Pupile i św. Franciszek

Pupile i św. Franciszek

Gdyby zrobić ankietę wśród kobiet zamężnych i nie tylko, które posiadają kotka, pieska lub inne zwierzątko i zapytać czy to pupil czy mężczyzna był/jest w ich życiu najważniejszy – to co by Panie odpowiedziały? – pytanie do Eiobowiczek

Oj,  obawiam się (wyprzedzając komentarze) , że znakomita większość opowiedziała by się za swoim pupilem i nie byłby to ich man. Podzielam to zdanie. Pupile są na własność , mężczyźni nie – to pierwsza ogólna uwaga. Są i inne ważne przekonania, mocno osadzone w życiowych doświadczeniach kobiet:

1. Kotki i pieski inaczej miauczą i odszczekują się

2. Inaczej zachowują się nocną porą

3. Nie są takie wybredne w jedzeniu

4. Nie oglądają się za blondynkami i nie zdradzają …

5. Nie garną się do polityki i nie ględzą w TV

6. Nie planują wojennych zawieruch i nie giną w nich

i tak dalej, i dalej, bez końca można wymieniać zalety pupila w domowym zaciszu

Zaskakująca jest jednak, i niezrozumiała, „powinność” kobiet – zdarza się im rodzić mężczyzn. Jest to zagadką dla mnie , bo… po co to robią??Ku swojej zagładzie?

Nie mam pojęcia…

 Fotka z zasobów internetu

Więc cóż mężczyznom zostaje? Otóż uważam, że powinni wybrać się zimową pora drogą św. Franciszka i brata Leona. Oczywiście w celu dogłębnego zrozumienia  sensu swojego pobytu tu na Ziemi i zrozumienia roli pupilka w ciepłym domu kobiety.

W tej, poniższej, wzruszającej opowieści, na miejscu Odźwiernego, z radością doskonałą i ku przestrodze, postawił bym  KOBIETĘ (bez puchu marnego ) ale ze wspomnianym przez Franciszka – kijem sękatym…

Jak święty Franciszek wędrując z bratem Leonem tłumaczył mu, co to jest radość doskonała

Kiedy święty Franciszek szedł raz porą zimową z bratem Leonem z Perudżii do Świętej Panny Maryi Anielskiej, a ogromne zimno dokuczało im wielce, zawołał na brata Leona, który szedł przodem, i rzekł:

„Bracie Leonie, choćby bracia mniejsi dawali wszędzie wielkie przykłady świętości i zbudowania, mimo to zapisz i zapamiętaj sobie pilnie, że nie to jest jeszcze radość doskonała” .

Kiedy  święty Franciszek uszedł nieco drogi, zawołał nań po raz wtóry:

„O bracie Leonie, choćby brat mniejszy wracał wzrok ślepym i chromych czynił prostymi, wypędzał czarty, wracał słuch głuchym i chód bezwładnym, mowę niemym i – co większą jest rzeczą – wskrzeszał takich, co byli martwi przez dni cztery, zapisz sobie, że
nie to jest radość doskonała”.

I uszedłszy nieco, krzyknął znów głośno:

„O bracie Leonie, gdyby brat mniejszy znał wszystkie języki i wszystkie nauki, i wszystkie pisma tak, że umiałby prorokować i odsłaniać nie tylko rzeczy przyszłe, lecz także tajemnice sumień i dusz, zapisz, że nie to jest radość doskonała”.

Uszedłszy nieco dalej, zawołał święty Franciszek jeszcze głośniej:

„O bracie Leonie, owieczko Boża, choćby brat mniejszy mówił językiem aniołów i znał koleje gwiazd i moce ziół, i choćby mu objawiły się wszystkie skarby ziemi, i choćby poznał właściwości ptaków i ryb, i zwierząt wszystkich, i ludzi, i drzew, i skał, i korzeni, i wód, zapisz, że nie to jest radość doskonała”.

I uszedłszy jeszcze nieco, zawołał święty Franciszek głośno:

„O bracie Leonie, choćby brat mniejszy umiał tak dobrze kazać, że nawróciłby wszystkich niewiernych na wiarę Chrystusową, zapisz, że nie to jest radość doskonała”.

I kiedy mówiąc tak uszedł ze dwie mile, brat Leon z wielkim zdziwieniem zapytał:

„Ojcze, błagam cię na miłość Boską. powiedz mi, co to jest radość doskonała?”

A święty Franciszek tak rzecze:

„Kiedy staniemy u Panny Maryi Anielskiej deszczem zmoczeni, zlodowaciali od zimna, błotem ochlapani i zgnębieni głodem i zapukamy do bramy klasztoru, a Odźwierny ( dla eksperymentu KOBIETA) wyjdzie gniewny i rzeknie: „Coście za jedni?” – a my powiemy: „Jesteśmy dwaj z braci waszej” , a on powie: „Kłamiecie, wyście raczej dwaj łotrzykowie, którzy włóczą się świat oszukując, i okradacie biednych z jałmużny, precz stąd” – i nie otworzy nam, i każe stać na śniegu i deszczu, zziębniętym i głodnym, aż do nocy; wówczas, jeśli takie obelgi i taką srogość, i taką odprawę zniesiemy cierpliwie, bez oburzenia i szemrania, i pomyślimy z pokorą i miłością, że odźwierny ten zna nas dobrze, lecz Bóg przeciw nam mówić mu każe, o bracie Leonie, zapisz, że to jest radość doskonała.

I jeśli dalej pukać będziemy, a on wyjdzie wzburzony i jak nicponiów natrętnych wypędzi nas, lżąc i policzkując, i powie: „Ruszajcie stąd, opryszki nikczemne, idźcie do szpitala, bowiem nie dostaniecie tu jedzenia ani noclegu” – jeśli zniesiemy to cierpliwie i pogodnie, i z miłością, o bracie Leonie, zapisz, że to jest radość doskonała.

I jeśli mimo to, uciśnieni głodem i zimnem, i nocą, dalej pukać będziemy i wołać, i prosić, płacząc rzewnie, by dla miłości Boga otwarli nam chociaż i wpuścili do sieni, a ów, jeszcze wścieklejszy, powie: „A to bezwstydne hultaje; dam ja im, jak na to zasługują” – i wyjdzie z kijem sękatym, chwyci nas za kaptur i ciśnie o ziemię, i wytarza w śniegu, i będzie bić raz po raz tym kijem – jeśli to wszystko zniesiemy pogodnie, myśląc o mękach Chrystusa błogosławionego, które winniśmy ścierpieć dla miłości
Jego, o bracie Leonie, zapisz, że to jest radość doskonała.

Przeto słuchaj końca, bracie Leonie.

Ponad wszystkimi łaski i dary Ducha Świętego, których Chrystus udziela przyjaciołom swoim, jest pokonanie samego siebie, i chętnie dla miłości Chrystusa znoszenie mąk, krzywd, obelg i udręczeń. Z żadnych bowiem innych darów Bożych nie możemy się chlubić, gdyż nie są nasze, jeno Boże. Przeto mówi Apostoł: „Cóż masz, co nie pochodzi od Boga? A jeśli od Niego pochodzi, przecz się tym chlubisz, jakby pochodziło od ciebie?

Lecz krzyżem udręki i utrapienia możemy się chlubić”

Apel do mężczyzn!!!

Święty Franciszek

PANIE, uczyń mnie narzędziem Twego pokoju.
Tam gdzie nienawiść – pozwól mi siać miłość,
gdzie krzywda – przebaczenie,
gdzie rozpacz – nadzieję,
gdzie mrok – światło,
tam gdzie smutek – radość.

Spraw Panie, abym nie tyle szukał pociechy,
ile pociechę dawał;
nie tyle szukał rozumienia, co rozumiał,
nie tyle był kochany, ile kochał.

Albowiem dając – otrzymujemy,
przebaczając – zyskujemy przebaczenie,
a umierając – rodzimy się do życia wiecznego.

Prezent urodzinowy

Prezent urodzinowy

Przyjaciel (chodzi do góry nogami bo mieszka w Australii) przesłał mi taki tekst … Wyobraźnia popracowała i z radością  dnia 11.11- go zobaczyłem naszych polityków jako przemawiająca do narodu gromadę elitarnych  „gadów”. Poczytajcie i pośmiejcie się… jest z czego.

W nie­zwy­kłym okre­sie 15 dni, kiedy po­dró­żo­wa­łem po Sta­nach Zjed­no­czo­nych w roku 1998, spo­tka­łem ponad tuzin róż­nych osób, które po­wie­dzia­ły mi o tym, że wi­dzia­ły ludzi trans­for­mu­ją­cych się w gady i z po­wro­tem w isto­ty ludz­kie.

Gady u władzy?Gady u władzy?Foto: Shutterstock

Dwoje pre­zen­te­rów te­le­wi­zyj­nych miało takie do­świad­cze­nie pod­czas wywiadu z czło­wie­kiem, który dzia­ła dla glo­bal­nej cen­tra­li­za­cji wła­dzy, zna­nej jako Nowy Po­rzą­dek Świa­ta. Po wy­wia­dzie na żywo pre­zen­ter zwie­rzył się swoim ko­le­gom, że do­świad­czył zdu­mie­wa­ją­ce­go wi­do­ku. Wi­dział, jak twarz czło­wie­ka, z któ­rym roz­ma­wiał, zmie­ni­ła się w jasz­czu­ro­po­dob­ne stwo­rze­nie i wró­ci­ła do ludz­kiej formy. Jego ko­le­żan­ka, pre­zen­ter­ka, była także zdu­mio­na, gdy zo­ba­czy­ła, jak ręce czło­wie­ka udzie­la­ją­ce­go jej wy­wia­du zmie­ni­ły się w rep­ti­liań­skie.

Ten pre­zen­ter po­wie­dział mi też o do­świad­cze­niu jego przy­ja­cie­la z po­li­cji pod­czas ru­ty­no­wej wi­zy­ty w biu­row­cu w Au­ro­rze, nie­da­le­ko De­nver w Ko­lo­ra­do. Po­li­cjant po­in­for­mo­wał kie­row­nicz­kę jed­nej z firm na par­te­rze, że chce spraw­dzić eks­tre­mal­ną na­tu­rę za­bez­pie­czeń w bu­dyn­ku. Ta po­wie­dzia­ła mu, że po­wi­nien rzu­cić okiem na górne pię­tra, jeśli chce na­praw­dę wie­dzieć, jak sze­ro­kie są te za­bez­pie­cze­nia. Wska­za­ła mu rów­nież na windę, która jeź­dzi tylko na pewne pię­tra. I gdy tak ga­wę­dzi­li o czymś, co wi­dzia­ła tam parę ty­go­dni wcze­śniej, winda się otwo­rzy­ła i wy­ło­ni­ła się z niej bar­dzo dziw­na po­stać. Była biała, nie­mal jak al­bi­nos, ale twarz miała ukształ­to­wa­ną jak u jasz­czur­ki, a źre­ni­ce jej oczu były pio­no­we jak u gadów. Ta jasz­czu­ro­po­dob­na po­stać wy­szła z windy i prze­szła do służ­bo­we­go sa­mo­cho­du cze­ka­ją­ce­go na ze­wnątrz. Po­li­cjant był tym tak za­in­try­go­wa­ny, że wy­ko­rzy­stał swój wolny czas, by spraw­dzić firmy na szczy­cie bu­dyn­ku, ob­słu­gi­wa­ne przez ta­jem­ni­czą windę. I od­krył, że wszyst­kie były fron­to­wy­mi spół­ka­mi, pra­cu­ją­cy­mi dla Cen­tral­nej Agen­cji Wy­wia­dow­czej – CIA.

Są też do­świad­cze­nia Cathy O’Brien, kon­tro­lo­wa­nej umy­sło­wo przez ponad 25 lat nie­wol­ni­cy rządu Sta­nów Zjed­no­czo­nych, co szcze­gó­ło­wo od­da­ła w szo­ku­ją­cej książ­ce Tran­ce For­ma­tion Of Ame­ri­ca (Trans For­ma­cja Ame­ry­ki – tłu­ma­cze­nie wła­sne – przyp. tłum.), spi­sa­nej przez Marka Phil­lip­sa. (…) Cathy pisze o tym, jak Geo­r­ge Bush sie­dział przed nią w swym ga­bi­ne­cie w Dys­tryk­cie Ko­lum­bii i w pew­nym mo­men­cie otwo­rzył książ­kę na stro­nie przed­sta­wia­ją­cej „jasz­czu­ro­po­dob­ne­go ob­ce­go z od­le­głe­go miej­sca w głę­bi­nach ko­smo­su”. Wtedy po­wie­dział jej, że sam jest „obcym” i zda­wał się na jej oczach zmie­niać „jak ka­me­le­on” w gada. Cathy wie­rzy­ła, że ak­ty­wo­wa­no jakiś ho­lo­gram, i je­stem w sta­nie zro­zu­mieć, dla­cze­go ra­cjo­na­li­zo­wa­ła to w taki spo­sób. Każdy by tak zro­bił, po­nie­waż praw­da wy­da­je się zbyt fan­ta­stycz­na do po­ję­cia, do­pó­ki nie zo­ba­czysz na­gro­ma­dzo­nych do­wo­dów. Nie ma wąt­pli­wo­ści, że pro­gra­my umy­słu, które ba­zu­ją na ob­cych, są czę­ścią tych pro­jek­tów kon­tro­li umy­słu i że cała scena UFO i istot po­za­ziem­skich jest ogrom­nie ma­ni­pu­lo­wa­na, w szcze­gól­no­ści przez hol­ly­wo­odz­kie filmy, za­pro­jek­to­wa­ne w celu kształ­to­wa­nia opi­nii pu­blicz­nej. Cathy w swej książ­ce opo­wia­da o tym, że Geo­r­ge Lucas, pro­du­cent Gwiezd­nych wojen (tytuł serii fil­mów fan­ta­stycz­nych – przyp. tłum.), współ­pra­cu­je z NASA i Agen­cją Bez­pie­czeń­stwa Na­ro­do­we­go – NSA, która jest „cia­łem ro­dzi­ciel­skim CIA”. Ale bio­rąc pod uwagę do­wo­dy pre­zen­to­wa­ne przez tylu in­nych ludzi, nie wie­rzę w to, że to, co po­wie­dział Bush i wi­dzia­ła Cathy, było tylko pro­gra­mem kon­tro­li umy­słów. Myślę, że ujaw­niał on Naj­więk­szy se­kret o tym, że rep­ti­liań­ska rasa z in­ne­go wy­mia­ru kon­tro­lu­je pla­ne­tę od ty­się­cy lat. Znam też in­nych ludzi, któ­rzy wi­dzie­li, jak Bush zmie­nia się w Rep­ti­lia­ni­na.

