O Jasnowidzącym Starcu

 

O Jasnowidzącym Starcu

Idzie słota i zimnica i kryzysem wojennym nas straszą. Gdy przychodzi  jesienna nostalgia wpatruje się w fotki i wracają wspomnienia wiosny i lata. Robi się cieplej na ciele i radośniej w duszy.

O Jasnowidzącym Starcu

Zakotwiczyliśmy na środku jeziora. Ryby zupełnie nie brały. Wydawało mi sie nawet, że starcowi na tym zupełnie nie zależało. Na haczykach nie było żadnej przynęty. Zapytałem o to. Starzec zaśmiał się.  Wie pan, wędkarze z wystawionymi za burtę wędkami to święte krowy. Nikt nam nie będzie więc przeszkadzał.

Oto, co zapamiętałem z wypowiedzi starca łowiącego ryby na niby:
Dobroć – opowiadanie
Gdyby jakiś Ojciec dobry i mądry uczestniczył przy stwarzaniu i rozwoju dziecka, musiałby rozumować następująco;
Słaba Istota, która rozwijając się stanie się Człowiekiem, narażona będzie na wszelkie niebezpieczeństwa. Cierpieć będzie od zatknięcia się z podobnymi do siebie. Zazdrość i złośliwość sprawiać jej będą cierpienia w walce o byt. Słabych pokonają i zdepczą silni. Narażona na pastwą ciągłych zniechęceń, straci wiarę w przyszłość. Potrzeba jej będzie towarzysza podróży, któryby jej życie rozjaśniał najłagodniejszym światłem – pełnym ciepła i spokoju. Trzeba jej będzie radości, szczęścia, miłości i ciepła domowego ogniska, by przy nim uzdrawiać nękaną lękami i cierpieniami świadomość. Trzeba będzie jej spokoju mędrca, by w zawieruchach życia rozwijać się w harmonii- w zdrowiu, miłości i mądrości.
Jak zaopatrzyć wędrowca na czas pobytu na Ziemi? Jakiego towarzysza podróży mu wybrać? Może dobroć?
Otóż to, dobroć będzie niezmordowaną towarzyszką jego radości i smutków i nigdy go nie opuści. Dziecko czy dorosły człowiek dojrzały czy wiekowy mogą bez ograniczeń czerpać z tej boskiej mocy. Intelekt wskazuje, że ludzkość zawdzięcza dobroci to co najlepsze w przeszłości i teraźniejszości. Intuicja podpowiada, że przyszłość zawdzięczać jej będzie więcej, niż czasy minione. A jednak nigdy nie przestawano oczerniać jej czynów, wyszydzać jej pobudek, ośmieszać jej wysiłków.
Dostępna dla wszystkich dobroć w zarodku tkwi w każdym człowieku. Jak Słońce, zawiera ona w sobie niewyczerpaną energię. Jak Słońce, świeci dla wszystkich. Nadaje królewskość najpokorniejszemu biedakowi. Czynami swymi upiększa duszę, w której się rodzi. Co więcej, upiększa tego, który ją przygarnia.
Gdy dobroć opanuje świadomość jednostki to czyni z niej królową królów, ale jej władanie jest dyskretne. Pozostaje w ukryciu. Wystarcza jednak znaleźć się w jej pobliżu, aby odczuć jej boski wdzięk.I tak już od zarania…Wśród ciemnej nocy zmęczony wędrowiec spostrzega skromny domek. Światło padające z okien, ciepło szerzące się z tego przybytku ludzkiego napełniają jego serce rozkoszą. Jakaś słodycz wstępuje w jego duszę zanim jeszcze zdąży się zbliżyć do oddalonego mieszkania. Domyśla się tylko, iż ma przed sobą przytułek, w którym jest dobroć, i radosna nadzieja przenika jego serce.
Geniuszami są tylko wyjątkowe istoty. Bogactwo często nie wybiera swych wybrańców: sztuka złota nieraz spada niespodzianie na stertę nawozu. Przywileje urodzenia stają się udziałem jednostek przeznaczonych ku temu przez ślepy przypadek. Jedyna tylko dobroć wyciąga swe braterskie ramiona do wszystkich ludzi. Nie czyni różnicy między wielkimi a maluczkimi, między różnymi wierzeniami, płciami, wiekami, między bogaczami albo biedakami, ludźmi zdolnymi albo geniuszami. Wszyscy mogą oddawać dobroci jej cześć. Największy nędzarz albo najnieszczęśliwszy człowiek zachowuje przywilej pozostawania dobrym i praktykowania dobroci. Jej wyznawcy, skądkolwiek pochodzą, są jej jednakowo drodzy.
Cud nad cudami. Rozrzucaj dobroć na zewnątrz a ona urośnie w twojej duszy.
Dobroć, zająwszy kącik naszej świadomości, wnet przenika ją całą. Widok dobroci rozjaśnia twarz. Dobroć udziela sił słabym, nadziei zrozpaczonym. Drobna dawka dobroci wystarcza, jak ów dobry ewangeliczny chleb, na ukojenie cierpienia całego tłumu. Dobroć działa jak Opatrzność. Stwarza z niczego wiele. Promienie rozsiewane przez dobroć wracając do swego źródła doprowadzają do niego słodycz uzbieraną po drodze. Tym sposobem wytwarza się wokoło siebie dobrą atmosferę i wypełnia własną jaźń boską treścią.
Geniusz wymaga podziwu. Talent wymaga uznania. Bogactwo wymaga zazdrości. Wymagają również hołdów, jedynych wskaźników ich wartości. Dobroć niczego od nikogo nie wymaga. Wystarcza sama sobie. Znajduje swą nagrodę w swej własnej królewskości.
Nadejdzie czas gdy każdy inteligentny człowiek będzie zaznajomiony z „chemią duchową” by umieć dla każdej formy zatrucia duchowego znaleźć odpowiedni środek neutralizujący. Zrozumiemy, że równie łatwo jest przeciwdziałać myślom przykrym, dręczącym za pomocą myśli przeciwnych – jak chłodzić wrzącą wodę przez dodanie do niej zimnej. Czując, że umysł nasz unosi się gniewem powinniśmy zwrócić go do miłości i harmonii a płomień gniewu natychmiast zostanie unicestwiony.
Innymi słowy jest rzeczą zupełnie możliwą, a nawet niezbyt trudną, zbadać dokładnie istotę naszych myśli. Posiąść nad nimi władzę a następnie regulować stan naszego usposobienia i zachować równowagę spokój i pogodę nawet wśród najtrudniejszych okoliczności. Żaden fizyczny wysiłek, żadna namiętność czy przykrość – nie potrafią wytrącić z równowagi człowieka przyszłości – nie potrafią zakłócić jego dostojnego spokoju.
Myślenie jest zwodnicze. Każda myśl dzieli i każda myśl jest stara. Zwierzęta myślą, ale człowiek – w rozwoju wyżej stojący – posiada dar samoświadomości. Ten poziom świadomości pozwala mu na świadome zmienianie siebie. Jesteśmy kowalami swego losu. Ponad samoświadomością istnieją wyższe poziomy – najbliższy nam można by nazwać poznaniem bezpośrednim. Przy takim poziomie świadomości – jest się jasnowidzem.
Czy chce pan ten poziom osiągnąć? – zapytał Starzec

O NIE!! Same kłopoty są z jasnowidzeniem. Przekleństwo to czy boski dar? Nie mam pojęcia…

Kochamy pieski

Kochamy Pieski…

Było to wiele lat temu.

Zatrzymaliśmy się z żoną na biwaku tuż przy drodze, która stromymi zakrętami biegła wzdłuż skalistego brzegu morza. Wieczorem odwiedził nas dużych rozmiarów pies. Daliśmy mu miskę jedzenia. Rankiem dookoła naszego, samotnie wśród kilku drzewek stojącego namiotu, leżała cała rodzinka piesków – pies, suczka i siedem szczeniaków.

Czekały na jedzenie i je dostały – makaron z konserwami. Gdy poszliśmy nad morze, szczeniaki ze swoją mamą poszły z nami. Tata – pies został przy namiocie w roli stróża. Straszliwie szczekał gdy ktoś szedł po drodze. Następnego dnia nad morze zeszły już same szczeniaki – pies i suczka pilnowały biwaku. I tak było dzień po dniu. Zajęliśmy się karmieniem i leczeniem całego stada. Koczowaliśmy tak wspólnie, my i pieski, aż się skończyły całkowicie zapasy jedzenia. Gdy po tygodniu, po czułych pożegnaniach, zostawiliśmy stadko z „resztkami” wiktuałów – łzy mieliśmy w oczach.

Pieski biegły kilkaset metrów za samochodem a my popłakiwaliśmy. Żyliśmy tydzień we Wspólnocie – w zgodzie i bez konfliktów. Myślę, że te pieski przekroczyły barierę gatunku. Czuły i myślały – przewidywały zdarzenia. Pracowały i kochały…

Po roku wróciliśmy na to samo miejsce. Przywitał nas pies…

Mój Skarbie, Ktoś Ty?

 

Mój Skarbie, Ktoś Ty?


„…Kochanie, wierzę, że jest nam to pisane
Obserwuję cię, kiedy śpisz, należysz do mnie
Czy czujesz to samo, a może jedynie śnię?
Może to płonie wieczny płomień?

