Category Archives: Uncategorized

Wszystko przeminie

To też przeminie

Nigdy się nie martwię z tego powodu, że myślę

„…Niektórzy odczuwają silną potrzebę budowania, tworzenia, angażowania się, osiągania, wpływania na kształt świata . Jeśli są to ludzie nieświadomi, ich ego przejmie oczywiście kontrolę i wykorzysta do własnych celów tę energię cyklu wychodzenia. Jednak w ogromnym stopniu ograniczy to również dopływ do nich strumienia twórczej energii i coraz bardziej będą musieli „starać się”, aby uzyskać to, czego pragną . Jeśli są to ludzie świadomi i jeśli ruch na zewnątrz jest u nich silny, to okażą się wyjątkowo twórczy. Inni, gdy już zakończy się naturalna ekspansja związana z dorastaniem, prowadzą, jak się zdaje, przeciętne, raczej bierne i stosunkowo jednostajne życie.

Są oni z natury zwróceni ku własnemu wnętrzu i w ich przypadku ruch na zewnątrz ku formie jest minimalny. Woleliby raczej powrócić do domu, niż z niego wyjść. Nie pragną silnie angażować się w sprawy świata ani go zmieniać . Jeśli mają jakiekolwiek ambicje, to zwykle nie wykraczają one poza znalezienie sobie jakiegoś zajęcia, które zapewni im pewien stopień niezależności. Niektórzy z nich czują, że nie pasują do tego świata. Inni czują się wystarczająco szczęśliwi, gdy znajdą sobie jakąś bezpieczną niszę, w której wiodą względnie spokojne życie, gdy mają pracę dającą regularne dochody lub prowadzą małą własną firmę. Jeszcze innych pociąga życie we wspólnocie duchowej lub w klasztorze . Są też tacy, którzy stają się wyrzutkami i żyją na marginesie społeczeństwa, z którym niewiele ich łączy. Inni sięgają po narkotyki, bo życie na tym świecie jest dla nich zbyt bolesne.

I w końcu są ludzie, którzy zostają uzdrowicielami lub nauczycielami duchowymi, czyli nauczycielami Istnienia…”

„… żył sobie gdzieś na Bliskim Wschodzie pewien król, który ciągle miotał się między szczęściem a zgryzotą. Najdrobniejsza rzecz mogła wywołać w nim wielki niepokój lub sprowokować go do gwałtownej reakcji, a poczucie szczęścia szybko zmieniało się w rozczarowanie i rozpacz. Przyszedł czas, gdy król w końcu zmęczył się samym sobą i swoim życiem i zaczął szukać drogi wyjścia z tej sytuacji. Wezwał do siebie mędrca, który mieszkał w jego królestwie i cieszył się opinią człowieka oświeconego. Gdy przybył, król oświadczył: „Chcę być taki jak ty. Czy możesz dać mi coś, co sprawi, że w moim życiu nastanie harmonia, spokój i mądrość? Zapłacę każdą cenę, jakiej zażądasz”.

Mędrzec odparł:

„Mogę ci pomóc. Ale cena byłaby tak wysoka, że całe twoje królestwo by nie wystarczyło, abyś mógł ją zapłacić. Dam ci to więc w podarunku, jeśli tylko zechcesz przyjąć”. Król wyraził zgodę i mędrzec odszedł.

Po kilku tygodniach mędrzec wrócił i wręczył królowi piękną szkatułkę zdobioną nefrytami . Król ją otworzył i znalazł w środku tylko prosty złoty pierścień. Był na nim wygrawerowany napis:

„To też przeminie”.

Co to znaczy?”- spytał król . Mędrzec odparł : „Stale noś ten pierścień. I cokolwiek się wydarzy, zanim nazwiesz to złym lub dobrym, dotknij pierścienia i przeczytaj ten napis . Dzięki temu zawsze będziesz spokojny”.

„To też przeminie”. Co czyni te proste słowa tak potężnymi? Kiedy patrzymy na nie powierzchownie, mogłoby się wydawać, że chociaż przynoszą pewną pociechę w złych sytuacjach, to także zmniejszają radość z tego, co w życiu jest dobre. „Nie bądź taki szczęśliwy, bo wszystko to przeminie”. To zdają się mówić, gdy używamy ich w sytuacji uznanej za dobrą.

Pełne znaczenie tych słów staje się jasne, gdy spojrzymy na nie w kontekście dwóch innych historii. Opowieść o mistrzu zen, którego jedyna odpowiedź zawsze brzmiała:

„Czy naprawdę tak jest?”,

ukazuje, jak korzystny jest brak wewnętrznego sprzeciwu w stosunku do wydarzeń, czyli jednoczenie się z tym, co się dzieje albo historia o człowieku, który nieodmiennie wygłaszał lakoniczną opinię:

„Być może”,

ilustruje mądrość płynącą z braku osądzania, a historia o pierścieniu wskazuje na fakt nietrwałości, który- gdy go dostrzeżemy – prowadzi do nieprzywiązywania się.

Niesprzeciwianie się, nieosądzanie i nieprzywiązywanie to trzy aspekty prawdziwej wolności i światłego życia.

Te słowa wyryte na pierścieniu nie zabraniają ci cieszyć się tym, co w życiu dobre, i nie mają jedynie pocieszać w chwilach cierpienia. Ich cel jest głębszy: uświadamiają ulotność każdej sytuacji wynikającą z krótkotrwałości wszystkich form – dobrych i złych. Kiedy uzmysłowisz sobie tę przemijalność, twoje przywiązanie do form maleje i do pewnego stopnia przestajesz się z nimi utożsamiać . Brak przywiązania nie znaczy, że nie możesz radować się dobrem, które świat ci oferuje. W gruncie rzeczy cieszysz się nim jeszcze bardziej. Gdy już dostrzeżesz oraz zaakceptujesz krótkotrwałość wszystkich rzeczy oraz nieuchronność zmiany, możesz cieszyć się przyjemnościami tego świata wtedy, gdy trwają, bez obawy ich utraty i niepokoju o przyszłość .

Gdy nie jesteś przywiązany, uzyskujesz dogodniejsze miejsce do obserwacji, z którego przyglądasz się swym życiowym doświadczeniom, zamiast wpadać w ich pułapkę . Stajesz się jak astronauta, który widzi planetę Ziemię otoczoną ogromem przestrzeni i dostrzega paradoksalną prawdę : ta Ziemia jest drogocenna, a zarazem nic nieznacząca . Zrozumienie, że „to też przeminie” pozwala zachować dystans, a wraz z dystansem w twoim życiu pojawia się nowy wymiar: przestrzeń wewnętrzna. Dzięki nieprzywiązywaniu się, jak również nieosądzaniu i wewnętrznemu niesprzeciwianiu się uzyskujesz dostęp do tego wymiaru.

Gdy przestajesz się całkowicie utożsamiać z formami, wówczas świadomość – to, kim jesteś – wyzwala się ze swojego uwięzienia w formie . To wyzwolenie jest początkiem powstawania przestrzeni wewnętrznej . Pojawia się ona jako cisza, subtelny spokój głęboko w tobie, nawet w obliczu czegoś, co wydaje się złe. „To też przeminie”.

I nagle wokół danego wydarzenia tworzy się przestrzeń. Istnieje ona także wokół emocjonalnych wzlotów i upadków, nawet wokół bólu. Nade wszystko jednak przestrzeń ta znajduje się między twoimi myślami. A z niej emanuje spokój, który jest „nie z tego świata”, bo ten świat jest formą, a spokój jest przestrzenią. Jest to spokój Boga.

Możesz więc cieszyć się rzeczami tego świata i je cenić, nie przypisując im wagi i znaczenia, jakich nie mają. Możesz uczestniczyć w tańcu wszech – stworzenia i być aktywnym, nie przywiązując się do rezultatów i nie stawiając światu żadnych nierozsądnych wymagań: daj mi poczucie spełnienia, uczyń mnie szczęśliwym, bezpiecznym, powiedz, kim jestem. Świat nie może ci tego dać, a kiedy przestaniesz żywić takie oczekiwania, skończy się wszelkie stworzone przez ciebie cierpienie. Całe to cierpienie wynika z przeceniania formy oraz z braku świadomości, że istnieje wymiar przestrzeni wewnętrznej . Gdy wymiar ten obecny jest w twoim życiu, możesz cieszyć się rzeczami, doświadczeniami i przyjemnościami zmysłowymi, nie gubiąc w nich siebie, nie przywiązując się do nich, to znaczy nie uzależniając się od świata.

Słowa „to też przeminie” są drogowskazem ku rzeczywistości. Wskazując nietrwałość wszelkich form, wskazują zarazem wieczność. Tylko to, co jest w tobie wieczne, może postrzegać nietrwałość jako nietrwałość. Gdy wymiar przestrzeni jest zagubiony – lub raczej pozostaje nieznany – sprawy tego świata nabierają absolutnej ważności, powagi i rangi, których w istocie nie mają . Gdy na ten świat nie patrzy się z perspektywy bezpostaciowości, staje się on miejscem pełnym zagrożeń, a w rezultacie miejscem rozpaczy. Prorok ze Starego Testamentu musiał to czuć, gdy pisał:

„Mówienie jest wysiłkiem: nie zdoła człowiek wyrazić wszystkiego słowami” …” .

Fragmenty z pism E.Tolle i własne przemyślenia

Jak znaleźć partnera?

Jak znaleźć partnera i ..