Mi­gu­el de la Ma­drid, pre­zy­dent Mek­sy­ku z lat 80. XX wieku (…) opo­wie­dział Cathy le­gen­dę o igu­anie i wy­tłu­ma­czył, że jasz­czu­ro­po­dob­ni obcy zstą­pi­li wśród Majów w Mek­sy­ku. Pi­ra­mi­dy Majów, ich za­awan­so­wa­na wie­dza i tech­no­lo­gia astro­no­micz­na oraz skła­da­nie w ofie­rze dzie­wic zo­sta­ły – jak twier­dził – za­in­spi­ro­wa­ne przez jasz­czu­ro­po­dob­nych ob­cych. Dodał też, że ci Rep­ti­lia­nie skrzy­żo­wa­li się z Ma­ja­mi po to, by wy­pro­du­ko­wać formę życia, którą mogą za­miesz­ki­wać. De la Ma­drid po­wie­dział Cathy, że te ga­dzio-ludz­kie rody mogą za­mie­niać się wy­glą­dem czło­wie­ka i igu­any ze wzglę­du na ich po­dob­ne do ka­me­le­ona wła­ści­wo­ści – „ide­al­ne po­jaz­dy do trans­for­ma­cji ich w świa­to­wych przy­wód­ców” – skon­sta­to­wał. De la Ma­drid twier­dził, że po­sia­da w swej krwi dzie­dzic­two przod­ków Ma­jów-jasz­czu­rek, co po­zwa­la mu zmie­niać się wedle jego woli w igu­anę. Wtedy prze­kształ­cił się na jej oczach, tak jak Bush, i zda­wał się mieć język i oczy jak u jasz­czur­ki. Cathy wie­rzy­ła, co zro­zu­mia­łe, że jest to ko­lej­na ho­lo­gra­ficz­na pro­jek­cja, ale czy na­praw­dę tak było? Czy też de la Ma­drid po­wie­dział coś bar­dzo bli­skie­go praw­dy? Ten motyw bycia jak ka­me­le­on jest za­le­d­wie ko­lej­nym okre­śle­niem dla „zmien­no­kształt­no­ści”, mo­ty­wu, który znaj­dzie­my w całym sta­ro­żyt­nym świe­cie, jak rów­nież współ­cze­śnie po­śród otwar­tych umy­sło­wo ludzi. (…)

Jak oni wy­glą­da­ją

Ze­sta­wia­jąc wszyst­kie wy­ni­ki badań, które czy­ta­łem, re­la­cje ludzi, któ­rych po­zna­łem i twier­dzi­li, że spo­tka­li te ga­dzie hu­ma­no­idy czy też Rep­ti­lian, ich wy­gląd zdaje się być na­stę­pu­ją­cy. Jest wiele skrzy­żo­wa­nych ras i pod­ras, ich elita znana jest po­śród ba­da­czy UFO jako Draco. Są to „wiel­cy chłop­cy” w ści­słym zna­cze­niu tego słowa, bo zwy­kle mie­rzą od 7 do 12 stóp. Mają skrzy­dła, które są fał­da­mi skóry wspie­ra­ny­mi przez dłu­gie żebra. Skrzy­dła mogą zo­stać roz­wi­nię­te z tyłu i od nich po­cho­dzi zwrot „skrzy­dla­ty wąż”. Od nich wy­wo­dzi się rów­nież wy­ra­że­nie „upa­dłe anio­ły”, a uskrzy­dlo­ne gar­gul­ce są rów­nież sym­bo­lem owych Draco. Pe­le­ry­na no­szo­na przez hra­bie­go Dra­ku­lę z po­wie­ści Brama Sto­ke­ra sym­bo­li­zu­je te skrzy­dła, a sam Dra­ku­la jest okre­śla­ny jako upa­dły anioł. Skrzy­dla­ci Draco są rów­nież znani jako smo­cza rasa, także nie­któ­rzy ze sta­ro­żyt­nych bogów byli opi­sy­wa­ni i przed­sta­wia­ni jako lu­dzie-pta­ki. (…) Bi­blij­ny sza­tan rów­nież jest uka­zy­wa­ny jako Rep­ti­lia­nin.

Nie­któ­rzy w rep­ti­liań­skiej hie­rar­chii Draco są naj­wy­raź­niej biali lub z ce­cha­mi bie­lac­twa al­bi­no­skie­go i nie są, jak zwy­kle, zie­lo­ni lub brą­zo­wi. Łączy się to z opi­sem dziw­ne­go hu­ma­no­idal­ne­go jasz­czu­ra al­bi­no­sa z bu­dyn­ku w Au­ro­rze nie­da­le­ko De­nver. Credo Mutwa rów­nież wspo­mi­na o bia­łych Rep­ti­lia­nach. Draco są „mo­nar­chią” Rep­ti­lian, z któ­rych naj­wyż­szą kastę sta­no­wią biali al­bi­no­si, naj­praw­do­po­dob­niej ma­ją­cy stoż­ko­we rogi po­środ­ku czoła, po­mię­dzy brwia­mi i czub­kiem głowy. Od razu mnie to ude­rzy­ło, po­nie­waż sta­ro­żyt­ni „bo­go­wie” i wład­cy byli przed­sta­wia­ni w ro­ga­tych okry­ciach głowy, ma­ją­cych sym­bo­li­zo­wać tych „kró­lew­skich” Rep­ti­lian. Je­stem tego pe­wien, i zno­wuż Credo Mutwa po­twier­dza to na pod­sta­wie wła­snej wie­dzy. Inne ga­tun­ki, jak klasa żoł­nie­rzy i na­ukow­ców, są znane jako Rep­to­idy, nie po­sia­da­ją one skrzy­deł, ale wszyst­kie są zim­no­krwi­ste. Ich łuski osią­ga­ją dużo więk­szy roz­miar na ple­cach, mają po trzy palce u rąk z prze­ciw­staw­nym kciu­kiem, także po trzy palce u nóg z czwar­tym zwró­co­nym na­prze­ciw­ko kost­ki, a ich szpo­ny są krót­kie i tępe. Ich duże, po­dob­ne do ko­cich oczy jarzą się na czer­wo­no, a usta wy­glą­da­ją bar­dziej jak szcze­li­na. Nie­kie­dy te oczy opi­sy­wa­ne są jako czar­ne, a inne jako białe z pło­mie­ni­ście ob­ra­mo­wa­ny­mi, pio­no­wy­mi źre­ni­ca­mi, tak jak opi­sy­wa­ła to pani z Au­ro­ry. Rep­ti­lia­nie mają od pię­ciu do dwu­na­stu stóp wzro­stu i są „gi­gan­ta­mi”, bo­ha­te­ra­mi licz­nych le­gend i za­pi­sków ze sta­ro­żyt­no­ści.

Teorie Davida Icke’a

Ten bry­tyj­ski dzien­ni­karz i były pił­karz za­sły­nął dzię­ki gło­szo­nym teo­riom spi­sko­wym. Wśród nich znaj­du­je się rów­nież ta do­ty­czą­ca Rep­ti­lian – rasy lu­dzi-jasz­czu­rów spra­wu­ją­cych wła­dzę na świe­cie. Jego zda­niem naj­waż­niej­sze osoby na Ziemi (bry­tyj­ska kró­lo­wa, ame­ry­kań­scy pre­zy­den­ci itp.) to w rze­czy­wi­sto­ści gady. Ar­gu­men­ty po­twier­dza­ją­ce te tezy Icke od­naj­du­je już w sta­ro­żyt­nych re­li­giach.

Fragment pochodzi z książki Davida Icke’a „Największy sekret”.

Foto: Materiały prasowe

Bo szczęście to przelotny gość.

Bo szczęście to przelotny gość.

Ech Noemi, Noemi

Takie piękne życzenia mi przysłałaś….

W Dniu Twoich Urodzin i Imienin…

***W każdej chwili, zawsze, wszędzie,

niech Ci w życiu dobrze będzie.

Niech Cię dobry los obdarzy

wszystkim o czym tylko  marzysz***

.. i piosenkę cudowną? https://www.youtube.com/watch?v=D9wR7QEIYFk
Tak łatwo z rąk wymyka się.
Ucieka wciąż, znika we mgle.
A ty je chcesz na własność mieć.
Chcesz zamknąć na klucz. Przed światem schować.
Skryć jak skarb, swój prywatny skarb.
Niemożliwe.

Bo szczęście to przelotny gość.
Szczęście to piórko na dłoni,
co zjawia się, gdy samo chce
i gdy się za nim nie goni.

Tym więcej chcesz im więcej masz.
Wymyślasz proch, chcesz sięgnąć gwiazd.
Lecz to nie to, nie to, nie tak.
I ciągle czegoś nam brak do szczęścia,
wciąż nam brak, tak zachłannie brak.
Otwórz oczy.

Szczęście to ta chwila co trwa,
niepewna swojej urody.
To zieleń drzew, to dzieci śmiech.
Słońca zachody i wschody.

*****

Więc nie patrz w dal,
bo szczęście jest tuż obok nas.
W zwyczajnym dniu, w zapachu domu,
wśród chmur, w ciszy traw.
Jest blisko nas, blisko tak, blisko tak!

Bo szczęście to przelotny gość,
przebłysk słonecznej pogody.
I dużo wie, kto pojął, że
szczęście to garść pełna wody.

Szczęście to ta chwila co trwa,
szczęście to piórko na dłoni,
co zjawia się, gdy samo chce
i gdy się za nim nie goni…

Anna Maria Jopek

Więc… Noemi odpowiadam, z całego serca dziękując:

https://www.youtube.com/watch?v=NItTPeGwwHw

A tu, poniżej, tekścik od naukowców, który miałem „wrzucić na Eioba” i klapa…i śmiać się chce – SZUKAJĄ DUSZY?!

w materii !? 

„Ludzki mózg nie jest duży. To półtora kilograma miękkiej tkanki. A mimo to potrafi zrodzić rewolucyjne idee i bywa siedliskiem tak odmiennych osobowości. W dodatku ma świadomość własnego istnienia. Uważamy też, że jest obdarzony duszą.

Skąd jednak bierze się ta dusza?

Czy świadomość jest wytworem mózgu? Czy może żyć dłużej niż mózg? Nie jest łatwo badać co dzieje się z ludzkim mózgiem kiedy człowiek umiera. Śmierć rzadko zapowiada z wyprzedzeniem swoje nadejście. Ale pewien jej aspekt każdy z nas przeżywa codziennie. Każdej nocy kiedy zapadamy sen zasypia także nasza świadomość.
Jak to jest kiedy się umiera? Czy najzwyczajniej przestaje się istnieć czy nadal się istnieje ale w innej postaci? Pytanie skąd bierze się nasza świadomość to największa tajemnica istnienia zdająca się wykraczać poza możliwości naukowego poznania.
Chrześcijanie i muzułmanie wierzą, że sprawiedliwi idą do nieba, a grzesznicy trafiają do piekła. W innych religiach śmierć jest przejściem do innej formy istnienia lub początkiem nowego życia tu, na ziemi. Wszystkie te wierzenia łączy pogląd, że ciało jest jedynie schronieniem dla duszy, która jest nieśmiertelna.
Wiele osób w głębi serca podziela to przekonanie. Czy istnieje jednak sposób, by naukowo je zweryfikować?
Ostatnio pojawia się grupa biologów, fizyków i filozofów, których bardzo frapuje wielkie pytanie – czy istnieje życie pozagrobowe.
Czy śmierć to zupełny koniec? Wieczna cisza, ciemność, pustka? A może mamy w sobie jakąś iskrę która będzie tlić się pomimo śmierci naszego ciała? Oto pytania nad którymi filozofowie i naukowcy głowią się od tysięcy lat. Każdemu z nas też kiedyś przyjdzie się z nimi zmierzyć.”

Eden Alexander jest neurochirurgiem, który przez 15 lat wykładał na Akademii Medycznej w Harvardzie. W 2008 roku przeżył zdarzenie, które diametralnie zmieniło jego poglądy na kwestie życia po śmierci. Zachorował na niezwykle rzadką chorobę opon mózgowych i zapadł w głęboką śpiączkę.’….”

Co przeżył Alexander w śpiączce?  

Na Boga! Nic, ale to nic, dzisiaj mnie to nie interesuje… tak jak i pytanie naukowców :

Skąd jednak bierze się ta dusza? Gamonie! O własnej duszy nic nie wiedzą?

Interesuje mnie jednak dlaczego jestem Marcin i skąd  to imię się wzięło bo to „Skorpionowe” i przed „Wężownikiem”. I kto na to mi odpowie? Mama, Tata czy Los? Czy znany jest ogólnie trzynasty znak zodiaku Wężownik? Nim posługiwał się między innymi Nostradamus. Gdy dwa krzyże…. złączą się? – pachnie grozą.

To mnie dzisiaj ciekawi… Wybaczcie .. bo i nalewka poziomkowa…i cudowny głos Pani Anny Jopek  i Kochana Noemi i…. wielu Przyjaciół. Oni wiedzą skąd bierze się dusza…

Buźka!