Wypowiedz me imię, słońce lśni w deszczu
Cały świat jest taki samotny, wtedy przychodzisz ty
Koisz cały ból, nie chcę stracić tego uczucia…”

Fragment piosenki

https://www.youtube.com/watch?v=9cUnz75swRY&feature=youtu.be

Wielki Duch otulił mnie swoją światłością a mając wybór w wyobrażeniu go sobie przywołałem postać swego Mistrza – Starca z Himalajów.

Powoli, wszystko dookoła nas się zmieniło. Znaleźliśmy się w lesie u stóp potężnego drzewa. Pod nim, z twarzą zwróconą na wschód ujrzałem Kapłankę spoczywającą na podium ukwieconym nieznanymi mi roślinami, przepięknymi w barwie i kształcie. Usłyszałem jej śpiew, a raczej powtarzane rytmicznie pojedyncze dźwięki, głoski. W kręgu, dookoła, siedziało kilkadziesiąt kobiet i mężczyzn, zasłuchanych w te dźwięki ze wzrokiem zagubionym gdzieś we wnętrzu siebie. Po chwili tony dźwięków, które wydobywała z siebie Kapłanka, nabrały mocy i zniewalającej potęgi. Zebrani dookoła ludzie zaczęli się poruszać w tańcu. W ruchach ich czuło się rytmy przyrody. Wyraźnie odczuwali jedność z przyrodą i z rządzącymi w niej mocami.

“To są nasi dalecy przodkowie szepcze mój przewodnik. Nie zdziw się. Byłeś jednym z nich. Sporo już wiesz o reinkarnacji i łańcuchach zdarzeń” – i dodaje uśmiechając się promiennie – “Tu zobaczysz, na własne oczy, że to kobiety pierwsze zaczęły mówić -śpiewając. Mężczyźni w tamtych czasach tylko porykiwali jak zwierzęta.
„A ta Kapłanka? Kim obecnie jest Kapłanka? ” – pytam. Ale nie otrzymuje odpowiedzi.
Przechadzam się wśród tańczących ludzi. Zbliżam się do Kapłanki i chociaż wydaje mi się, że powinienem być dla niej niewidoczny, kobieta przerywa śpiew i patrzy mi prosto w oczy. Jej uduchowiona twarz zaczyna zmieniać rysy. Jej oczy tylko pozostają niezmienione –  filigranowa postać, zielone oczy i srebrne włosy?

Nagle w mojej głowie wyświetla się, jak na ekranie komputera, tekst. Kto go wypowiedział, kiedy i dlaczego?

“Biorę postać pięknej, młodej, wrażliwej kobietki, która poznaje kandydata na zakonnika w przypadkowych, zdumiewających okolicznościach. Zachwyca się nim, jego wewnętrzna siłą, odwagą, mądrością, wrażliwością i poprzez przyjaźń z nim, próbuje wznieść się ponad swoje dotychczasowe doświadczenia. Próbuje tez go wspierać w jego decyzji poświecenia się Bogu i ludziom przez służbę w zakonie. Jednak odczuwa cały czas jakiś wewnętrzny dyskomfort i nie rozumie, na czym on polega. Wydaje się jej, że pogłębienie przyjaźni z nim i zrozumienie przyczyn jego decyzji może usunie ten dręczący niepokój. Pokonuje lęk i nieśmiałość i zaczyna odkrywać przed nim nie opowiadane nikomu dotąd aspekty swojego życia, swoje tajemnice, niepewności, słabości. Nieoczekiwanie on odpowiada jej tym samym. Maski spadają, pojawia się prawda, pojawia się piękno. Już nic nie jest takie same, jak przedtem, a ta relacja, spotkanie z nim staje się dla niej ważniejsze, niż inne sprawy, którymi żyła dotąd. Zastanawia się, do czego prowadzi ją ta droga. On znika i nikt nie wie, co się zdarzyło. Ona, jak to zwykle z kobietkami bywa, uważa, że to przez nią, że może coś nie tak powiedziała, coś nie tak zrobiła, że  on ją karze bo nie potrafiła się wznieść tak jak on, albo dlatego, że odczytał jej uczucia. Ale rzeczywistość okazuje się zupełnie inna. Mroczna tajemnica z jego życia, jedyna, o której jej nie powiedział, upomniała się o niego…”

“Mistrzu! Znam Kapłankę! Wiem kim ona jest obecnie . Muszę wrócić w swoje czasy i naprawić błąd!” – krzyczę.

Ale z siebie wydobywam jedynie nieartykułowany, pojedynczy dźwięk. A Kapłanka wyciąga do mnie ręce i przywołuje do siebie, na podium.
Mistrzu! – pytam – Wszedłem w dawne ciało i naprawdę przeżywam to co kiedyś przeżyłem w którejś z inkarnacji?
“I nic więcej nie możesz zrobić, tylko przeżywać dokładnie to co zdarzyło ci się kiedyś. Boskie prawo wyklucza jakąkolwiek ingerencję w przeszłość. Co było to było i jest nienaruszalne.Uważaj! Nie pozostań w tym stanie zbyt długo bo nie wrócisz w swoje czasy” – jak przez mgłę docierają do mnie słowa Mistrza.“
Słowa Mistrza milkną, bo oto wśród zebranych podnosi się wielka wrzawa. Wszyscy patrzą w jedną stronę. Nagle, z za rozłożystej palmy wyskakuje olbrzymia małpa i w susach zbliża się do Kapłanki. Pierwszą moją myślą w tej sytuacji jest zwiać – jak najszybciej w swoje czasy. Małpolud pół metra wzrostem góruje nade mną. Desperacko próbuje go uderzyć, ale Kapłanka podcina moje nogi ratując mnie przed śmiertelnym uderzeniem małpy. Upadam przewracając  gliniany dzbanek z którego wysypują się poziomki. Leżymy oboje bezpieczni na posłaniu z kwiatów. Czuje jak po grzbiecie leci mi krew. Małpi pazur przejechał po mojej łopatce. Kapłanka wtula się we mnie.
Małpa wpada między ludzi. Mężczyźni próbują ją zatrzymać. Kobiety zbite w gromadkę głośno lamentują. Bezradni, obserwujemy z Kapłanką, jak małpa zadaje straszliwe ciosy, od których padają mężczyźni. Krok po kroku z łatwością przebija się przez tłum. Wtedy widzę główny cel tej małpiej agresji. Otóż, za kręgiem ludzi, oparty o konar wielkiej paproci, siedzi w pozycji lotosu cały bielusieńki Staruszek – mój Mistrz z Himalajów.  Wszyscy jesteśmy nadzy, a nasze ciała pokrywa ciemnego koloru sierść. W odróżnieniu od nas, sierść Staruszka i jego włosy i długa broda lśnią nieskalaną bielą.
Staruszek patrzy na zbliżającą się wielką małpę bez poruszenia i nie okazuje strachu. Nagle na małpę pada strumień ostrego światła. Dookoła jej nóg w błyskawicznym tempie kiełkują paprocie i obwijają się dookoła ciała. Po kilku, coraz wolniejszych krokach, małpa staje skrępowana pędami roślin. Stoi jak posąg; kilka kroków od Staruszka. I tylko jej wybałuszone oczy pełne nienawiści błyskają białkami.
Patrzę w piękne, jasno zielone, oczy Kapłanki. Odwzajemnia mi się uśmiechem. Kładzie rękę na krwawiącej ranie i piekący ból ustępuje. W podzięce chcę ją pocałować nachylam się do niej…a ona mnie przyciąga mocno do siebie.

Zapachniało lasem. Ledwo wyczuwalny zapach mchu wbijał się w nozdrza i drażnił i dręczył i korcił. Każdy wydech starał się przeciągnąć, aż do płuc wycieńczenia, by wyzbyć się z głowy jeszcze nierozpoznanej myśli, lecz serce kazało znów wdechem się upajać, coraz to głębiej wciągając rozkosz pożądania.

Kapłanka  przysunęła po mchu w moim kierunku dzban poziomek. Już nie zawartość, a sam kształt dzbana pobudzał do szaleństwa i kusił niezmiernie i pociągał . Lecz w innym kierunku mój wzrok błądzić zapragnął.

Filigranowa ty moja piękności – wyszeptałem cicho.

Jej aura falowała w rytmie mojego oddechu, jej wzrok zmętniał a srebrne iskierki biegać zaczęły po jasnej zieleni jej oczu. Jakaś siła wewnętrzna, jak magnez , zbliżyła nas do siebie i ułożyła oko w oko, ledwie atomem udzielonych.  Zapragnąłem poziomek. Już tylko jednej poziomki, tę jedną, jedyną i w jej smaku się zanurzyć. Poczułem: rozkosz, rozkosz…

Nagle, całe otoczenie roztopiło się w mgle. Moje serce stanęło w rozkurczu. To zawał „zawrzeszczały” wszystkie neurony i … 

Podobno…Ocknąłem się w różowiutkim ciałku  – bobasem..

