Prostota Serca

 

Prostota serca

Jeszcze księżyc królował na niebie kiedy słońce się podniosło, ptaki nawoływały się głośno, a niebo po deszczu było jasne i przejrzyste.

Jak łatwo jest być prostym i czystego serca! Bez tej czystości nie można być prawdziwie szczęśliwym. Przyjemność z odbieranych wrażeń nie jest szczęściem prostoty. Prostota serca jest wolnością od ciężaru doświadczeń. To pamięć przeżytych doświadczeń nas kala, a nie same doświadczenia. Wiedza, brzemię przeszłości jest zepsuciem, zatratą czystości serca. Zdolność zdobywania, wysiłek ku stawaniu się czymś niweczy czystość i prostotę serca, a bez niej jakże może zaistnieć mądrość?

Ludzie posiadający tylko ciekawość nigdy nie poznają mądrości; znajdą to, czego szukali, ale nie będzie to prawda. Podejrzliwi nigdy nie zaznają szczęścia, gdyż podejrzliwość jest niepokojem ich własnej istoty, a strach rodzi zawsze zepsucie. Nieustraszoność nie jest odwagą, jest ona wolnością od zdobywania i gromadzenia,

Walczymy zawsze mając jakiś cel przed sobą; walczymy o powodzenie, czynimy nieustanne wysiłki by stać się czymś, lub przestać czymś być. Walczymy zawsze o takie czy inne zabezpieczenie, zawsze dążąc ku czemuś, lub chcąc czegoś uniknąć. To jest w istocie nie kończącą się walką aby coś zdobyć i posiąść, czyż nie?

Gdy zmęczymy się jednym rodzajem zdobyczy, zwracamy się do innego, a gdy i to się posiądzie znów zmieniamy kierunek. Wysiłek jest procesem nabywania i gromadzenia – wiedzy, doświadczeń, sprawności, cnót, dóbr, władzy itd. – jest nieustannym procesem stawania się, rozszerzania, rośnięcia, ekspansji. Wysiłek ku celowi – godnemu lub niegodnemu – musi zawsze wytworzyć tarcia i konflikty; a konflikt to antagonizm, sprzeciw, opór. Czy jest to potrzebne?

Wysiłek w sferze fizycznej może być konieczny aby zbudować most, wydobyć ropę, węgiel itp. Jest i może być korzystny i pożyteczny; ale jak ta praca jest spełniana, jak dokonuje się produkcja, jak dzieli się zysk, jest to całkiem inna sprawa. Jeśli w sferze fizycznej człowiek jest używany dla jakiegoś celu, dla ideału, czy to przez prywatny interes czy przez państwo, wysiłek sprowadza tylko więcej, zamętu i nędzy. Wysiłek ku zdobyciu czegoś, dla jednostki czy dla państwa, lub organizacji religijnej, z konieczności wywołuje opozycję. Gdy się nie rozumie tego nieustającego drżenia ku zdobywaniu, wysiłek w sferze fizycznej sprowadza nieuniknienie szkodliwe skutki dla społeczeństwa.

Nasze zdobycze służą do zasłonięcia naszej własnej pustki; umysły nasze są jak uuste bębny uderzane ręką lada przechodnia, i robiące dużo hałasu. Takie jest nasze życie, konflikty nigdy nie zadawalających ucieczek i wzrastającej udręki. Dziwne jest, że nigdy nie jesteśmy sami, nigdy prawdziwie sami. Zawsześmy z czymś, czy kimś, z problemem, książką, czy osobą, a gdy zostajemy sami, tłum myśli nam towarzyszy.

A tak ważne jest być prawdziwie samym, nagim. Wszelkie ucieczki, wszystkie gromadzenia, zdobywania, posiadania, i wszystkie wysiłki aby czymś być, lub czymś nie być, muszą ustać; wówczas dopiero jest samotność która jest w stanie przyjąć to, co jest samoistne, niezmierzone.

Jak mamy przestać uciekać?

Dzięki przekonaniu się, iż wszystkie ucieczki prowadzą tyko w ułudę i cierpienie. Prawda wyzwala; nie można nic z nią „zrobić”.  Wysiłek, aby przerwać uciekanie, jest nową odmianą ucieczki. Najwyższy stan bezczynu jest działaniem prawdy.

Reklamy

Nie umiem być srebrnym aniołem

 

Nie umiem być srebrnym aniołem

Zachowanie zwierząt zdeterminowane jest przez instynkt, nie przez myśl, i dlatego ich życie pozostaje w absolutnej zgodności z przyrodą. Nasze coraz mniej. My nie „czujemy” już przyrody, nie bierzemy jej na poważnie, nie korzystamy już z jej nauk. A przecież wciąż tu jest – wielkie, zawsze otwarte muzeum bez strażników, uniwersytet dostępny dla wszystkich, z lekcjami o każdej porze dnia i nocy.

Kiedy dotykasz kamienia, czujesz coś? Spróbuj sobie wyobrazić, co czuje kamień. On też ma świadomość. Żaden

rzeźbiarz hinduski ze starożytności nie zrobiłby posągu boga, używając żeńskiego kamienia, ani posągu bogini przy użyciu kamienia klasyfikowanego jako męski na podstawie jego konsystencji, ciepła i ułożenia żyłek.

Kiedy koncentrujesz świadomość w obecnej chwili i tym sposobem uwalniasz się od chaosu myśli – uświadamiasz sobie tajemniczą energię.w sobie  Bezpośrednio odczuwasz ją jako promienność i potęgę swojej własnej  obecności: Stan ten nie zawiera żadnej treści, tylko obecność.  Innymi słowy, czujesz utajoną energię Stworzyciela – życie.  W sobie , w każdej istocie i też  w kamieniu lub kwiecie. I oto dociera do ciebie, że “wszystko, co istnieje, święte jest”.

Właśnie dlatego Jezus mówi w Ewangelii Tomasza  “Rozłup drewniane polano, a ja w nim będę. Podnieś kamień, a pod nim mnie znajdziesz”.

Wielu ludzi tak wierzy we własne umysły, że piękno przyrody właściwie dla nich nie istnieje. Zdarza, im się, owszem, powiedzieć: “Jaki piękny kwiat”, ale to tylko mechaniczny odruch, mentalna etykietka. Skoro nie trwają w bezruchu, skoro nie są obecni, tak naprawdę nie widzą kwiatu, nie czują jego istoty, świętości – tak jak i siebie nie znają, nieczuli na własną istotę i świętość.

Ponieważ żyjemy w kulturze bez reszty zdominowanej przez umysł, prawie cała nasza sztuka, architektura, muzyka i literatura – z bardzo nielicznymi wyjątkami -wyprana jest z piękna i z wewnętrznej esencji.

Dzieje się tak dlatego, że sami twórcy ani na chwilę nie potrafią wyzwolić się spod władzy umysłu. Nigdy więc nie docierają do tego miejsca we własnym wnętrzu, z którego płynie wszelka prawdziwa twórczość i piękno. Umysł pozostawiony sam sobie płodzi potwory – nie tylko z rodzaju tych, które potem trafiają do galerii sztuki 

Umysł pozostawiony sam sobie płodzi potwory – nie tylko z rodzaju tych, które potem trafiają do galerii sztuki. Wystarczy spojrzeć na nasze miejskie krajobrazy i wysypiska przemysłowe. Żadna, inna cywilizacja nie stworzyła aż tyle brzydoty.

Czy patrzyłeś kiedyś bezchmurną nocą w bezkres nieba? Czy odbierał ci mowę jego absolutny bezruch i niepojęty ogrom? Czy słuchałeś, czy naprawdę wsłuchałeś się w szmer górskiego strumienia? Albo w śpiew ptaka w cichy letni wieczór?

Żeby coś takiego dotarło do świadomości, umysł musi znieruchomieć. Musisz na chwilę odłożyć osobisty bagaż przeszłych i przyszłych problemów, a także całą swoją wiedzę; w przeciwnym razie będziesz patrzył, nie widząc, i słuchał, nie słysząc.

Niezbędna jest twoja całkowita obecność. W zjawiskach tych kryje się coś więcej niż piękno zewnętrznych form: coś nienazwanego, niewysłowionego, jakaś głęboka, wewnętrzna, święta esencja. Wszelkie przejawy piękna są nią prześwietlone. Objawia ci się ona tylko wtedy, kiedy jesteś obecny. Czy to możliwe, że ta bezimienna esencja i twoja obecność są jednym i tym samym? Czy istniałaby, gdybyś nie był obecny? Głęboko w nią wniknij. Sam się przekonaj. Kiedy zdarzały ci się te chwile obecności, pewnie sobie nie uświadamiałeś, że na chwilę wkraczasz w sferę bezumysłu.