Większość ludzi nie dziwi już, że pojawiają się na świecie dzieci wybitnie uzdolnione w którejś z dyscyplin nauki czy sztuki. Ale wielu protestuje  i nie dowierza gdy pojawiają się dzieci , które trochę inaczej spostrzegają otaczające ich istoty. Są takie dzieciaki, które dzielą ludzi na tych, którzy przechodzą przez ściany i na tych, którzy tego nie potrafią.

Te dzieci widzą duchy!

Czy to zakazane, czy nie ale  oczywiście zdarzają się takie fenomeny i rodzice mają kłopot. Jeśli rodzice nie „wybiją szybko z głów ” takie i podobne umiejętności swoim dzieciakom, czyli zupełnie zgodne z Naturą , umiejętności swobodnego przebywania w różnych sferach życia, to często  takie dzieci wyrastają  na duchowych uzdrowicieli.

Oto miły przykład:

https://www.youtube.com/watch?v=lRVBt2jYZAg

Gdyby ktoś chciał być bogaty… proszę bardzo:

https://www.youtube.com/watch?v=rn7DYPV7GQE

Występuje na tych video urocza kobieta .. i nawet jak ktoś zupełnie jej nie będzie wierzył w to co mówi  to chociaż niech popatrzy .

Ale sprawdziłem!! To co przekazuje –  DZIAŁA!! Spróbować warto…

W „Małym Księciu” gdy Turek w narodowym stroju mówił o odkrytej planecie – nikt mu nie wierzył z ludzi nauki. Wygląd kobietki.. niech Was nie zwiedzie…

A tu inna Pani… pisze tak…

„…Zaczęłam stosować afirmacje we wszystkich dziedzinach swego życia. Byłam zadowolona zwłaszcza z tego, jak dobrze działają w bliskich związkach. Najbardziej lubię opowiadać o pewnej prostej afirmacji, która pomogła mi stworzyć mój obecny związek. Po prostu napisałam tak: „Ja, Sondra, chcę, żeby teraz w moim życiu zjawił się taki mężczyzna, jakiego zawsze pragnęłam”. Spotkałam Marshalla, mego przyjaciela i ukochanego, cztery dni później….”

 

O potędze afirmacji: SONDRA RAY

 

„…Znalazłam się w przedziwnej sytuacji. Co miesiąc miałam kraksę, i to taką, że powinnam była albo wynająć sobie kierowcę, albo w ogóle przestać jeździć samochodem. Pewnego dnia zwróciłam się do dwóch kolegów, którzy przeszli EST (szkolenie Wernera Erharda) i powiedziałam im, że już naprawdę nie wiem, co mam robić. Nie potrafiłam zrozumieć, co się ze mną dzieje, jakbym, znajdowała się na równi pochyłej prowadzącej do samozniszczenia i nie mogła się zatrzymać.

„Nie martw się, Sondra – powiedział jeden z nich. – Zabierzemy cię do Leonarda Orra”.

„A kto to jest, ten Leonard Orr? ”

„Po prostu jedź z nami w niedzielę” – odparł drugi.

Miałam do nich zaufanie. Zresztą w tym momencie byłam gotowa spróbować wszystkiego.

W niedzielę pojechaliśmy kilka mil w głąb lasów Doliny Portola. Był tam piękny letni dom i ogród, gdzie na trawniku zebrało | się około czterdziestu osób. Wyciągnęliśmy się na słońcu i Leonard  Orr zaczął mówić. Wiedziałam od razu, że ten człowiek ma w sobie coś niezwykłego. Jego słowa zmieniły mój sposób myślenia! o 180 stopni i pamiętam, jak żałowałam, że nie dowiedziałam się* tego wszystkiego 25 lat wcześniej.

Byłam tak poruszona, że poprosiłam go o osobne spotkanie. Kiedy się spotkaliśmy, wyglądał jakby był przekonany, że mogę pozbyć się swoich problemów właściwie od razu. I nie tylko zapoznał mnie z posługiwaniem się afirmacjami, ale też ze swoimi badaniami nad przeżywaniem ponownych narodzin (rebirthing) – dziś jestem w to głęboko zaangażowana. A potem Leonard dał mi do przepisania parę afirmacji. Miałam wątpliwości i postanowiłam sprawdzić tę teorię.

„Naprawdę uważasz, że za pomocą afirmacji mogłabym doprowadzić nawet do tego, żeby mężczyźni do mnie dzwonili? ”

„Oczywiście – odparł. – Spróbuj”.

Powiedział mi, żeby napisać tak:

„Ja, Sondra, odbieram teraz mnóstwo telefonów od mężczyzn, gdy jestem w domu”.

Wybrałam trudną rzecz, żeby go sprawdzić. Zawsze byłam dosyć nerwowa na punkcie telefonów, co kojarzyło mi się z chorobą ojca, która zaczęła się, kiedy był inżynierem w spółce telefonicznej.

Umarł, gdy byłam małą dziewczynką, więc doszłam do wniosku, że telefony mają coś wspólnego ze śmiercią. Zawsze udawało mi się tak urządzić, żeby dzwoniący do mnie mężczyźni słyszeli „nie ma jej w domu” albo „właśnie wyszła” – zwłaszcza mężczyźni, na których mi zależało.

Przez jakieś cztery dni przepisywałam afirmację, podaną przez Leonarda, mniej więcej 10-15 razy dziennie. Nie mogłam uwierzyć w to, co się zaczęło dziać. Wszystkie moje dawne sympatie dzwoniły do mnie – mężczyźni, którzy nie odzywali się miesiącami, niektórzy latami. Postanowiłam zobaczyć, do czego może dojść, więc dalej przepisywałam tę afirmację jeszcze przez kilka dni. I chociaż brzmi to niewiarygodnie, zaczęły się pomyłki w nocy, telefony od mężczyzn gdzieś z dalekiego świata.

Trochę zakłopotana wróciłam do Leonarda, powiedziałam mu, że najwyraźniej przedawkowałam, i poprosiłam, żeby pomógł mi to zmienić. Dostałam nową afirmację, która brzmiała: „Do mnie, Sondry, dzwonią teraz tylko mężczyźni, od których chcę otrzymać jakiś znak życia”. I to też zadziałało. Byłam pod wrażeniem. Miałam ochotę zacząć przerabiać afirmację, które zaproponował mi na początku. Zaczęłam pisać:

„Ja, Sondra, prowadząc samochód zachowuję przytomność umysłu i czuję się bezpiecznie.”

„Mój impuls życia jest silniejszy niż impuls śmierci. W miarę jak osłabiam swój impuls śmierci i wzmacniam impuls życia, jestem i będę coraz zdrowsza, szczęśliwsza, bardziej przydatna i coraz młodsza.”

Od tego czasu nie miałam ani jednej stłuczki i nawet najmniejszego wypadku.

Zaczęłam stosować afirmacje we wszystkich dziedzinach swego życia. Byłam zadowolona zwłaszcza z tego, jak dobrze działają w bliskich związkach. Najbardziej lubię opowiadać o pewnej prostej afirmacji, która pomogła mi stworzyć mój obecny związek. Po prostu napisałam tak: „Ja, Sondra, chcę, żeby teraz w moim życiu zjawił się taki mężczyzna, jakiego zawsze pragnęłam”. Spotkałam Marshalla, mego przyjaciela i ukochanego, cztery dni później.

Odtąd wszystkie sprawy w moim życiu zaczęły układać się tak dobrze, że zobaczyłam jasno, iż coraz bardziej zbliżam się do swego celu. Cieszyłam się doskonałym zdrowiem. Prawie nigdy nie czułam się zmęczona i stale byłam pełna energii. A jeśli zdarzały mi się jakieś drobne dolegliwości, byłam w stanie wyleczyć się sama. Teraz chciałam znaleźć jakiś sposób pokazania innym, co mają robić, żeby poczuć się równie dobrze jak ja….”

 

– „ZASŁUGUJĘ NA MIŁOŚĆ”  – fragment wstępu

 

Każda myśl to energia. Ale energia nie popłynie bez nadania jej kierunku.  Wszystkie swoje myśli możemy wykorzystać w kreatywny sposób dla swojego dobra i dobra innych. 

 

Afirmacja to  w działaniu potęga ale…. 

Pewien młody człowiek popadł w wielki kłopot. Pożyczył 10 tyś. dolarów i przegrał je na wyścigach konnych. Ludzie mafii (od których pożyczył pieniądze ) dali mu 24 godziny na ich oddanie.  Rodzina, przyjaciele odmówili pomocy. Zrozpaczony, wstąpił do kościoła i błagał w modlitwie o pomoc. Powtarzał wielokrotnie: „Panie Boże, zrób coś   bym spłacił te 10 tyś „.

Gdy młody człowiek wyszedł z kościoła uderzył go przejeżdżający samochód. W szpitalu okazało się, że ma złamana rękę i nogę. Z ubezpieczenia otrzymał równo 10 tyś. dolarów.

Nie wiedział, że warto dodawać w afirmacji (modlitwie) by rozwiązanie problemu było takie, które jest najlepszym dla wszystkich zainteresowanych ale co bardzo ważne –  także dla SIEBIE.

 

 

 Jeżeli chodzi o mnie: w kilka minut znalazłem taką kobietkę w internecie: Ech.. jak Ona tańczy

https://www.youtube.com/watch?v=lp-EO5I60KA

 a pomógł mi też z internetu taki Aniołek:

A ta trzecia jak tchórz …

A ta trzecia jak tchórz…
Spokój, samokontrola, wyrzeczenie, czystość, tolerancja, uczciwość, wiedza, mądrość i religijność – to naturalne cechy, według których warto postępować….. Często jednak zdarza się, że mając ….. wszystko co „dusza” zapragnie jesteśmy nieszczęśliwi…
Pierwsza miłość z wiatrem gna, z niepokoju drży
Druga miłość życie zna i z tej pierwszej drwi
A ta trzecia jak tchórz w drzwiach przekręca klucz
I walizkę ma spakowaną już.