A gdzie czek na milion? – wysłałem myśl do nachylającej się nade mną kobiety o ciemnej twarzy. A ona roześmiała się, i powiedziała coś takiego:  ble.. ble.. i pocałowała mnie w czółko …

No cóż – pomyślałem – ziemski świat nie jest doskonały

PS Otóż, była prokreacja i przejście pomiędzy światami. Miliona jak nie ma , tak nie ma…Ale mam nadzieję, że może tym razem, za tego życia,  uda się.. Więc poszukuję piękności filigranowej o zielonych oczach i srebrnych włosach… i dodam: nie na gwałt…

Królestwo Snu

 

Królestwo Snu

Gdy objawia się „intuicja” i „bezpośrednie poznanie”:

Nasze Królestwo, nasz Prawdziwy Dom, gdzie przebywamy w szczęśliwości, mądrości i radości to Niebo. Na Ziemię, na piękną ale trudną do egzystencji planetę, wpadamy tylko na chwilę i tylko po to by sprawdzić na ile jesteśmy doskonali. Wyobraźmy sobie, że pobyt na Ziemi to pobyt w Szkole Stwórcy. W szkole idealnie pomyślanej bo mającej sprawiedliwe i uczciwe reguły przechodzenia z klasy do klasy. Kto nas uczy i promuje? My sami. W innych istotach możemy się przeglądać jak w lustrze. Kto nas osądza i nagradza? My sami. Jesteśmy kowalami swego losu – co zasiejemy to zbierzemy. Jaki jest najdoskonalszy sposób na życie w tej szkole i główny powód przybycia do niej z własnej woli? Rozwój osobisty – przez pomaganie sobie i innym. Jaka jest prosta reguła rozwoju? To co ci się nie podoba w innych – nosisz w sobie. Zmień na Ziemi to co nie godne będzie w Niebie – pozbądź się kiepskich uczuć i głupawych myśli. Zapytaj się kim jesteś i znajdź odpowiedz. Nie jesteś tylko ciałem bo przecież co chwila ono się zmienia. Nie jesteś zbiorem uczuć ani myśli bo możesz sam je zmieniać. Kto jest tym, który to wszystko czyni w tobie? Odpowiedz sobie. Jesteś monadą boską, połączoną tak ze Stwórcą jak promień ze Słońcem

Królestwo Snu to nie Nasz Prawdziwy Dom.

„… Sen odświeża nasze fizyczne ciało. Organy wewnętrzne odnawiają się w tym wypoczynku. Pożądania cichną podczas snu i nie narzucają się organizmowi. Na jawie – gdy organizm jest odświeżony i wypoczęty pragnienia mają nowe, większe możliwości do wyrażania się i ekspansji. Jasne jest, że im mniej się wtrącamy w działanie wewnętrznych organów naszego ciała, tym lepiej. Im mniej myśl chce rządzić ciałem, tym zdrowsze i naturalniejsze są jego funkcje.

Sen ma bezsprzecznie duże znaczenie, ale im pożądania są w nas mocniejsze, tym znaczenie snu jest mniejsze. Pożądania, czy to pozytywne czy negatywne są często zabarwione agresywnością i utwierdzają nasze „ja”, a sen jest czasowym agresywności zawieszeniem. Sen jest stanem, w którym pożądania nie mogą działać. Podczas snu uciszają się „powierzchniowe warstwy” naszej świadomości, a przez to samo stają się otwarte na wpływy warst głębszych.

Jest zupełnie możliwe połączenie wszystkich „warstw” naszej świadomości, tak aby były w ciągłym z sobą kontakcie, zarówno podczas dnia – na jawie , jak i w nocy, podczas snu. Takie połączenie pozbawia intelekt poczucia swej ważności, a tym samym odbiera mu jego dominującą rolę. Wówczas jego tendencje oraz wysiłki ku ekspansji i agresywności znikają całkiem prosto i naturalnie.

Jeszcze coś więcej zachodzi podczas snu: oto nieraz „samoistnie” rozwiązują się nurtujące nas problemy. Gdy świadomy umysł cichnie, staje się zdolny do przyjmowania odpowiedzi na zagadnienia które nas nurtują; a dzieje się to zupełnie prosto.

Ale rzeczą jeszcze ważniejszą i nad wszystko doniosłą jest dokonujące się w nas podczas snu odnowienie, bez żadnego z naszej strony wysiłku. Można rozwijać świadomie jakąś zdolność lub dar natury, można wykorzystywać technikę, czy też dostosowywać swe postępowanie do jakiegoś wzoru, ale nie będzie w tym odnowienia.

Rozwijanie, „wyrabianie” siłą woli czegoś nie jest nigdy twórcze. Odnowienie twórcze dokonuje się samo, gdy nie ma z naszej strony żadnego wysiłku, gdy dobrowolnie odrzucamy wszelki impuls do gromadzenia, zdobywania doświadczeń. Właśnie ten zaborczy i samoobronny impuls  uniemożliwia twórcze odnowienie.

Świadomość taka jaka znamy, działa zawsze w czasie, zapamiętuje i gromadzi doświadczenia na różnych swych poziomach; i wszystko, co się w tej świadomości odbywa jest jej własną projekcją, posiada właściwe sobie cechy . Podczas snu ta świadomość albo doznaje rozwoju , albo też zachodzi coś zgoła przeciwnego.

U większości z nas sen wzmacnia nasze dotychczasowe przeżycia, i jest  procesem pamiętania i gromadzenia, w ciągu którego dokonuje się ekspansja, ale nie odnowienie. Rozszerzanie swego „ja” – proces ekspansji – daje nam uczucie podniosłego podniecenia, zachwytu własnym osiągnięciem. Jest dokonaniem – jak się nam zdaje – czegoś wielkiego, ale to wszystko nie jest bynajmniej twórczym odnowieniem.

Cały ten proces stawania się i zdobywania musi skończyć się, ale nie po to, by nam ułatwić nowe doświadczenia; musi po prostu samorzutnie się skończyć.

Nieraz podczas snu, a niekiedy i za dnia, gdy troska o własne „rozwijanie sie”  całkowicie znika, gdy skutki jakiejś przyczyny przestają działać, rodzi się to, co jest poza czasem, poza obrębem wymiernej przyczynowości.”

Świątynia dla duszy…

 

Świątynia dla Duszy

Można próbować ciało utrzymywać w zdrowiu: odpowiednim pożywieniem, pić czystą źródlaną wodę, oddychać czystym powietrzem a jednak zachorować. rak, choroby serca, układu krwionośnego, oddechowego, pokarmowego. I cóż?

Okazuje się, że źródłem większości chorób są negatywne uczucia i myśli, które „zalegają” w nas. Aby się uleczyć i żyć w zdrowiu , radości i szczęściu trzeba się nauczyć eliminowania złych nawyków nie tylko takich  „materialnych” – pożywienie, picie, oddychanie. Trzeba zadać sobie trud i cierpliwie  poznawać siebie – poznać swoje uczucia i myśli i wyeliminować te „trujące” nasze ciało. Trzeba poznać siebie i opanować umiejętność zmian: przyzwyczajeń, nawyków, charakteru. Jest to podstawowy cel naszego życia tu na Ziemi. 

“Przebaczyć znaczy wyrzec się tego, o co mamy żal, a więc przestać kurczowo się czepiać własnego rozżalenia. Następuje to automatycznie, gdy tylko uświadomisz sobie, że twoje rozżalenie służy wyłącznie umacnianiu fałszywego poczucia ,ja”. Przebaczyć znaczy zaniechać oporu wobec życia -pozwolić życiu, żeby  żyło za twoim pośrednictwem. W przeciwnym razie czeka cię ból i cierpienie, wyraźne ograniczenie przepływu energii, a nierzadko choroba somatyczna. Gdy szczerze wybaczasz, natychmiast odzyskujesz własną moc, która dotąd była uwięziona w umyśle. Mściwość leży w samej naturze umysłu, ponieważ stworzone przez umysł fałszywe “ja”, czyli ego, nie może przetrwać bez walki i konfliktu. Umysł nie umie wybaczać. Jedynie t y to potrafisz. To ty stajesz się obecny, to ty wnikasz we własne ciało, to ty czujesz wibrujący spokój i cichy bezruch, którym emanuje Istnienie. Właśnie dlatego Jezus powiedział:

“Zanim wejdziesz do świątyni, wybacz”.

 

„Złość i gniew mają zawsze cechę izolowania ludzi. Podobnie jak smutek oddzielają nas od innych, i przynajmniej na pewien czas, przecinają wszelką możliwość porozumienia. Gniew daje nam chwilowo swoista siłę i żywotność, właśnie dzięki temu oddzieleniu się i jakby odrzuceniu. Ale tai się w gniewie także jakaś dziwna rozpacz. Odosobnienie jest zawsze rozpaczą. Złość wyrażająca się rozczarowaniem, zazdrością, chęcią dokuczenia komuś, jest gwałtownym wyładowaniem energii, które nam chwilowo sprawia przyjemność bo usprawiedliwiamy w nim siebie.