Powodem twojej nieświadomości było to, że po krótkiej pauzie znowu wdzierały się myśli. Lecz nawet jeśli olśnienie trwało tylko kilka sekund, aby zaraz ustąpić pod naporem umysłu, niemniej pojawiało się. Gdyby nie ono, nie odczułbyś piękna. Umysł nie potrafi go bowiem ani dostrzec, ani stworzyć. To piękno, ta świętość odsłaniała się przed tobą zaledwie na tych kilka sekund, kiedy byłeś w pełni obecny. Ponieważ pauza była krótka, a tobie brakowało czujności i refleksu, zapewne nie zauważyłeś istotnej różnicy między samym doznaniem (niezakłóconą myślami świadomością piękna ) a nazywaniem go i interpretowaniem w myślach. Pauza trwała tak krótko, że wszystko zlewało się w jeden proces.

Prawda jest jednak taka, że gdy tylko wdarła się myśl, po pięknie zostało ci jedynie wspomnienie. Im dłużej trwa pauza między doznaniem a myślą, tym głębsze staje się twoje człowieczeństwo. Innymi słowy, tym większą osiągasz świadomość.

Celem człowieka jest ustawienie własnego życia w zgodzie i bez żadnego wysiłku – nie pragnąc niczego osiągnąć, a tylko uznając po prostu to, co jest.

Nie umiem być srebrnym aniołem –
ni gorejącym krzakiem –
tyle zmartwychwstań już przeszło –
a serce mam byle jakie.

Tyle procesji z dzwonami –
tyle już Alleluja –
a moja świętość dziurawa
na ćwiartce włoska się buja.

Wiatr gra mi na kościach mych psalmy –
jak na koślawej fujarce –
żeby choć papież spojrzał
na mnie – przez białe swe palce.

Żeby choć Matka Boska
przez chmur zabite wciąż deski –
uśmiech mi Swój zesłała
jak ptaszka we mgle niebieskiej.

I wiem, gdy łzę swoją trzymam
jak złoty kamyk z procy –
zrozumie mnie mały Baranek
z najcichszej Wielkiej Nocy.

Pyszczek położy na ręku –
sumienia wywróci podszewkę –
serca mego ocali
czerwoną chorągiewkę

Ks. Twardowski

Serce i Mózg

Serce i Mózg

Mój znajomy ma rozrusznik serca i często popada w dziwny stan „nieświadomości” – senność, zamroczenie. Spotkałem się z opinią specjalisty – kardiologa , że stany te nie zależą od pracy serca. Bardzo mnie ta opinia zadziwiła. Tak może opiniować tylko bardzo „wąski specjalista” – zapatrzony tylko w serce jako mięsień. Dlaczego? W medytacjach , w śnie, na jawie  – z własnego doświadczenia wiem – serce i umysł bez ustanku z sobą „rozmawiają”.  Wymieniają informację ( naukowo to stwierdzono – serce posiada własną sieć neuronów)

Co o tym myśli mistyk.

Jednak, nawet fizjologicznie rzecz rozpatrując, mózg nie może funkcjonować bez krwi, którą jest zasilany Ten życiodajny płyn do mózgu kieruje serce. Czyli fizyczny mózg zależny jest od fizycznego serca, bez niego w ogóle nie może funkcjonować. W ten czysto materialny sposób można wykazać, że intelekt pierwotnie wywodzi się z serca. Zatem, czy serce nie wydaje się najodpowiedniejszym i symbolicznie słusznym miejscem na zamieszkanie przez Ponad-ego? Nieustanny przepływ myśli przez głowę poparty jest świadomością z serca. Intelekt jest zaledwie ograniczoną modyfikacją pospiesznie skleconą przez nieograniczone Ponad-ego. Czymże jest intelekt, jak nie sumą wszystkich naszych myśli?

Przerwa czasowa między dwiema myślami, chociaż nieskończenie mała i niezauważalna, to moment, kiedy ego nieświadomie wchodzi w kontakt z Ponad-ego, bowiem w takim momencie intelekt „przechwytuje” w ułamku sekundy przebłysk świadomości konieczny do kontynuowania swego działania. Co więcej, można to nawet zmierzyć matematycznie na przykładzie każdego człowieka. Bez tej przerwy, która pojawia się setki razy w ciągu dnia, intelekt nie mógłby funkcjonować, ponieważ mózg popadłby w nieme odrętwienie.

Medytacja

Kiedy przerwa między dwiema myślami jest przedłużana, powstaje możliwość wejścia i pozostania przez pewien czas w stanie Ponad-ego.”Jest to klucz do wewnętrznej pracy, która musi zostać wykonana. Coraz mniej myśli przewija się przez nasz mózg podczas codziennych ćwiczeń w uspokajaniu umysłu; sprawia to spowolnienie cyklu oddechowego oraz skupianie wzroku.

Powszechnie przyjęte twierdzenie, że świadomość ma swe siedlisko w mózgu jest prawdą relatywną. Mózg jest jedynie siedliskiem odbitej świadomości, refleksji, która pochodzi z prawdziwego centrum – z serca. Intelektualne światło jest tylko blaskiem zapożyczonym, jak światło księżyca. Intelektualna świadomość jest wtórna. Pierwotna natomiast jest świadomość serca, podobnie jak słońce, które przekazuje własne światło księżycowi. Powinniśmy jednak wystrzegać się powszechnego błędu utożsamiania zwykłych emocji ze świadomością serca. Taki pogląd zdecydowanie odbiega od prawdy.

Tak samo jak w ostatecznej filozoficznej analizie rzeczywistość świata materialnego jest tylko naszą mentalną percepcją tego świata, podobnie rzeczywistość intelektu nie jest inna niż jej tajemne źródło, wspierające serce. Nieskończona Istota – źródło wszelkiego nie umierającego życia i inteligencji – wchodzi do człowieka poprzez serce, nie głowę.

Co o tym myśli naukowiec:

Ani talent, ani sława, ani władza, ani pieniądze, ani zachwyt kobiet czy mężczyzn nie czynią życia zasadniczo łatwiejszym.

Istnieją jednak ludzie szczęśliwi, wiodący harmonijną egzystencję. Najczęściej żywią oni przekonanie, że życie jest szczodre. Umieją to docenić i cieszyć się z własnego położenia, z najdrobniejszych codziennych przyjemności: posiłków, snu, piękna przyrody, urody miasta. Lubią tworzyć i budować zarówno w sferze materialnej, jak i w sferze zamierzeń na przyszłość czy kontaktów z otoczeniem.

Tacy ludzie nie wchodzą w skład jakiejś sekty, nie wyznają jakiejś szczególnej religii. Można ich spotkać na całym świecie. Niektórzy z nich są bogaci, inni biedni, niektórzy żyją w związkach małżeńskich, inni samotnie, niektórzy mają szczególne talenty, inni są zupełnie przeciętni. Wszyscy zaznali jakichś niepowodzeń, porażek, przeszli przez trudne momenty, przed którymi nikt się nie uchroni. Ogólnie jednak rzecz biorąc, ludzie tacy potrafią lepiej „układać” się z przeciwnościami losu: można powiedzieć, że mają szczególną zdolność uchylania się przed niepowodzeniami, unikania ich. nadawania sensu swej egzystencji, jakby mieli głębszy kontakt z sobą, z innymi oraz z tym, co zdecydowali się czynić w życiu.

Co pozwala osiągnąć taki stan?

Wewnątrz mózgu znajduje się mózg emocjonalny, prawdziwy „mózg w mózgu”. Ma on odrębną organizację elementów, odrębną budowę komórkową i nawet odrębne właściwości biochemiczne niż reszta kory nowej (neocortex) – tzn. najbardziej rozwiniętej części mózgu, będącej ośrodkiem mowy i myślenia. Mózg emocjonalny często funkcjonuje niezależnie od kory nowej. Mowa i rozumienie mają na niego bardzo ograniczony wpływ: nie można nakazać emocji, aby się wzmogła lub opadła, w taki sam sposób, jak można nakazać umysłowi mówienie czy milczenie.

Mózg emocjonalny z kolei kontroluje wszystko to, co zarządza naszym samopoczuciem psychicznym i w dużej części fizjologią naszego organizmu: funkcjonowaniem serca, ciśnieniem tętniczym krwi, hormonami, układem pokarmowym, a nawet układem odpornościowym.

Zaburzenia emocjonalne są konsekwencją zakłóceń w funkcjonowaniu mózgu emocjonalnego. W wielu przypadkach zakłócenia te powstają w wyniku ciężkich przeżyć w przeszłości. które – nie mając żadnego związku z teraźniejszością – wryły się nieodwracalnie w mózg emocjonalny. To właśnie te minione przeżycia często panują nad naszymi doznaniami i zachowaniem nieraz nawet po upływie dziesiątków lat.

Naczelnym zadaniem psychoterapeuty jest „przeprogramowanie” mózgu emocjonalnego w taki sposób, aby został on dostosowany do teraźniejszości i nie kontynuował reakcji na sytuacje z przeszłości. Aby to osiągnąć, często lepiej stosować metody uwzględniające ciało i wywierające bezpośredni wpływ na mózg emocjonalny niż oddziaływanie za pośrednictwem mowy i umysłu, na które mózg emocjonalny jest dość mało podatny.