Więc gdzie jest dusza? W mózgu? … I co ma piernik do wiatraka? Też pojęcia nie mam… Ale na dłoni mam długą linię życia więc problem „rozgryzę” razem z przyjacielem –  alzheimerem

……………

Czakra Serca -Maui

Czakra Serca -Maui

Człowiek używa około 10% możliwości w połączeniach mózgowych (w sieci neuronów) , a delfin około – 20% . Czyli  Delfin wyżej stoi niż człowiek w rozwoju. Delfin opanował uczucie miłości. Żadne z uczuć nękające ludzi; nienawiść, zazdrość, żądza władzy, sławy , dobrobytu materialnego   i innych   kiepskich uczuć  nie są przeszkodą u delfina w przekazywaniu informacji pomiędzy umysłem (świat mentalny)  a mózgiem (świat materialny) . HARMONIA taka  nie jest osiągalna przez większość ludzi.

Ktoś zauważył ( na przykład w filmie „Lucy”) , że dla Delfina najważniejsze jest „ISTNIENIE” a dla człowieka „POSIADANIE”. Zgadzam się ..bo to jest oczywiste.  Dawno temu  (hipoteza) delfiny i ludzie byli tożsamymi istotami . Ale delfiny  rozwinęły się szybciej.  My zostaliśmy w tyle… mamy duży kłopot z oswojeniem się z uczuciem miłości (pokochaniem wszystkich istot zamieszkujących Ziemię). Ale uczymy się tego … często cierpiąc gdy schodzimy z tej drogi rozwoju.    http://www.eioba.pl/a/4o4u/przeciw-wojnie

http://www.joanocean.com/ z tej strony  (Joan Ocean) są zamieszczone fotki

Fragment książki Ashleea „Tribe” (Plemie)

„WSTĘP
Pisząc teraz te słowa w zalanym deszczem Maui, cały czas myślę o tym, jak wiele zmieniło się w moim życiu, odkąd rozpoczęłam pisać tę książkę przeszło trzy lata temu. Mieszkałam wówczas w Laguna Niguel w Kalifornii, kilka mil od oceanu i odczuwałam silną potrzebę przekazania swojej wiedzy i wrażeń na temat waleni oraz komunikowania międzygatunkowego. Skończyłam książkę i odłożyłam ją na półkę. Aż do dnia dzisiejszego…
Z jakichś powodów ani sam temat ani też mój sposób podejścia do niego nie spotkały się z zainteresowaniem. Wszystko, co napisałam w książce lub powiedziałam w rozmowach z ludźmi, pozostało bez echa. „Co tutaj nie gra?”, zadawałam sobie pytanie. Dlaczego dzieje się tak, iż wydawcy, przyjaciele czy wspólnicy nie traktują z zainteresowaniem delfinów oraz wielorybów i pozostają obojętni wobec perspektyw komunikowania międzygatunkowego?
Ja z pewnością nie zaliczałam się do tej grupy! Namacalnie wyczuwałam nadchodzący przełom w historii naszej znękanej wojnami planety, na której nie byłoby już dłużej żadnych podziałów między gatunkami czy plemionami. Świt był tuż za rogiem, a ja chciałam ogłosić wszem i wobec tę nowinę!
Być może wyprzedziłam swój czas. Mówiąc krótko, dokonałam w swoim życiu kilku istotnych zmian . . . geograficznych, mojej kariery, przyjaciół, oraz ukochanych! Wylądowałam w końcu na hawajskiej wyspie Maui, całkowicie odmieniając swoje życie. I to na lepsze!
Maui uważane jest przez wiele osób za czakrę serca naszej planety oraz za znakomite miejsce uzdrowień. Ludzie instynktownie gromadzą się tutaj aby uzdrawiać i być uzdrowionym.
Do Maui przypływają nawet olbrzymie wieloryby garbate, które zawiązują w tym miejscu przyjaźnie lub powijają młode. One wiedzą, co je tu przyciąga. Ja również wiedziałam, dlaczego tu się znalazłam. Wiedzą to też liczni goście, nawet jeśli ich wiedza jest podświadoma. Maui leczy i zmienia cię. Jeżeli chcesz przeżyć powalający na kolana kurs rozwoju świadomości, gdzie życie jest twoim nauczycielem, Maui jest miejscem, którego szukasz!
Mimo wszystkich zmian w świadomości (i w szerokości geograficznej), ciągle szukam członków mojego wyjątkowego plemienia. Wielu z nich spotkałam na Maui, ale wiem, że jesteśmy jeszcze więksi i potężniejsi. Naszą naturą jest wolność. Jesteśmy miłośnikami przygody i odkryć.
Mam nadzieję, że książka ta dotrze do was, do ludzi należących do tego plemienia. Jestem przekonana, że wypuszczając w świat tę informację, z pewnością napotkam odzew z waszej strony, od was, którzy nadajecie na tych samych falach co delfiny i wieloryby, i którym nieobca jest idea międzygatunkowej komunikacji.
Skąd wiadomo, że należycie do tego plemienia? Czy delfiny i wieloryby sprawiają, że wasze serce bije szybciej? Czy odczuwacie nagłe, wewnętrzne uderzenie, będąc na oceanie lub w jego pobliżu, w środku „Wielkiego Błękitu”? Czy umiecie się porozumiewać z wszystkimi ludźmi i zwierzętami? Czy wolność jest dla was najważniejsza? Czy czujecie sympatię do gwieździstego, nocnego nieba? Czy od zawsze wiedzieliście, że istnieją wróżki i anioły? Czy lubicie się bawić? Czy ludzie zawsze mówią wam, żebyście dorośli i przestali zachowywać się jak dzieci?
Jeżeli odpowiedzieliście na te pytania głośnym TAK!, sugerowałabym, iż należycie do plemienia delfinów-wielorybów. Ponowne odkrycie tej przynależności sprawi, że poczujecie się wspaniale, ekstatycznie. Świętujcie ponowne połączenie, bowiem rozpoczęła się dla was podróż do Domu.
Powitania i aloha od kumpla, który nazywa się dol-fun!
ASHLEEA
MAUI, MARZEC 1993
ROZDZIAŁ I:
Znajomość z Delfinami

Delfiny są przewodnikami po zmieniającej się rzeczywistości.
Są one łącznikami między mieszkańcami Królestwa Baśni a dziećmi Ziemi.

Kiedy miałam dwadzieścia jeden lat, nadarzyła mi się wspaniała okazja pracy z delfinami. Pracowałam z samcem o imieniu Maui i samicą Puka. Byłam wtedy asystentką tresera delfinów. Oznaczało to, że musiałam taszczyć ciężkie wiadra pełne małych ryb, żeby nakarmić delfiny w ciągu dnia, brałam udział w ćwiczeniach komunikacji z delfinami, zapisywałam też nasze spostrzeżenia w dzienniku. Towarzyszyłam zatem delfinom każdego dnia. Czułam się jak w niebie! Wciąż zadawałam sobie pytanie, cóż bardziej idealnego mogłoby mi się przydarzyć niż życie i mieszkanie na Hawajach z moimi przyjaciółmi delfinami?
Od zawsze uwielbiałam delfiny, toteż było to spełnienie mojego marzenia. Od dziecka marzyłam o tym, żeby z nimi pływać i figlować. Wyrosłam na Środkowym Zachodzie, ale kiedy tylko poczułam wezwanie oceanu, od razu po ukończeniu uniwersytetu w Teksasie udałam się na Zachód. Nie zrobiłam tego kierując się ambicją. Czekał tam na mnie „Wielki Błękit”.
Kiedy zobaczyłam film pt. Dzień Delfina, ogarnął mnie głęboki smutek, którego nie byłam w stanie dokładnie wyjaśnić. Rozmawiałam o tym z innymi ludźmi, których również wzruszył przekaz filmu. Poczuliśmy się tak, jak gdyby delfiny były naszą rodziną, a ten film przypomniał nam, że w rzeczywistości bardzo tęsknimy za naszymi korzeniami. Wiedziałem już, że należę do nich.
Nie ma przesady w stwierdzeniu, iż moje dni w tej pracy minęły błogo. Zrozumieć to może jedynie ktoś, kto spędził trochę czasu z delfinami. Niosą one ze sobą błogosławieństwo, a ja czuję, że otworzyły one moje serce i pozwoliły mi kochać. Jak wielu z nas, pochodziłam z rozbitej rodziny i byłam kompletnie zamknięta wobec miłości. Po raz pierwszy w życiu naprawdę czułam, że kocham i że jestem kochana. Patrząc na to z perspektywy czasu, uświadamiam sobie, że nie przez przypadek właśnie w tym momencie mojego życia zrozumiałam, że zakochałam się w tych magicznych stworzeniach.
Każdego ranka kiedy przychodziłam nad lagunę, w której trzymano delfiny, pozdrawiałam je. Czasami podpływały do mnie, czasami pozostawały na uboczu. Wiedząc to, co wiem teraz i czując to, co czuję obecnie, nie zniosłabym widoku zamkniętych delfinów, nawet w oceanicznej lagunie. Jednak wtedy nie zdawałam sobie sprawy, że delfiny potrzebują wolności. Teraz wiem, że wolność i delfin świetnie do siebie pasują, zupełnie tak jak sól i pieprz.
Naszą bazą wypadową była łódź mieszkalna. Używaliśmy hydrofonów (mikrofonów podwodnych) oraz wyposażenia nagrywającego, aby emitować ustne polecenia skierowane do delfinów. Naszym celem było nauczenie delfinów odpowiednich reakcji na poszczególne polecenia, które po pewnym czasie były przez nie wykonywane w sposób perfekcyjny. Z mojego punktu widzenia badanie zakończyło się sukcesem i otworzyło nam możliwości wzmożonej komunikacji między gatunkami.
Kiedy mnie zatrudniano, powiedziano mi o twardej zasadzie: absolutnie żadnego pływania z delfinami! Na szczęście zauważyłam, że głaskanie delfinów i zabawa z nimi w basenie zaspokajały moją tęsknotę za bliższym kontaktem. Mimo to kilka razy zdarzyło mi się, że zrządzeniem losu znajdowałam się w wodzie!

Według naukowców osiągamy wyższy poziom świadomości nerwowej w obliczu zagrożenia i w momencie pokonywania go. Taki moment nastąpił, kiedy w końcu dotknęłam języka delfina. Nie zgadlibyście: delfiny mają mnóstwo dużych, ostrych zębów! Przełamanie strachu i zaspokojenie ciekawości co do miękkości języka delfinów zajęło mi dobrą chwilę. Warto było to zrobić. Język delfina był najbardziej miękką i najbardziej magiczną rzeczą, jaką kiedykolwiek dotknęłam.

Po tej przygodzie, mój świat urósł. Poczułam, że nie ma rzeczy, której nie mogłabym zrobić. Podobnie, jak to słyszałam z opowiadań ludzi, którzy chodzili po rozżarzonych węglach nie ponosząc żadnego uszczerbku na zdrowiu. Poprzez konfrontację ze strachem uwalnia się nowa energia i zmienia się osobowość.
Pewnego dnia do naszej laguny przybył gość. Był nim szanowany naukowiec, dr Batteau, który kierował projektem. Wyglądał na bardzo zmęczonego człowieka i miał przekrwione oczy. Po krótkiej pogawędce, zostawiliśmy go na zewnątrz stojącego przy basenie, a sami weszliśmy do środka naszej łodzi, żeby nanieść w dzienniku wyniki całodziennej pracy.
Nagle usłyszeliśmy plusk i wołanie o pomoc. Wybiegliśmy na zewnątrz i zobaczyliśmy ogarniętego przerażeniem Batteau rzucającego się w wodzie. Delfiny lekko go potrącały, co wywoływało w nim jeszcze większą histerię. Szybko go wyłowiliśmy. Cały trząsł się ze strachu, a na jego twarzy malowała się wyraźna ulga. Wkrótce po tym incydencie usłyszałam w radio wiadomość o jego śmierci spowodowanej utonięciem. Projekt badawczy został zamknięty.

Dokładnie dwadzieścia lat później znowu miałam do czynienia z delfinami, tym razem jednak stało się to zupełnie przypadkowo. Medytowałam w swoim opuszczonym domu, tak jak zwykłam była to robić od wielu lat, kiedy nagle odkryłam, że nawiązałam kontakt telepatyczny ze stadem delfinów. Byłam zdumiona i zastanawiałam się, czy przypadkiem nie postradałam zmysłów. Czułam to bardzo wyraźnie, ale jak coś takiego mogło się wydarzyć tak daleko od oceanu i dlaczego spotkało właśnie mnie? Kiedy teraz przypominam sobie to wydarzenie, wyraźnie czułam się jakbym była w innym, zmienionym wymiarze. Powrót do normalnego stanu świadomości zabrał mi dłuższą chwilę.

Otrzymana wiadomość przyszła w formie obrazów. Poczułam jasno, że nadchodzi dla mnie olbrzymia zmiana, że mam przenieść się z powrotem na Hawaje. Krótko po tym wypadku, zatelefonował do mnie stary przyjaciel, który zapraszał mnie na Hawaje. Początkowo byłam temu niechętna. Jednakże po dziwnej kombinacji zbiegów okoliczności i wydarzeń, rzeczywiście doszło do przeprowadzki. Sprzedałam większość swoich rzeczy i wyjechałam ze swoją córką i swoją przyjaciółką Sue, aby rozpocząć nową, hawajską przygodę. Nie miałam pracy, nie czekało tam na mnie praktycznie nic. Czułam się po prosu zmuszona do powrotu na Hawaje.

Chociaż nie przyznałabym się do tego wielu ludziom, wiedziałam, że delfiny miały dla mnie coś w zanadrzu i że moja przeprowadzka była wyraźnie z nimi związana. Nie byłam pewna szczegółów, ale zrozumiałam, że dano mi zaproszenie do poszerzenia świadomości.