Gdy potępiamy innych kryje się w tym zwykle usprawiedliwianie siebie. Bez pewnego rodzaju zadowolenia z własnej osoby – cnoty swojej, czy prawości – lub też odwrotnie: bez poniżania czy niedoceniania siebie, czymże jesteśmy? Używamy wszelkich środków dla samo – utwierdzenia; a gniew jak i nienawiść są jednym z najłatwiejszych ku temu sposobów. Zwykłe rozgniewanie się – nagły wybuch gniewu o którym w chwilę później się zapomina – jest jednak czymś zupełnie innym aniżeli świadomie żywiona i myślą zasilana złość, która szuka sposobności by dokuczyć, zranić, zaszkodzić. Zwykłe zirytowanie się może mieć po prostu fizjologiczne przyczyny, które łatwo usunąć; ale złość wyrastająca z psychologicznego podłoża jest o wiele bardziej złożona i trudniejsza do zrozumienia, a co za tym idzie i do pozbycia się jej.”

“To, co widzisz jako strukturę fizyczną o wielkiej gęstości, zwaną ciałem, podlegającą chorobom, starzeniu się i umieraniu, w ostatecznym rozrachunku nie jest rzeczywiste – nie jest tobą, lecz tylko fałszywym obrazem twojej rzeczywistej istoty, której nie dotyczą narodziny ani śmierć. Obraz ów powstaje za sprawą ograniczeń twojego umysłu, ten bowiem, utraciwszy łączność z Istnieniem, stwarza ciało jako dowód rzekomej słuszności swojej wiary w odrębność, chcąc przez to zarazem uprawomocnić własny lęk.

Nie odwracaj się jednak od ciała, bo ten symbol nietrwałości, skrępowania i śmierci, który postrzegasz jako złudny twór własnego umysłu, skrywa w sobie całą wspaniałość twojej prawdziwej i nieśmiertelnej istoty. Nie szukaj Prawdy nigdzie indziej, ponieważ odnajdziesz ją jedynie we własnym ciele. Nie walcz z ciałem, bo walczysz wtedy z prawdziwym sobą.

Ciało, które możesz zobaczyć, którego możesz dotknąć, stanowi zaledwie cienką, złudną przesłonę. Głębiej zaś tkwi niewidzialne ciało wewnętrzne – Brama Istnienia Życia Nieprzejawionego. Poprzez ciało wewnętrzne jesteś nierozerwalnie związany z nieprzejawionym – Jednym Życiem – nigdy nie narodzonym, nieśmiertelnym, wiecznie obecnym. Poprzez ciało wewnętrzne trwasz w wiecznej jedności z Bogiem.

Zakorzeń się głęboko w sobie. Kluczem do wszystkiego jest stała łączność z własnym ciałem wewnętrznym – i to, żeby w każdej chwili je czuć. Dzięki temu twoje życie szybko nabiera głębi i zaczyna się zmieniać. Im więcej świadomości kierujesz w ciało wewnętrzne, tym wyższą częstotliwość osiąga jego wibracja: to tak jak ze światłem, które tym silniej świeci, im bardziej podkręcisz regulator, zwiększając dopływ elektryczności. Na wyższym poziomie energii nie ma już do ciebie dostępu nic negatywnego, zaczynasz więc ściągać ku sobie nowe sytuacje, odzwierciedlające ową wyższą częstotliwość.

Jeśli postarasz się możliwie najbardziej skupić uwagę w ciele, zakotwiczysz się w teraźniejszości. Nie zagubisz się ani w świecie zewnętrznym, ani we własnym umyśle. Myśli i emocje, lęki i pragnienia mogą jeszcze czasem się pojawiać, ale już tobą nie zawładną.

Sprawdź, proszę, na czym jesteś teraz skupiony.  Jesteś zarazem w pewien marginalny sposób świadom swojego otoczenia, obecności innych ludzi itd. Jednocześnie wokół tego, co słyszysz lub czytasz, może trwać taka czy inna działalność umysłowa, komentowanie na bieżąco. Nie ma jednak potrzeby, żeby którykolwiek z tych wątków pochłaniał całą twoją uwagę. Sprawdź, czy potrafisz równolegle podtrzymywać kontakt z ciałem wewnętrznym. Zwróć część uwagi do wnętrza. Nie kieruj jej całej na zewnątrz. Poczuj ciało od środka jako jedno pole energii. To prawie tak, jakbyś słuchał albo czytał całym ciałem.”

“Wiele osób twierdzi, że odnalazło Boga poprzez głębokie cierpienie. Używane w tradycji chrześcijańskiej określenie „droga krzyżowa” ma chyba ten właśnie sens.  Mówiąc ściśle, ludzie ci nie odnaleźli Boga poprzez cierpienie, póki bowiem człowiek cierpi, znaczy to, że stawia opór. Odnaleźli Go zatem dzięki poddaniu – całkowitej zgodzie na to, co j e s t, do której to wielkie cierpienie ich zmusiło. Widocznie na jakimś poziomie uświadomili sobie, że sami tworzą własny ból. “

Ciało nasze jest Świątynią – warto o nie dbać.

Gdy kobiety rządzą…

 

Gdy kobiety rządzą…

Przeszukując ciekawe artykuły odnalazłem ten:

http://www.eioba.pl/a/1nvj/dawno-dawno-temu

„…Cywilizacje minojską i harappańską zdaje się łączyć jeszcze jedno, mianowicie matriarchalna religia i kultura. W przypadku Krety jest to dość dobrze udokumentowane, pozostałości archeologiczne świadczą też o wysokiej, być może dominującej pozycji kobiet w społeczeństwie – ich postacie są przedstawiane często jako większe, co prawdopodobnie jest odzwierciedleniem prestiżu, można zobaczyć też, że kobiety przeważają wśród kapłanów i uczestników ceremonii religijnych. W przypadku cywilizacji doliny Indusu istnienie jakiegoś matriarchalnego kultu wydaje się niewątpliwe, choć w niektórych miastach nie znaleziono po nim pozostałości, co może wskazywać na regionalne odmienności w wyznawanej religii. Tym niemniej zdaniem niektórych zebrane ślady wystarczają do stwierdzenia, że w cywilizacji harappańskiej najwyższym bóstwem była Wielka Bogini i że było to społeczeństwo w swej istocie matriarchalne. Żadna inna znana rozwinięta cywilizacja epoki brązu nie była matriarchalna (choć oczywiście kult bogiń istniał obok kultu bogów). Żadna inna nie była też pacyfistyczna. Żadna inna nie była tak przyjazna “szaremu człowiekowi”. We wszystkich innych istniała niewątpliwie oparta na militarnej przemocy władza państwowa. W stosunku do żadnej innej nie można wysunąć hipotezy, że mógł panować tam Hoppeański “ład naturalny.
Czyżby “ład naturalny” związany był z matriarchatem? Warto się nad tym zastanowić.”

W moim domu (miasto) rządzą dwie kobiety,  a tam gdzie miesiącami mieszkam (hotelik w Płaskiej – wieś) rządzi pięć kobiet. Znakomicie to robią. Została mi rola  doradcza, twórcza – umilania im życia i dzieciakom, które one wychowują. . To bardzo miła rola. Nie mam ostrych sporów, kłótni a tylko przemyślane wspólne działania. Żyć i nie umierać .. tak by powiedział mój „srogi” Nauczyciel ze Studzienicznej – Proboszcz. U niego  też na plebanii rządziła gospodyni – Siostra.

To nic dziwnego, ze w starszym już wieku ciekawią mnie kobiety – ich psychika, wnętrze. Poznaje je, ciekawią mnie…  Wręcz jestem zafascynowany kobietami. Uważam, że wszystkie są godne szacunku i podziwu.. Są ciekawsze niż wszelkie dzieła sztuki.. tak bym to górnolotnie określił.  Są żywe.. inne niż ja.  Przez 45 lat „ostro” przebywałem w gronie mężczyzn: sportowcy, ratownicy wodni, grotołazi, górscy ratownicy, żeglarze, nurkowie, kaskaderzy, antyterroryści. Kobiety były poza kręgiem osób od których często zależało moje zdrowie i życie.. A to łączy najbardziej mężczyzn w ekstremalnych wyzwaniach  – odpowiedzialność za siebie nawzajem. Kobiety  były przyjemnością .. nagrodą za trudy (nie umiem inaczej tego ująć, przepraszam kobiety czytające to wyznanie ). Były chwilowymi epizodami. Mężczyźni byli Przyjaciółmi ” do bitki i wypitki”.

To Mama zastępowała wszystkie kobiety.  Była  Jedyną kobietą uwielbianą i kochaną. Miałem wielki szacunek i mam go w sobie do moich Rodziców – kocham ich i rozmawiam z nimi chociaż już dawno odeszli na Drugi Brzeg.  Wszak zawdzięczam im życie;  przyjęli mnie do siebie, Mama urodziła, wychowali mnie, wspierali na ile mogli. Mój Boże,  dziękuję Ci w modlitwach za nich – dzień po dniu . Moim „pokarmem” w świecie uczuć była ich dobroć i  miłość, która nie osądzała a pomagała. Jestem pewien, że martwili się kiedy wykonywałem swoje prace i podróże w nieznane. Może dobrze, że wiele im o tym nie mówiłem.

Opowiadanie (poniższe) wczoraj usunąłem ze względu na komentarze, które  (jak często się zdarza) nie dotyczyły po-prostu najważniejszego przekazu:

A przekaz ten brzmiał (Rudolfa Steinera)

“Tu zobaczysz, na własne oczy, że to kobiety pierwsze zaczęły mówić -śpiewając. Mężczyźni w tamtych czasach tylko porykiwali jak zwierzęta.”