Mózg emocjonalny ma naturalne mechanizmy samo ozdrowieńcze, są to wrodzone zdolności do odzyskiwania równowagi i dobrego samopoczucia, podobne do innych mechanizmów samo ozdrowieńczych organizmu, takich jak zabliźnianie się ran czy zwalczanie infekcji….”

Obrońmy nasze zdrowie: ciała, emocje i myśli . 

Zajrzeć w przyszłość

 

Zajrzeć w przyszłość

Zajrzeć w przyszłość

żródło http://noosphere.princeton.edu/

Projekt Globalnej Świadomości: zajrzeć w przyszłość

Projekt Globalnej Świadomości to jeden z najbardziej niezwykłych eksperymentów, jakie kiedykolwiek przeprowadzano. Jego celem jest dowiedzenie tego, czy ludzkość posiada coś w rodzaju jednego nieświadomego umysłu, z którego czerpiemy, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Choć wydaje się to niemożliwe, członkowie projektu z Uniwersytetu Princeton mówią, iż udało im się wyczuć atak na WTC i inne zdarzenia nim się wydarzyły.

Głęboko w piwnicach starej biblioteki w Edynburgu znajduje się niewielkie czarne pudełko. Na pierwszy rzut oka wygląda nieciekawie, jednak w rzeczywistości jest to „oko” maszyny, która zdaje się być w stanie zajrzeć w przyszłość.  Maszyna najwyraźniej „wyczuła” ataki na World Trade Center na kilka godzin, zanim miały miejsce. Przewidziała także azjatyckie tsunami z 2004.

– To przełom – zauważa dr Roger Nelson, emerytowany naukowiec z Princeton. Nie posiadamy jednak urządzenia przewidującego przyszłość, które moglibyśmy sprzedać CIA. Jesteśmy dopiero na początku procesu ustalania, co się dzieje. Na chwilę obecną błądzimy po omacku.

Projekt Globalnej Świadomości dr Nelsona organizowany przez Uniwersytet w Princeton to jeden z najbardziej niezwykłych eksperymentów, jakie kiedykolwiek przeprowadzono. Jego celem jest udowodnienie tego czy cała ludzkość posiada coś w rodzaju jednego nieświadomego umysłu, z którego czerpiemy, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Niektórzy porównują to do umysłu Boga. Ale maszyna ma jeszcze jedną niezwykłą właściwość – w przypadkowy sposób naukowcy mogli bowiem odkryć… jak przewidywać przyszłość.

Choć zdaje się, że jest to sprawa nie warta uwagi, ten długoterminowy eksperyment wciąż przyciąga uwagę 75 szanowanych naukowców z 41 krajów świata. Naukowcy z Princeton współpracują z kolegami z Wielkiej BrytaniiHolandiiSzwajcarii czy Niemczech. Projekt ten jest najbardziej szczegółowym i najdłuższym eksperymentem w zakresie zjawisk paranormalnych.

– Często dzieje się tak, że zjawiska paranormalne, gdy badane są zbyt długo, ulatniają się – mówi fizyk Dick Bierman z Uniwersytetu Amsterdamskiego. Ale to się nie dzieje w przypadku Projektu Globalnej Świadomości – zauważa. Efekt jest realny. Jedyna dyskusja krąży wokół tego, co oznacza.

Projekt zakorzeniony jest głęboko w dorobku prof. Roberta Jahna z Uniwersytetu Princeton. Był on jednym z pierwszych naukowców poważnie podchodzących do zjawisk paranormalnych. Zaintrygowany takimi sprawami, jak telepatiatelekineza czy postrzeganie pozazmysłowe, zdecydował się on na zbadanie zjawisk przy użyciu najnowszych technologii.

Jednym z urządzeń przez niego używanych było niewielkie czarne pudełko znane jednak jako generator liczb losowych. Wykorzystuje ono skomplikowaną technologię do generowania dwóch cyfr – jedynek i zer w zupełnie przypadkowej kolejności. Ciąg zer i jedynek wydrukowany zostaje następnie pod postacią wykresu. Zwykły przypadek wskazuje, iż generator powinien podać równą liczbę zer i jedynek dających mniej więcej prostą linię na wykresie. Wszelkie odstępstwa od tego przybierają postać lekko wnoszącego się łuku.

W latach 70-tych ub. wieku, prof. Jahn ściągał przypadkowych ochotników z ulicy i prosił ich, aby skoncentrowali swe myśli na generatorze. Prosił ich również, aby starali się wpłynąć na niego tak, by jednych cyfr było więcej niż innych. Wówczas dla wielu metoda ta wydawała się śmieszna. Wielu wciąż tak uważa.

Rezultaty były jednak zdumiewające a do tego nigdy nie udało się ich wyjaśnić. Raz za razem zwykli ludzie udowadniali, że ich umysły mogą wpływać na maszyny i wizerunki wykresów. Zgodnie z wszelkimi prawami nauki, nie powinno to mieć miejsca, ale jednak miało i dalej ma.

Dzieło prof. Jahna kontynuował i rozszerzył potem dr Roger Nelson, także z Uniwersytetu Princeton, wprowadzając do nich medytacje grupowe, które owego czasu były popularne w USA. Po raz kolejny wyniki okazały się co najmniej szokujące. W jakiś sposób medytujące osoby były w stanie wpłynąć na zmianę pracy generatora.

Wkrótce potem za pośrednictwem Internetu, dr Nelson połączył 40 różnych rozsianych po świecie generatorów do swego komputera w Princeton. Pracują one dzień w dzień, generując miliony danych. Zwykle uzyskiwany przez nie wykres ma postać mniej więcej płaskiej linii. Jednak podczas pogrzebu Księżnej Diany stało się coś nieoczekiwanego. Wykres wystrzelił ku górze.

Było wówczas jasne, że naukowcy mieli do czynienia z zupełnie nowym zjawiskiem. Skoncentrowane myśli milionów ludzi zdawały się wpływać na pracę generatorów na całym świecie. Tylko jak i dlaczego? Dr Nelson wciąż nie potrafi tego wyjaśnić.

W 1998 roku zebrał on razem naukowców z całego świata, aby dołożyć starań w celu zrozumienia zjawiska. Oni także byli zdziwieni zjawiskiem i zdeterminowani pogłębić wiedzę co do odkryć Jahna i Nelsona. Rodził się Projekt Globalnej Świadomości.

Od tego czasu jego zasięg znacznie się poszerzył. Liczba generatorów (nazywanych „Eggs”) wzrosła do65 sztuk w 41 krajach. Stanowią one poniekąd „oko” całego projektu. Wyniki okazały się zadziwiające i trudne do wytłumaczenia. Generatory „wyczuły” nie tylko moment pogrzebu Diany, ale także m.in.zbombardowanie Serbii przez NATO, tragedię Kurska. Wykrywają także zwykle wielkie ogólnoświatowe uroczystości, jak np. Nowy Rok. Co bardziej zadziwiające, wykrywają one święta odbywające się w różnych strefach czasowych.

Projekt przyniósł kolejną zagadkę w związku z atakami z11 września. Gdy świat wstrzymywał oddech, generatory wykryły coś dziwnego. Nie tylko zarejestrowały bowiem samo wydarzenie, ale charakterystyczny ciąg liczb pojawił się na dwie godziny przed uderzeniem samolotów w Twin Towers.

Odczyt uzyskany w czasie ataków terrorystycznych z września 2001.

– Wiedziałem wówczas, że czeka nas ogrom pracy – powiedział Nelson.

Tak samo było z wielkim tsunami. Na 24 godziny przed katastrofą, pojawił się charakterystyczny znak.

Co ciekawe, także zwierzęta, które znalazły się na drodze tsunami, zaczęły uciekać. W tej ogromnej tragedii śmierć poniosło względnie niewiele zwierząt, co prowadziło do pytań, czy mogły one w jakiś sposób ją „przewidzieć”.

Czy więc Projekt Globalnej Świadomości jest rzeczywiście w stanie przepowiedzieć przyszłość? Tak czy tak, cynicy mogą stwierdzić, że jeśli spojrzy się na dostateczną ilość danych, zawsze odnajedzie się pewne korelacje. Nasz świat jest przecież pełen wojen, katastrof i incydentów terrorystycznych a także masowych celebracji.

Jednak członkowie grupy dodają, iż myśleli o tym. Używając rygorystycznych technik naukowych i obliczeń matematycznych można wykluczyć wszelkie przypadki. Oni wierzą, że tego dokonali.

– Dobrzy naukowcy zapytają, jakie błędy popełniliśmy – mówi dr Nelson. Sami chcielibyśmy się tego dowiedzieć, ale jak na razie nie byliśmy w stanie znaleźć żadnych – ani my, ani ktokolwiek inny. Nasze dane wskazują jasno, że szanse na przypadkowe uzyskanie takich wyników wynoszą jak jeden do miliona. To bardzo znaczące.

Projekt Globalnej Świadomości mógł zgromadzić ogromną ilość dowodów oraz wsparcie wielu znaczących postaci, jednak nadal pozostaje wielu sceptyków.