Nie zaprzeczam istnieniu zjawisk paranormalnych i sama doświadczyłam wielu niewytłumaczalnych zbiegów okoliczności, ale to wydarzenie był naprawdę wyjątkowe. Kto by mi uwierzył, że rozmawiałam z delfinami będąc na pustyni?
Zaczęłam szukać odpowiedzi. Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, przyszła ona nieoczekiwanie z wielu stron. Zauważyłam, że pojawiło się wiele książek, artykułów prasowych oraz osób przynoszących odpowiedź na wiele moich pytań. Poznałam wielu rozsądnych i zrównoważonych ludzi, którzy również odbierali sygnały od delfinów na środku pustyni. Wkrótce potem utworzyliśmy organizację o nazwie Pustynne Delfiny.
Był to naprawdę zwrotny punkt mojego życia, ponieważ ponownie zdałam sobie sprawę, że poza tym, co znałam dotychczas, istniało o wiele, wiele więcej. Podniecała mnie myśl o nowych możliwościach. Była to dla mnie próba zmiany wyobrażenia o moim dotychczasowym świecie, którego częścią stały się marzenia o czymś potężniejszym.
Myśl o kontakcie telepatycznym z delfinami bardzo mnie zaintrygowała. Zaczęłam sugerować innym (tym, którzy byli zainteresowani problemem), aby spróbowali następującego eksperymentu: Skomunikuj się z delfinami, gdziekolwiek byś nie był i poczekaj na to co się stanie. Chciałam uzyskać jakąś odpowiedź, jakiś odzew.
Uczestniczyłam w konferencji poświęconej komunikowaniu się z waleniami, na której wystąpiło wiele bardzo różnych osób. Ludzie ci z pewnością nie byli dziwakami. Byli natomiast wrażliwi, jasno się wyrażali, byli szczerzy i emocjonowali się rozwojem własnej świadomości. Mówili o tym, w jaki sposób delfiny i wieloryby przekazywały im różnego rodzaju informacje.

Najczystszy i najbardziej natarczywy przekaz delfinów brzmiał: „Czas wracać do domu.” Wiadomość tą można zinterpretować na wiele różnych sposobów. Czy chodziło im o dom w dosłownym tego słowa znaczeniu, a jeżeli tak, to gdzie on się znajdował? Czy też użyły pojęcia „dom” jako miejsca, w którym znajduje się nasze serce, jako powrotu do związku z naszą wewnętrzną istotą? Według mnie była to najbardziej prawdopodobna interpretacja.
Przyszedł czas na pracę nad samo-uzdrowieniem, zwłaszcza zaś nad uzdrowieniem mojego serca. Jak wielu innych ludzi wzniosłam w moim sercu wiele blokad i barier, aby chronić się od wszelkiego rodzaju bólu emocjonalnego. Mam tutaj na myśli czakrę mojego serca.

Czakry (słowo pochodzące z sanskrytu i oznaczające „koła”) są to specjalne centra energetyczne, istniejące w naszych ciałach subtelnych. Centra te przypominają wirujące wiatraki bądź kwiaty. Pobierają one wyższą energię i zamieniają ją w formę, której może używać nasze ciało. Inaczej mówiąc, działają one jak transformatory, zamieniając energię wyższą w energię niższego rzędu, użyteczną dla naszego ciała.
Czwartą czakrą jest czakra serca. Znajduje się ona dokładnie nad sercem i gruczołem tymiankowym [sic! – przyp. tłum.]. W obrębie tej czakry znajduje się siedem otworów lub inaczej wylotów. W zależności od osoby, jeden, dwa, a nawet wszystkie wyloty mogą zostać zablokowane. Sami budujemy takie blokady i zwykle dzieje się to nieświadomie. Chronią nas one przed bólem emocjonalnym. Biorąc pod uwagę zaburzenia w funkcjonowaniu społeczeństwa, w którym żyjemy, bezpiecznie można założyć, że większość ludzi ma jakieś blokady serca.

Czakra serca jest niezmiernie ważna. Mówi ona o indywidualnej zdolności do wyrażania miłości: zarówno miłości do samego siebie jak i w stosunku do innych. Lekcje miłości są prawdopodobnie najważniejszą rzeczą, jakiej uczymy się w czasie naszego pobytu na Ziemi. Niezdolność lub trudność w przyswojeniu tych lekcji wpływa w ostatecznym rozrachunku na serce fizyczne. Nie dziwi mnie fakt, że jest tak wiele zgonów spowodowanych chorobami serca. W wielu publikacjach naukowych mówi się o związku między zdolnością do kochania a chorobą serca.
Miłość może przejawiać się na wiele sposobów: jako miłość platoniczna, romantyczna, bezwarunkowa itd. Kiedy rozwijamy naszą zdolność do bezwarunkowej miłości w stosunku do nas samych oraz do innych, nasza czakra serca zaczyna się otwierać, blokady znikają, a my widzimy świat w zupełnie innym świetle.

Wynikiem blokady w przepływie energii w jednej czakrze może być zbyt duży lub zbyt mały przepływ energii do innych czakr i w rezultacie zaburzenie równowagi w całym systemie fizycznym. W ostateczności wszystkie problemy emocjonalne muszą być poddane uważnej obserwacji, bowiem dopiero ich rozwiązanie pozwoli na sprawne funkcjonowanie całego systemu.
Od kiedy zaczęłam otrzymywać wiadomości od delfinów wiele lat temu, pilnie pracowałam nad usunięciem blokad z czakry serca. Z pewnością zrobiłam w tym względzie duży postęp i bardzo posunęłam się do przodu, ale jeszcze nie jestem w „domu”! Nieustannie muszę rozwijać miłość do samej siebie. Brałam udział w seminariach i warsztatach wszelkiego rodzaju. Eksperymentowałam w zasadzie ze wszystkimi rodzajami aktywności fizycznej – korzystałam nawet z masaży w świątyni Hawajskiej. Medytowałam, modliłam się i obcowałam z delfinami oraz wielorybami. Dokonały się we mnie istotne zmiany, które zauważyłam sama oraz otaczający mnie ludzie.
Jestem teraz bardziej spójna wewnętrznie i pewna tego, że podążam właściwą drogą. Pewnego pięknego dnia stuknę trzykrotnie obcasami moich lśniących czerwonych butów, prześlę buziaka delfinom i znajdę się w końcu w Domu!”… 

with Joan Ocean, MS and Jean-Luc Bozzoli at Sky Island Ranch

Przeciw wojnie

Przeciw wojnie

„Wcześnie urodzony” ( podczas II Wojny Światowej ) mam  zakodowane w sobie lęki. Mocne to są lęki. „Weszły”  we mnie gdy  Mama w ciąży ze mną , i na rękach z siostrzyczką – niemowlakiem , czaiła się w przydrożnym rowie, czekając by ostrzał karabinu maszynowego dał chwilę wytchnienia. Po drugiej stronie drogi, też w rowie, czekał na nas  Ojciec.

Jako długo już żyjący obserwator życia i łańcuchów zdarzeń  już wiem z doświadczenia , że życie nie rozwija się „liniowo”  a „spiralnie”.  To co było dramatem powtarza się. I wtedy jest tak, jak gdyby Ktoś pytał : „A co teraz możesz uczynić , jesteś starszy, mądrzejszy?” Jako niemowlak – nic nie mogłem zrobić. Dojrzały już – mogę i namawiam innych. Trzeba PROTESTOWAĆ.  Wybrać formę protestu – taką na jaką każdego z nas stać.  Umiemy już wykorzystywać działanie naszych  myśli. Wysyłajmy mocne myśli o Spokoju i Pokoju na Ziemi. Każdego ranka dziękuję Stwórcy za Prawość Serc, Harmonie w Rodzinach, Spokój w Narodach i Pokój na Ziemi. Medytacje , Modlitwy działają skutecznie gdy taki lub podobny  „myślokształt” – przeciw wojnie, a za Pokojem – wybiera i wspiera wielu ludzi.

Gdy rozjaśniło się za oknem, o świcie, pomyślałem o Putinie i jego doradcach. Jakiego Świata trzeba bronić… przed Putinem i do niego podobnych? Odnalazłem w internecie  obrazy rosyjskiego malarza. (załączam tylko niektóre) Jak to pogodzić? Putinową agresję i cudowne malarstwo Vladimira Zhdanowa dokumentującego spokojny świat Rosji  i pracowitych ludzi … Dwa rożne wewnętrzne światy…Putina i Zhdanowa –  ludzi z tego samego rosyjskiego  „drzewa”

Ranek … Piję drugą kawę, a za oknami deszczyk siąpi.  Namalowałem kobietę (twarz z Pullitzer Foto  – nos. oko , usta w czerni, a w białkach oczu błyska przerażenie – pożogą wojenną)  Gdy rano żona zobaczyła ten obraz – wyszła z pracowni ze słowami:

„Na Miły Bóg! Zamaluj to natychmiast .. to ohydne!” . Zamalowałem ….Namaluje na tym obrazie coś w tym rodzaju:

Człowiek używa 10% możliwości w połączeniach mózgowych (w sieci neuronów) , a delfin – 20% . Czyli  Delfin wyżej stoi niż człowiek w rozwoju. Delfin opanował uczucie.. miłości. Żadne z uczuć ; nienawiści, zazdrości, chęci posiadania i innych   kiepskich uczuć  nie jest przeszkodą u delfina pomiędzy umysłem a mózgiem. HARMONIA taka  nie jest osiągalna przez większość ludzi.   Ktoś zauważył, że dla Delfina najważniejsze jest „ISTNIENIE” a dla człowieka „POSIADANIE”. Zgadzam się .. Dawno temu  delfiny i ludzie byli tożsamymi istotami . Ale delfiny  rozwinęły się szybciej.  My zostaliśmy w tyle…

Wiedziony instynktem, odnalazłem w internecie film video: „Zaginiona Księga Nostradamusa” (polecam) . Zdałem sobie sprawę, że, tym razem, oglądam ten film nie po to by podziwiać trafne przewidywania najsłynniejszego europejskiego Jasnowidza , żyjącego 500 lat temu, ale po to by protestować przeciwko tym tragicznym zdarzeniom, które on przewidział i które rzeczywiście mają miejsce obecnie na świecie i protestować przeciwko  tym  , które według niego zdarzą się w najbliższym czasie..  Gdy wie się co może się zdarzyć tragicznego – trzeba się temu zdarzeniu przeciwstawić wszystkimi mentalnymi i duchowymi siłami.

Głosy z ludu:

© Fotorzepa 

Armia przyspiesza zakupy nowoczesnych helikopterów szturmowych.

„…Wybór dostawcy uderzeniowych maszyn za ok. 4 mld zł miałby nastąpić w drugiej połowie przyszłego roku. Na krajowym rynku, który właśnie sposobi się do wartego 8–10 mld zł wojskowego przetargu dekady na zakup 70 śmigłowców wielozadaniowych (rozstrzygnięcie planowane na początku 2015 r.), szykuje się emocjonująca dogrywka.

– Wyposażenie narodowego arsenału w nowoczesne helikoptery szturmowe to pilne zadanie. Powinny jak najszybciej uzupełnić, a potem zastąpić wyeksploatowane „latające czołgi” Mi-24, rosyjskiej produkcji, których niespełna 30 pozostało nam w wojskach lądowych po czasach Układu Warszawskiego – tłumaczy Tadeusz Wróbel, ekspert „Polski Zbrojnej”…

Oto fragment innego artykułu.

„…Uzbrojenie narodu

„…Istotne jest jednak, jak owa siła zostaje zorganizowana. Aby odstraszanie było przekonujące dla przeciwnika, obrona terytorialna nie może się stać rezerwą regularnej armii ani jej uzupełnieniem na polu walki. Odstraszać zaś będzie jako autonomiczna siła budowana równolegle z zawodowym wojskiem. Zdolna do boju przez lata, nawet gdyby naczelne organy państwa zostały unicestwione, a armia kompletnie rozbita. Niezależna w zakresie metod walki i jej celów, przy zachowaniu celu elementarnego – obrony niepodległości.

Taka Armia Krajowa, czy jakkolwiek ją nazwiemy, licząca nie tysiące, lecz dziesiątki lub setki tysięcy zbrojnych obywateli, da nam większe poczucie bezpieczeństwa niż najnowocześniejsze nawet rakiety manewrujące. Pytanie tylko, czy politycy byliby skłonni zaakceptować uzbrojenie narodu.

Autor jest dyrektorem ds. strategii 
w Warsaw Enterprise Institute oraz dyrektorem ds. komunikacji 
w Sikorsky Aircraft/PZL Mielec. 
W przeszłości był m.in. zastępcą redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej”…

  Politycy straszą nas wojną. Wielkie pieniądze (publiczne) chcą wydać na uzbrojenie…. ma powstać nowe AK… Wszyscy do armii!!!!???

A Tao? 

Gdziekolwiek obozują wojska.
Wyrastają osty i ciemię.
Rozpętując wojnę,
Sprowadzasz ciężkie lata.

Wszelki oręż zawsze zapowiada złe wieści
I wszystkie istoty powinny go znienawidzić.
Postępujący zgodnie z tao nie mają go.

Broń jest narzędziem strachu.
Nie przystoi Mędrcowi.
Powinna być tylko środkiem ostatecznym.
Pokój zawsze góruje.

W zwycięstwie nie ma żadnego piękna.
Upatrywać w nim piękno, to cieszyć się z zabijania.
Każdy, kto znajduje rozkosz w rzezi,
nie znajdzie na tym świecie zadowolenia.

Wojskowi muszą z powagą podchodzić do swojego
rzemiosła, a kiedy ginie wielu ludzi Powinni pogrążyć się w żałobie.

Uczcij zwycięstwo pogrzebaniem zmarłych.

Tao

Wszystko, co istnieje, święte jest

Zachowanie zwierząt zdeterminowane jest przez instynkt, nie przez myśl, i dlatego ich życie pozostaje w absolutnej zgodności z przyrodą. Nasze coraz mniej. My nie „czujemy” już przyrody, nie bierzemy jej na poważnie, nie korzystamy już z jej nauk. A przecież wciąż tu jest – wielkie, zawsze otwarte muzeum bez strażników, uniwersytet dostępny dla wszystkich, z lekcjami o każdej porze dnia i nocy.

Kiedy koncentrujesz świadomość w obecnej chwili i tym sposobem uwalniasz się od chaosu  myśli – uświadamiasz sobie tajemniczą  energię.w sobie  Bezpośrednio odczuwasz ją jako promienność i potęgę swojej własnej  obecności: Stan ten nie zawiera żadnej treści, tylko obecność.  Innymi słowy, czujesz utajoną energię Stworzyciela – życie. Życie:  w sobie , w każdej istocie i też  w kamieniu lub kwiecie. I oto dociera do ciebie, że “wszystko, co istnieje, święte jest”.

