrętem to wspaniałe wyzwanie kiedy umie się ugotować kasze, ryż i zrobić zakupy jedzeniowe w wiejskim sklepiku.  Konieczne jest wtedy – ograniczone do minimum potrzeby a częste głodówki to najlepsze lekarstwa jakie znam.

Więc;

 1. Pasja

2. Styl życia – minimum potrzeb

3. Częste głodówki

4. Rano jabłko i kawka i Tai Chi (kocie przeciąganie się i obroty)

5.Przyjaciele

6. Spacery po lesie z kijaszkami i… jazda rowerem po leśnych ścieżkach

Oczywiscie jestem AMATOREM. Namalowałem ich już około setki – obrazy. Większość obrazów ma wymiary 100 x 70 cm. Maluje akrylowymi farbami. Dużo się nauczyłem…  i jestem przekonany, ze to zajęcie jest znakomite dla ciała i ducha.. troszkę gorsze dla kieszeni. Kłaniając się nisko Świstakowe, teraz szukam (na Eioba też) Mistrza od Muzyki:. Kupiłem dość dobre chyba pianino cyfrowe Yamaha DGX -650, koncertową gitarę a w spadku od Taty dostałem skrzypce. Komponowanie muzyki … to dla mnie wyzwanie na „bardzo dojrzałe lata życia” . Szukam i czekam… puk.. puk…Jest tam Mistrz Kompozytor? ..

Dla Strażaków Ochotników w Płaskiej – św. Florian

 Co widać w chmurkach

Warte przemyślenia…

Pacjent dla szpitala czy szpital dla pacjenta?

System szpitalny został skonstruowany nie z myślą o dobru i bezpieczeństwie chorych, lecz dla zapewnienia skutecznej organizacji poszczególnych oddziałów, dla wygody lekarzy i personelu medycznego oraz z uwagi na coraz bardziej skomplikowane wymogi praktyczne i ograniczenia finansowe związane z konsultacjami wielodyscyplinarnymi i ich narzędziami technologicznymi (blok operacyjny, obrazowanie medyczne, badania biologiczne).

Stąd niejednokrotnie odnosi się wrażenie, że szpitale nie są po to, by służyć pacjentom, lecz, że to pacjenci mają się podporządkować szpitalnym prawom. Wynika to z rytmu pracy personelu, harmonogramów, przerw. To pacjent musi budzić się o szóstej rano, aby zmierzyć temperaturę albo czekać godzinami na korytarzu na zwolnienie się tomografu. Odwiedzając niejednokrotnie hospitalizowane osoby, zauważyłem, że ich uczucie znużenia i przygnębienia rośnie wraz z czasem spędzanym w szpitalu do tego stopnia, że stan ten zaczyna stanowić zagrożenie dla zdrowia. Konieczne staje się jak najszybsze wyciągnięcie ich stamtąd, aby mogły znów stanąć na nogi… w swoim własnym domu.

Okna szpitali często pozostają dzisiaj zamknięte, co między innymi ma zapobiegać samobójstwom, podczas gdy świeże powietrze z zewnątrz jest tak przyjemne i niezbędne dla chorych, zamkniętych w pokoju przez wiele dni, tygodni, a czasem nawet miesięcy. Dyrekcja chyba nie zdaje sobie sprawy, że jest to okrutne traktowanie chorych.