Prof. Chris French, psycholog z londyńskiego Goldsmiths College mówi:

– Projekt uzyskał bardzo intrygujące wyniki, których nie da się łatwo odrzucić. Biorę udział w podobnym projekcie, aby przekonać się, czy osiągniemy podobne rezultaty. Na razie jeszcze nie udało nam się to, ale to wczesny eksperyment.

Wydaje się, że przyszłości nie da się przewidzieć, jednak prof. Bierman mówi:

– Istnieje wiele dowodów na to, że czas może biec w tył. Jeśli dopuszcza to fizyka, może dziać się to także w naszych głowach.

Prof. Bierman dodaje także, że przewidywanie przyszłości jest nie tylko możliwe, ale możemy dokonywać tego rutynowo, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

Dr John Hartwell z Uniwersytu w Utrechcie (Holandia) był jak się zdaje jednym z prekursorów w udowadnianiu, że ludzie potrafią przewidywać przyszłość. W połowie lat 70-tych poddał ochotników badaniu EEG (elektroencefalografii), aby móc monitorować ich fale mózgowe. Następnie ochotnikom pokazano obrazy o zabarwieniu emocjonalnym, które powodowały charakterystyczne zmiany w falach mózgowych. Co ciekawe, te same reakcje pojawiały się na już na kilka sekund przed tym, nim ujrzeli oni obrazy.

Jednak dopiero po 15 latach rozpoczęto kolejny etap badań na tym polu. Dean Radin podłączył ochotników do urządzenia mierzącego opór elektryczny ich skóry. Wiadomo, że zmienia się on razem z naszymi nastrojami i jest to zasada wykorzystywana przy wykrywaczach kłamstw.

Ochotnicy znowu zaczęli reagować na kilka sekund przed tym, zanim pokazano im obrazki. Było to niewiarygodne, tak przynajmniej uważał Radin i powtarzał eksperyment zawsze otrzymując jednakowe wyniki.

– Nie wierzyłem w to – powiedział Bierman. Powtórzyłem więc eksperyment samemu i otrzymałem te same wyniki. Byłem zszokowany – przyznaje. Po tym zdarzeniu zacząłem głębiej się zastanawiać nad naturą czasu.

Bierman wymyślił wkrótce eksperyment, który pozwoliłby mu ostatecznie pozbyć się wszelkich wątpliwości. Zdecydował się na zastosowanie funkcjonalnego magnetycznego rezonansu jądrowego, aby zajrzeć do wnętrze mózgów osób, którym pokazywano serię fotografii. Każdemu z ochotników pokazano sceny o zabarwieniu erotycznym lub ukazującym przemoc albo neutralne obrazy lub wizerunki chmur. Każdy z tych obrazów powodował odpowiednią reakcję mózgu pacjenta.

Co najbardziej zdumiewające, ochotnicy zaczęli reagować na 1-2 sekundy przed zobaczeniem danego obrazu. To zupełnie niemożliwe, a przynajmniej tak nam wpajano. Zdarza się to za każdym razem.

Sceptycy starali się obalić twierdzenia Biermana, ale nie udawało im się to. Nie dopatrzono się także jakichkolwiek uchybień, które mogłyby go dyskwalifikować. Aby sprawa była jeszcze bardziej intrygująca, Bierman oświadczył, że podobne badania przeprowadzone zostały przez inne liczące się ośrodki, jednak boją się one ujawniać ich rezultatów.

– Boją się oszczerstw, więc nie chcą publikować swych wyników – mówi. Dlatego zachęcam ich, aby ujawniły swe wyniki razem. Wtedy śmiech sceptyków rozłoży się po równo – żartuje naukowiec.

Jeśli jednak Bierman ma racje, „wyczuwanie” przyszłości może pomóc w wyjaśnieniu takich zjawisk jakdeja vuintuicja oraz wielu innych fenomenów uznawanych za nadnaturalne. Może to również dać początek nowym rozwiązaniom, jak na przykład wzmacnianiu wydajności maszyn przy pomocy psychiki.

Jeśli chodzi o przewidywanie przyszłości przy pomocy projektu, dr Nelson jest optymistą, choć umiarkowanym.

– Możemy być w stanie przewidzieć, że coś się stanie. Ale nie wiemy tylko gdzie i kiedy – zauważa.

Dla niego rozmowa o maszynach opartych na jego odkryciach ma znacznie mniejsze znaczenie niż to, co wnosi ona w życie zwykłych ludzi. Jak podkreśla, każdy z nas to oddzielna jednostka, jednak razem tworzymy coś znacznie, znacznie potężniejszego.

– Nauczyliśmy się być indywidualnymi monstrami – mówi. Społeczeństwo oddzieliło nas od siebie, ale to nie prawda. Może nas wszystkich łączyć coś bliższego, aniżeli sobie uświadamiamy.

Droga do Serca

 

Droga do Serca

 

„Przeczytałam gdzieś, kiedyś, że najdłuższa droga, jaką mamy do przebycia, wiedzie od głowy do serca. Mniej lub bardziej świadomie, wszyscy jesteśmy w tej podróży. Droga do serca to nasza przyszłość, to podążanie w stronę całości, integralności i współodczuwania.” NOEMI

 Wiatr ustał. Zamilkły ptaki. Dookoła zapanowała cisza. Widoczne poprzez trzciny odbicie wschodzącego słońca, rozsypało się w migoczącą gwiazdami konstelację. Trzciny wyglądały jak więzienne kraty a migocząca za nimi gwiezdna konstelacja przyciągała uwagę, emanowała niepowtarzalnością nastroju, kusiła przygodą, budziła pragnienie wolności. Z torby wyjąłem aparat fotograficzny, ustawiłem kadr i zrobiłem zdjęcie. Rozebrałem się i wskoczyłem do wody. Była przyjemnie ciepła. Płynąc wśród kłębów mgły po falującej, złudnej gwiezdnej konstelacji w kierunku fioletowego Słońca poczułem się istotą innej planety, innego Słońca

Tyle jest wart człowiek ile pomaga innym. Mam tu na myśli raczej nie „wydumaną” i zaplanowaną a spontaniczną pomoc. My sami tworzymy, zachowujemy i unicestwiamy świat naszych własnych myśli. Pożądaniem – przywołujemy je do życia; uznaniem – zachowujemy i pobudzamy; przeczeniem – zabijamy. Myśli zachowane w umyśle ciągle działają wpływając na nasze i innych życie. Nawleczone na nić wspomnień, niektóre zdarzenia i myśli z nimi związane, są perełkami historii naszego życia. Przywołanie ich – dodaje otuchy w trudnych czasach. Można wracać do nich i do woli w nich przebierać jak w różańcowych paciorkach. Czas weryfikuje czy jakieś spontaniczne działanie, objawione uczucie, przesłana myśl były istotnie pomocne.

Od kilku miesięcy razem pracowaliśmy przy realizacji serialu telewizyjnego. Reżyser okazał się wymagającym artystą a producent oszczędnym do przesady tyranem. Odczuwało się, że „ścieśnieni” w czasie i przestrzeni członkowie ekipy byli na granicy psychicznej i fizycznej wytrzymałości. Mnożyły się bezsensowne konflikty, wybuchały do niczego dobrego prowadzące ambicjonalne kłótnie. W takim emocjonalnym chaosie instynktownie szuka się pociechy u kogoś zaufanego, kogoś kto wysłucha, zrozumie, uspokoi do ostateczności napięte nerwy, przytuli i pokocha.

„Ostatnio sporo się zastanawiałam nad granicami wolności i zniewolenia w związkach.” – powiedziała.

Następnego dna przyjechał jej mąż i kilkuletni syn. Byli w separacji.  Zaczął się okres szkolnych wakacji. Wynajęli dom nad jeziorem. Poprosiła żebym ją tam odwiózł. Po drodze zboczyliśmy z szosy i zatrzymaliśmy się nad jeziorem.

„No cóż, teraz rodzina. Z deszczu pod rynnę. Wiesz, ten widok jeziora o swicie, te cuda przyrody poprawiają mi humor, rozmarzają mnie , dają siłę i moc przetrwania w najgorszych zyciowych sytuacjach – powiedziała

Nie można pogodzić bezpieczeństwa i ładu. Bezpieczeństwa nie sposób znaleźć we wzajemnych związkach, w działaniach, a ponieważ go wciąż poszukujemy, wywołujemy chaos. Bezpieczeństwo rodzi nieład, a gdy stwierdzamy, że w nas on wciąż narasta, chcemy z tym wszystkim skończyć. W obszarze świadomości, w obrębie jej zewnętrznych i wewnętrznych granic, myśl nieustannie próbuje znaleźć bezpieczne miejsce. A zatem myśl stwarza chaos; ład nie jest wynikiem myślenia. Ład nastaje. gdy chaos niknie. Miłości nie ma w regionach dostępnych dla myśli. Tak jak piękna, miłości nie odda pędzel artysty. Musimy porzucić cały swój wewnętrzny chaos.

„Świadomość jest obszarem, na którym działa myśl. Na tym obszarze odnajdujemy wszystkie motywy, intencje, pragnienia, przyjemności, lęki i strachy, natchnienia, tęsknoty, nadzieje, smutki i radości.