Pierwsza wojna – pal ją sześć, to już tyle lat
Druga wojna – jeszcze dziś, winnych szuka świat
A tej trzeciej co che przerwać nasze dni winny będziesz ty,
winna będziesz ty.

Pierwsze kłamstwo, myślisz: Ech, zażartował ktoś
Drugie kłamstwo – gorzki śmiech, śmiechu nigdy dość.
A to trzecie, gdy już przejdzie przez twój próg
Bardziej rani cię, niż na wojnie wróg.

Bułat Okudżawa (tłumaczenie W. Młynarski)
Widzenie Prawdy wyzwala, a nie wola i wysiłek.

„Zauważyłam że gdy grozi mi usłyszenie czegoś przykrego, chronię się, to mi pomaga wymknąć się w mój świat. Ale jakże uwolnić się od stłumień i zahamowań trwających lata?

Nie jest to kwestii czasu ani grzebania się w przeszłości czy drobiazgowej analizy; chodzi o to abyśmy zrozumieli czym jest samo stłumienie. Widzimy od razu jego prawdę gdy patrzymy „jasno” – bez wyboru ani wartościowania – na cały proces stłumień i zahamowań Ale nie da się zrozumieć czym jest w istocie stłumienie, jeśli będziemy myśleć w kategoriach „wczoraj” i „jutra”.

Prawdy nie ogarnie się stopniowo, z biegiem czasu. Prawdy się w ogóle nie osiąga, nie można jej odsłaniać po trochu; albo się ją widzi, albo nie. Postanowienie oswobodzenia się od zahamowań jest tylko przeszkodą w uchwyceniu prawdy o nich, bo wola jest odmianą pragnienia, w obu jego postaciach – przyciągania i odpychania.

Czujność nie idzie z pragnieniem w parze. Stłumienie było wszak wywołane przez pragnienie, przez żądzę, jakże więc wola – czyli to samo pragnienie choć innym nazwane mianem – mogłoby się od własnego tworu uwolnić? Musimy ujrzeć wolę w całej jej prawdzie w chwili cichej, odbiorczej czujności, i przyjąć to, co ujrzymy, bez najmniejszego oporu. Analizą nie uwolnimy się od tego co analizujemy, bo analizujący nie jest oddzielny od przedmiotu który analizuje, odwrotnie, sam jest jego częścią.

Dopóki czynem rządzi pragnienie, pamięć, strach, rozkosz, lub cierpienie – czyli „ja” – stwarza ono walki, tarcia, zamęt i nienawiść. Czyn nasz jest wynikiem naszych ograniczeń, bez względu na to na jakiej płaszczyźnie działa, a że odpowiedzi nasze na wyzwania życia są zazwyczaj nieodpowiednie i niecałkowite, z konieczności rodzą tarcie i to staje się zagadnieniem. Nasze „ja” jest utkane ze sprzeciwów i tarć.

Ale jest rzeczą zupełnie możliwą żyć bez zatargów i konfliktów powodowanych przez strach, powodzenie czy klęski; Oczywiście dopóki nie odkryjemy tego własnym bezpośrednim doznaniem pozostanie to dla nas tylko teorią. Ale nie możemy uwolnić się od lęków i pragnień dopóki nie zrozumieliśmy naszego „ja”.

Jakże niecierpliwi jesteśmy, jak od razu chcemy na wszystko mieć gotową odpowiedź!

Tak nam pilno by znaleźć rozwiązanie że nie mamy czasu by samemu zagadnieniu uważnie się przyjrzeć i spokojnie je zbadać. Pośpiech uniemożliwia cichą obserwację; a przecie właśnie problem jest ważny, a nie odpowiedź. Oczywiście znajdziemy jakąkolwiek odpowiedź jeśli nam o nią tak chodzi, ale ona nie wpłynie na sam problem. Nasza chęć znalezienia od razu rozwiązania jest jeno ucieczką od zagadnienia które nas męczy, więc znajdywane odpowiedzi są powierzchowne i samego problemu nie rozjaśniają.

Wszystkie nasze trudności i problemy pochodzą z jednego źródła, i dopóki nie poznamy i nie zrozumiemy tego źródła, każdy wysiłek by jakiś poszczególny problem rozwiązać, będzie daremny, sprowadzi tylko dalszy zamęt i udrękę.

Nie osiągniemy spokoju dopóki nie uwolnimy się od wszystkich problemów; spokój zaś – ta prawdziwa cisza wewnętrzna – jest warunkiem szczęścia, które wszakże nie jest samo w sobie celem.

Jak powierzchnia jeziora jest cicha gdy ustaną wichry, tak umysł jest cichy gdy wszystkie zagadnienia znikną. Ale nie można myśli do spokoju przymusić, a jeśli to robimy umysł wiotczeje, zmienia się w martwe stojące wody. Gdy wszystko to stanie się nam jasne, wówczas możemy zacząć obserwować i badać samego twórcę problemów i trudności. Badanie musi być ciche, bezstronne, nie zamącone pragnieniem radości, ani obawą bólu.

Mój Skarbie

 

Mój Skarbie

Obrazek z zasobów internetu

„Gdybyś wiedział coś, w co nikt by nie uwierzył, to czy próbowałbyś to powiedzieć innym?” 

Powiem…

Fizycy teoretyczni, mistycy i jasnowidzący w swoich poglądach na Wszechświat mają dużo wspólnego. Interesują ich inne światy w innych wymiarach. Fizycy umieścili te światy w Hiperprzestrzeni i podali prawa matematycznie panujące w wielowymiarowości. Mistycy przeczuwają, że światy te zamieszkują myślące istoty. Jasnowidzący – te istoty po prostu widzą.

Może się okazać, że nikt z nas nie umiera, że każdy koniec życia na Ziemi jest równocześnie początkiem życia w innym wymiarze. Inne wszechświaty przenikające nasz wszechświat i zaludnione są prawdopodobnie tak jak nasz, bo też są w relacji ze Stwórcą – jak każdy promyk ze Słońcem. Opuszczając kolejne ciała: fizyczne, astralne, mentalne, rodzimy się mniej lub bardziej świadomie w coraz wyższych wymiarach. Podróżujemy w wielowymiarowości, w innych światach? A tam spotykamy swoich najbliższych a także naszych Opiekunów i Nauczycieli. I nie tylko, bo i Anioły, Elfy, Gnomy, Rusałki i całą plejadę wszelakich Istot. Przejawiają tam się też Istoty  z górnej, niebiańskiej półki – prorocy, i mniej przyjemne duchy …te inne… ale o nich lepiej nie wspominać. Nie wywołuje się wilka z lasu.

A jednak.. mój Przyjaciel Janusz (Seta -Braciszek) wywołał wilka:

Otóż, gdy bolał mnie ząb, zastanawiałem się czy istnieje taki przypadek, ze mężczyzna urodzi. Milion dolarów?! To niezła gratka, to wielka zachęta do takiego czynu. A więc ma zaistnieć: cel prokreacja i rodzenie przez mężczyznę? Zapytacie: jak to możliwe? Mam odpowiedz : YES,YES, YES ! Doświadczam „rozwiązania” na własnej skórze, we własnym ciele. A rozum co na to? – nie dotyczy go (to prawnicze określenie)  – więc milczy.

Sny w Snach

Opowiadanie. „Wstęp do rodzenia”

Po co żyjemy? – Pewien jasnowidz tak to ujrzał w błysku światłości prokreacji …. i wlał to opowiadanie do mojej biednej głowy bez pytania czy chcę. Ciało przyjęło, rozum zgłupiał.
Stwórca jako Najpotężniejszy i Najmądrzejszy, krótko mówiąc – Absolut, był też bardzo Najsamotniejszy. Więc oddzielił z siebie cząstki – Iskierki, duszyczki nasze – i posłał je do materii stworzonej zawczasu. Do trudnej do życia materii – grubej, fizycznej. Do takiej z jakiej zbudowany jest nasz Wszechświat. „Idźcie dzieci moje na Planetę Ziemia. Daje wam… i to i tamto” – ogłosił Wyższym Jaźniom.
Wszyscy wiemy co nam dał. Nasze duszyczki, rzecz jasna nieśmiertelne, bo stanowiące cząsteczki Stwórcy, wylądowały na planecie Ziemia. Z celem? – by przetrwać, by przeżyć, i doskonalić się przez własne doświadczenia uzyskane w kontakcie z przyroda Ziemi i innymi istotami.

Ale też w celu cierpienia (poczucie winy) za „zejścia” z drogi rozwoju – powrotnej drogi do Stwórcy. Duszyczki zaczęły stopniowo „ubierać się” w szaty: materialną, uczuciową, mentalną – w ten sposób dopasowując się do ewolucyjnych zmian na Planecie Ziemia. Te szaty, jak wiemy, nie są i jeszcze dzisiaj doskonałe. W ich tkaninie mocno szwankuje uczuciowość i myślenie. Przewodzą w tym: pycha, zazdrość, nienawiść i inne paskudztwa. Ale wszystko co Dobrem się zwie jest przed duszyczkami – coraz wyższe poziomy świadomości, coraz lepsze panowanie nad uczuciami – emocjami i coraz mądrzejsze myślenie.