Alegoryczna fotka:  moja żona i ja….
Mój Skarbie, Ktoś Ty?

Wielki Duch otulił mnie swoją światłością a mając wybór w wyobrażeniu go sobie przywołałem postać swego Mistrza – Starca z Himalajów.

Powoli, wszystko dookoła nas się zmieniło. Znaleźliśmy się w lesie u stóp potężnego drzewa. Pod nim, z twarzą zwróconą na wschód ujrzałem Kapłankę spoczywającą na podium ukwieconym nieznanymi mi roślinami, przepięknymi w barwie i kształcie. Usłyszałem jej śpiew, a raczej powtarzane rytmicznie pojedyncze dźwięki, głoski. W kręgu, dookoła, siedziało kilkadziesiąt kobiet i mężczyzn, zasłuchanych w te dźwięki ze wzrokiem zagubionym gdzieś we wnętrzu siebie. Po chwili tony dźwięków, które wydobywała z siebie Kapłanka, nabrały mocy i zniewalającej potęgi. Zebrani dookoła ludzie zaczęli się poruszać w tańcu. W ruchach ich czuło się rytmy przyrody. Wyraźnie odczuwali jedność z przyrodą i z rządzącymi w niej mocami.

“To są nasi dalecy przodkowie szepcze mój przewodnik. Nie zdziw się. Byłeś jednym z nich. Sporo już wiesz o reinkarnacji i łańcuchach zdarzeń” – i dodaje uśmiechając się promiennie “

„Tu zobaczysz, na własne oczy, że to kobiety pierwsze zaczęły mówić -śpiewając. Mężczyźni w tamtych czasach tylko porykiwali jak zwierzęta.”

„A ta Kapłanka? Kim obecnie jest Kapłanka? ” – pytam. Ale nie otrzymuje odpowiedzi.
Przechadzam się wśród tańczących ludzi. Zbliżam się do Kapłanki i chociaż wydaje mi się, że powinienem być dla niej niewidoczny, kobieta przerywa śpiew i patrzy mi prosto w oczy. Jej uduchowiona twarz zaczyna zmieniać rysy. Jej oczy tylko pozostają niezmienione – filigranowa postać, zielone oczy i srebrne włosy?

Nagle w mojej głowie wyświetla się, jak na ekranie komputera, tekst. Kto go wypowiedział, kiedy i dlaczego?

“Biorę postać pięknej, młodej, wrażliwej kobietki, która poznaje kandydata na zakonnika w przypadkowych, zdumiewających okolicznościach. Zachwyca się nim, jego wewnętrzna siłą, odwagą, mądrością, wrażliwością i poprzez przyjaźń z nim, próbuje wznieść się ponad swoje dotychczasowe doświadczenia. Próbuje tez go wspierać w jego decyzji poświecenia się Bogu i ludziom przez służbę w zakonie. Jednak odczuwa cały czas jakiś wewnętrzny dyskomfort i nie rozumie, na czym on polega. Wydaje się jej, że pogłębienie przyjaźni z nim i zrozumienie przyczyn jego decyzji może usunie ten dręczący niepokój. Pokonuje lęk i nieśmiałość i zaczyna odkrywać przed nim nie opowiadane nikomu dotąd aspekty swojego życia, swoje tajemnice, niepewności, słabości. Nieoczekiwanie on odpowiada jej tym samym. Maski spadają, pojawia się prawda, pojawia się piękno. Już nic nie jest takie same, jak przedtem, a ta relacja, spotkanie z nim staje się dla niej ważniejsze, niż inne sprawy, którymi żyła dotąd. Zastanawia się, do czego prowadzi ją ta droga. On znika i nikt nie wie, co się zdarzyło. Ona, jak to zwykle z kobietkami bywa, uważa, że to przez nią, że może coś nie tak powiedziała, coś nie tak zrobiła, że on ją karze bo nie potrafiła się wznieść tak jak on, albo dlatego, że odczytał jej uczucia. Ale rzeczywistość okazuje się zupełnie inna. Mroczna tajemnica z jego życia, jedyna, o której jej nie powiedział, upomniała się o niego…”

“Mistrzu! Znam Kapłankę! Wiem kim ona jest obecnie . Muszę wrócić w swoje czasy i naprawić błąd!” – krzyczę.Ale z siebie wydobywam jedynie nieartykułowany, pojedynczy dźwięk. A Kapłanka wyciąga do mnie ręce i przywołuje do siebie, na podium.

Mistrzu! – pytam – Wszedłem w dawne ciało i naprawdę przeżywam to co kiedyś przeżyłem w którejś z inkarnacji?

“I nic więcej nie możesz zrobić, tylko przeżywać dokładnie to co zdarzyło ci się kiedyś. Boskie prawo wyklucza jakąkolwiek ingerencję w przeszłość. Co było to było i jest nienaruszalne.Uważaj! Nie pozostań w tym stanie zbyt długo bo nie wrócisz w swoje czasy” – jak przez mgłę docierają do mnie słowa Mistrza.“

Słowa Mistrza milkną, bo oto wśród zebranych podnosi się wielka wrzawa. Wszyscy patrzą w jedną stronę. Nagle, z za rozłożystej palmy wyskakuje olbrzymia małpa i w susach zbliża się do Kapłanki. Pierwszą moją myślą w tej sytuacji jest zwiać – jak najszybciej w swoje czasy. Małpolud pół metra wzrostem góruje nade mną. Desperacko próbuje go uderzyć, ale Kapłanka podcina moje nogi ratując mnie przed śmiertelnym uderzeniem małpy. Upadam przewracając gliniany dzbanek z którego wysypują się poziomki. Leżymy oboje bezpieczni na posłaniu z kwiatów. Czuje jak po grzbiecie leci mi krew. Małpi pazur przejechał po mojej łopatce. Kapłanka wtula się we mnie.

Małpa wpada między ludzi. Mężczyźni próbują ją zatrzymać. Kobiety zbite w gromadkę głośno lamentują. Bezradni, obserwujemy z Kapłanką, jak małpa zadaje straszliwe ciosy, od których padają mężczyźni. Krok po kroku z łatwością przebija się przez tłum. Wtedy widzę główny cel tej małpiej agresji. Otóż, za kręgiem ludzi, oparty o konar wielkiej paproci, siedzi w pozycji lotosu cały bielusieńki Staruszek – mój Mistrz z Himalajów. Wszyscy jesteśmy nadzy, a nasze ciała pokrywa ciemnego koloru sierść. W odróżnieniu od nas, sierść Staruszka i jego włosy i długa broda lśnią nieskalaną bielą.

Staruszek patrzy na zbliżającą się wielką małpę bez poruszenia i nie okazuje strachu. Nagle na małpę pada strumień ostrego światła. Dookoła jej nóg w błyskawicznym tempie kiełkują paprocie i obwijają się dookoła ciała. Po kilku, coraz wolniejszych krokach, małpa staje skrępowana pędami roślin. Stoi jak posąg; kilka kroków od Staruszka. I tylko jej wybałuszone oczy pełne nienawiści błyskają białkami.
Patrzę w piękne, jasno zielone, oczy Kapłanki. Odwzajemnia mi się uśmiechem. Kładzie rękę na krwawiącej ranie i piekący ból ustępuje. W podzięce chcę ją pocałować nachylam się do niej…a ona mnie przyciąga mocno do siebie.

Zapachniało lasem. Ledwo wyczuwalny zapach mchu wbijał się w nozdrza i drażnił i dręczył i korcił. Każdy wydech starał się przeciągnąć, aż do płuc wycieńczenia, by wyzbyć się z głowy jeszcze nierozpoznanej myśli, lecz serce kazało znów wdechem się upajać, coraz to głębiej wciągając rozkosz pożądania.

Kapłanka przysunęła po mchu w moim kierunku dzban poziomek. Już nie zawartość, a sam kształt dzbana pobudzał do szaleństwa i kusił niezmiernie i pociągał . Lecz w innym kierunku mój wzrok błądzić zapragnął.

Filigranowa ty moja piękności – wyszeptałem cicho.

Jej aura falowała w rytmie mojego oddechu, jej wzrok zmętniał a srebrne iskierki biegać zaczęły po jasnej zieleni jej oczu. Jakaś siła wewnętrzna, jak magnez , zbliżyła nas do siebie i ułożyła oko w oko, ledwie atomem udzielonych. Zapragnąłem poziomek. Już tylko jednej poziomki, tę jedną, jedyną i w jej smaku się zanurzyć. Poczułem: rozkosz, rozkosz…

Nagle, całe otoczenie roztopiło się w mgle. Moje serce stanęło w rozkurczu.

To zawał serca „zawrzeszczały” wszystkie neurony i …

Z ks. Twardowskim moje Panie (dawne to czasy)

Najciekawszym przesłaniem , bo wyjaśniającym wiele „dziwnych” zachowań u kobiet i mężczyzn w późnym wieku ,  trzymanym w tajemnicy przez Teozofów jest: W CIAŁACH KOBIET ZAMIESZKUJĄ MĘSKIE DUSZE a W CIAŁACH MĘŻCZYZN – ŻEŃSKIE. Więc ludziom, przez Stwórcę, Ewolucję – jak ktoś woli)  przypisana jest Harmonia cech męskich i żeńskich. Można świadomie przebierać w nich i wybierać – zmieniając w sobie to co nietrwałe – Osobowość.