Zajmujemy się małym zakątkiem świadomości, który dla większości z nas stanowi całe nasze życie. Co do reszty, którą nazywamy podświadomością, ze wszystkimi jej motywami, lękami, cechami dziedzicznymi i rasowymi, nawet nie wiemy, jak się do niej dostać. Ale – zapytam was – czy w ogóle istnieje coś takiego jak podświadomość? Posługujemy się tym słowem bardzo swobodnie. Przyjęliśmy, że istnieje coś takiego, i wchłonęliśmy do swego języka wszystkie powiedzenia i cały żargon psychoanalityków i psychologów. Czy jednak istnieje podświadomość? I dlaczego nadajemy jej aż takie znaczenie? (Wydaje mi się, że podświadomość jest równie banalna i ograniczona jak umysł świadomy – równie ciasna, fanatyczna, uwarunkowana, pełna trwogi i tandetna).

Czy możliwe jest pełne widzenie całego pola świadomości, a nie tylko jego części, fragmentu? Jeżeli potrafimy być świadomi całego pola, to działamy wówczas z pełną uwagą, a nie tylko z częściową uwagą. Jest to o tyle istotne, że nie ma wówczas tarcia – widzicie całe pole świadomości. Tarcie powstaje tylko wtedy, gdy świadomość, która jest całością myśli, uczuć i działań, dzielona jest na poziomy.

Żyjemy fragmentami. Jesteś kim innym w biurze, kim innym w domu. Mówisz o demokracji, a w głębi serca jesteś autokratą. Mówisz o miłości bliźniego, a zabijasz go konkurencją. Każda nasza część działa i spostrzega niezależnie od drugiej. Czy jesteśmy świadomi tej fragmentaryczności w swym życiu? Czy jest możliwe, aby umysł, który w działaniu swym, w myśleniu, rozpadł się na części, był w stanie dostrzec całe pole świadomości? Czy jest możliwe, by spojrzeć na całość świadomości w sposób zupełny, całkowity? Dopiero osiągnięcie tego stanu oznaczałoby, że jest się w pełni istotą ludzką.

Próbując zrozumieć całą strukturę swego „ja”, swej jaźni, całą jej niezwykłą złożoność, postępować będziemy krok za krokiem, odkrywając warstwę za warstwą, badając każdą myśl, każde uczucie i każdy motyw. Uwikłamy się wtedy w analityczny proces, który może nam zająć tygodnie, miesiące i lata. Zaś gdy w procesie zrozumienia siebie wprowadzimy element czasu, będziemy musieli rozpatrzyć każdą formę zniekształcenia, gdyż jaźń jest złożoną istotą, poruszającą się, żyjącą, walczącą, pragnącą, odrzucającą i pozostającą bezustannie pod ciśnieniem i wszelkiego rodzaju wpływami. Odkryjemy wtedy sami dla siebie, że nie tędy droga; zrozumiemy, że jedyny sposób patrzenia na siebie to spojrzenie zupełne, bezpośrednie, bez uwzględniania czynnika czasu. Możemy siebie widzieć całkowicie tylko wtedy, gdy umysł nie jest podzielony na części. To, co ujrzymy wtedy, jest prawdą.

Czy potrafimy to zrobić? Większość z nas tego nie potrafi, ponieważ większość z nas nigdy nie podeszła do problemu tak poważnie. Nigdy nie przyglądamy się sobie naprawdę. Nigdy. Spychamy winę na innych, usprawiedliwiamy siebie lub boimy się spojrzeć na siebie. Kiedy jednak popatrzymy na siebie w sposób pełny, wtedy skupimy całą swą uwagę, całą swą istotę – oczy, uszy, nerwy; będziemy obserwować w zupełnym zapomnieniu o sobie. Nie będzie wówczas miejsca na strach ani na sprzeczności. Dlatego też nie będzie i miejsca na konflikt.


Łańcuch zdarzeń

Łańcuch zdarzeń

Smutek naszego życia polega na tym, że nazywamy miłością to, co właściwie należy do intelektu. Przepełniamy serce tym, co pochodzi z dziedziny myśli więc serca nasze są wciąż puste i głodne.To intelekt rodzi zaborczość i zazdrość, to on chwyta, trzyma, zagarnia, i on też niszczy i pustoszy. Życiem naszym rządzą intelekt i nerwy. Pragniemy wciąż aby nas kochano; a nie znamy miłości która niczego nie żąda; dajemy tylko po to, aby coś w zamian otrzymać, a to jest hojnością typowo intelektualną, nic z sercem nie mającą wspólnego.

Myśl wciąż szuka pewności i zabezpieczenia się, a czyż można upewnić się myślą w miłości? Czy może intelekt, którego podłożem jest pamięć, jest czas, pochwycić miłość która jest sama w sobie wiecznością? Myśl, z całą swą emocjonalną zawartością, to nie miłość. Myśl nieodmiennie miłości zaprzecza, gdyż podstawą jej jest pamięć, a miłość nie ma nic z pamięcią wspólnego. Gdy myślimy o kimś kochanym, owa myśl nie jest miłością. Możemy sobie przypominać przyzwyczajenia, ruchy, sposób bycia, upodobania czy antypatie przyjaciela, i myśleć o miłych lub smutnych chwilach czy zdarzeniach w naszym wzajemnym stosunku, ale obrazy, które nam pamięć podsuwa, to nie miłość.

Myśl z samej swej natury zawsze dzieli i wyodrębnia. Poczucie czasu i przestrzeni, rozłąki i bólu rodzę się wszystkie z myślowego procesu, a miłość może istnieć tylko tam, gdzie len proces ustaje.Rozwijanie, wyrabianie czegoś nie jest nigdy twórcze. Odnowienie twórcze dokonuje się samo, gdy nie ma z naszej strony żadnego wysiłku, gdy dobrowolnie odrzucamy wszelki impuls do gromadzenia, zdobywania doświadczeń, jako środków do zbierania coraz to nowych i wspinania się coraz wyżej. Właśnie ten zaborczy i samoobrony impuls stwarza rozpiętość czasu i uniemożliwia twórcze odnowienie.Świadomość taka jaka znamy, działa zawsze w czasie, notuje i gromadzi doświadczenia na różnych swych poziomach; i wszystko, co się w tej świadomości odbywa jest jej własną projekcją, posiada właściwe sobie cechy i jest całkiem wymierne.

Podczas snu ta świadomość albo zostaje zasilona, albo też zachodzi coś zgoła innego.U większości z nas sen wzmacnia nasze dotychczasowe przeżycia, jest także procesem notowania i gromadzenia, w ciągu którego dokonuje się ekspansja, ale nie odnowienie. Rozszerzanie swego „ja” – proces ekspansji – daje nam uczucie podniosłego podniecenia, zachwytu własnym osiągnięciem, jest dokonaniem – jak się nam zdaje – czegoś wielkiego, ale to wszystko nie jest bynajmniej twórczym odnowieniem. Cały ten proces stawania się i zdobywania musi skończyć się, ale nie po to, by nam ułatwić nowe doświadczenia; musi po prostu samorzutnie się skończyć.

Nieraz podczas snu, a niekiedy i za dnia, gdy troska o własne stawanie się całkowicie znika, gdy skutki jakiejś przyczyny przestają działać, rodzi się to, co jest poza czasem, poza obrębem wymiernej przyczynowości…”

Oderwij umysł od szczegółów tego, co Ci się przydarzyło, i spróbuj opisać to jeszcze raz, używając metafory zaczerpniętej z natury. Na przykład pozbawioną perspektyw pracę, z powodu której musiałeś zmienić bieg swojej kariery, można porównać do rzeki wpływającej do zamkniętego kanionu, wzbierającej i znajdującej inne ujście.

Kiedy zewnętrzne siły rozrywają związek, można pomyśleć o planecie mającej zbyt małą masę i gubiącej satelity albo o ciężkim atomie, którego słabnące jądro odrzuca elektrony wymagające większego ładunku.

Kiedy rejestrujemy osobiste doświadczenia i przekładamy je na język natury, nawiązujemy dialog z wszechświatem. Zaczynamy ponownie definiować swoją tożsamość, korzystając ze zwiększonej świadomości istnienia naturalnych cykli: trudnych i łatwych, zamkniętych i otwartych, pozytywnych i negatywnych.

Dzięki znajomości praw fizyki, znajdujących odzwierciedlenie w życiu, nawiązujemy bezpośrednie i wzajemne relacje z eleganckim, bezstronnym i ewoluującym wszechświatem. Po dostosowaniu rytmu egzystencji do rytmu wszechświata zaczynamy rozumieć jego cel i odzwierciedlać jego znaczenie w naszym życiu. Siła i wnikliwość, będące owocami przyjęcia tego uniwersalnego sposobu pojmowania świata, przydają się w wielu sytuacjach życiowych.