Nasuwają się pytania:

Po co tak Stwórca uczynił? Po co oddzielił z siebie nas – cząstki – duszyczki – i wrzucił w kłopoty? Otóż, jak twierdzi Jasnowidz: “Uczynił to żeby mieć kogo kochać – bo był Najsamotniejszy a to, jak się domysłami, nie daje poczucia i satysfakcji – z Jam Najszczęśliwszy.

I cóż ?

Na podobieństwo Stwórcy?! Kobiety rodzą dzieci i mogą tak jak Stwórca –  kochać swoje nowo narodzone bobaski, duszyczki, dzieciaczki. Bo tylko wtedy nie są już tak naprawdę same. Mężczyźni w takich sytuacjach są „poza marginesem” zainteresowania kobiet – chodzą do pracy i mają służbowe częste wyjazdy. I słusznie – w miłowaniu boskich Iskierek nie należy przeszkadzać.

Ale?

Czy Stwórca mógłby faworyzować tylko jedną płeć? Czy mogło tak być, że same t kobiety dawno już temu odczytały Jego pomysł na szczęśliwe życie? Może szybciej się rozwinęły niż mężczyźni? A Stwórca to docenił i dał im przywilej rodzenia ? Oj, przewrotne to myślenie w dobie zamieszek z aborcją…
I tu właśnie wkraczam ja „Eksperymentator” w Sprawiedliwość Globalną Stwórcy. On jest Najsprawiedliwszy, wszak Absolut! Rodzą obie płcie  pospołu. … moje Drogie Panie. Udowodnię to… a niech mię… zaryzykuję.

Ale o tym będzie w następnym art – chcę – cię. A teraz „uchylę rąbka tajemnicy”…

Od tego wyzwania  proces rodzenia się uaktywnił:

https://www.youtube.com/watch?v=vhtneQQ7q5Q

Potem Ona zaprosiła do tańca… mocno wyczerpującego:

https://www.youtube.com/watch?v=lp-EO5I60KA

A potem spoceni  padli sobie w objęcia i… Ech ta fizyczna miłość… gdy inni kibicują. bo jest to starodawny rytuał.

Różnie może się potoczyć… Buziaki

„…Skarbie zamknij oczy i podaj mi dłoń
Czujesz jak bije moje serce, rozumiesz?
Czy czujesz to samo, a może jedynie śnię?
Może to płonie wieczny płomień?…”

https://www.youtube.com/watch?v=9cUnz75swRY&feature=youtu.be  Fragment piosenki

Prostota Serca

 

Prostota serca

Jeszcze księżyc królował na niebie kiedy słońce się podniosło, ptaki nawoływały się głośno, a niebo po deszczu było jasne i przejrzyste.

Jak łatwo jest być prostym i czystego serca! Bez tej czystości nie można być prawdziwie szczęśliwym. Przyjemność z odbieranych wrażeń nie jest szczęściem prostoty. Prostota serca jest wolnością od ciężaru doświadczeń. To pamięć przeżytych doświadczeń nas kala, a nie same doświadczenia. Wiedza, brzemię przeszłości jest zepsuciem, zatratą czystości serca. Zdolność zdobywania, wysiłek ku stawaniu się czymś niweczy czystość i prostotę serca, a bez niej jakże może zaistnieć mądrość?

Ludzie posiadający tylko ciekawość nigdy nie poznają mądrości; znajdą to, czego szukali, ale nie będzie to prawda. Podejrzliwi nigdy nie zaznają szczęścia, gdyż podejrzliwość jest niepokojem ich własnej istoty, a strach rodzi zawsze zepsucie. Nieustraszoność nie jest odwagą, jest ona wolnością od zdobywania i gromadzenia,

Walczymy zawsze mając jakiś cel przed sobą; walczymy o powodzenie, czynimy nieustanne wysiłki by stać się czymś, lub przestać czymś być. Walczymy zawsze o takie czy inne zabezpieczenie, zawsze dążąc ku czemuś, lub chcąc czegoś uniknąć. To jest w istocie nie kończącą się walką aby coś zdobyć i posiąść, czyż nie?

Gdy zmęczymy się jednym rodzajem zdobyczy, zwracamy się do innego, a gdy i to się posiądzie znów zmieniamy kierunek. Wysiłek jest procesem nabywania i gromadzenia – wiedzy, doświadczeń, sprawności, cnót, dóbr, władzy itd. – jest nieustannym procesem stawania się, rozszerzania, rośnięcia, ekspansji. Wysiłek ku celowi – godnemu lub niegodnemu – musi zawsze wytworzyć tarcia i konflikty; a konflikt to antagonizm, sprzeciw, opór. Czy jest to potrzebne?

Wysiłek w sferze fizycznej może być konieczny aby zbudować most, wydobyć ropę, węgiel itp. Jest i może być korzystny i pożyteczny; ale jak ta praca jest spełniana, jak dokonuje się produkcja, jak dzieli się zysk, jest to całkiem inna sprawa. Jeśli w sferze fizycznej człowiek jest używany dla jakiegoś celu, dla ideału, czy to przez prywatny interes czy przez państwo, wysiłek sprowadza tylko więcej, zamętu i nędzy. Wysiłek ku zdobyciu czegoś, dla jednostki czy dla państwa, lub organizacji religijnej, z konieczności wywołuje opozycję. Gdy się nie rozumie tego nieustającego drżenia ku zdobywaniu, wysiłek w sferze fizycznej sprowadza nieuniknienie szkodliwe skutki dla społeczeństwa.

Nasze zdobycze służą do zasłonięcia naszej własnej pustki; umysły nasze są jak uuste bębny uderzane ręką lada przechodnia, i robiące dużo hałasu. Takie jest nasze życie, konflikty nigdy nie zadawalających ucieczek i wzrastającej udręki. Dziwne jest, że nigdy nie jesteśmy sami, nigdy prawdziwie sami. Zawsześmy z czymś, czy kimś, z problemem, książką, czy osobą, a gdy zostajemy sami, tłum myśli nam towarzyszy.

A tak ważne jest być prawdziwie samym, nagim. Wszelkie ucieczki, wszystkie gromadzenia, zdobywania, posiadania, i wszystkie wysiłki aby czymś być, lub czymś nie być, muszą ustać; wówczas dopiero jest samotność która jest w stanie przyjąć to, co jest samoistne, niezmierzone.

Jak mamy przestać uciekać?

Dzięki przekonaniu się, iż wszystkie ucieczki prowadzą tyko w ułudę i cierpienie. Prawda wyzwala; nie można nic z nią „zrobić”.  Wysiłek, aby przerwać uciekanie, jest nową odmianą ucieczki. Najwyższy stan bezczynu jest działaniem prawdy.

Nie umiem być srebrnym aniołem

 

Nie umiem być srebrnym aniołem

Zachowanie zwierząt zdeterminowane jest przez instynkt, nie przez myśl, i dlatego ich życie pozostaje w absolutnej zgodności z przyrodą. Nasze coraz mniej. My nie „czujemy” już przyrody, nie bierzemy jej na poważnie, nie korzystamy już z jej nauk. A przecież wciąż tu jest – wielkie, zawsze otwarte muzeum bez strażników, uniwersytet dostępny dla wszystkich, z lekcjami o każdej porze dnia i nocy.

Kiedy dotykasz kamienia, czujesz coś? Spróbuj sobie wyobrazić, co czuje kamień. On też ma świadomość. Żaden

rzeźbiarz hinduski ze starożytności nie zrobiłby posągu boga, używając żeńskiego kamienia, ani posągu bogini przy użyciu kamienia klasyfikowanego jako męski na podstawie jego konsystencji, ciepła i ułożenia żyłek.

Kiedy koncentrujesz świadomość w obecnej chwili i tym sposobem uwalniasz się od chaosu myśli – uświadamiasz sobie tajemniczą energię.w sobie  Bezpośrednio odczuwasz ją jako promienność i potęgę swojej własnej  obecności: Stan ten nie zawiera żadnej treści, tylko obecność.  Innymi słowy, czujesz utajoną energię Stworzyciela – życie.  W sobie , w każdej istocie i też  w kamieniu lub kwiecie. I oto dociera do ciebie, że “wszystko, co istnieje, święte jest”.

Właśnie dlatego Jezus mówi w Ewangelii Tomasza  “Rozłup drewniane polano, a ja w nim będę. Podnieś kamień, a pod nim mnie znajdziesz”.

Wielu ludzi tak wierzy we własne umysły, że piękno przyrody właściwie dla nich nie istnieje. Zdarza, im się, owszem, powiedzieć: “Jaki piękny kwiat”, ale to tylko mechaniczny odruch, mentalna etykietka. Skoro nie trwają w bezruchu, skoro nie są obecni, tak naprawdę nie widzą kwiatu, nie czują jego istoty, świętości – tak jak i siebie nie znają, nieczuli na własną istotę i świętość.

Ponieważ żyjemy w kulturze bez reszty zdominowanej przez umysł, prawie cała nasza sztuka, architektura, muzyka i literatura – z bardzo nielicznymi wyjątkami -wyprana jest z piękna i z wewnętrznej esencji.

Dzieje się tak dlatego, że sami twórcy ani na chwilę nie potrafią wyzwolić się spod władzy umysłu. Nigdy więc nie docierają do tego miejsca we własnym wnętrzu, z którego płynie wszelka prawdziwa twórczość i piękno. Umysł pozostawiony sam sobie płodzi potwory – nie tylko z rodzaju tych, które potem trafiają do galerii sztuki 

Umysł pozostawiony sam sobie płodzi potwory – nie tylko z rodzaju tych, które potem trafiają do galerii sztuki. Wystarczy spojrzeć na nasze miejskie krajobrazy i wysypiska przemysłowe. Żadna, inna cywilizacja nie stworzyła aż tyle brzydoty.