Z zasobów internetu – obrazy Vladimira Zhdanowa

Chory z własnego wyboru?

Chory z własnego wyboru?

W przeciwieństwie  do sportowców, którzy podczas gry nie słyszą  uwag pod swoim adresem,  „słyszymy” własne wewnętrzne komentarze.

Gdy są pozytywne (tak, jestem świetny! tak, jestem wspaniała!), mogą motywować i skłaniać do dawania z siebie wszystkiego. Gdy głosy te jednak są krytyczne, stają się emocjonalnie destrukcyjne i często prowadzą do depresji …

.

Co za nieudacznik!

Gdy zrobisz coś zawstydzającego, to naturalne, że głos wewnętrzny powie Ci: ale z ciebie idiota!

Możesz jednak się zdarzyć, że, także wtedy, gdy nie zrobisz niczego złego ani niczego głupiego, będziesz bez przerwy wewnętrznie się strofować: Jestem beznadziejny, kompletnie przegrany; Jestem gruba i brzydka, nic dziwnego, że nikt się tobą nie interesuje; Jak zwykle, zawsze musi to spotykać właśnie mnie; Nigdy, przenigdy mi się nie uda; Wyglądam jak prawdziwa kretynka; Wyszedłem na idiotę; Co oni muszą sobie o mnie myśleć?

Nieustannie podważasz swoją własną wartość i wątpisz. Jesteś sparaliżowany w podejmowaniu jakichkolwiek działań. Już nie ośmielasz się zabierać za nic nowego.

Aby zrozumieć, jak destrukcyjną siłę może mieć ten wewnętrzny dialog, wyobraź sobie następujący scenariusz.

Jesteś na skromnym przyjęciu zorganizowanym przez jednego z członków rodziny. Rozmowa przeradza się w dyskusję na temat ostatniego odcinka dobrze Ci znanego serialu.

Wyrażasz więc swoją opinię, z którą jednak nie zgadzają się Twoi rozmówcy, i mimo że nie mówisz nic oburzającego, wydaje Ci się, że popełniaszniewybaczalną gafę.

Odcinek nie podoba Ci się wcale, chociaż inni uznają, że był najlepszy z całego sezonu. Twój wewnętrzny głos na nowo zaczyna prawić morały:Dlaczego nie mogę powstrzymać się od zabierania głosu, kiedy nikt się z Tobą nie zgadza? Robię wrażenie kompletnego ignoranta; Wszyscy patrzyli na mnie, myśląc, że jestem gruba i głupia; itp., itd.

A im dłużej słuchasz tej samokrytyki, tym bardziej odsuwasz się od rozmowy, która wciąż toczy się koło Ciebie. Kilka minut później czujesz się już tak źle, że opuszczasz przyjęcie. Kolejne dni spędzasz na natrętnym rozpamiętywaniu wydarzenia, aż wreszcie zaczynasz żałować, że w ogóle przyjąłeś zaproszenie.

Przemień emocje na swoją korzyść

Spróbujmy jednak rozważyć odwrotną sytuację. Wyobraź sobie tę samą scenę, tym razem przy prowadzeniu konstruktywnego wewnętrznego dialogu.

Nic się nie zmienia – wyrażasz opinię, która różni się od zdania wszystkich. Twój wewnętrzny dialog przyjmuje następującą formę: Cieszę się, że broniłem swojego punktu widzenia; Myślę, że bardzo jasno się wyraziłem, takie sprzeciwienie się wszystkim wymagało sporo odwagi; To tylko serial, przecież mam prawo myśleć, to co chcę.

Tym razem wewnętrznie się pocieszasz, skupiając się na pozytywnych aspektach zdarzenia i pozwalasz sobie czuć dumę z własnego postępowania.

Postaw się w sytuacji innych

Jeśli trudno jest Ci podtrzymywać taki pozytywny monolog z samym sobą, weź pod uwagę następującą rzecz:

Wyobraź sobie, że to ktoś inny z Twojego otoczenia znajduje się w tej sytuacji. Czy złościsz się na tę osobę za wyrażenie jej własnej opinii? Czy tylko z tego powodu myślisz o niej bez przerwy, powtarzając sobie: o rany, jaka ona jest głupia! Czy czujesz do niej osobistą urazę?

Bardzo prawdopodobne, że nie. Okazujesz wyrozumiałość, zmieniasz temat, a może nawet masz sobie za złe, jeśli jednak pod wpływem grupy „kraczesz” tak jak inni. A przecież bardzo możliwe, że tak samo zareagowaliby inni.

Każdy skupiony jest na sobie i na swoim wyobrażeniu o tym, co inni o nim myślą. W rzeczywistości jednak przez większość czasu inni nie myślą o otaczających je osobach zupełnie nic albo bardzo mało.

Mają znacznie ważniejsze sprawy i problemy, by skupiać się na każdym najmniejszym słowie, które wyszło z Twoich ust i roztrząsać Twoje czyny i gesty!

Gdy podczas kolejnego spotkania wspomnisz o tej „niewybaczalnej gafie”, którą w ich obecności zdarzyło Ci się popełnić, i przez którą masz takie wyrzuty sumienia, bardzo prawdopodobne, że nie będą o tym nawet pamiętać i będą zaskoczeni, że robisz z tego wielkie „halo”.

Uważaj na publiczne upokarzanie innych

Często bywa jednak, że ktoś faktycznie Cię krytykuje.

Krytyka jest częstą formą komunikacji społecznej. Gdy Twój najlepszy przyjaciel sugeruje Ci, że nowa fryzura zupełnie do Ciebie nie pasuje, czy też gdy szef mówi Ci, że musisz poprawić swoją pracę – to wszystko krytyka i z pewnością często jesteś na nią wystawiony.

Bezdyskusyjnie, ona zawsze rani. Może wręcz upokarzać, gdy wygłaszana jest w obecności innych. Trzeba jednak zdać sobie sprawę, że w większości przypadków osoba krytykująca myśli, że robi Ci przysługę, mówiąc Ci o czymś, co może poprawić Twoje życie.

Przecież też sami nieraz mówimy innym o ich wadach, myśląc, że robimy wobec nich dobry uczynek, otwierając oczy na coś, czego wcześniej nie widzieli.

Oczekujemy wtedy, że zmienią swoje zachowanie, by spełnić nasze oczekiwania.

Uwaga jednak: zdarza się, że u Twojego rozmówcy (Twojej ofiary) uda Ci się jedynie wywołać gniew i upokorzenie.

Okazuje się, że to ostatnie jest jednym z najsilniejszych uczuć, jakich możemy doświadczać. Psychologowie Marte Otten i Kai Jonas z Uniwersytetu Amsterdamskiego przeprowadzili badanie elektroencefalografem, które wykazało, że uczucie upokorzenia jest jednocześnie bardziej negatywne niż gniew i intensywniejsze niż przyjemność.

Osoba upokorzona czuje się tak, jakby chciała „zapaść się pod ziemię”, „uciec”, „zniknąć”, a nawet jakby „wolała umrzeć”.

Zawsze więc zadaj sobie pytanie, czy faktycznie pomożesz danej osobie, czy raczej zgotujesz jej upokorzenie, krytykując ją przy świadkach. Pamiętaj też, że to, co wydaje Ci się zwyczajną „przyjacielską uwagą”, może odbić piętno na jej najgłębszych odczuciach wewnętrznych i wywołać u niej reakcję, która wyda Ci się zupełnie nieadekwatna do sytuacji.

To dlatego życie w biurze może być tak trudne.

Od szefa wymaga się niezwykłej delikatności, która jednak niestety rzadko jest możliwa. Gdy rankiem ma głowę zaprzątniętą poważnym problemem, zagrażającym przyszłości całego zespołu, zapomina przywitać się z jednym z pracowników lub robi to machinalnie, myśląc o czymś innym i mimowolnie sprawiając wrażenie chłodnego.

Wrażliwy pracownik od razu zaczyna sobie wyobrażać, że szef jest na niego za coś zły. Że już mu nie ufa. Że już na pewno nie ma dla niego przyszłości w tej firmie. Że przecież widział już znaki od kilku miesięcy. I zamiast spokojnie dalej wykonywać swoją pracę i tym samym przyczyniać się do unormowania trudnej sytuacji, pracownik chodzi sfrustrowany, przeraża go myśl o utracie pracy, a czasem nawet zaczyna myśleć o zemście.

Dlatego też uwaga zwrócona pracownikowi publicznie jedynie w celu przekazania jakiejś informacji zespołowi, bez najmniejszych złych intencji, może zasiać prawdziwe spustoszenie.(…)

Zdrowia życzę,
Jean-Marc Dupuis

Marzenie o podróży

Marzenie o podróży

Trzeba osobiście doświadczyć, żeby zrozumieć kim jesteśmy w swojej prawdziwej istocie. W przeciwnym razie zostaje się tylko przy słowach, które same w sobie nie mają żadnej wartości, nie czynią ani dobrze, ani źle.”

„Spotkałem” w sobie Starca:

– To nie jest jedyny świat – powiedział, wskazując szerokim gestem ręki cały horyzont.
– To nie jest jedyny czas – i wycelował palcem w zegarek.
– To nie jest jedyne życie – i pokazał na siebie, na mnie, na psa i na wszystko, co nas otaczało.
Umilkł na chwilę, jakby chciał mi dać czas na refleksję.
– A to nie jest jedyna świadomość. – Dotknął  piersi i zakończył: – To, co jest na zewnątrz, jest także w środku; a tego, czego nie ma w środku, nie ma nigdzie.
Potem, jakby dla rozładowania atmosfery, wybuchnął gromkim śmiechem i  dodał:

Dlatego podróżowanie niczemu nie służy. Jeśli ktoś nie ma nic w środku, nie znajdzie też nic na zewnątrz. Daremnie szukać po świecie czegoś, czego nie można odnaleźć w sobie. Uderzyło to mnie. Miał rację.

© Fot. Design Pics Inc/Rex Features Providenciales

Gazeta.pl Podróże, aw 2014-10-01
Która z wysp na świecie jest najpiękniejsza? Na którą warto wybrać się na wycieczkę? Która z wysp jest najlepsza do nurkowania, a która – by leżeć na plaży?  Odpowiedzi na te pytania udzielił portal TripAdvisor, wybierając 10 najpiękniejszych wysp na świecie

1. Ambergris Caye – znowu najlepsza

Ambergris Caye tytuł najlepszej wyspy na świecie uzyskuje już po raz drugi. Dlaczego? Wyspa z jednej strony oferuje odwiedzającym dobrze zorganizowaną infrastrukturę turystyczną, z drugiej – zapierające dech w piersiach widoki, spokój i kontakt z naturą. Największą atrakcją wyspy jest oczywiście rafa koralowa ze znajdującą się na liście UNESCO Blue Hole – studnią o głębokości 134 metrów. Podobno ta podwodna jaskinia widoczna jest nawet z kosmosu.

2. Providenciales – raj dla nurków i ornitologów

Na drugim miejscu w rankingu najpiękniejszych wysp świata znalazła się wyspa Providenciales leżąca w archipelagu Turks i Caicos (wyspy podległe Wielkiej Brytanii), słynąca z białych piaszczystych plaż, turkusowej wody oraz świetnych miejsc do nurkowania i snorkelingu. Fani tych sportów poza samą rafą koralową mogą w okolicach wyspy oglądać zatopione wraki okrętów. Wyspa jeż też rajem dla ornitologów – żyją tu kolonie flamingów i czapli karaibskich.

3. Bora Bora – wyspa stworzona przez bogów

Jedna z dwóch (drugą jest Tahiti) najbardziej znanych wysp Polinezji Francuskiej. To tutaj można zamieszkać w luksusowych apartamentach we wnętrzach domków na palach i wziąć ślub, brodząc w błękitnych wodach Oceanu Spokojnego (oferta jednego z kurortów). Inną nazwą wyspy jest Mai te pora czyli „stworzona przez Bogów”. Bora Bora oferuje turystom białe piaszczyste plaże, wulkaniczne góry i błękitne laguny. Miłośnicy zwierząt mogą na Bora Bora wziąć udział w karmieniu rekinów lub popływać z żółwiami.

4. Wyspa Marco – jedna z tysiąca

Wyspa Marco leży w malowniczym archipelagu wysepek znajdujących się na południowy zachód od wybrzeży Florydy. Nazwa archipelagu Dziesięć Tysięcy wysp, wprowadza jednak w błąd, bowiem liczba wysp w archipelagu sięga zaledwie kilkuset. Wyspa Marco to nie tylko białe plaże i błękitne wody Zatoki Meksykańskiej, ale również świetna infrastruktura, luksusowe hotele i pola golfowe.

5. Lewis i Harris – najlepsza wyspa w Europie

Na piątym miejscu znalazła się jedna ze szkockich wysp, zdobywając jednocześnie nagrodę dla najlepszej wyspy w Europie. O leżącej w Hebrydach Zewnętrznych wyspie Lewis i Harris mówi się, że jest to wyspa jak ze snu czy szkockiej legendy.  Są tu wrzosowiska, tajemniczy kamienny krąg (Callanish Standing Stones), strome klify i długie piaszczyste plaże.

6. Naksos – najpiękniejsze greckie plaże

Naksos to grecka wyspa w archipelagu Cyklad na morzu Egejskim. To tutaj według mitologii Dionizos poślubił porzuconą przez Tezeusza Ariadnę. Tutaj też znajdują się plaże zaliczane do najpiękniejszych w Grecji (ponad 40 km). Naksos jest też największą i najżyźniejszą wyspą archipelagu Cyklad. Tutaj znajduje się również najwyższy szczyt na Cykladach (1001 metrów n.p.m.) nazywany Zas lub Zeusem. Ciekawostkę turystyczną Naksos stanowią gigantyczne posągi kurosów z VII w p.n.e., które pozostawiono nieukończone w kamieniołomach wyspy z powodu skazy materiału. Najsłynniejszy z nich, kuros z Apóllonas, liczy ponad 10 m wysokości.

