Pustelnik

 

Pustelnik

„Pustelnik” opowiadanie

Burza nadciągnęła znienacka. Sypnęło gradem. Gnom ucichł. Opodal uderzył w drzewo piorun. Usłyszałem z pobliskich zarośli okrzyki duszków leśnych.

Ratuj się! Uciekaj!… Biegnij za nami!

Biegłem i biegłem wśród kanonady piorunów, smagany gałęziami krzewów i ulewnym deszczem, co kilka kroków waląc się na ziemię. Nagle, w błysku pioruna, zobaczyłem zarys chaty.  Dopadłem do drzwi, zapukałem ale nikt nie odpowiadał. Nacisnąłem klamkę i wszedłem do środka. Grzmot rozdarł powietrze, światło padające przez okna  błysku pioruna, na chwilkę oświetliło wnętrze. Spostrzegłem: stół , kilka krzeseł i trumnę stojącą na podłodze.

Szukając po omacku na stole odnalazłem lichtarz i zapałki. Płomień świecy , ciepło i światło od niego bijące było błogosławieństwem.Pośrodku izby stał żelazny piecyk z fajerkami na górze a obok z wiaderka wystawały drwa. Podłożyłem kilka smolnych szczap pod stos drewienek , a  w jego środek włożyłem ogarek. Zapłonął ogień…

Rozebrałem się do naga i rozwiesiłem ubranie w pobliżu piecyka. Ze skrzyni stojącej przy ścianie zdjąłem jakiś koc, okryłem się nim ,siadłem przy stole. Po chwili, już przez sen usłyszałem przytłumiony śmiech …

To głos z tej trumny … !? Gdzie ja jestem! – błysnęło mi w głowi ale sen już wziął mnie mocno  w niewolę

Mój Drogi gościu.. wszedłeś tu nie proszony ale masz wielkie szczęście. Już od dawna nie miałem okazji porozmawiać z człowiekiem… Hmm .. grzesznym człowiekiem. Więc szukasz filigranowej kobiety o jasnych włosach? W lesie?! Chyba rozum ci odebrało.. tu jej nie znajdziesz. Poradzę ci: Musisz  zmądrzeć… Poznanie siebie jest początkiem mądrości; bez niego wiedza prowadzi do walki, ciemnoty, cierpienia i udręczeń. Aby nauczyć się techniki, dostać posadę, zdobyć fach, poddajemy się procesowi przeładowywania umysłu faktami i wiedzą. Oczywiście dobry technik ma w dzisiejszym świecie większe szansę zabezpieczenia sobie bytu; ale… co dalej? Czy technik specjalista jest lepiej przygotowany do stawiania czoła złożonym problemom życia, aniżeli inni którzy tego wykształcenia nie posiadają? Fach stanowi tylko cześć życia, istnieją inne jego dziedziny, bardziej ukryte, subtelne, tajemnicze. Podkreślanie jednej strony, a zaprzeczanie lub lekceważenie reszty, musi z konieczności prowadzić do jednostronnej i szkodliwej działalności. Właśnie to ma dziś miejsce na całym świecie z jego wciąż wzrastającym cierpieniem, walką, chaosem. Istnieją oczywiście nieliczne wyjątki ludzi twórczych, szczęśliwych, mających kontakt z czymś, co nie jest dziełem ludzkich rak, którzy nie ograniczają się do spraw intelektu.

Mamy wrodzoną zdolność do szczęścia, możliwość twórczości, oraz wchodzenia w kontakt z czymś, co istnieje poza chwytem szponów czasu. Radość twórcza nie jest darem przeznaczonym dla niewielu; dlaczego znaczna większość ludzi nie zna tej radości? Czemu niektórzy potrafią,pozostawać w kontakcie z głębią, pomimo warunków i przeciwności, gdy inni staja się ich ofiarą i są zmiażdżeni? Czemu niektórzy są prężni, giętcy, a inni pozostają uparci i sztywni i życie ich niszczy ? Bez względu na wiedzę niektórzy potrafią mieć wrota otwarte ku temu, czego żaden człowiek, ani książka, nie są w stanie dać; a inni zostają przytłoczeni przez technikę i autorytet. Dlaczego? Jasne jest iż nasz intelekt chce być pochłonięty i zabezpieczony w jakiejkolwiek działalności, pomijając drogi szersze i bardziej głębokie, gdyż czuje się być wówczas na pewniejszym gruncie. Niejedno dziecko, zanim nie zostanie zepsute przez wychowanie, jest w kontakcie z nieznanym; w różny sposób dzieci to okazują. Ale otoczenie wkrótce zamyka się wokół nich i od pewnego wieku tracą to światło, to piękno, którego nie znajdzie się w żadnej książce ani szkole. Dlaczego?