Czy patrzyłeś kiedyś bezchmurną nocą w bezkres nieba? Czy odbierał ci mowę jego absolutny bezruch i niepojęty ogrom? Czy słuchałeś, czy naprawdę wsłuchałeś się w szmer górskiego strumienia? Albo w śpiew ptaka w cichy letni wieczór?

Żeby coś takiego dotarło do świadomości, umysł musi znieruchomieć. Musisz na chwilę odłożyć osobisty bagaż przeszłych i przyszłych problemów, a także całą swoją wiedzę; w przeciwnym razie będziesz patrzył, nie widząc, i słuchał, nie słysząc.

Niezbędna jest twoja całkowita obecność. W zjawiskach tych kryje się coś więcej niż piękno zewnętrznych form: coś nienazwanego, niewysłowionego, jakaś głęboka, wewnętrzna, święta esencja. Wszelkie przejawy piękna są nią prześwietlone. Objawia ci się ona tylko wtedy, kiedy jesteś obecny. Czy to możliwe, że ta bezimienna esencja i twoja obecność są jednym i tym samym? Czy istniałaby, gdybyś nie był obecny? Głęboko w nią wniknij. Sam się przekonaj. Kiedy zdarzały ci się te chwile obecności, pewnie sobie nie uświadamiałeś, że na chwilę wkraczasz w sferę bezumysłu.

Powodem twojej nieświadomości było to, że po krótkiej pauzie znowu wdzierały się myśli. Lecz nawet jeśli olśnienie trwało tylko kilka sekund, aby zaraz ustąpić pod naporem umysłu, niemniej pojawiało się. Gdyby nie ono, nie odczułbyś piękna. Umysł nie potrafi go bowiem ani dostrzec, ani stworzyć. To piękno, ta świętość odsłaniała się przed tobą zaledwie na tych kilka sekund, kiedy byłeś w pełni obecny. Ponieważ pauza była krótka, a tobie brakowało czujności i refleksu, zapewne nie zauważyłeś istotnej różnicy między samym doznaniem (niezakłóconą myślami świadomością piękna ) a nazywaniem go i interpretowaniem w myślach. Pauza trwała tak krótko, że wszystko zlewało się w jeden proces.

Prawda jest jednak taka, że gdy tylko wdarła się myśl, po pięknie zostało ci jedynie wspomnienie. Im dłużej trwa pauza między doznaniem a myślą, tym głębsze staje się twoje człowieczeństwo. Innymi słowy, tym większą osiągasz świadomość.

Celem człowieka jest ustawienie własnego życia w zgodzie i bez żadnego wysiłku – nie pragnąc niczego osiągnąć, a tylko uznając po prostu to, co jest.

Nie umiem być srebrnym aniołem –
ni gorejącym krzakiem –
tyle zmartwychwstań już przeszło –
a serce mam byle jakie.

Tyle procesji z dzwonami –
tyle już Alleluja –
a moja świętość dziurawa
na ćwiartce włoska się buja.

Wiatr gra mi na kościach mych psalmy –
jak na koślawej fujarce –
żeby choć papież spojrzał
na mnie – przez białe swe palce.

Żeby choć Matka Boska
przez chmur zabite wciąż deski –
uśmiech mi Swój zesłała
jak ptaszka we mgle niebieskiej.

I wiem, gdy łzę swoją trzymam
jak złoty kamyk z procy –
zrozumie mnie mały Baranek
z najcichszej Wielkiej Nocy.

Pyszczek położy na ręku –
sumienia wywróci podszewkę –
serca mego ocali
czerwoną chorągiewkę

Ks. Twardowski

Serce i Mózg

Serce i Mózg

Mój znajomy ma rozrusznik serca i często popada w dziwny stan „nieświadomości” – senność, zamroczenie. Spotkałem się z opinią specjalisty – kardiologa , że stany te nie zależą od pracy serca. Bardzo mnie ta opinia zadziwiła. Tak może opiniować tylko bardzo „wąski specjalista” – zapatrzony tylko w serce jako mięsień. Dlaczego? W medytacjach , w śnie, na jawie  – z własnego doświadczenia wiem – serce i umysł bez ustanku z sobą „rozmawiają”.  Wymieniają informację ( naukowo to stwierdzono – serce posiada własną sieć neuronów)

Co o tym myśli mistyk.

Jednak, nawet fizjologicznie rzecz rozpatrując, mózg nie może funkcjonować bez krwi, którą jest zasilany Ten życiodajny płyn do mózgu kieruje serce. Czyli fizyczny mózg zależny jest od fizycznego serca, bez niego w ogóle nie może funkcjonować. W ten czysto materialny sposób można wykazać, że intelekt pierwotnie wywodzi się z serca. Zatem, czy serce nie wydaje się najodpowiedniejszym i symbolicznie słusznym miejscem na zamieszkanie przez Ponad-ego? Nieustanny przepływ myśli przez głowę poparty jest świadomością z serca. Intelekt jest zaledwie ograniczoną modyfikacją pospiesznie skleconą przez nieograniczone Ponad-ego. Czymże jest intelekt, jak nie sumą wszystkich naszych myśli?

Przerwa czasowa między dwiema myślami, chociaż nieskończenie mała i niezauważalna, to moment, kiedy ego nieświadomie wchodzi w kontakt z Ponad-ego, bowiem w takim momencie intelekt „przechwytuje” w ułamku sekundy przebłysk świadomości konieczny do kontynuowania swego działania. Co więcej, można to nawet zmierzyć matematycznie na przykładzie każdego człowieka. Bez tej przerwy, która pojawia się setki razy w ciągu dnia, intelekt nie mógłby funkcjonować, ponieważ mózg popadłby w nieme odrętwienie.

Medytacja

Kiedy przerwa między dwiema myślami jest przedłużana, powstaje możliwość wejścia i pozostania przez pewien czas w stanie Ponad-ego.”Jest to klucz do wewnętrznej pracy, która musi zostać wykonana. Coraz mniej myśli przewija się przez nasz mózg podczas codziennych ćwiczeń w uspokajaniu umysłu; sprawia to spowolnienie cyklu oddechowego oraz skupianie wzroku.

Powszechnie przyjęte twierdzenie, że świadomość ma swe siedlisko w mózgu jest prawdą relatywną. Mózg jest jedynie siedliskiem odbitej świadomości, refleksji, która pochodzi z prawdziwego centrum – z serca. Intelektualne światło jest tylko blaskiem zapożyczonym, jak światło księżyca. Intelektualna świadomość jest wtórna. Pierwotna natomiast jest świadomość serca, podobnie jak słońce, które przekazuje własne światło księżycowi. Powinniśmy jednak wystrzegać się powszechnego błędu utożsamiania zwykłych emocji ze świadomością serca. Taki pogląd zdecydowanie odbiega od prawdy.

Tak samo jak w ostatecznej filozoficznej analizie rzeczywistość świata materialnego jest tylko naszą mentalną percepcją tego świata, podobnie rzeczywistość intelektu nie jest inna niż jej tajemne źródło, wspierające serce. Nieskończona Istota – źródło wszelkiego nie umierającego życia i inteligencji – wchodzi do człowieka poprzez serce, nie głowę.

Co o tym myśli naukowiec:

Ani talent, ani sława, ani władza, ani pieniądze, ani zachwyt kobiet czy mężczyzn nie czynią życia zasadniczo łatwiejszym.

Istnieją jednak ludzie szczęśliwi, wiodący harmonijną egzystencję. Najczęściej żywią oni przekonanie, że życie jest szczodre. Umieją to docenić i cieszyć się z własnego położenia, z najdrobniejszych codziennych przyjemności: posiłków, snu, piękna przyrody, urody miasta. Lubią tworzyć i budować zarówno w sferze materialnej, jak i w sferze zamierzeń na przyszłość czy kontaktów z otoczeniem.

Tacy ludzie nie wchodzą w skład jakiejś sekty, nie wyznają jakiejś szczególnej religii. Można ich spotkać na całym świecie. Niektórzy z nich są bogaci, inni biedni, niektórzy żyją w związkach małżeńskich, inni samotnie, niektórzy mają szczególne talenty, inni są zupełnie przeciętni. Wszyscy zaznali jakichś niepowodzeń, porażek, przeszli przez trudne momenty, przed którymi nikt się nie uchroni. Ogólnie jednak rzecz biorąc, ludzie tacy potrafią lepiej „układać” się z przeciwnościami losu: można powiedzieć, że mają szczególną zdolność uchylania się przed niepowodzeniami, unikania ich. nadawania sensu swej egzystencji, jakby mieli głębszy kontakt z sobą, z innymi oraz z tym, co zdecydowali się czynić w życiu.

Co pozwala osiągnąć taki stan?

Wewnątrz mózgu znajduje się mózg emocjonalny, prawdziwy „mózg w mózgu”. Ma on odrębną organizację elementów, odrębną budowę komórkową i nawet odrębne właściwości biochemiczne niż reszta kory nowej (neocortex) – tzn. najbardziej rozwiniętej części mózgu, będącej ośrodkiem mowy i myślenia. Mózg emocjonalny często funkcjonuje niezależnie od kory nowej. Mowa i rozumienie mają na niego bardzo ograniczony wpływ: nie można nakazać emocji, aby się wzmogła lub opadła, w taki sam sposób, jak można nakazać umysłowi mówienie czy milczenie.