7. Aitutaki – wyspa podróży poślubnych

Aitutaki to maleńki (18,3 km kw) atol w archipelagu Cooka na Pacyfiku (podległy Nowej Zelandii) zwany również wyspą podróży poślubnych. Tak, bez wątpienia jest tu romantycznie. Wulkaniczny stożek otaczają malownicze urwiska pokryte zielenią lasów, a całości dopełniają alabastrowe plaże i błękitno-zielone laguny.

8. Nosy Be – lemury i Chanel N°5

Nosy Be to wyspa u wybrzeży Madagaskaru. Nazwa wyspy w języku malgaskim oznacza po prostu „duża wyspę”. Nosy Be jest największym i najbardziej dziś obleganym regionem turystycznym Madagaskaru. Można tu znaleźć jeziora pochodzenia wulkanicznego, piękną rafę koralową i spotkać się oko w oko z lemurem. Na wyspie rośnie też Jagodzin wonny (Ylang – ylang) z którego olejek wkomponowany jest w najsłynniejsze perfumy świata np. Chanel N°5.

9. Wyspa Wielkanocna – jedno z najbardziej odosobnionych miejsc świata

Znajdująca się na południowym Pacyfiku wyspa, od najbliższej sąsiadującej – Pitcair, oddalona jest o 2100 km. Od stałego lądu dzieli ją jeszcze więcej (3600 km do Chile). Nie stanowi to jednak przeszkody dla tysięcy turystów rokrocznie odwiedzającym Wyspę Wielkanocną. Co ich przyciąga? Niepowtarzalny krajobraz i tajemnica związana z pochodzeniem Moai – olbrzymich rzeźb przedstawiających głowy.

10. Ko – Tao – żółwia wyspa

Ko Tao, czyli Żółwia Wyspa, której nazwa pochodzi od jej kształtu lub zamieszkujących ją dawniej żółwi, to jedno z najbardziej znanych miejsc do nurkowania w Azji Południowo-Wschodniej i jednocześnie – drugie na świecie miejsce, gdzie wydaje się najwięcej licencji nurkowych PADI (pierwszym jest Cairns w Australii). Poza nurkowaniem wyspa oferuje turystom pokryte białym piskiem i osłonięte stromymi wzgórzami plaże. Do niektórych z nich można dotrzeć wyłącznie samochodem z napędem na cztery koła. Jeśli do tego wszystkiego dodamy 300 słonecznych dni w roku, otrzymamy miejsce w pierwszej dziesiątce najpiękniejszych wysp świata.

Z zasobów internetu

http://www.msn.com/pl-pl/podroze/article/10-najpi%C4%99kniejszych-wysp-%C5%9Bwiata-2014-wed%C5%82ug-portalu-tripadvisor/ar-AAJNWq?ocid=UP97DHP

Będąc ofiarą dilerów

Będąc ofiarą dilerów

Będąc ofiarami dilerów, konsumenci narkotyków, którzy chcieliby przestać brać, musieliby znosić wielkie cierpienia w fazie odstawienia.

Chodziłoby więc o rodzaj choroby, zależnej od medycyny.

Myślę jednak, że to mit, który narkomanom robi krzywdę, ponieważ:

  • dostarcza im wymówki, „dobrego” powodu, aby nadal tkwić w uzależnieniu;
  • co jeszcze gorsze: ukrywa prawdę o uzależnieniu od narkotyków, a tym samym utrudnia podjęcie dostosowanych działań, które zapobiegłyby braniu narkotyków oraz pomogły osobom uzależnionym wyjść z nałogu.

Niebezpieczeństwo delirium tremens

Zacznijmy od obalenia mitu jakoby faza odstawienia była niebezpieczna i straszliwie bolesna, co wyjaśniałoby, dlaczego narkomani nie mogą wyjść z uzależnienia bez pomocy lekarskiej.

Opisywane w powieściach i filmach przerażające sceny obrazujące, co dzieje się z osobami pozbawionymi narkotyków, to wymysły. Takie sceny inspirowane są tak naprawdę zespołem odstawienia występującym w alkoholizmie.

U 5 – 10% alkoholików, odstawienie alkoholu wywołuje delirium tremens, stan pobudzenia z gorączką, drgawkami całego ciała, koszmarami i zaburzeniami świadomości. Delirium tremens kończy się śmiercią u 15% osób, jeśli jest leczone, oraz u 35% osób, jeśli nie jest leczone1.

Jest to więc bardzo poważny problem i jest absolutnie konieczne, aby alkoholik trafił pod opiekę lekarza.

Ale żaden podobny zespół odstawienia nie istnieje w przypadku odstawienia narkotyków, takich jak konopie indyjskie, kokaina i LSD.

Możesz się o tym przekonać, czytając przykładowy artykuł o odstawianiu kokainy2 lub inny cytowany artykuł3, a także w Wikipedii pod hasłem zespół abstynencyjny4. W każdym z tych miejsc jest informacja, że okres odstawienia jest bardzo trudny, ale opisywane są wyłącznieposzczególne odczucia, takie jak złe samopoczucie, zmęczenie, lęki, pobudzenie itp.

To dlatego, że nie ma fizycznych niebezpiecznych objawów podobnych do tych wywołanych przez delirium tremens.

Przypadek szczególny – heroina

Heroina jest jedynym używanym narkotykiem, którego faza odstawienia jest trudna (jednak nie tak jest aż tak niebezpieczna ani nie wymaga opieki lekarskiej)

Odstawienie wywołuje złe samopoczucie z objawami przypominającymi grypę, jednak bez gorączki. Dokładne objawy są następujące:

  • Około 12 godzin po ostatniej dawce heroiny pojawia się ziewanie, łzawienie, wodnisty katar, pocenie się i niepokój.
  • W ciągu 24 godzin od odstawienia narkoman ma skurcze mięśni, odczuwa bóle mięśniowe, mdłości, jest rozdrażniony i ma problemy z zaśnięciem.
  • Około trzeciego dnia pojawiają się problemy z układem trawiennym (wymioty, biegunka), wzmożona praca serca i podwyższone ciśnienie krwi.
  • Następnie te objawy zmniejszają się i zanikają mniej więcej do ósmego dnia.

W Europie życie osoby uzależnionej od heroiny nie jest nigdy zagrożone przez fazę odstawienia. Owszem, jest to mało przyjemne, ale nie ma cech szczególnego zagrożenia5.

Dlaczego w takim razie tak trudno narkomanowi przestać zażywać narkotyki?

Z bardzo „dobrych” powodów, które jednak nie mają nic wspólnego z medycyną ani z uzależnieniem fizycznym.

Narkotyki ogromnie ułatwiają życie – pozornie

Jeśli trudno jest przekonać narkomana do zaprzestania brania, to dlatego, że narkotyki ogromnie ułatwiają mu życie – a przynajmniej tak mu się wydaje.

Media często obecnie mówią o efektach, które narkotyki przynoszą w zwalczaniu bólu fizycznego. Prawdą jest, że konopie indyjskie są skuteczne w tym zakresie. W Niemczech właśnie wprowadzono przepisy zezwalające na ich uprawianie i stosowanie jako środki przeciwbólowe6.

Heroina również ma silne działanie przeciwbólowe, ponieważ powstaje z opium, podobnie jak morfina, którą powszechnie używa się w szpitalach oraz w leczeniu paliatywnym.

Jednak prawdziwym powodem takiego sukcesu narkotyków w naszym społeczeństwie jest to, że dostarczają natychmiastowej ulgi od cierpień moralnych.

Jeśli czujesz się samotny, brzydki, głupi i do niczego, to weź marihuanę, LSD, kokainę lub heroinę, a poczujesz się znowu dobrze w swoim ciele. Zobaczysz życie przez różowe okulary.

Kokaina da Ci wrażenie, że jesteś w superformie i możesz wszystko. Włamywacze zażywają ją przed akcją, a gwiazdy rocka i gwiazdy telewizji przed wyjściem na scenę. Uczestnicy imprez techno mogą po jej zażyciu podskakiwać w rytm muzyki przez całą noc i cały dzień bez potrzeby snu.

Osoba, która w życiu zna same porażki (niepowodzenia w szkole, w miłości, w pracy itd.) będzie mogła dzięki narkotykom doznać uczucia dumy, dobrego samopoczucia, a nawet takiej radości, jaką normalnie doświadcza się po dokonaniu jakiegoś wyczynu.

Narkotyk umożliwia „świętowanie” nawet wtedy, gdy nie ma ku temu żadnego powodu (a raczej znalazłyby się powody, aby zwątpić w siebie i życie).

Uczucie dumy i szczęścia jest dla człowieka niezbędne. Bez tego człowiekowi przestaje się chcieć żyć. Dlatego mówi się o „uzależnieniu psychicznym” od narkotyków. Ten rodzaj uzależnienia jest tym silniejszy, im większe trudy życia odczuwa dana osoba.

Spirala piekielna

Narkotyki pozwalają ludziom uniknąć zmierzenia się z wyzwaniami istnienia. Tych, którzy regularnie je zażywają, skłania do pasywności, obojętności, niezwracania uwagi na swoje problemy.

Uczeń, który ma niepowodzenia w nauce, z jeszcze większym prawdopodobieństwem będzie „oblewał” kolejne egzaminy. Osoba samotna będzie miała jeszcze mniejsze szanse na spotkanie pokrewnej duszy. Osoba, która miała problemy zawodowe i finansowe, zanim odkryła to „cudowne” rozwiązanie, będzie miała problemy jeszcze większe, skoro narkotyki są drogie, a ich dawki, aby utrzymać ten sam efekt, trzeba wciąż zwiększać.

Konsekwencje narkotyków dla człowieka jako jednostki i konsekwencje społeczne są katastrofalne. Prowadzą do rozwodów, do bezdomności, do śmierci.

Podczas gdy w życiu narkomana problemy się nawarstwiają, narkotyk daje mu chwile ucieczki, które są mu coraz bardziej potrzebne, aby nie widzieć coraz bardziej przerażającej rzeczywistości.

Dlatego, jeśli spotkasz narkomana, który dotarł już do tak zaawansowanego stadium, jego „prawdziwe życie” jest w tak wielkiej rozsypce, że niezwykle trudno jest go przekonać, aby przestał brać. On po prostu nie chce już żyć w rzeczywistym świecie. I można go zrozumieć.

Dlatego to jest piekielna spirala.

Jak pomóc narkomanowi?

Aby narkomanowi pomóc wyjść z nałogu, najpierw trzeba go przekonać, że skonfrontowanie się z problemami prawdziwego życia ma sens, żewarto. Trzeba więc podjąć z nim pracę nad sensem życia (dlaczego żyć? po co?).

Potrzeba będzie odnaleźć odpowiedzi na (trudne) pytania:

Dlaczego akceptować nieszczęście czy ból? Jak przejść rozczarowania? Dlaczego akceptować siebie takiego, jakim się jest, z własnymi ograniczeniami i wadami? Jak przekształcić porażkę w doświadczenie, które pomoże mi się rozwijać? Po co się zmuszać do wysiłku, aby zwyciężyć?

Nie muszę Ci mówić, że to nieziemski problem, skoro narkoman wie, że tak łatwo odnaleźć takie samozadowolenie po skręceniu jointa, wciągnięciu kreski koksu czy po małym wstrzyknięciu.

Należy znaleźć argumenty, które wywołają refleksję nad życiem. To miesiące i lata obecności, rozmów i współpracy z tą osobą. Trzeba jej pomóc odkryć satysfakcję z dobrze wykonanej pracy, szczęście wynikające z przyjaźni lub z miłości do prawdziwej osoby (a nie do skręta czy strzykawki), piękno świata, sztuki, natury, kobiety, dziecka itd.

Takie towarzyszenie drugiej osoby nie może się więc odbyć bez solidnego podejścia filozoficznego, a nawet mocnej duchowości. Zakłada, co jest najwyższą trudnością. Osoba pomagająca narkomanowi, sama znalazła już jakąś formę szczęścia w swoim życiu bez narkotyków. Bez tego, wysnuje on wniosek, że wszystkie rady są tylko pięknym utopijnym dyskursem nie do przełożenia na życie…

Poza tym, zagrożenie nigdy nie zniknie zupełnie. Wystarczy większe zmęczenie, rozczarowanie, infekcja, zły sen czy złe spotkanie… i pokusa powrotu do narkotyków znów się pojawi.

Dzięki marihuanie, czuję się dobrze nawet wtedy, a zwłaszcza wtedy, gdy wszystko się wali w moim życiu

W broszurach dystrybuowanych w szkołach ostrzega się dzieci, że narkotyki mogą skutkować uzależnieniem „już po pierwszym użyciu”.

I to nie dlatego, że organizm od razu przyzwyczaja się do narkotyku tak bardzo, żeby fizycznie mieć potrzebę ponownego zażycia. Tak jak wspomniałem, w przypadku większości narkotyków nie ma takiego prawdziwego uzależnienia fizycznego.

Problemem jest to, że wielu spośród nastolatków, czyli osób z natury wrażliwych, ma trudne życie. Nastolatkowie stykają się ze sporą przemocą w swoich dzielnicach, szkołach, środkach transportu, w rozbitych rodzinach. Paraliżuje ich przyszłość z perspektywą bezrobocia i głęboko zdegradowanego środowiska.

Gdy odkryją, że mogą od tego wszystkiego uciec dzięki „trawce” (lub innym narkotykom), wówczas bardzo trudno ich przekonać, że warto podjąć wyzwania, pozostać w realnym świecie i odnaleźć szczęście.

Dzięki marihuanie, czuję się dobrze nawet wtedy, a zwłaszcza wtedy, gdy wszystko się wali w moim życiu. Nie ma już potrzeby pokonywać gór, wygrywać wyścigów czy walk bokserskich. Nie ma już potrzeby uczenia się do zawodu, który się podoba. Nie ma już potrzeby kończenia studiów. Nie ma już potrzeby, aby zostać wirtuozem gry na pianinie. Ani potrzeby znalezienia dziewczyny, która się naprawdę podoba. Nie ma już potrzeby, żeby mieć życiowe plany.