I nic w tym dziwnego, że młode kobiety rodzą dzieciaczki, są opiekuńcze ( ich ciała powabne, często uległe, mocno wiążą ducha męskiego – chodzi tu o cechy męskie} Ale   gdy kobiety są starsze (chodzi tu o doświadczenia życiowe)  ,  męskie cechy ducha , uwalniają się i nasze Drogie Panie stają się osobami władczymi i walczącymi i zaborczymi i krytycznymi .. Oczywiście nie wszystkie i nie zawsze.

I nic w tym złego… Ważne tylko by o tym wiedzieć i trzymać na „wodzy” wszelkie kiepskie uczucia i żądze…i w zależności od sytuacji zewnętrznej „tworzyć ” odpowiednią Osobowość, która nie będzie wadzić nikomu a jedynie wspierać i pomagać.

O to też  modlę się na Eioba i Serdecznie Pozdrawiam Wszystkich –  a w tym  Niby Kobiety i Niby mężczyzn. W komentarzach pewnie wyjdzie : Kto jest kim? Zapraszam…

Wywołał Seta wilka z lasu…

Wywołał Seta wilka z lasu….

Mój Przyjaciel Janusz (Seta -Braciszek) wywołał wilka z lasu:
Obrazek z zasobów internetu

„Gdybyś wiedział coś, w co nikt by nie uwierzył, to czy próbowałbyś to powiedzieć innym?”

Powiem…
Fizycy teoretyczni, mistycy i jasnowidzący w swoich poglądach na Wszechświat mają dużo wspólnego. Interesują ich inne światy w innych wymiarach. Fizycy umieścili te światy w Hiperprzestrzeni i podali prawa matematycznie panujące w wielowymiarowości. Mistycy przeczuwają, że światy te zamieszkują myślące istoty. Jasnowidzący – te istoty po prostu widzą.

Może się okazać, że nikt z nas nie umiera, że każdy koniec życia na Ziemi jest równocześnie początkiem życia w innym wymiarze. Inne wszechświaty przenikające nasz wszechświat i zaludnione są prawdopodobnie tak jak nasz, bo też są w relacji ze Stwórcą – jak każdy promyk ze Słońcem. Opuszczając kolejne ciała: fizyczne, astralne, mentalne, rodzimy się mniej lub bardziej świadomie w coraz wyższych wymiarach. Podróżujemy w wielowymiarowości, w innych światach? A tam spotykamy swoich najbliższych a także naszych Opiekunów i Nauczycieli. I nie tylko, bo i Anioły, Elfy, Gnomy, Rusałki i całą plejadę wszelakich Istot. Przejawiają tam się też Istoty z górnej, niebiańskiej półki – prorocy, i mniej przyjemne duchy …te inne… ale o nich lepiej nie wspominać. Nie wywołuje się wilka z lasu.

A jednak.. mój Przyjaciel Janusz (Seta -Braciszek) wywołał wilka:
Po co żyjemy? – Pewien jasnowidz tak to ujrzał w błysku światłości prokreacji …. i wlał to opowiadanie do mojej biednej głowy bez pytania czy chcę. Ciało przyjęło, rozum zgłupiał.

Stwórca jako Najpotężniejszy i Najmądrzejszy, krótko mówiąc – Absolut, był też bardzo Najsamotniejszy. Więc oddzielił z siebie cząstki – Iskierki, duszyczki nasze – i posłał je do materii stworzonej zawczasu. Do trudnej do życia materii – grubej, fizycznej. Do takiej z jakiej zbudowany jest nasz Wszechświat. „Idźcie dzieci moje na Planetę Ziemia. Daje wam… i to i tamto” – ogłosił Wyższym Jaźniom.
Wszyscy wiemy co nam dał. Nasze duszyczki, rzecz jasna nieśmiertelne, bo stanowiące cząsteczki Stwórcy, wylądowały na planecie Ziemia. Z celem? – by przetrwać, by przeżyć, i doskonalić się przez własne doświadczenia uzyskane w kontakcie z przyroda Ziemi i innymi istotami.

Ale też w celu cierpienia (poczucie winy) za „zejścia” z drogi rozwoju – powrotnej drogi do Stwórcy. Duszyczki zaczęły stopniowo „ubierać się” w szaty: materialną, uczuciową, mentalną – w ten sposób dopasowując się do ewolucyjnych zmian na Planecie Ziemia. Te szaty, jak wiemy, nie są i jeszcze dzisiaj doskonałe. W ich tkaninie mocno szwankuje uczuciowość i myślenie. Przewodzą w tym: pycha, zazdrość, nienawiść i inne paskudztwa. Ale wszystko co Dobrem się zwie jest przed duszyczkami – coraz wyższe poziomy świadomości, coraz lepsze panowanie nad uczuciami – emocjami i coraz mądrzejsze myślenie.

Nasuwają się pytania:

Po co tak Stwórca uczynił? Po co oddzielił z siebie nas – cząstki – duszyczki – i wrzucił w kłopoty? Otóż, jak twierdzi Jasnowidz: “Uczynił to żeby mieć kogo kochać – bo był Najsamotniejszy a to, jak się domysłami, nie daje poczucia i satysfakcji – z Jam Najszczęśliwszy.

I cóż ?

Na podobieństwo Stwórcy?! Kobiety rodzą dzieci i mogą tak jak Stwórca – kochać swoje nowo narodzone bobaski, duszyczki, dzieciaczki. Bo tylko wtedy nie są już tak naprawdę same. Mężczyźni w takich sytuacjach są „poza marginesem” zainteresowania kobiet – chodzą do pracy i mają służbowe częste wyjazdy. I słusznie – w miłowaniu boskich Iskierek nie należy przeszkadzać.

Ale?

Czy Stwórca mógłby faworyzować tylko jedną płeć? Czy mogło tak być, że same t kobiety dawno już temu odczytały Jego pomysł na szczęśliwe życie? Może szybciej się rozwinęły niż mężczyźni? A Stwórca to docenił i dał im przywilej rodzenia ? Oj, przewrotne to myślenie w dobie zamieszek z aborcją.

Protestujące kobiety na ulicach miast. To Dobra Nowina. Idą zmiany… Powolne ale nieuchronne.. Dlaczego? To co było kiedyś dobrego – wraca. I chwała Stwórcy czy też Ewolucji Świadomości – jak ktoś chce. JESTEM ZA..

http://www.eioba.pl/a/58hj/gdy-kobiety-rzadza

Dla nich , dla Kobiet na Eioba ( Bella straciła pieska, Noemi i Skalny Kwiatuszek kotki , Green poziomki – żartuję, Izabella – nie mam pojęcia co (wiarę w Rodzinę), Aneszka – Heneara ? i tak dalej.. dalej etc….

Więc dla relaksu. Fotki, które polubiłem.. Okruszki Natury:

Mistrz, Muza i Miłość

Mistrz, Muza i Miłość
Fotka z zasobów internetu

Nocą, nad jeziorem, przetaczał się potężny „zimny front”. Wbijał się klinem w zastygłe od kilku dni gorące powietrze. Trzy burze, jedna po drugiej, nie dały mi zasnąć. W obliczu burzy; z jej gwałtownością, piorunami, podmuchami, ulewą, gradem, błyskawicami poczułem się malutką, bezbronną istotką – marnym prochem. Nocowałem wtedy w przyczepie kempingowej pod ogromnymi lipami. Mój umysł stał się podatny na niepokój. W proteście, postanowiłem, na podobieństwo pogody, wbić klinem w umysł inne myśli, zaczerpnięte z otchłani pamięci. Oto one:
„Aby osiągnąć zaspokojenie we wszystkim,
pragnij posiąść zaspokojenie w niczym.
Aby posiąść wszystko,
pragnij nic nie posiadać.”
(Tao)

I nagle, przy potężnym uderzeniu pioruna w pobliskie drzewo, do mojej głowy wdarła się taka oto myśl:

„ Artysta pracujący z miłości do swojej sztuki idzie drogą pewniejszą niż naukowiec , który sądzi, że jego zainteresowanie odeszło od jego własnego „Ja”, a który w rzeczywistości rozszerzył tylko zakres doświadczeń, i swoich pożądań, i przeniósł swoje zainteresowanie na przedmioty odpowiadające wyższej mierze życia.”

Nawałnice przeszły gdy już świtało. Pomyślałem o tym, że to dobry czas aby zmienić własną osobowość. Wyrzucić do „kosza” wszystko to co zagnieździło się we mnie podczas studiów politechnicznych i podczas pracy na uczelni. Pożegnać się z „logicznym myśleniem” , precz odrzucić idee , że nauka rozwiąże problemy naszej egzystencji i odpowie na nurtujące nas pytania. Poszukać po prostu innej drogi rozwoju. Zachęcały tez do takiej zmiany osobowości słowa piosenki:
„…na rozstajach dróg stoi dobry Bóg…”, które, mam nadzieje, że zupełnie nie przypadkowo wyśpiewał głos z radia.
Otóż to;.

Pomyślałem – czy zostać malarzem czy też raczej pisarzem, a może kompozytorem? Bo to byłaby kontynuacja talentów i niespełnionych marzeń moich rodziców? Może będzie łatwiej iść ich drogą? Wydeptali ślady?