Mózg emocjonalny z kolei kontroluje wszystko to, co zarządza naszym samopoczuciem psychicznym i w dużej części fizjologią naszego organizmu: funkcjonowaniem serca, ciśnieniem tętniczym krwi, hormonami, układem pokarmowym, a nawet układem odpornościowym.

Zaburzenia emocjonalne są konsekwencją zakłóceń w funkcjonowaniu mózgu emocjonalnego. W wielu przypadkach zakłócenia te powstają w wyniku ciężkich przeżyć w przeszłości. które – nie mając żadnego związku z teraźniejszością – wryły się nieodwracalnie w mózg emocjonalny. To właśnie te minione przeżycia często panują nad naszymi doznaniami i zachowaniem nieraz nawet po upływie dziesiątków lat.

Naczelnym zadaniem psychoterapeuty jest „przeprogramowanie” mózgu emocjonalnego w taki sposób, aby został on dostosowany do teraźniejszości i nie kontynuował reakcji na sytuacje z przeszłości. Aby to osiągnąć, często lepiej stosować metody uwzględniające ciało i wywierające bezpośredni wpływ na mózg emocjonalny niż oddziaływanie za pośrednictwem mowy i umysłu, na które mózg emocjonalny jest dość mało podatny.

Mózg emocjonalny ma naturalne mechanizmy samo ozdrowieńcze, są to wrodzone zdolności do odzyskiwania równowagi i dobrego samopoczucia, podobne do innych mechanizmów samo ozdrowieńczych organizmu, takich jak zabliźnianie się ran czy zwalczanie infekcji….”

Obrońmy nasze zdrowie: ciała, emocje i myśli . 

Zajrzeć w przyszłość

 

Zajrzeć w przyszłość

Zajrzeć w przyszłość

żródło http://noosphere.princeton.edu/

Projekt Globalnej Świadomości: zajrzeć w przyszłość

Projekt Globalnej Świadomości to jeden z najbardziej niezwykłych eksperymentów, jakie kiedykolwiek przeprowadzano. Jego celem jest dowiedzenie tego, czy ludzkość posiada coś w rodzaju jednego nieświadomego umysłu, z którego czerpiemy, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Choć wydaje się to niemożliwe, członkowie projektu z Uniwersytetu Princeton mówią, iż udało im się wyczuć atak na WTC i inne zdarzenia nim się wydarzyły.

Głęboko w piwnicach starej biblioteki w Edynburgu znajduje się niewielkie czarne pudełko. Na pierwszy rzut oka wygląda nieciekawie, jednak w rzeczywistości jest to „oko” maszyny, która zdaje się być w stanie zajrzeć w przyszłość.  Maszyna najwyraźniej „wyczuła” ataki na World Trade Center na kilka godzin, zanim miały miejsce. Przewidziała także azjatyckie tsunami z 2004.

– To przełom – zauważa dr Roger Nelson, emerytowany naukowiec z Princeton. Nie posiadamy jednak urządzenia przewidującego przyszłość, które moglibyśmy sprzedać CIA. Jesteśmy dopiero na początku procesu ustalania, co się dzieje. Na chwilę obecną błądzimy po omacku.

Projekt Globalnej Świadomości dr Nelsona organizowany przez Uniwersytet w Princeton to jeden z najbardziej niezwykłych eksperymentów, jakie kiedykolwiek przeprowadzono. Jego celem jest udowodnienie tego czy cała ludzkość posiada coś w rodzaju jednego nieświadomego umysłu, z którego czerpiemy, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Niektórzy porównują to do umysłu Boga. Ale maszyna ma jeszcze jedną niezwykłą właściwość – w przypadkowy sposób naukowcy mogli bowiem odkryć… jak przewidywać przyszłość.

Choć zdaje się, że jest to sprawa nie warta uwagi, ten długoterminowy eksperyment wciąż przyciąga uwagę 75 szanowanych naukowców z 41 krajów świata. Naukowcy z Princeton współpracują z kolegami z Wielkiej BrytaniiHolandiiSzwajcarii czy Niemczech. Projekt ten jest najbardziej szczegółowym i najdłuższym eksperymentem w zakresie zjawisk paranormalnych.

– Często dzieje się tak, że zjawiska paranormalne, gdy badane są zbyt długo, ulatniają się – mówi fizyk Dick Bierman z Uniwersytetu Amsterdamskiego. Ale to się nie dzieje w przypadku Projektu Globalnej Świadomości – zauważa. Efekt jest realny. Jedyna dyskusja krąży wokół tego, co oznacza.

Projekt zakorzeniony jest głęboko w dorobku prof. Roberta Jahna z Uniwersytetu Princeton. Był on jednym z pierwszych naukowców poważnie podchodzących do zjawisk paranormalnych. Zaintrygowany takimi sprawami, jak telepatiatelekineza czy postrzeganie pozazmysłowe, zdecydował się on na zbadanie zjawisk przy użyciu najnowszych technologii.

Jednym z urządzeń przez niego używanych było niewielkie czarne pudełko znane jednak jako generator liczb losowych. Wykorzystuje ono skomplikowaną technologię do generowania dwóch cyfr – jedynek i zer w zupełnie przypadkowej kolejności. Ciąg zer i jedynek wydrukowany zostaje następnie pod postacią wykresu. Zwykły przypadek wskazuje, iż generator powinien podać równą liczbę zer i jedynek dających mniej więcej prostą linię na wykresie. Wszelkie odstępstwa od tego przybierają postać lekko wnoszącego się łuku.

W latach 70-tych ub. wieku, prof. Jahn ściągał przypadkowych ochotników z ulicy i prosił ich, aby skoncentrowali swe myśli na generatorze. Prosił ich również, aby starali się wpłynąć na niego tak, by jednych cyfr było więcej niż innych. Wówczas dla wielu metoda ta wydawała się śmieszna. Wielu wciąż tak uważa.

Rezultaty były jednak zdumiewające a do tego nigdy nie udało się ich wyjaśnić. Raz za razem zwykli ludzie udowadniali, że ich umysły mogą wpływać na maszyny i wizerunki wykresów. Zgodnie z wszelkimi prawami nauki, nie powinno to mieć miejsca, ale jednak miało i dalej ma.

Dzieło prof. Jahna kontynuował i rozszerzył potem dr Roger Nelson, także z Uniwersytetu Princeton, wprowadzając do nich medytacje grupowe, które owego czasu były popularne w USA. Po raz kolejny wyniki okazały się co najmniej szokujące. W jakiś sposób medytujące osoby były w stanie wpłynąć na zmianę pracy generatora.

Wkrótce potem za pośrednictwem Internetu, dr Nelson połączył 40 różnych rozsianych po świecie generatorów do swego komputera w Princeton. Pracują one dzień w dzień, generując miliony danych. Zwykle uzyskiwany przez nie wykres ma postać mniej więcej płaskiej linii. Jednak podczas pogrzebu Księżnej Diany stało się coś nieoczekiwanego. Wykres wystrzelił ku górze.

Było wówczas jasne, że naukowcy mieli do czynienia z zupełnie nowym zjawiskiem. Skoncentrowane myśli milionów ludzi zdawały się wpływać na pracę generatorów na całym świecie. Tylko jak i dlaczego? Dr Nelson wciąż nie potrafi tego wyjaśnić.

W 1998 roku zebrał on razem naukowców z całego świata, aby dołożyć starań w celu zrozumienia zjawiska. Oni także byli zdziwieni zjawiskiem i zdeterminowani pogłębić wiedzę co do odkryć Jahna i Nelsona. Rodził się Projekt Globalnej Świadomości.

Od tego czasu jego zasięg znacznie się poszerzył. Liczba generatorów (nazywanych „Eggs”) wzrosła do65 sztuk w 41 krajach. Stanowią one poniekąd „oko” całego projektu. Wyniki okazały się zadziwiające i trudne do wytłumaczenia. Generatory „wyczuły” nie tylko moment pogrzebu Diany, ale także m.in.zbombardowanie Serbii przez NATO, tragedię Kurska. Wykrywają także zwykle wielkie ogólnoświatowe uroczystości, jak np. Nowy Rok. Co bardziej zadziwiające, wykrywają one święta odbywające się w różnych strefach czasowych.

Projekt przyniósł kolejną zagadkę w związku z atakami z11 września. Gdy świat wstrzymywał oddech, generatory wykryły coś dziwnego. Nie tylko zarejestrowały bowiem samo wydarzenie, ale charakterystyczny ciąg liczb pojawił się na dwie godziny przed uderzeniem samolotów w Twin Towers.

Odczyt uzyskany w czasie ataków terrorystycznych z września 2001.

– Wiedziałem wówczas, że czeka nas ogrom pracy – powiedział Nelson.

Tak samo było z wielkim tsunami. Na 24 godziny przed katastrofą, pojawił się charakterystyczny znak.

Co ciekawe, także zwierzęta, które znalazły się na drodze tsunami, zaczęły uciekać. W tej ogromnej tragedii śmierć poniosło względnie niewiele zwierząt, co prowadziło do pytań, czy mogły one w jakiś sposób ją „przewidzieć”.

Czy więc Projekt Globalnej Świadomości jest rzeczywiście w stanie przepowiedzieć przyszłość? Tak czy tak, cynicy mogą stwierdzić, że jeśli spojrzy się na dostateczną ilość danych, zawsze odnajedzie się pewne korelacje. Nasz świat jest przecież pełen wojen, katastrof i incydentów terrorystycznych a także masowych celebracji.

Jednak członkowie grupy dodają, iż myśleli o tym. Używając rygorystycznych technik naukowych i obliczeń matematycznych można wykluczyć wszelkie przypadki. Oni wierzą, że tego dokonali.