Dlatego właśnie dobrze jest młodym ludziom mówić, aby nigdy, przenigdy nie próbowali. Nawet raz. Nawet dla zabawy.

Trzeba za to, co jeszcze bardziej konieczne, pokazać im, że istnieje inna droga, która da im więcej szczęścia niż sztucznie wywoływany raj. I to właśnie jest trudne. To właśnie robimy bardzo słabo, a rozdawane w szkołach broszurki nie dają nigdy żadnego wiarygodnego rozwiązania.

Śmiałe porównanie do leków

To, co powiem, może szokować, ale moim zdaniem wiele leków jest, tak jak narkotyki, sposobem na ucieczkę od twardej rzeczywistości życia.

W języku francuskim a także polskim, są dwa oddzielne słowa, czyli „narkotyk” oraz „lek”, ale język angielski ich nie rozgranicza i określa jednym słowem: „drug”.

Wyobraź sobie, że francuskojęzyczni czy polskojęzyczni lekarze zaczną do pacjentów mówić następująco:

Szanowny Panie,
Widzę, że spożywa Pan za dużo cukru oraz za dużo pali. Właśnie zaczyna się cukrzyca i niszczenie tętnic krwionośnych.

Ma Pan dwa wyjścia:

Pierwsze wyjście, to przejść na zdrowy tryb życia, lepszą dietę i rzucenie palenia. (…)

Drugie wyjście, to zażywanie narkotyków, aby móc zupełnie spokojnie zapomnieć o prawdziwym stanie swojego zdrowia. Może Pan kontynuować życie tak jak wcześniej.

Narkotyki sprawią, że objawy choroby znikną. Nie ma ryzyka zatrzymania przez policję, ponieważ narkotyki są dozwolone przez państwo. Są nawet refundowane przez państwowy system ubezpieczeń zdrowotnych! Nie wyda więc Pan ani grosza. Za to choroba będzie postępowała po cichu.

Narkotyki wywołają zaburzenia natury psychologicznej, które przyczynią się do innych chorób. Ryzyko hospitalizacji i śmierci będzie wzrastać. A im dłużej będzie Pan brać narkotyki, tym trudniej będzie wrócić do zdrowego trybu życia. Prawdę mówiąc, szybko dojdzie Pan do punktu, z którego będzie już zbyt późno, aby zawrócić.

A więc, które wyjście Pan wybiera?

Zdrowia życzę,
Jean-Marc Dupuis

PS Jeśli myślisz, że te informacje mogą zainteresować kogoś znajomego, śmiało mu je prześlij.

Źródła:

1. Wikipedia, Majaczenie alkoholowe; http://fr.wikipedia.org/wiki/Delirium_tremens

2. Cocaïne: sortir de la dépendance; http://sante.lefigaro.fr/actualite
/2011/01/23/10689-cocaine-sortir-dependance

3. Cocaïne; http://www.centres-pharmacodependance.net/grenoble
/ORITHYE/Monograp/cocaine.htm

4. Wikipedia, Zespół abstynencyjny; http://fr.wikipedia.org/wiki/Sevrage_(toxicologie)

5. Syndrome de sevrage;

Petycja w obronie naturalnego pożywienia

Petycja w obronie naturalnego pożywienia

Petycja w obronie naturalnego pożywienia

Koncerny spożywcze zapewniają w reklamach, że dzięki ich produktom będziemy zdrowsi i szczęśliwsi. Jednak prawda jest inna: w tych produktach większość zdrowych i naturalnych składników została zastąpiona szkodliwymi substancjami chemicznymi.

Weźmy na przykład parówki, tak chętnie spożywane przez dzieci. Oprócz mięsa, zmielonych skór i tłuszczu znajdziesz w nich szereg konserwantów, wzmacniaczy smaków i zagęstników, takich jak: azotyn sodu E250, azotyn potasu E249, guma konjac E425, skrobia modyfikowana E 1404, inozynian disodowy E 631 czy glutaminian sodu E 621.

Substancje te są potencjalnie rakotwórcze. Wywołują też pokrzywkę, astmę, reakcje alergiczne i migreny. Mogą również podrażniać przewód pokarmowy i oddechowy.

Czy wiesz o tym, że do gotowej pizzy czy zapiekanek zamiast żółtego sera dodaje się ser analogowy? Składa się on z wody, tłuszczów roślinnych, substancji aromatycznych, barwników oraz polepszaczy. Nie ma w nim odrobiny mleka! Oczywiście jest on o wiele tańszy od naturalnego.

Takich przykładów jest o wiele, wiele więcej.

W mięsie jest coraz mniej mięsa, ponieważ jest ono pełne chemii. Dosłownie!

Wędzone wędliny nie są już wędzone dymem pochodzącym ze spalania drewna liściastego, lecz koncentratem dymu wędzarniczego w postaci płynu. Dodatkowo do mięsa wstrzykuje się roztwory soli wraz z różnymi substancjami chemicznymi. Po takim procesie waga gotowej szynki zamiast maleć – wzrasta, ku uciesze producentów.

Nawet owoce i warzywa nie są już tak zdrowe jak kiedyś. Podczas wzrostu wielokrotnie spryskuje się je pestycydami, a po zbiorze – substancjami konserwującymi, aby na dłużej zachowały świeżość i atrakcyjny wygląd. Substancje te są rakotwórcze, mutagenne i mogą prowadzić do wad rozwojowych.

Jedynym ratunkiem, aby zdrowo się odżywiać jest powrót do produktów naturalnych, które możesz kupić bezpośrednio od rolników i drobnych wytwórców. Wytwarzają oni produkty prostymi metodami domowymi, z zachowaniem dobrych praktyk higienicznych (zalecanych przez UE). Są to bardzo często wyroby bez chemii – z własnych upraw i hodowli, przerabiane w tradycyjny sposób (np. dżem robi się gotując owoce z cukrem).

Tylko dzięki takiemu zdrowemu pożywieniu możesz zapewnić organizmowi prawidłowy rozwój i uniknąć wielu chorób cywilizacyjnych.

Na szczęście żywność kupowana na bazarkach czy rynkach cieszy się nadal ogromną popularnością. Lokalni rolnicy oferują na nich wiele tanich i zdrowych przysmaków.

I tu sielanka się kończy.

Wyobraź teraz sobie, że sprzedaż takich produktów bezpośrednio przez wytwarzających je rolników jest zakazana.
Że już nigdy nie kupisz świeżego mleka, powideł domowych czy wędzonej kiełbasy wprost od drobnego wytwórcy.

W takiej sytuacji pozostanie Ci już tylko żywność pełna chemii, która prędzej czy później zrujnuje zdrowie Twoje i Twoich najbliższych. Jeśli nie masz warunków, aby samemu uprawiać warzywa i owoce oraz hodować zwierzęta, to nie będziesz mieć wyboru!

Okazuje się, że zgodnie z obowiązującym obecnie prawem (Rozporządzenie Komisji Europejskiej WE 852/2004 w sprawie higieny środków spożywczych, Sprzedaż bezpośrednia – Rozporządzenie 1393 Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Warunki działalności marginalnej, lokalnej i ograniczonej (MOL) – Rozporządzenie 753 Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi) nie możesz kupić bezpośrednio od rolnika-wytwórcy, który nie prowadzi firmy, takich produktów jak:

  • dżemy, konfitury, soki;
  • przetwory domowe, przeciery;
  • mąki, kasze;
  • mięsa surowe (poza drobiem, zajęczakami i dziczyzną);
  • wędliny, pasztety;
  • oleje;
  • przetwory mleczne;
  • domowy chleb;
  • domowe nalewki, cydry, wina.

Prawo, które wydaje się zbyt absurdalne, aby zostało wprowadzone w życie, zawitało do naszego kraju.

Warto zaznaczyć, że w zdecydowanej większości krajów Unii Europejskiej, jak np. na Węgrzech, Słowacji, we Włoszech czy Hiszpanii, takie wyroby są legalne! Istnieją tam wręcz ułatwienia dla rolników: prawne, proceduralne i finansowe, wspierające taką działalność.

Jest to korzystne również dla nas, konsumentów, ze względu na niższą cenę produktów kupowanych bezpośrednio od rolników, ich świeżość i o wiele wyższą jakość.

Rolnicy posiadający małe gospodarstwa, często mają przecież nadwyżki produkcyjne. Na przykład ktoś handlujący świeżymi truskawkami, nadwyżki owoców przerabia na konfitury, aby potem je sprzedać. Jest to logiczne!

Ale według dzisiejszego prawa takie działanie jest już nielegalne. Co więcej, usunięcie szypułek z truskawek również zalicza się do żywności przetworzonej – czyli nielegalnej w sprzedaży bezpośredniej.

Jednocześnie sprzedaż z pierwszej ręki wszystkich produktów żywnościowych – czy to płodów rolnych, czy przetworów owocowych, czy zwierzęcych – jest prowadzona powszechnie w szarej strefie.

Jest to nie do pomyślenia!
To co kiedyś wydawało się normalne, teraz jest nielegalne w związku z restrykcyjnymi przepisami sanitarno-epidemiologicznymi.

Oczywiście wszystko jest zrobione w celu ochrony konsumentów. Według urzędników sprzedawana żywność pełna konserwantów jest zdrowa i bezpieczna, natomiast wyroby domowe już nie.
Mało tego, spędzając wakacje w gospodarstwie agroturystycznym, możesz skosztować przetworów wytwórstwa właściciela, natomiast kupić ich legalnie już nie.

Czy nie jest to absurdalne?

Jeśli prawo nie zostanie zmienione, możesz zacząć się żegnać z prawdziwym wiejskim chlebem na zakwasie, rozpływającym się w ustach twarogiem, aromatyczną kiełbasą czy zdrowym sokiem owocowym.

Obecnie drobni przetwórcy mogą promować lokalne produkty spożywcze tylko wtedy, gdy mają specjalny certyfikat unijny. Jednak jego uzyskanie jest bardzo trudne i czasochłonne. Dlatego z tysięcy polskich, naturalnych smakołyków tylko 36 może być sprzedawanych legalnie!

Zatem apeluję, podpisz tę petycję w obronie naszego prawa dostępu do naturalnego pożywienia.

Te absurdalne na pozór przepisy zostały wymyślone tylko po to, aby jeszcze bardziej wzmocnić koncerny spożywcze, a uprzykrzyć życie konsumentom i właścicielom małych gospodarstw. Aby móc produkować żywność przetworzoną, np. dżemy czy sery rolnik musiałby otworzyć zakład produkcyjny z wszelkimi wymogami sanitarnymi i prawnymi, a to nie byłoby wówczas dla niego w ogóle opłacalne.

Dziś tylko duże firmy mogą legalnie produkować takie przetwory, które potem trafiają do sklepów na półki z ekożywnością. A ich ceny mrożą krew w żyłach…

Na skutek narzucenia rolnikom tak restrykcyjnych przepisów jak obecne, wkrótce przestaną być dostępne produkty przystępne cenowo i pochodzące z małych gospodarstw.

To, co kiedyś było tanie i powszechnie dostępne, teraz jest drogie, mało dostępne a do tego nielegalne!
Totalny nonsens!

Podpisując tę petycję masz wpływ na zmianę sytuacji! Wspomóż nas w działaniach, abyś miał szansę odżywiać się zdrowo i naturalnie.

LEGALNY DOSTĘP DO ZDROWEJ ŻYWNOŚCI TO TWOJE PODSTAWOWE PRAWO!

  1. Apelujemy, aby regulacje prawne były dostosowane do mikrogospodarstw i właścicieli małych gospodarstw.
  2. Wzorując się na innych krajach Unii Europejskiej domagamy się, aby sprzedaż bezpośrednia produktów nieprzetworzonych i przetworzonych przez rolników była legalna (w określonych ilościach).
  3. Wspieramy każdą inicjatywę, która doprowadzi do tego, że żywność lokalna pochodząca z naszego kraju – która jest naszą chlubą – będzie zawsze LEGALNA!
  4. Apelujemy o kupowanie produktów bezpośrednio od lokalnych rolników – w ten sposób wyrazisz czynne poparcie dla inicjatywy dążącej do zalegalizowania bezpośredniej sprzedaży żywności lokalnej.

Wykonaj ten gest, i zostaw swój podpis pod tą ważną petycją.

Świeże produkty bez chemii, to klucz do zdrowia!

Po podpisaniu petycji przekaż tę wiadomość wszystkim swoim znajomym.

Powiedz im, że trzeba działać! Nie ma czasu do stracenia!

Z góry dziękuję

Faustyna Guzowska
Instytut Ochrony Zdrowia Naturalnego
kontakt@iozn.pl

Skąd bierze się popołudniowe zmęczenie?

Skąd bierze się popołudniowe zmęczenie?

Zjawisko to dotyczy wielu osób, a każda z nich jest przekonana, że jest ono całkowicie naturalne.

Jednak prawda jest inna.

Jeśli odżywiasz się zdrowo, sypiasz regularnie i uprawiasz sport, nie ma powodu, żeby Twój organizm domagał się odpoczynku w ciągu dnia.

Co więcej: istnieją sposoby na wyeliminowanie tego odczucia!

Skąd bierze się popołudniowe zmęczenie?

Najczęściej ten nagły atak zmęczenia pojawiający się popołudniową porą oznacza, że Twój organizm wpada w hipoglikemię. Hipoglikemia to stan niskiego poziomu cukru we krwi, inaczej: niedocukrzenia.

Może być to w pewnym stopniu zaskakujące – jakim sposobem organizmowi może brakować cukru po dopiero co spożytym posiłku?

Poniżej znajdziesz wyjaśnienie.

Dwa typy hipoglikemii

Poziom cukru we krwi jest zazwyczaj niski, kiedy brzuch jest pusty. Głód wywołuje trudności z koncentracją, poczucie zniecierpliwienia, nerwowość. Nazywa się to niedocukrzeniem na czczo (1).

Jednak hipoglikemia może wystąpić także po spożyciu sutego posiłku.