Bo to nasi Rodzice stoją na rozstajach dróg przy boku Boga i pokazują którą drogą pójść….
Oszołomiony wizją zmiany osobowości wyszedłem z mrocznej przyczepy na słońce by boso pochodzić po zmoczonej deszczem trawie. I wtedy przypomniałem sobie o moim Duchowym Ojcu i o wierszu do kobiety, którą pokochałem dawno, dawno temu. Przyjaźń z Mistrzem i miłość do kobiety – potężne to wsparcie dla artysty.

Gdy mowa o Życiu po życiu

Gdy mowa o Życiu po życiu…
Fotki – JESIENNY SPACER PO KRÓLEWSKICH ŁAZIENKACH
Często zdarza się, że czytając czyjś tekst całkowicie utożsamiamy się z przemyśleniami autora. Te przemyślenia były i są nasze – wspólne.To wielka radość – bo to spotkanie z „siostrzaną lub bratnią duszą”.

„Gdy dorastamy, nasze poglądy na wiele spraw zmieniają się przez wpływ społeczeństwa. Z drugiej strony niektórzy pozostają otwarci na Ducha mimo wpływu otoczenia. A jeśli ktoś pozostaje otwarty po ukończeniu ósmego roku życia, ma dużą szansę, że wyrośnie na utalentowaną duchowo osobę. Na przykład mój brat Christian jako dziecko cały czas słyszał i rozmawiał z duchami. Był bardzo otwarty i mógłby pewnie dalej rozwijać ten dar, gdyby sobie na to pozwolił. Ale tak się złożyło, że został jednym z największych sceptyków, jakich znam. W dniu, gdy zmarł nasz dziadek, znalazłam zrozpaczonego brata przed domem dziadków. Uspokoiłam go i spytałam, co się stało poza oczywistym żalem, jaki odczuwał z powodu utraty bliskiej osoby. Odpowiedział przestraszonym i zdezorientowanym tonem: – Właśnie go usłyszałem. Właśnie go usłyszałem – powtórzył. – Odezwał się do mnie i nie mogę sobie z tym poradzić. Rozumiałam, o czym mówił Christian. Dziadek przyszedł, aby się pożegnać po raz ostatni, co było w jego stylu. Ale zaskoczyła mnie reakcja brata: przeraziła go wiadomość od dziadka, który właśnie przechodził na drugą stronę.”

„Sposób, w jaki wyrabiamy sobie przekonania o Życiu po życiu oraz duchowości.”

„Wszyscy, już od najmłodszych lat, znajdujemy się pod wpływem opinii otaczających nas osób. Jako matka chcę, aby mój syn dorastał, formułując własne opinie. ale wiem, że moje działania oraz to, co lubię a czego nie, i tak na niego wpłyną. Nie da się tego uniknąć. Gdy byliśmy mali, wszyscy zostaliśmy poddani obróbce przez naszych rodziców, opiekunów i inne osoby, które znajdowały się w naszym otoczeniu. Mieli zdecydowane poglądy i o nich rozmawiali, często wyrażając przy rym swoje emocje. W ten sposób nauczyliśmy się, co jest -.dobre”, a co „złe”. Sądziliśmy, że to, co mówią dorośli, musi być prawdą, bo się nami opiekowali i nie mieliśmy żadnego powodu, żeby im nie wierzyć.

Gdy mowa o Życiu po życiu, dorośli często mają bardzo zdecydowane poglądy, przez co dzieci mogą poczuć się bardzo zdezorientowane. Małe dzieci mają najczystsze wibracje i nie są skażone wartościami innych, więc są naturalnie otwarte na świat duchowy oraz Życie po życiu. Jeszcze nie mają własnych poglądów i są wciąż niewinne i czyste. Dopiero szukają swojej drogi na świecie i pochłaniają go z szeroko otwartymi z zachwytu oczami. W oczach dorosłych nie dostrzeżesz już tego zachwytu.

Ponieważ ich postrzeganie jest tak nieskażone, dzieci często pamiętają swoje poprzednie wcielenie, a także wydarzenia, które wydarzyły się w Życiu po życiu, zanim nastąpiła ich reinkarnacja. Mogą nawet pamiętać swoje rozmowy z Bogiem oraz inne dyskusje, które miały miejsce przed ich urodzeniem. Maluchy często dysponują wiedzą i mądrością, która zaskakuje głębią, a my dziwimy się, skąd się wzięła ta wiedza. Dzieje się tak, ponieważ dzieci są bardzo zestrojone ze swoimi duszami, a to właśnie dusza jest nośnikiem wiedzy o wszystkim, co powinniśmy wiedzieć.

Dzieci patrzą też na życie w kategoriach bieli i czerni. Nie dostrzegają strefy szarości, ponieważ nie osądzają. Gdy osądzamy, narzucamy innym swoje opinie. Na przykład mój syn Charlie niedawno chciał wiedzieć, dlaczego jedna z moich przyjaciółek była smutna, więc powiedziałam mu prawdę. Przyznałam, że wyszła za kogoś, przez kogo jest bardzo smutna i nie wie, co robić.

– Ale to proste – odrzekł Charlie. – Powinna go zostawić i znaleźć kogoś, z kim znowu będzie szczęśliwa. Powiedziałam mu, że to nie takie proste, bo mają wspólne dziecko; ale dla mojego syna to nie był żaden problem.
– Mamusiu, my mieszkamy razem, więc jej dziecko może mieszkać z nią – odrzekł, nie osądzając ani nie myśląc o finansowych konsekwencjach czy rodzinnych komplikacjach. Dla niego rozwiązanie nie zawierało odcieni szarości, ale było biało-czarnym wyborem, którego należy dokonać.

Ktoś może pomyśleć, że to nieodpowiedzialny pogląd jak na dorosłego, ale po mojej separacji okazało się, że ja i Charlie poszliśmy opisaną przez niego ścieżką. W ostatecznym rozrachunku wszelkie troski nie były tak ważne jak nasze wspólne szczęście. Każde dziecko trafia w nasze ramiona prosto ze Źródła, które znajduje się w Życiu po życiu w miejscu, z którego wszyscy pochodzimy. Jego ciało może i jest nowe, ale dusza, która je zamieszkuje, jest często bardzo stara. Dzieci mieszkały wcześniej na naszej planecie i posiadają wiedzę ze świata duchowego, która jest nam potrzebna do naprawy wielu sytuacji, takich jak gniewne prowokacje, emocjonalne dołki czy rękoczyny i awantury.

Każdy trafia na Ziemię z celem albo lekcją, której musi się nauczyć, ale niektóre dzieci przychodzą na świat z pięknym darem duchowości i uzdrawiania. Niedawno pojawiły się o nich książki, w których nazywa się je dziećmi „Indygo” albo „kryształowymi”, podkreślając, że mają specjalny dar przyspieszania ewolucji ludzi na naszej planecie. Takie dusze zatrzymują swoją wiedzę o Życiu po życiu w świadomości i wiedzą, jakiej lekcji muszą się nauczyć. Ale nawet takie dzieci czasami mają trudność z przekazaniem tej wiedzy, bo są zbyt małe i nie znają słów, by ją wyrazić. Ze względu na bliskość ze Źródłem, wibracje wszystkich dzieci są wyższe niż dorosłych.

Może zauważyłeś, że dzieci mają miękkie miejsce u szczytu czaszki, w którym kość jeszcze się nie zrosła. Ta szpara sprawia, że czakra korony jest odsłonięta. Czakra ta odpowiada za intuicję i wiedzę duchową i stanowi bezpośrednie połączenie z królestwem duchowym. Właśnie dlatego wiele niemowląt i małych dzieci widzi i wyczuwa duchy. Miewają wymyślonych przyjaciół, ale częściej są to dusze, które znają z Życia po życiu, z którymi się komunikują z Ziemi.
Matki często zauważają, że ich dzieci wpatrują się w dany kąt pokoju, jakby porozumiewały się z kimś, kogo nie widać. Gdy matka podchodzi do takiego miejsca, może poczuć zimne powietrze, od którego zadrży. To znak, że dziecko patrzyło na ducha, którego obecność można poznać po nagłym ochłodzeniu powietrza, niemal jak po otwarciu lodówki.
Innym sposobem, w jaki dzieci dają nam znać o swojej łączności z Życiem po życiu, jest informowanie nas, że mają inaczej na imię niż tak, jak nazywają je rodzice.

W Życiu po życiu wszyscy mamy imiona dla naszych dusz i nierzadko dzieci nalegają, aby nazwać je tym właśnie imieniem. Przykładowo mój syn Charlie w okresie od trzech do pięciu lat nalegał, aby zwracać się do niego Sam. Nie miałam pojęcia, czemu tego chciał, ale zrozumiałam go – jako dziecko zawsze chciałam mieć na imię Victoria. Pewnego dnia Charlie był w typowym dla niego, gadatliwym nastroju, więc spytałam go, dlaczego chce, żebym mówiła do niego Sam. – Mamusiu, tak się nazywałem w niebie – odrzekł. Myślałam, że spadnę z krzesła! – Charlie jakoś dziwnie brzmi – ciągnął. – Wolę imię Sam.
W tej samej rozmowie spytałam mojego synka, czy pamięta coś z nieba. Odpowiedział:
– Tak, mamusiu. Bóg mi powiedział, żebym przyszedł i się o ciebie troszczył, bo tata cię nie kocha i potrzebujesz więcej miłości. Znowu przeżyłam szok, gdy zdałam sobie sprawę, że moim przeznaczeniem było samotne macierzyństwo i problemy ze związkami z mężczyznami.