– Dobrzy naukowcy zapytają, jakie błędy popełniliśmy – mówi dr Nelson. Sami chcielibyśmy się tego dowiedzieć, ale jak na razie nie byliśmy w stanie znaleźć żadnych – ani my, ani ktokolwiek inny. Nasze dane wskazują jasno, że szanse na przypadkowe uzyskanie takich wyników wynoszą jak jeden do miliona. To bardzo znaczące.

Projekt Globalnej Świadomości mógł zgromadzić ogromną ilość dowodów oraz wsparcie wielu znaczących postaci, jednak nadal pozostaje wielu sceptyków.

Prof. Chris French, psycholog z londyńskiego Goldsmiths College mówi:

– Projekt uzyskał bardzo intrygujące wyniki, których nie da się łatwo odrzucić. Biorę udział w podobnym projekcie, aby przekonać się, czy osiągniemy podobne rezultaty. Na razie jeszcze nie udało nam się to, ale to wczesny eksperyment.

Wydaje się, że przyszłości nie da się przewidzieć, jednak prof. Bierman mówi:

– Istnieje wiele dowodów na to, że czas może biec w tył. Jeśli dopuszcza to fizyka, może dziać się to także w naszych głowach.

Prof. Bierman dodaje także, że przewidywanie przyszłości jest nie tylko możliwe, ale możemy dokonywać tego rutynowo, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

Dr John Hartwell z Uniwersytu w Utrechcie (Holandia) był jak się zdaje jednym z prekursorów w udowadnianiu, że ludzie potrafią przewidywać przyszłość. W połowie lat 70-tych poddał ochotników badaniu EEG (elektroencefalografii), aby móc monitorować ich fale mózgowe. Następnie ochotnikom pokazano obrazy o zabarwieniu emocjonalnym, które powodowały charakterystyczne zmiany w falach mózgowych. Co ciekawe, te same reakcje pojawiały się na już na kilka sekund przed tym, nim ujrzeli oni obrazy.

Jednak dopiero po 15 latach rozpoczęto kolejny etap badań na tym polu. Dean Radin podłączył ochotników do urządzenia mierzącego opór elektryczny ich skóry. Wiadomo, że zmienia się on razem z naszymi nastrojami i jest to zasada wykorzystywana przy wykrywaczach kłamstw.

Ochotnicy znowu zaczęli reagować na kilka sekund przed tym, zanim pokazano im obrazki. Było to niewiarygodne, tak przynajmniej uważał Radin i powtarzał eksperyment zawsze otrzymując jednakowe wyniki.

– Nie wierzyłem w to – powiedział Bierman. Powtórzyłem więc eksperyment samemu i otrzymałem te same wyniki. Byłem zszokowany – przyznaje. Po tym zdarzeniu zacząłem głębiej się zastanawiać nad naturą czasu.

Bierman wymyślił wkrótce eksperyment, który pozwoliłby mu ostatecznie pozbyć się wszelkich wątpliwości. Zdecydował się na zastosowanie funkcjonalnego magnetycznego rezonansu jądrowego, aby zajrzeć do wnętrze mózgów osób, którym pokazywano serię fotografii. Każdemu z ochotników pokazano sceny o zabarwieniu erotycznym lub ukazującym przemoc albo neutralne obrazy lub wizerunki chmur. Każdy z tych obrazów powodował odpowiednią reakcję mózgu pacjenta.

Co najbardziej zdumiewające, ochotnicy zaczęli reagować na 1-2 sekundy przed zobaczeniem danego obrazu. To zupełnie niemożliwe, a przynajmniej tak nam wpajano. Zdarza się to za każdym razem.

Sceptycy starali się obalić twierdzenia Biermana, ale nie udawało im się to. Nie dopatrzono się także jakichkolwiek uchybień, które mogłyby go dyskwalifikować. Aby sprawa była jeszcze bardziej intrygująca, Bierman oświadczył, że podobne badania przeprowadzone zostały przez inne liczące się ośrodki, jednak boją się one ujawniać ich rezultatów.

– Boją się oszczerstw, więc nie chcą publikować swych wyników – mówi. Dlatego zachęcam ich, aby ujawniły swe wyniki razem. Wtedy śmiech sceptyków rozłoży się po równo – żartuje naukowiec.

Jeśli jednak Bierman ma racje, „wyczuwanie” przyszłości może pomóc w wyjaśnieniu takich zjawisk jakdeja vuintuicja oraz wielu innych fenomenów uznawanych za nadnaturalne. Może to również dać początek nowym rozwiązaniom, jak na przykład wzmacnianiu wydajności maszyn przy pomocy psychiki.

Jeśli chodzi o przewidywanie przyszłości przy pomocy projektu, dr Nelson jest optymistą, choć umiarkowanym.

– Możemy być w stanie przewidzieć, że coś się stanie. Ale nie wiemy tylko gdzie i kiedy – zauważa.

Dla niego rozmowa o maszynach opartych na jego odkryciach ma znacznie mniejsze znaczenie niż to, co wnosi ona w życie zwykłych ludzi. Jak podkreśla, każdy z nas to oddzielna jednostka, jednak razem tworzymy coś znacznie, znacznie potężniejszego.

– Nauczyliśmy się być indywidualnymi monstrami – mówi. Społeczeństwo oddzieliło nas od siebie, ale to nie prawda. Może nas wszystkich łączyć coś bliższego, aniżeli sobie uświadamiamy.

Droga do Serca

 

Droga do Serca

 

„Przeczytałam gdzieś, kiedyś, że najdłuższa droga, jaką mamy do przebycia, wiedzie od głowy do serca. Mniej lub bardziej świadomie, wszyscy jesteśmy w tej podróży. Droga do serca to nasza przyszłość, to podążanie w stronę całości, integralności i współodczuwania.” NOEMI

 Wiatr ustał. Zamilkły ptaki. Dookoła zapanowała cisza. Widoczne poprzez trzciny odbicie wschodzącego słońca, rozsypało się w migoczącą gwiazdami konstelację. Trzciny wyglądały jak więzienne kraty a migocząca za nimi gwiezdna konstelacja przyciągała uwagę, emanowała niepowtarzalnością nastroju, kusiła przygodą, budziła pragnienie wolności. Z torby wyjąłem aparat fotograficzny, ustawiłem kadr i zrobiłem zdjęcie. Rozebrałem się i wskoczyłem do wody. Była przyjemnie ciepła. Płynąc wśród kłębów mgły po falującej, złudnej gwiezdnej konstelacji w kierunku fioletowego Słońca poczułem się istotą innej planety, innego Słońca

Tyle jest wart człowiek ile pomaga innym. Mam tu na myśli raczej nie „wydumaną” i zaplanowaną a spontaniczną pomoc. My sami tworzymy, zachowujemy i unicestwiamy świat naszych własnych myśli. Pożądaniem – przywołujemy je do życia; uznaniem – zachowujemy i pobudzamy; przeczeniem – zabijamy. Myśli zachowane w umyśle ciągle działają wpływając na nasze i innych życie. Nawleczone na nić wspomnień, niektóre zdarzenia i myśli z nimi związane, są perełkami historii naszego życia. Przywołanie ich – dodaje otuchy w trudnych czasach. Można wracać do nich i do woli w nich przebierać jak w różańcowych paciorkach. Czas weryfikuje czy jakieś spontaniczne działanie, objawione uczucie, przesłana myśl były istotnie pomocne.

Od kilku miesięcy razem pracowaliśmy przy realizacji serialu telewizyjnego. Reżyser okazał się wymagającym artystą a producent oszczędnym do przesady tyranem. Odczuwało się, że „ścieśnieni” w czasie i przestrzeni członkowie ekipy byli na granicy psychicznej i fizycznej wytrzymałości. Mnożyły się bezsensowne konflikty, wybuchały do niczego dobrego prowadzące ambicjonalne kłótnie. W takim emocjonalnym chaosie instynktownie szuka się pociechy u kogoś zaufanego, kogoś kto wysłucha, zrozumie, uspokoi do ostateczności napięte nerwy, przytuli i pokocha.

„Ostatnio sporo się zastanawiałam nad granicami wolności i zniewolenia w związkach.” – powiedziała.

Następnego dna przyjechał jej mąż i kilkuletni syn. Byli w separacji.  Zaczął się okres szkolnych wakacji. Wynajęli dom nad jeziorem. Poprosiła żebym ją tam odwiózł. Po drodze zboczyliśmy z szosy i zatrzymaliśmy się nad jeziorem.

„No cóż, teraz rodzina. Z deszczu pod rynnę. Wiesz, ten widok jeziora o swicie, te cuda przyrody poprawiają mi humor, rozmarzają mnie , dają siłę i moc przetrwania w najgorszych zyciowych sytuacjach – powiedziała

Nie można pogodzić bezpieczeństwa i ładu. Bezpieczeństwa nie sposób znaleźć we wzajemnych związkach, w działaniach, a ponieważ go wciąż poszukujemy, wywołujemy chaos. Bezpieczeństwo rodzi nieład, a gdy stwierdzamy, że w nas on wciąż narasta, chcemy z tym wszystkim skończyć. W obszarze świadomości, w obrębie jej zewnętrznych i wewnętrznych granic, myśl nieustannie próbuje znaleźć bezpieczne miejsce. A zatem myśl stwarza chaos; ład nie jest wynikiem myślenia. Ład nastaje. gdy chaos niknie. Miłości nie ma w regionach dostępnych dla myśli. Tak jak piękna, miłości nie odda pędzel artysty. Musimy porzucić cały swój wewnętrzny chaos.