Uczymy się ludzkich zachowań i dróg ewolucji społeczeństwa oraz rozpoznajemy sytuacje, które nie rokują nadziei, ponieważ rozwijają się w sposób prowadzący nieuchronnie do upadku. Zdobywamy moc sterowania własnym życiem w stronę przyszłości, w której tworzeniu uczestniczymy. Wszystko, czego dotykamy umysłem, ulega pod naszym wpływem procesowi ewolucji, stając się dla nas źródłem spełnienia…”

Ludzkie Mrowisko

 

Ludzkie mrowisko

Ludzkie mrowisko

„… Młodzi ludzie myślą, że jeśli ktoś podniesie kamień i rzuci nim, a on trafi lub chybi celu, to ów czyn na tym się kończy. Ale tak nie jest, czy to rozumiesz? Gdy kamień zostanie podniesiony, Ziemia stanie się lżejsza, a ręka, która go unosi cięższa. Kiedy się go rzuci, jego ruch wpłynie na obroty gwiazd, a tam gdzie uderzy i spadnie, zmieni się wszechświat.

Od każdego czynu zależy równowaga całości. Wiatry i morza, wszystkie przejawy działania sił wody, ziemi, światła, wszystko to co czynią zwierzęta i rośliny, jest słuszne i właściwe. Wszystkie te czyny stanowią część równowagi. Od huraganów, przez głosy wielkich wielorybów pluskających w morzu, do upadku suchego liścia i lotu komara, wszystko to zawiera się w harmonii całości. Lecz my, z tego powodu, że posiadamy władzę nad światem i sobą musimy uczyć się tego, co liść, wieloryb i wiatr czynią z własnej swej natury. Musimy uczyć się utrzymywać równowagę. Posiadając rozum, nie możemy działać w nieświadomości. Mając możliwość wyborów, nie możemy działać lekkomyślnie…”

Ursula Le Guin

Patrzyłem na mrowisko.

My – ludzie nie jesteśmy mrówkami. Więc co ze świadomością wspólnoty – narodu, ludzkości? W którym wymiarze jej szukać? Człowiek ma wolną wolę, samoświadomość, własne zdanie na każdy ważny społeczny temat. Czy na pewno? Czy wszyscy kierujemy się zdrowym rozsądkiem w ważnych dla wspólnoty sprawach?

Może zbyt łatwo przyjmujemy zdanie autorytetów. Może przychodzi czas żeby zmusić rządzących do wspólnych uzgodnień dobrych dla wszystkich zainteresowanych stron – do człowieczeństwa, do przyzwoitości. Zmusić ich do zaprzestania walki między sobą. Powszechnie przyjąć, ze żądza posiadania władzy jest zaprzeczeniem rozwoju, że jest najcięższym grzechem naszych czasów, że powinna być wyśmiana i odrzucona jako relikt śmieszny i już nie potrzebny bo zaprzeczający mądrości?

Niebo zaniosło się burzowymi, ciemnymi chmurami. Zachodzące za lasem Słońce przygasło. Zamyśliłem się o kondycji człowieka.

Wady człowieka ulegają subtelnemu przeobrażeniu i pojawiają się w sercu w zmienionej postaci. Mając władzę ławo powiedzieć sobie: nie ma we mnie pychy! Lecz trudniej to powiedzieć gdy Stwórca czytał będzie w sercu.

Żądza władzy to przekleństwo, to kusicielka człowieka, który podniósł się ponad swoich braci. Jej najprostszą forma jest pożądanie nagrody. Żądza władzy odgradza ludzi od rozumu i mocy, od ich wyższych możliwości duchowych.

Potężny podmuch wiatru przechylił wierzchołki drzew. Z oddali nadleciał odgłos grzmotu. Na mrowisko spadły pierwsze krople deszczu. Z drzew posypały się liście. Za zakrętem ścieżki zobaczyłem stojący samochód. Idąc, w pośpiechu, w jego kierunku, tak sobie myślałem:

Człowiek wciąż pamiętający o tym, że jest ubogi, albo bogaty, staje się igraszką warunków i okoliczności. l jeden i drugi łatwo się deprawują, gdyż obaj gonią za tym, co zawsze demoralizuje – za władzą. Władza ma o wiele większy na człowieka wpływ aniżeli własność. Większą przedstawia siłę niż bogactwo i ideologie. Wprawdzie te ostatnie dają nam władzę, ale można jedno i drugie odrzucić, a nie pozbyć się wcale żądzy władzy. Władzę nad ludźmi można zdobyć różnymi sposobami – cnotliwością, prostotą życia, wyrzeczeniem, albo też przy pomocy politycznych partii; ale są to tylko środki zastępcze i nie powinny nas łudzić. Władza, którą się zdobywa zarówno agresywnością jak pokorą, ascetyzmem jak i wiedzą, wyzyskiem czy zaparciem się siebie – jest w nas pożądaniem subtelnym, nieodpartym, niemal instynktownym. Powodzenie, w jakiejkolwiek formie, daje zawsze władzę, a porażki są jedynie przeciwieństwem powodzenia.

Władza i powodzenie czynią z nas niewolników, a to jest zaprzeczeniem cnoty. Prawdziwa cnota niesie wolność; ale nie jest ona czymś co się da zdobywać. Każde powodzenie, indywidualne czy zbiorowe, staje się środkiem do zdobycia władzy.  Trzeba nam więc unikać powodzenia światowego, jak i mocy która płynie z ascezy, gdyż jedno i drugie wypacza rozumienie – niweczy cnotę. Człowiek któremu świetnie się powodzi staje się twardy, ciasny i egocentryczny; przygniata go poczucie własnej ważności, licznych odpowiedzialności jakie niesie, zdobyczy i wspomnień. Trzeba być wolnym zarówno od własnowolnie przyjmowanych zobowiązań, jak i od brzemienia osiągnięć, bowiem to, co jest obarczone jakimś ciężarem nie może być bystre, a rozumienie wymaga szybkiego i giętkiego umysłu. Ludzie którym się wszędzie świetnie powodzi nie poznają miłosierdzia, albowiem nie są zdolni odkryć największego piękna życia jakim jest miłość.

Deszcz przemienił się w ulewę a po chwili spadł grad. Niedaleko uderzył piorun. Schowałem się do samochodu. Przekręciłem kluczyk , ale samochód nie zapalił. Wyobraziłem sobie Mędrca – Starca.

Wyobraziłem sobie, jak się Starzec uśmiecha: Usłyszałem go, jak mówi, że wszystko, co robię, niczemu nie służy, że ta cywilizacja nie jest tego godna by ją ocalić, że ludzkość- całkowicie już pochłonięta gonitwą za przyjemnościami zmysłowymi – jest w przededniu wielkiej neurozy. Starzec widział historię ludzkości na skali wieczności, na której świat narodził się już wiele razy i tyleż samo został zniszczony.

Jeśli naprawdę musisz pisać, bądź przynajmniej szczery – wyobraziłem sobie jak mówi do mnie. Potem zadał pytanie, na które niełatwo mi było szczerze odpowiedzieć. Poprzez to co piszesz pracujesz dla Niego czy dla siebie? – zapytał.

Geniusz wymaga podziwu. Talent wymaga uznania. Bogactwo wymaga zazdrości. Wymagają również hołdów, jedynych wskaźników ich wartości. Dobroć niczego od nikogo nie wymaga. Wystarcza sama sobie. Znajduje swą nagrodę w swej własnej królewskości.

 Deszcz ustal. Zachodzące za lasem Słońce przygasło. 

Zamyśliłem się.

Aby osiągnąć zaspokojenie we wszystkim,

pragnij posiąść zaspokojenie w niczym.

Aby posiąść wszystko,

pragnij nic nie posiadać.

Aby stać się wszystkim,

pragnij być niczym.

Aby poznać wszystko,

pragnij wiedzy o niczym.

tao

 

Nie spotkaliśmy się na studiach. Nie spotykamy się i teraz… dzieli nas Ocean… a mimo to współpracujemy i tworzymy takie to filmiki:

Dziękując Krysi

https://www.youtube.com/watch?v=AU1km1ZmNAQ&feature=youtu.be

https://www.youtube.com/watch?v=Uipx6f7qCNw

https://www.youtube.com/watch?v=BdoG2nMnB4c

https://www.youtube.com/watch?v=sxy3GwPzvVk

https://www.youtube.com/watch?v=RXrmCvWXZFs

O Jasnowidzącym Starcu

 

O Jasnowidzącym Starcu

Idzie słota i zimnica i kryzysem wojennym nas straszą. Gdy przychodzi  jesienna nostalgia wpatruje się w fotki i wracają wspomnienia wiosny i lata. Robi się cieplej na ciele i radośniej w duszy.

O Jasnowidzącym Starcu

Zakotwiczyliśmy na środku jeziora. Ryby zupełnie nie brały. Wydawało mi sie nawet, że starcowi na tym zupełnie nie zależało. Na haczykach nie było żadnej przynęty. Zapytałem o to. Starzec zaśmiał się.  Wie pan, wędkarze z wystawionymi za burtę wędkami to święte krowy. Nikt nam nie będzie więc przeszkadzał.