Nie mogłam zakwestionować decyzji o nowym imieniu dla mojego syna, więc używałam go, a on podpisywał laurki na Dzień Matki i kartki urodzinowe słowami „Kocham cię, Sam”. Z czasem wrócił do używania imienia, które mu nadałam – Charlie – pewnie dlatego, że z wiekiem się do niego przyzwyczaił.

Dzieci mogą stać się bardzo zagubione w temacie duchowości, jeżeli otaczający je dorośli nie reagują w pozytywny sposób. Chłopcy i dziewczynki często walczą z tym, co wiedzą i w co wierzą, zwłaszcza gdy stoi to w sprzeczności z tym, co słyszą od rodziców, opiekunów lub innych autorytetów. Często dorośli nie słuchają dzieci, gdy przez nie przemawia wewnętrzna, duchowa mądrość. Właśnie to przytrafiało mi się w młodości, więc rozumiem, jak wielki powoduje to dyskomfort.

Bez względu na Twoje poglądy w tej kwestii, należy bezwzględnie szanować dzieci, gdy wyrażają swoje przekonania. Pamiętaj, że dzieci są bliżej Źródła niż my, dorośli, zatem ich myśli i doświadczenia zasługują na wysłuchanie. Pamiętaj, że mogą zacząć blokować swoje zmysły, żeby odciąć się od kontaktów z Duchem, jeśli będą się bały negatywnych reakcji i nie będą chciały zdenerwować dorosłych. Mówienie o swoich doświadczeniach może zająć im nieco czasu, zatem należy utrzymywać otwarte kanały komunikacji oraz słuchać ich bez zwątpienia czy kategoryzowania.”

Fragmenty z tekstów – Lisa Willams (Nieśmiertelność duszy)

O Starcu, który powiedział…

O Starcu, który powiedział…
Świadomość według Starca

Zatrzymał się i patrząc na mnie, jakby chciał się upewnić, że rozumiem i może podzielam jego pogląd, zaczął je wymieniać:

– To nie jest jedyny świat – powiedział, wskazując szerokim gestem ręki cały horyzont.

– To nie jest jedyny czas – i wycelował palcem w mój zegarek.

– To nie jest jedyne życie – i pokazał na siebie, na mnie, i na wszystko, co nas otaczało.

Umilkł na chwilę, jakby chciał nam dać czas na refleksję.

– A to nie jest jedyna świadomość – Dotknął swojej piersi i zakończył:

– To, co jest na zewnątrz, jest także w środku; a tego, czego nie ma w środku, nie ma nigdzie.

Potem, jakby dla rozładowania atmosfery, wybuchnął gromkim śmiechem i zwracając się do mnie, dodał:

-Dlatego podróżowanie niczemu nie służy. Jeśli ktoś nie ma nic w środku, nie znajdzie też nic na zewnątrz. Daremnie szukać po świecie czegoś, czego nie można odnaleźć w sobie.

Prawda według Starca

„Uczeń idzie do swojego guru i mówi, że bardziej niż czegokolwiek pragnie prawdy. Mistrz nie odpowiada. Łapie go za szyję, ciągnie do potoku i trzyma głowę biedaka pod wodą, aż ten zaczyna się dusić. W ostatniej chwili go wyciąga.

– A więc czego najbardziej pragnąłeś, kiedy byłeś pod wodą?

– Powietrza – mówi ten słabym głosem.

– Dobrze. Kiedy zaczniesz pożądać prawdy, tak jak
przed chwilą chciałeś powietrza, będziesz gotowy do nauki.”
Milczenie według Starca

„Pewien król idzie do lasu do sławnego mędrca.

– Powiedz mi, jaka jest natura („Ja”) Duszy? – pyta.
Starzec patrzy na niego i nie odpowiada.

Król powtarza pytanie. Mędrzec milczy. Król pyta jeszcze raz, ale mędrzec nadal nic nie mówi. Król wścieka się i krzyczy:

– Pytam, a ty nie odpowiadasz!

– Odpowiedziałem ci trzy razy, ale ty nie słuchasz – mówi spokojnie Mędrzec. – Naturą Duszy jest milczenie.

Istnieją różne sposoby komunikowania się z drugą osobą: poprzez dotyk, rozmowę, ale przede wszystkim przez milczenie.”

Psychika według Starca

Psychika nie jest w nas, to my jesteśmy wewnątrz niej. Psychika jest wszędzie, jest wszystkim, co nas otacza. Nie jest ani zachodnia, ani wschodnia, ale uniwersalna. Psychika jest jedna: dla zwierząt, roślin, kamieni i ludzi. To wszystko ta sama psychika. Spójrz na pnącze, na małe pnącze: znajduje miejsce, gdzie może się zaczepić, i potem wspina się w stronę światła. Spójrz na pszczoły, utrzymywane razem przez królową, albo na bociany, które przelatują co roku i wiedza gdzie lecieć. Co sprawia, że to wszystko jest możliwe?

Psychika! Świadomość, która stanowi podstawę wszystkich świadomości, świadomość kosmiczna, utrzymująca w całości cały wszechświat, bez której nic by nie istniało. Celem duchowego rozwoju jest nawiązanie kontaktu z tą świadomością kosmiczną. Kiedy się to uda, przestaje istnieć czas, nie ma już śmierci.

Ale taka dżdżownica?

Ona też istnieje w tej świadomości, której moja, twoja, jej świadomość jest tylko odbiciem.

I nie są to idee indyjskie! Na Zachodzie mędrcy powiedzieli to samo, tyle tylko, że na Zachodzie

zapomnieliście, wstawiliście ich do muzeów, do książek profesorów. Natomiast dla nas są oni wciąż obecni jako towarzysze, nauczyciele życia. Na tym polega różnica.

Zachodni Mędrcy?

Lista naszych Jasnowidzów” była dla niego długa: od Heraklita po Pitagorasa i Boecjusza, od Giordana Bruna po Bergsona. Przy czym jego faworytem był Platon.

– Weź go jako guru, a zobaczysz, że przyjmie cię na ucznia i przemówi do ciebie.

Właśnie to czynił Starzec. Wyznał, że od jakiegoś czasu przyjmował Platona w swoim pięknym pokoju z widokiem na góry i spędzał godziny – w milczeniu – na dyskusjach z nim. Według Starca Platon wyszedł dużo bardziej „poza” od wielu innych; jego Republika pozostawała dla niego jedną z najpiękniejszych i najbardziej inspirujących wizji „republiki wewnętrznej”, republiki „Ja” (Duszy). Fakt, że Platon ją tak dobrze opisał twierdził Starzec – musiało być wielką zachętą, żeby również inni jej szukali. Dla Starca istniała wspólna nić, która poprzez tysiąclecia i różne kontynenty łączyła tak różne postaci, jak Platon i Gurdżijew, Plotyn i Śri Aurobindo, nauczyciele sufizmu, Mistrz Eckhart, Ramana Maharishi i Krishna Prem.

-Wszyscy są na tej samej drodze, jedni trochę bardziej z przodu, drudzy z tyłu, niektórzy pobłądzili, inni dotarli, ale wszyscy poszukują naszych korzeni. To jest sens pytania: „Kim jestem?”. Ci, którzy go sobie nie stawiają, nie mogą zrozumieć i może myślą, że jesteśmy szaleni, ale my musimy iść dalej. Wracamy do domu… Naprzód, ty też chodź – powiedział.

Opowiedział jeszcze jedną z tych historii, których nie rozumie umysł”, ale których on był świadkiem.

Mędrzec miał dziesięciu uczniów. Był tam też duży pies tybetański, którego nocą nigdy nie zostawiano na zewnątrz, ponieważ lampart miał zwyczaj robić obchód i zatrzymywać się, żeby popatrzeć przez wielkie okno. Drapieżnik ryczał, pies szczekał i wszyscy musieli wstawać z łóżek i wrzeszczeć, żeby odpędzić intruza. Każdej nocy ta sama muzyka i nikt nie był już w stanie spać.

– Spróbuję coś z tym zrobić – powiedział Mędrzec. Poszedł do świątyni i pozostał tam przez dziesięć minut. Owej nocy lampart się nie pokazał. Następnej też nie, ani kolejnej. Zniknął.

Ale co ty zrobiłeś? – zapytał jeden z uczniów Mędrca , starego angielskiego profesora, do którego zwracano się On

– Nic nie zrobiłem – odparł Krishna Prem. – Porozmawiałem tylko z Nim i powiedziałem: „Twój lampart przeszkadza twojemu psu”.

To wszystko – zakończył Starzec. – Psychika jest wszędzie, a my, lampart, pies i twoja dżdżownica jesteśmy wewnątrz niej. Negowanie tego oznacza ślepotę, chęć pozostania w ciemności.”

Fragmenty z „Nic nie zdarza się przypadkiem” T.Terzani