Gdy zjesz bardzo dużo, poziom cukru we krwi rośnie do tego stopnia, że Twojemu organizmowi ciężko sobie z tym poradzić.

Ten skok cukru jest jeszcze bardziej gwałtowny, gdy zjesz posiłek bogaty w węglowodany (obecne przede wszystkim w produktach takich jak: chleb, ziemniaki, wyroby cukiernicze, dosładzane napoje), Są one sprawnie rozkładane w żołądku na glukozę, która dostaje się do krwi.

Zbyt wysoki poziom glukozy jest niebezpieczny, więc organizm chroni się, obniżając glikemię dzięki wydzielaniu insuliny przez trzustkę. Insulina wysyła do komórek sygnały, które pobudzają je do wchłaniania nadmiaru cukru obecnego we krwi, aby przywrócić jego prawidłowe stężenie.

W ten sposób poziom cukru we krwi spada.

Pod wpływem szoku wywołanego gwałtownym wzrostem glikemii, który następuje po spożyciu posiłków wysokowęglowodanowych, w ramach silnej reakcji obronnej Twój organizm zaczyna wydzielać o wiele więcej insuliny niż potrzeba.

Z tego względu nie nastąpi stabilizacja stężenia cukru we krwi ani powrót do jego optymalnego poziomu (który wynosi między 70 a 140 mg/dl). Nadmiar insuliny skutkuje spadkiem glikemii i stąd też atak hipoglikemii. Zjawisko to nazywa się hipoglikemią reaktywną

Na tym etapie poziom energii i czujność obniżają się i ogarnia Cię obezwładniające poczucie zmęczenia.

Teoretycznie organizm mógłby poradzić sobie z hipoglikemią poprzez spalanie tłuszczów składowanych w komórkach. Jednak jeśli nie przyzwyczajasz go regularnie do spalania tłuszczów złożonych, nie będzie on w stanie zastosować tego mechanizmu.

Aby zaoszczędzić sobie hipoglikemii reaktywnej, a tym samym wyeliminować poczucie senności po posiłku, naucz swoje ciało skuteczniej wykorzystywać tłuszcze jako źródło energii. Niesie to za sobą wiele różnych korzyści.

Sprawdź reakcję Twojego organizmu

Podczas gdy nasi przodkowie byli zdolni do prawidłowego spalania tłuszczów, większość z nas jako główne źródło energii wykorzystuje glukozę.

A jak funkcjonuje Twój organizm – bazuje na spalaniu cukrów czy tłuszczów?

Dzięki opisanym poniżej wskazówkom możesz to łatwo sprawdzić.

Po pierwsze spróbuj opuścić jeden posiłek w ciągu dnia. Jednak musi to być posiłek w pełnym tego słowa znaczeniu – podwieczorek nie zalicza się do tej kategorii.

Następnie obserwuj, jak Twój organizm zareaguje na tego typu tymczasowy post.

  • Jeśli stwierdzisz, ze zaczynasz być zrzędliwy, wyczerpany, wygłodzony i gotowy na oddanie wszystkiego za bułkę z Nutellą, będzie to oznaczało, że spalasz cukry, a nie tłuszcze.
  • Jeśli pozostaniesz w pełni sił, wigoru i koncentracji, Twój organizm spala tłuszcze.

Oto kolejny sposób na weryfikację procesu spalania:

Wykonaj serię intensywnych ćwiczeń fizycznych z pustym żołądkiem, czyli nie spożywając uprzednio wysokokalorycznych batoników zbożowych.

  • Jeśli wysiłek okaże się nie do pokonania, będzie to znaczyło, że nie spalasz tłuszczów.
  • Jeśli Twoje samopoczucie w trakcie ćwiczeń będzie takie samo jak zawsze, Twój organizm spala tłuszcze.

Natychmiastowe korzyści płynące z przyzwyczajenia organizmu do spalania tłuszczów

Ucząc swoje ciało, jak spalać tłuszcze w celu wytwarzania energii, zapobiegniesz spadkom poziomu energii popołudniową porą. Niesie to za sobą wiele innych korzyści, między innymi:

  • natychmiastowe zwiększenie poziomu energii utrzymującego się przez cały dzień;
  • mniej chronicznych zapaleń związanych z nadmiarem cukru, który wywołuje poważne choroby takie jak: cukrzyca typu 2, rak, choroba Alzheimera, Parkinsona czy stwardnienie rozsiane. Zwiększysz również wrażliwość swojego organizmu na insulinę i leptynę;
  • zrzucenie tkanki tłuszczowej, zwłaszcza w okolicach brzucha. Spalając tłuszcze pokarmowe w naturalny sposób w celu wytwarzania energii, redukujesz pokłady skumulowane w tkance tłuszczowej. Pozwoli Ci to na schudnięcie bez podejmowania większego wysiłku;
  • organizm stanie się silniejszy i bardziej wytrzymały. Spalanie tłuszczów pozwala na oszczędzanie glikogenu (cukru) w czasie wysiłku fizycznego i wykorzystanie go dopiero wtedy, kiedy zajdzie prawdziwa potrzeba. W ten sposób zwiększysz swoje możliwości fizyczne i spalisz więcej tkanki tłuszczowej.

Istnieje również możliwość „wyszkolenia” ciała tak, aby spalało tłuszcze zamiast cukrów. Poniżej 5 ważnych zasad, których warto, aby to osiągnąć, przestrzegać.

Zasada 1. Zastąp węglowodany dobrymi tłuszczami

Mowa o węglowodanach znajdujących się głównie w pokarmach na bazie zbóż (makaronie, pieczywie, wyrobach cukierniczych, ziemniakach).

Najlepiej zastąp te węglowodany produktami bogatymi w dobre tłuszcze, takimi jak:

  • oliwki i oliwa z oliwek (w temperaturze pokojowej),
  • awokado,
  • orzechy włoskie, laskowe, arachidowe, migdały,
  • kokosy, olej kokosowy (stosowany do gotowania),
  • olej z orzechów arachidowych w temperaturze pokojowej,
  • żółtka jaj bio,
  • masło na bazie surowego mleka bio pochodzącego od krów wypasanych na łąkach,
  • mięso zwierząt wypasanych na łąkach.

Unikaj modyfikowanych olejów o wysokiej zawartości kwasów omega-6: oleju z pestek winogron, słonecznika, kiełków pszenicy, kukurydzy, soi czy nasion krokosza barwierskiego.

Kwasy omega-6 przyjmuje się niemalże bezwiednie, spożywając czekoladę, batony czekoladowe, mięso zwierząt karmionych paszą przemysłową na bazie zbóż, gotowe dania powszechnie dostępne w sklepach, margarynę i tym podobne. Oleje zawierające kwasy omega-6 są tanie i z tego względu używa się ich masowo przy przygotowywaniu posiłków na dużą skalę – w zasadzie wszędzie, gdzie producent chce zaoszczędzić ile tylko się da na składnikach.

Nie wszystko, co nasycone, musi być szkodliwe. Tłuszcze nasycone stanowią kluczowy element zdrowej diety.

Rozsądnym rozwiązaniem jest przyjmowanie od 50 do 70% dziennego zapotrzebowania kalorycznego pod postacią dobrych tłuszczów. Tym samym bez większego wysiłku ograniczysz dostarczanie ciału węglowodanów.

Dzięki spożywaniu tłuszczów zamiast węglowodanów, organizm o wiele szybciej odzyska równowagę. Tłuszcze są bardziej treściwe i dlatego ich rozkład trwa dłużej niż węglowodanów.

Jeśli po zastąpieniu węglowodanów dobrymi tłuszczami wciąż odczuwasz głód, oznacza to, że ilość spożywanych tłuszczów powinna być większa. Aby dieta nie była nudna, warto wprowadzać urozmaicenia, na przykład zastępując bardziej standardowe składniki oliwkami, innymi rodzajami mięsa, awokado, orzechami czy jajami.

Udział węglowodanów powinien pochodzić głównie z warzyw (soczewicy, grochu, fasolki szparagowej, kapusty, zielonych warzyw, słodkich ziemniaków), których indeks glikemiczny jest niski.

Zasada 2. Regularnie rezygnuj z posiłków

Twoje ciało ma pełne prawo do ograniczonego czasu pracy.

Człowiek z natury nie lubi pościć. Zazwyczaj okoliczności go do tego zmuszają.

Jednak ciało potrzebuje postu, gdyż pozwala mu to na odpoczynek. Rezygnując z posiłku, dajesz organizmowi chwilę wytchnienia, gdyż nie musi on przetwarzać ogromnych ilości jedzenia, które są mu zazwyczaj intensywnie serwowane.

Pozwala to ciału na generalny remanent. Organizm wykorzystuje ten okres do spalenia resztek, które kumulują się w jego zakamarkach, do wewnętrznego oczyszczenia i wzmocnienia.

W niektórych kulturach pielęgnuje się tradycję postu – tego typu praktyki stają się coraz bardziej popularne zwłaszcza w krajach wschodnich.

Naukowcom udało się potwierdzić, że poszczenie jest niezwykle korzystne dla zdrowia. Między innymi pozwala na kontrolowanie wagi, pomaga w walce z rakiem, ma działanie odstresowujące i przeciwzapalne. Powstrzymywanie się od spożywania pokarmów rozwiązuje wiele problemów zdrowotnych.

Poszczenie to najlepszy sposób na zachęcenie organizmu do spalania tłuszczów przechowywanych w tkankach.

Jeśli Twoja dieta obecnie składa się głównie z gotowych dań, kanapek i słodkich przekąsek, nie podejmuj się poszczenia z dnia na dzień.

Zanim zdecydujesz się zrezygnować z posiłków, zacznij raczej od przejścia do spożywania treściwych pokarmów dobrej jakości. Jeśli pościsz regularnie, szybko zorientujesz się, że każdy posiłek ma wielkie znaczenie.

Jeśli chcesz stosować opisaną poniżej metodę poszczenia z przerwami, musisz dobrze poznać metabolizm swojego ciała.

Organizm potrzebuje od 6 do 8 godzin, żeby zupełnie wyczerpać zapasy glikogenu (cukru). Po upływie tego czasu rozpocznie się spalanie tłuszczów.

Jeśli będziesz uzupełniać zasoby glikogenu co 8 godzin, wykorzystywanie tłuszczów do wytwarzania energii będzie przychodziło Twojemu ciału z większym trudem.

Prostym sposobem na stosowanie postu z przerwami jest przyjęcie przedziału czasowego, w którym posiłki spożywa się w ciągu pierwszych 8 godzin od pierwszego posiłku, zamiast podjadania przez cały dzień. Oznacza to, że przez 16 godzin w ciągu doby nie jesz zupełnie nic.

Oto przykładowy plan: śniadanie o godzinie 9:00, a następnie 8 godzin później, czyli o 17:00 kolacja. Należy pamiętać o tym, że posiłki powinny być wystarczająco treściwe. W ten sposób Twoje ciało będzie miało całe 16 godzin przerwy, w przeciągu których przejdzie w tryb spalania tłuszczów.

Kiedy organizm przyzwyczai się już do spalania tłuszczów, zobaczysz, z jaką łatwością przyjdzie Ci zapomnieć o przekąskach i słodkich smakołykach.

Uwaga! Post z przerwami nie jest odpowiednią metodą dla osób cierpiących na chorobę Addisona, dotkniętych chronicznym stresem, mających problemy z kortyzolem, kobiet w ciąży czy karmiących piersią.

Zasada 3. Wysiłek fizyczny

Wysiłek fizyczny stanowi idealne połączenie z metodą postu z przerwami. Przyspiesza on metabolizm, inicjując spalanie glikogenu i tłuszczów celem wytworzenia energii.

Uprawiając sport, podnosisz poziom koncentracji i stajesz się bardziej odporny na wczesnopopołudniową falę zmęczenia.

W celu uzyskania najlepszych rezultatów uprawiaj sport z rana przed śniadaniem. Intensywne ćwiczenia z przerwami stanowią sprawdzony sposób na podniesienie poziomu energii.

Przykładem tego typu treningu jest seria składająca się z 8 powtórzeń 20-sekundowego sprintu i 10-sekundowego odpoczynku.

Zasada 4. Wystrzegaj się biurowej rutyny

Siedzenie w biurze przez cały dzień jest dla organizmu czymś zupełnie nienaturalnym. Co więcej, długotrwałe przebywanie w pozycji siedzącego jest szkodliwe dla zdrowia i ogólnego samopoczucia. Na dłuższą metę podnosi ryzyko wystąpienia chronicznych chorób i skraca oczekiwaną długość życia.

Nawet jeśli zmienisz dietę i zdecydujesz się pościć każdego dnia, a będziesz przebywać w pozycji siedzącej przez cały dzień, Twój poziom energii wciąż pozostanie bardzo niski.

Popołudniowe zmęczenie można również pokonać, unikając bezruchu.

Dlatego też, kiedy tylko masz taką możliwość, pracuj w pozycji stojącej.

Gdy zajdzie potrzeba przemieszczenia się, nie poruszaj się po biurze, apatycznie pociągając nogami. Wykorzystaj raczej okazję do żwawego marszu i rozprostowania nóg. Schody pokonuj biegiem.

Jest to bliski mojemu sercu temat, który poruszałem już wielokrotnie. Zachęcam Cię do ponownego przeczytania mojego listu dotyczącego pozycji siedzącej.

Zasada 5. Sen za wszelką cenę

Nie możesz oczekiwać, że Twoje ciało pozostanie w doskonałej formie przez cały dzień, jeśli się nie wysypiasz.

Odpowiednia ilość snu to podstawa. Jednak w czasach, gdy jesteś otoczony przez rozmaite urządzenia elektroniczne, które sprawiają, że chodzisz spać bardzo późno, należy tym bardziej podkreślić znaczenie zbawiennego wpływu regularnego trybu spania.

Zdrowia życzę,
Jean-Marc Dupuis

Dziękując za komentarz:

Fotka dla Pana Negev  –  po głodówce miesiecznej, zmarznięciu i pracy przy śluzowaniu i usuwaniu lodowej kry byłem w dobrej formie ( zgadza się to z zaleceniami tego art.)

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.