Oto, co zapamiętałem z wypowiedzi starca łowiącego ryby na niby:
Dobroć – opowiadanie
Gdyby jakiś Ojciec dobry i mądry uczestniczył przy stwarzaniu i rozwoju dziecka, musiałby rozumować następująco;
Słaba Istota, która rozwijając się stanie się Człowiekiem, narażona będzie na wszelkie niebezpieczeństwa. Cierpieć będzie od zatknięcia się z podobnymi do siebie. Zazdrość i złośliwość sprawiać jej będą cierpienia w walce o byt. Słabych pokonają i zdepczą silni. Narażona na pastwą ciągłych zniechęceń, straci wiarę w przyszłość. Potrzeba jej będzie towarzysza podróży, któryby jej życie rozjaśniał najłagodniejszym światłem – pełnym ciepła i spokoju. Trzeba jej będzie radości, szczęścia, miłości i ciepła domowego ogniska, by przy nim uzdrawiać nękaną lękami i cierpieniami świadomość. Trzeba będzie jej spokoju mędrca, by w zawieruchach życia rozwijać się w harmonii- w zdrowiu, miłości i mądrości.
Jak zaopatrzyć wędrowca na czas pobytu na Ziemi? Jakiego towarzysza podróży mu wybrać? Może dobroć?
Otóż to, dobroć będzie niezmordowaną towarzyszką jego radości i smutków i nigdy go nie opuści. Dziecko czy dorosły człowiek dojrzały czy wiekowy mogą bez ograniczeń czerpać z tej boskiej mocy. Intelekt wskazuje, że ludzkość zawdzięcza dobroci to co najlepsze w przeszłości i teraźniejszości. Intuicja podpowiada, że przyszłość zawdzięczać jej będzie więcej, niż czasy minione. A jednak nigdy nie przestawano oczerniać jej czynów, wyszydzać jej pobudek, ośmieszać jej wysiłków.
Dostępna dla wszystkich dobroć w zarodku tkwi w każdym człowieku. Jak Słońce, zawiera ona w sobie niewyczerpaną energię. Jak Słońce, świeci dla wszystkich. Nadaje królewskość najpokorniejszemu biedakowi. Czynami swymi upiększa duszę, w której się rodzi. Co więcej, upiększa tego, który ją przygarnia.
Gdy dobroć opanuje świadomość jednostki to czyni z niej królową królów, ale jej władanie jest dyskretne. Pozostaje w ukryciu. Wystarcza jednak znaleźć się w jej pobliżu, aby odczuć jej boski wdzięk.I tak już od zarania…Wśród ciemnej nocy zmęczony wędrowiec spostrzega skromny domek. Światło padające z okien, ciepło szerzące się z tego przybytku ludzkiego napełniają jego serce rozkoszą. Jakaś słodycz wstępuje w jego duszę zanim jeszcze zdąży się zbliżyć do oddalonego mieszkania. Domyśla się tylko, iż ma przed sobą przytułek, w którym jest dobroć, i radosna nadzieja przenika jego serce.
Geniuszami są tylko wyjątkowe istoty. Bogactwo często nie wybiera swych wybrańców: sztuka złota nieraz spada niespodzianie na stertę nawozu. Przywileje urodzenia stają się udziałem jednostek przeznaczonych ku temu przez ślepy przypadek. Jedyna tylko dobroć wyciąga swe braterskie ramiona do wszystkich ludzi. Nie czyni różnicy między wielkimi a maluczkimi, między różnymi wierzeniami, płciami, wiekami, między bogaczami albo biedakami, ludźmi zdolnymi albo geniuszami. Wszyscy mogą oddawać dobroci jej cześć. Największy nędzarz albo najnieszczęśliwszy człowiek zachowuje przywilej pozostawania dobrym i praktykowania dobroci. Jej wyznawcy, skądkolwiek pochodzą, są jej jednakowo drodzy.
Cud nad cudami. Rozrzucaj dobroć na zewnątrz a ona urośnie w twojej duszy.
Dobroć, zająwszy kącik naszej świadomości, wnet przenika ją całą. Widok dobroci rozjaśnia twarz. Dobroć udziela sił słabym, nadziei zrozpaczonym. Drobna dawka dobroci wystarcza, jak ów dobry ewangeliczny chleb, na ukojenie cierpienia całego tłumu. Dobroć działa jak Opatrzność. Stwarza z niczego wiele. Promienie rozsiewane przez dobroć wracając do swego źródła doprowadzają do niego słodycz uzbieraną po drodze. Tym sposobem wytwarza się wokoło siebie dobrą atmosferę i wypełnia własną jaźń boską treścią.
Geniusz wymaga podziwu. Talent wymaga uznania. Bogactwo wymaga zazdrości. Wymagają również hołdów, jedynych wskaźników ich wartości. Dobroć niczego od nikogo nie wymaga. Wystarcza sama sobie. Znajduje swą nagrodę w swej własnej królewskości.
Nadejdzie czas gdy każdy inteligentny człowiek będzie zaznajomiony z „chemią duchową” by umieć dla każdej formy zatrucia duchowego znaleźć odpowiedni środek neutralizujący. Zrozumiemy, że równie łatwo jest przeciwdziałać myślom przykrym, dręczącym za pomocą myśli przeciwnych – jak chłodzić wrzącą wodę przez dodanie do niej zimnej. Czując, że umysł nasz unosi się gniewem powinniśmy zwrócić go do miłości i harmonii a płomień gniewu natychmiast zostanie unicestwiony.
Innymi słowy jest rzeczą zupełnie możliwą, a nawet niezbyt trudną, zbadać dokładnie istotę naszych myśli. Posiąść nad nimi władzę a następnie regulować stan naszego usposobienia i zachować równowagę spokój i pogodę nawet wśród najtrudniejszych okoliczności. Żaden fizyczny wysiłek, żadna namiętność czy przykrość – nie potrafią wytrącić z równowagi człowieka przyszłości – nie potrafią zakłócić jego dostojnego spokoju.
Myślenie jest zwodnicze. Każda myśl dzieli i każda myśl jest stara. Zwierzęta myślą, ale człowiek – w rozwoju wyżej stojący – posiada dar samoświadomości. Ten poziom świadomości pozwala mu na świadome zmienianie siebie. Jesteśmy kowalami swego losu. Ponad samoświadomością istnieją wyższe poziomy – najbliższy nam można by nazwać poznaniem bezpośrednim. Przy takim poziomie świadomości – jest się jasnowidzem.
Czy chce pan ten poziom osiągnąć? – zapytał Starzec

O NIE!! Same kłopoty są z jasnowidzeniem. Przekleństwo to czy boski dar? Nie mam pojęcia…

Kochamy pieski

Kochamy Pieski…

Było to wiele lat temu.

Zatrzymaliśmy się z żoną na biwaku tuż przy drodze, która stromymi zakrętami biegła wzdłuż skalistego brzegu morza. Wieczorem odwiedził nas dużych rozmiarów pies. Daliśmy mu miskę jedzenia. Rankiem dookoła naszego, samotnie wśród kilku drzewek stojącego namiotu, leżała cała rodzinka piesków – pies, suczka i siedem szczeniaków.

Czekały na jedzenie i je dostały – makaron z konserwami. Gdy poszliśmy nad morze, szczeniaki ze swoją mamą poszły z nami. Tata – pies został przy namiocie w roli stróża. Straszliwie szczekał gdy ktoś szedł po drodze. Następnego dnia nad morze zeszły już same szczeniaki – pies i suczka pilnowały biwaku. I tak było dzień po dniu. Zajęliśmy się karmieniem i leczeniem całego stada. Koczowaliśmy tak wspólnie, my i pieski, aż się skończyły całkowicie zapasy jedzenia. Gdy po tygodniu, po czułych pożegnaniach, zostawiliśmy stadko z „resztkami” wiktuałów – łzy mieliśmy w oczach.

Pieski biegły kilkaset metrów za samochodem a my popłakiwaliśmy. Żyliśmy tydzień we Wspólnocie – w zgodzie i bez konfliktów. Myślę, że te pieski przekroczyły barierę gatunku. Czuły i myślały – przewidywały zdarzenia. Pracowały i kochały…

Po roku wróciliśmy na to samo miejsce. Przywitał nas pies…

Mój Skarbie, Ktoś Ty?

 

Mój Skarbie, Ktoś Ty?


„…Kochanie, wierzę, że jest nam to pisane
Obserwuję cię, kiedy śpisz, należysz do mnie
Czy czujesz to samo, a może jedynie śnię?
Może to płonie wieczny płomień?

Wypowiedz me imię, słońce lśni w deszczu
Cały świat jest taki samotny, wtedy przychodzisz ty
Koisz cały ból, nie chcę stracić tego uczucia…”

Fragment piosenki

https://www.youtube.com/watch?v=9cUnz75swRY&feature=youtu.be

Wielki Duch otulił mnie swoją światłością a mając wybór w wyobrażeniu go sobie przywołałem postać swego Mistrza – Starca z Himalajów.