„Świadomość jest obszarem, na którym działa myśl. Na tym obszarze odnajdujemy wszystkie motywy, intencje, pragnienia, przyjemności, lęki i strachy, natchnienia, tęsknoty, nadzieje, smutki i radości.

Zajmujemy się małym zakątkiem świadomości, który dla większości z nas stanowi całe nasze życie. Co do reszty, którą nazywamy podświadomością, ze wszystkimi jej motywami, lękami, cechami dziedzicznymi i rasowymi, nawet nie wiemy, jak się do niej dostać. Ale – zapytam was – czy w ogóle istnieje coś takiego jak podświadomość? Posługujemy się tym słowem bardzo swobodnie. Przyjęliśmy, że istnieje coś takiego, i wchłonęliśmy do swego języka wszystkie powiedzenia i cały żargon psychoanalityków i psychologów. Czy jednak istnieje podświadomość? I dlaczego nadajemy jej aż takie znaczenie? (Wydaje mi się, że podświadomość jest równie banalna i ograniczona jak umysł świadomy – równie ciasna, fanatyczna, uwarunkowana, pełna trwogi i tandetna).

Czy możliwe jest pełne widzenie całego pola świadomości, a nie tylko jego części, fragmentu? Jeżeli potrafimy być świadomi całego pola, to działamy wówczas z pełną uwagą, a nie tylko z częściową uwagą. Jest to o tyle istotne, że nie ma wówczas tarcia – widzicie całe pole świadomości. Tarcie powstaje tylko wtedy, gdy świadomość, która jest całością myśli, uczuć i działań, dzielona jest na poziomy.

Żyjemy fragmentami. Jesteś kim innym w biurze, kim innym w domu. Mówisz o demokracji, a w głębi serca jesteś autokratą. Mówisz o miłości bliźniego, a zabijasz go konkurencją. Każda nasza część działa i spostrzega niezależnie od drugiej. Czy jesteśmy świadomi tej fragmentaryczności w swym życiu? Czy jest możliwe, aby umysł, który w działaniu swym, w myśleniu, rozpadł się na części, był w stanie dostrzec całe pole świadomości? Czy jest możliwe, by spojrzeć na całość świadomości w sposób zupełny, całkowity? Dopiero osiągnięcie tego stanu oznaczałoby, że jest się w pełni istotą ludzką.

Próbując zrozumieć całą strukturę swego „ja”, swej jaźni, całą jej niezwykłą złożoność, postępować będziemy krok za krokiem, odkrywając warstwę za warstwą, badając każdą myśl, każde uczucie i każdy motyw. Uwikłamy się wtedy w analityczny proces, który może nam zająć tygodnie, miesiące i lata. Zaś gdy w procesie zrozumienia siebie wprowadzimy element czasu, będziemy musieli rozpatrzyć każdą formę zniekształcenia, gdyż jaźń jest złożoną istotą, poruszającą się, żyjącą, walczącą, pragnącą, odrzucającą i pozostającą bezustannie pod ciśnieniem i wszelkiego rodzaju wpływami. Odkryjemy wtedy sami dla siebie, że nie tędy droga; zrozumiemy, że jedyny sposób patrzenia na siebie to spojrzenie zupełne, bezpośrednie, bez uwzględniania czynnika czasu. Możemy siebie widzieć całkowicie tylko wtedy, gdy umysł nie jest podzielony na części. To, co ujrzymy wtedy, jest prawdą.

Czy potrafimy to zrobić? Większość z nas tego nie potrafi, ponieważ większość z nas nigdy nie podeszła do problemu tak poważnie. Nigdy nie przyglądamy się sobie naprawdę. Nigdy. Spychamy winę na innych, usprawiedliwiamy siebie lub boimy się spojrzeć na siebie. Kiedy jednak popatrzymy na siebie w sposób pełny, wtedy skupimy całą swą uwagę, całą swą istotę – oczy, uszy, nerwy; będziemy obserwować w zupełnym zapomnieniu o sobie. Nie będzie wówczas miejsca na strach ani na sprzeczności. Dlatego też nie będzie i miejsca na konflikt.


Łańcuch zdarzeń

Łańcuch zdarzeń

Smutek naszego życia polega na tym, że nazywamy miłością to, co właściwie należy do intelektu. Przepełniamy serce tym, co pochodzi z dziedziny myśli więc serca nasze są wciąż puste i głodne.To intelekt rodzi zaborczość i zazdrość, to on chwyta, trzyma, zagarnia, i on też niszczy i pustoszy. Życiem naszym rządzą intelekt i nerwy. Pragniemy wciąż aby nas kochano; a nie znamy miłości która niczego nie żąda; dajemy tylko po to, aby coś w zamian otrzymać, a to jest hojnością typowo intelektualną, nic z sercem nie mającą wspólnego.

Myśl wciąż szuka pewności i zabezpieczenia się, a czyż można upewnić się myślą w miłości? Czy może intelekt, którego podłożem jest pamięć, jest czas, pochwycić miłość która jest sama w sobie wiecznością? Myśl, z całą swą emocjonalną zawartością, to nie miłość. Myśl nieodmiennie miłości zaprzecza, gdyż podstawą jej jest pamięć, a miłość nie ma nic z pamięcią wspólnego. Gdy myślimy o kimś kochanym, owa myśl nie jest miłością. Możemy sobie przypominać przyzwyczajenia, ruchy, sposób bycia, upodobania czy antypatie przyjaciela, i myśleć o miłych lub smutnych chwilach czy zdarzeniach w naszym wzajemnym stosunku, ale obrazy, które nam pamięć podsuwa, to nie miłość.

Myśl z samej swej natury zawsze dzieli i wyodrębnia. Poczucie czasu i przestrzeni, rozłąki i bólu rodzę się wszystkie z myślowego procesu, a miłość może istnieć tylko tam, gdzie len proces ustaje.Rozwijanie, wyrabianie czegoś nie jest nigdy twórcze. Odnowienie twórcze dokonuje się samo, gdy nie ma z naszej strony żadnego wysiłku, gdy dobrowolnie odrzucamy wszelki impuls do gromadzenia, zdobywania doświadczeń, jako środków do zbierania coraz to nowych i wspinania się coraz wyżej. Właśnie ten zaborczy i samoobrony impuls stwarza rozpiętość czasu i uniemożliwia twórcze odnowienie.Świadomość taka jaka znamy, działa zawsze w czasie, notuje i gromadzi doświadczenia na różnych swych poziomach; i wszystko, co się w tej świadomości odbywa jest jej własną projekcją, posiada właściwe sobie cechy i jest całkiem wymierne.

Podczas snu ta świadomość albo zostaje zasilona, albo też zachodzi coś zgoła innego.U większości z nas sen wzmacnia nasze dotychczasowe przeżycia, jest także procesem notowania i gromadzenia, w ciągu którego dokonuje się ekspansja, ale nie odnowienie. Rozszerzanie swego „ja” – proces ekspansji – daje nam uczucie podniosłego podniecenia, zachwytu własnym osiągnięciem, jest dokonaniem – jak się nam zdaje – czegoś wielkiego, ale to wszystko nie jest bynajmniej twórczym odnowieniem. Cały ten proces stawania się i zdobywania musi skończyć się, ale nie po to, by nam ułatwić nowe doświadczenia; musi po prostu samorzutnie się skończyć.

Nieraz podczas snu, a niekiedy i za dnia, gdy troska o własne stawanie się całkowicie znika, gdy skutki jakiejś przyczyny przestają działać, rodzi się to, co jest poza czasem, poza obrębem wymiernej przyczynowości…”

Oderwij umysł od szczegółów tego, co Ci się przydarzyło, i spróbuj opisać to jeszcze raz, używając metafory zaczerpniętej z natury. Na przykład pozbawioną perspektyw pracę, z powodu której musiałeś zmienić bieg swojej kariery, można porównać do rzeki wpływającej do zamkniętego kanionu, wzbierającej i znajdującej inne ujście.

Kiedy zewnętrzne siły rozrywają związek, można pomyśleć o planecie mającej zbyt małą masę i gubiącej satelity albo o ciężkim atomie, którego słabnące jądro odrzuca elektrony wymagające większego ładunku.

Kiedy rejestrujemy osobiste doświadczenia i przekładamy je na język natury, nawiązujemy dialog z wszechświatem. Zaczynamy ponownie definiować swoją tożsamość, korzystając ze zwiększonej świadomości istnienia naturalnych cykli: trudnych i łatwych, zamkniętych i otwartych, pozytywnych i negatywnych.

Dzięki znajomości praw fizyki, znajdujących odzwierciedlenie w życiu, nawiązujemy bezpośrednie i wzajemne relacje z eleganckim, bezstronnym i ewoluującym wszechświatem. Po dostosowaniu rytmu egzystencji do rytmu wszechświata zaczynamy rozumieć jego cel i odzwierciedlać jego znaczenie w naszym życiu. Siła i wnikliwość, będące owocami przyjęcia tego uniwersalnego sposobu pojmowania świata, przydają się w wielu sytuacjach życiowych.

Uczymy się ludzkich zachowań i dróg ewolucji społeczeństwa oraz rozpoznajemy sytuacje, które nie rokują nadziei, ponieważ rozwijają się w sposób prowadzący nieuchronnie do upadku. Zdobywamy moc sterowania własnym życiem w stronę przyszłości, w której tworzeniu uczestniczymy. Wszystko, czego dotykamy umysłem, ulega pod naszym wpływem procesowi ewolucji, stając się dla nas źródłem spełnienia…”