Powoli, wszystko dookoła nas się zmieniło. Znaleźliśmy się w lesie u stóp potężnego drzewa. Pod nim, z twarzą zwróconą na wschód ujrzałem Kapłankę spoczywającą na podium ukwieconym nieznanymi mi roślinami, przepięknymi w barwie i kształcie. Usłyszałem jej śpiew, a raczej powtarzane rytmicznie pojedyncze dźwięki, głoski. W kręgu, dookoła, siedziało kilkadziesiąt kobiet i mężczyzn, zasłuchanych w te dźwięki ze wzrokiem zagubionym gdzieś we wnętrzu siebie. Po chwili tony dźwięków, które wydobywała z siebie Kapłanka, nabrały mocy i zniewalającej potęgi. Zebrani dookoła ludzie zaczęli się poruszać w tańcu. W ruchach ich czuło się rytmy przyrody. Wyraźnie odczuwali jedność z przyrodą i z rządzącymi w niej mocami.

“To są nasi dalecy przodkowie szepcze mój przewodnik. Nie zdziw się. Byłeś jednym z nich. Sporo już wiesz o reinkarnacji i łańcuchach zdarzeń” – i dodaje uśmiechając się promiennie – “Tu zobaczysz, na własne oczy, że to kobiety pierwsze zaczęły mówić -śpiewając. Mężczyźni w tamtych czasach tylko porykiwali jak zwierzęta.
„A ta Kapłanka? Kim obecnie jest Kapłanka? ” – pytam. Ale nie otrzymuje odpowiedzi.
Przechadzam się wśród tańczących ludzi. Zbliżam się do Kapłanki i chociaż wydaje mi się, że powinienem być dla niej niewidoczny, kobieta przerywa śpiew i patrzy mi prosto w oczy. Jej uduchowiona twarz zaczyna zmieniać rysy. Jej oczy tylko pozostają niezmienione –  filigranowa postać, zielone oczy i srebrne włosy?

Nagle w mojej głowie wyświetla się, jak na ekranie komputera, tekst. Kto go wypowiedział, kiedy i dlaczego?

“Biorę postać pięknej, młodej, wrażliwej kobietki, która poznaje kandydata na zakonnika w przypadkowych, zdumiewających okolicznościach. Zachwyca się nim, jego wewnętrzna siłą, odwagą, mądrością, wrażliwością i poprzez przyjaźń z nim, próbuje wznieść się ponad swoje dotychczasowe doświadczenia. Próbuje tez go wspierać w jego decyzji poświecenia się Bogu i ludziom przez służbę w zakonie. Jednak odczuwa cały czas jakiś wewnętrzny dyskomfort i nie rozumie, na czym on polega. Wydaje się jej, że pogłębienie przyjaźni z nim i zrozumienie przyczyn jego decyzji może usunie ten dręczący niepokój. Pokonuje lęk i nieśmiałość i zaczyna odkrywać przed nim nie opowiadane nikomu dotąd aspekty swojego życia, swoje tajemnice, niepewności, słabości. Nieoczekiwanie on odpowiada jej tym samym. Maski spadają, pojawia się prawda, pojawia się piękno. Już nic nie jest takie same, jak przedtem, a ta relacja, spotkanie z nim staje się dla niej ważniejsze, niż inne sprawy, którymi żyła dotąd. Zastanawia się, do czego prowadzi ją ta droga. On znika i nikt nie wie, co się zdarzyło. Ona, jak to zwykle z kobietkami bywa, uważa, że to przez nią, że może coś nie tak powiedziała, coś nie tak zrobiła, że  on ją karze bo nie potrafiła się wznieść tak jak on, albo dlatego, że odczytał jej uczucia. Ale rzeczywistość okazuje się zupełnie inna. Mroczna tajemnica z jego życia, jedyna, o której jej nie powiedział, upomniała się o niego…”

“Mistrzu! Znam Kapłankę! Wiem kim ona jest obecnie . Muszę wrócić w swoje czasy i naprawić błąd!” – krzyczę.

Ale z siebie wydobywam jedynie nieartykułowany, pojedynczy dźwięk. A Kapłanka wyciąga do mnie ręce i przywołuje do siebie, na podium.
Mistrzu! – pytam – Wszedłem w dawne ciało i naprawdę przeżywam to co kiedyś przeżyłem w którejś z inkarnacji?
“I nic więcej nie możesz zrobić, tylko przeżywać dokładnie to co zdarzyło ci się kiedyś. Boskie prawo wyklucza jakąkolwiek ingerencję w przeszłość. Co było to było i jest nienaruszalne.Uważaj! Nie pozostań w tym stanie zbyt długo bo nie wrócisz w swoje czasy” – jak przez mgłę docierają do mnie słowa Mistrza.“
Słowa Mistrza milkną, bo oto wśród zebranych podnosi się wielka wrzawa. Wszyscy patrzą w jedną stronę. Nagle, z za rozłożystej palmy wyskakuje olbrzymia małpa i w susach zbliża się do Kapłanki. Pierwszą moją myślą w tej sytuacji jest zwiać – jak najszybciej w swoje czasy. Małpolud pół metra wzrostem góruje nade mną. Desperacko próbuje go uderzyć, ale Kapłanka podcina moje nogi ratując mnie przed śmiertelnym uderzeniem małpy. Upadam przewracając  gliniany dzbanek z którego wysypują się poziomki. Leżymy oboje bezpieczni na posłaniu z kwiatów. Czuje jak po grzbiecie leci mi krew. Małpi pazur przejechał po mojej łopatce. Kapłanka wtula się we mnie.
Małpa wpada między ludzi. Mężczyźni próbują ją zatrzymać. Kobiety zbite w gromadkę głośno lamentują. Bezradni, obserwujemy z Kapłanką, jak małpa zadaje straszliwe ciosy, od których padają mężczyźni. Krok po kroku z łatwością przebija się przez tłum. Wtedy widzę główny cel tej małpiej agresji. Otóż, za kręgiem ludzi, oparty o konar wielkiej paproci, siedzi w pozycji lotosu cały bielusieńki Staruszek – mój Mistrz z Himalajów.  Wszyscy jesteśmy nadzy, a nasze ciała pokrywa ciemnego koloru sierść. W odróżnieniu od nas, sierść Staruszka i jego włosy i długa broda lśnią nieskalaną bielą.
Staruszek patrzy na zbliżającą się wielką małpę bez poruszenia i nie okazuje strachu. Nagle na małpę pada strumień ostrego światła. Dookoła jej nóg w błyskawicznym tempie kiełkują paprocie i obwijają się dookoła ciała. Po kilku, coraz wolniejszych krokach, małpa staje skrępowana pędami roślin. Stoi jak posąg; kilka kroków od Staruszka. I tylko jej wybałuszone oczy pełne nienawiści błyskają białkami.
Patrzę w piękne, jasno zielone, oczy Kapłanki. Odwzajemnia mi się uśmiechem. Kładzie rękę na krwawiącej ranie i piekący ból ustępuje. W podzięce chcę ją pocałować nachylam się do niej…a ona mnie przyciąga mocno do siebie.

Zapachniało lasem. Ledwo wyczuwalny zapach mchu wbijał się w nozdrza i drażnił i dręczył i korcił. Każdy wydech starał się przeciągnąć, aż do płuc wycieńczenia, by wyzbyć się z głowy jeszcze nierozpoznanej myśli, lecz serce kazało znów wdechem się upajać, coraz to głębiej wciągając rozkosz pożądania.

Kapłanka  przysunęła po mchu w moim kierunku dzban poziomek. Już nie zawartość, a sam kształt dzbana pobudzał do szaleństwa i kusił niezmiernie i pociągał . Lecz w innym kierunku mój wzrok błądzić zapragnął.

Filigranowa ty moja piękności – wyszeptałem cicho.

Jej aura falowała w rytmie mojego oddechu, jej wzrok zmętniał a srebrne iskierki biegać zaczęły po jasnej zieleni jej oczu. Jakaś siła wewnętrzna, jak magnez , zbliżyła nas do siebie i ułożyła oko w oko, ledwie atomem udzielonych.  Zapragnąłem poziomek. Już tylko jednej poziomki, tę jedną, jedyną i w jej smaku się zanurzyć. Poczułem: rozkosz, rozkosz…

Nagle, całe otoczenie roztopiło się w mgle. Moje serce stanęło w rozkurczu. To zawał „zawrzeszczały” wszystkie neurony i … 

Podobno…Ocknąłem się w różowiutkim ciałku  – bobasem..

A gdzie czek na milion? – wysłałem myśl do nachylającej się nade mną kobiety o ciemnej twarzy. A ona roześmiała się, i powiedziała coś takiego:  ble.. ble.. i pocałowała mnie w czółko …

No cóż – pomyślałem – ziemski świat nie jest doskonały

PS Otóż, była prokreacja i przejście pomiędzy światami. Miliona jak nie ma , tak nie ma…Ale mam nadzieję, że może tym razem, za tego życia,  uda się.. Więc poszukuję piękności filigranowej o zielonych oczach i srebrnych włosach… i dodam: nie na gwałt…