Czy życie jest dla nich zbyt trudne, i muszą stawić czoło twardym koniecznością istnienia. A może to ich Karma, grzech ich ojca, lub inne podobne nonsensy. Twórcza radość jest dla wszystkich, a nie tylko dla paru wybrańców. Wy możecie ją wyrażać w pewien właściwy sobie sposób, a ja w inny, ale jest ona dla wszystkich. Radość twórcza nie ma ceny na rynkach, nie jest towarem do nabycia przez tego, kto więcej zapłaci; jest jedyną rzeczą; która może być wszystkim dostępna. Czy owa radość twórcza jest osiągalna? Inaczej mówiąc, czy można pozostawać w kontakcie z tym, co jest źródłem wszelkiej radości? Czy takie otwarcie się wewnętrzne może być utrzymane pomimo wszelkiej wiedzy i techniki; pomimo wykształcenia i natłoku wrażeń w naszym życiu? Owszem może, ale tylko wtedy gdy wychowawca będzie wprowadzony w tę rzeczywistość, gdy ten który naucza będzie sam w kontakcie z tym źródłem wszelkiej radości.

Więc nie dziecko, nie uczeń stanowi zagadnienie, a nauczyciel i rodzic. Wychowanie staje się zaczarowanym kołem bez wyjścia tylko wówczas gdy nie widzi się zasadniczej; ponad wszystko inne ważnej potrzeby tej twórczej radości. Wszak być otwartym ku źródłu wszelkiego szczęścia jest najwyższą religią, ale aby móc poznać to szczęście trzeba nam skupić na tym właściwą uwagę, jak ją skupiamy na sprawach materialnych. Powołanie nauczyciela to nie tylko posada i rutyna, jest ono wyrazem piękna i radości, które nie dają się mierzyć powodzeniem ni osiągnięciami. Światło Rzeczywistego i szczęście odeń nieodłączne pojawiają się  tam, gdzie „poddaje się” intelekt. On to jest siedliskiem naszego „ja”.Poznanie siebie jest początkiem mądrości; bez niego wiedza prowadzi do walki, ciemnoty, cierpienia i udręczeń.

Przebudziłem się na te słowa. Podszedłem do trumny i delikatnie zapukałem: Bardzo dziękuję za te rady. Ty wszystko wiesz .. Wiec gdzie odnajdę ukochana… filigranową .. W trumnie coś zastękało, poruszyło się. Miałem wrażenie, ze ten ktoś obrócił się plecami do mnie…

Ale z ciebie głupek… usłyszałem.. i po co ja ci to wszystko mówiłem. hmm .. jest takie przysłowie o perłach rzuconych…

Nie dosłyszałem co powiedział dalej bo całym domem zatrząsł potężny podmuch nawałnicy..Spojrzałem w okno. Promienie słoneczne rozświetliły izbę. Deszcz przestał padać. Ubrałem się i cichutko, by nie obudzić pustelnika, wyszedłem z tego gościnnego Bożego Domu. Gdy przeszedłem kilkadziesiąt metrów, po mało widocznej leśnej ścieżce, ujrzałem samochód. Odetchnąłem z ulgą… Wrócę do domu i się nareszcie zjem porządny posiłek, i wyśpię się we własnym łóżku – pomyślałem.

Ale … jak to w życiu bywa:  gdy zaplanujemy bogowie się uśmiechają. Na ścieżce zobaczyłem idącą w moją stronę kobietę. Podeszła do mnie, pocałowała mnie w policzek i powiedziała: Mój drogi, długo na siebie kazałes mi czekać…

ciąg dalszy ” nastąpi

Gnom o miłości

 

Gnom o miłości

„Gnom” opowiadanie

Przysiadłem na ławce stojącej przy konarze olbrzymiego dębu. Może pojawi się tu zaraz wymarzona w snach kobieta? Filigranowa i z jasnymi włosami? – pomyślałem. Niestety… Usłyszałem niski i chrypiący głos dochodzący  gdzieś z dołu, spośród wystających nad ziemię korzeni. To może być Gnom- pomyślałem i ogarnął mnie smutek. Bo przecież duszki mówiły mi, że Gnomy , ich starzy przyjaciele, wychodzą ze swoich kryjówek tylko wtedy gdy źle się dzieje na Ziemi. Swą mądrością odwieczną   łatają dziury w materii  życia spowodowane ludzkim egoizmem i żądzami..

Witam cię, mój drogi. Posiedźmy troszkę w milczeniu – powiedział Gnom. Przymknąłem oczy. Po chwili on mówił , ja słuchałem::

Miłość osiąga tylko ten, kto miłość daje – zaczął ……Przyciągać ku sobie miłość z Kosmosu możemy w tym samym stopniu, w jakim kochamy każdy przejaw Natury, czy będzie to krzew, poziomka czy jagoda, owad, czy ptak. A nikt przecież nic może gnębić lub niszczyć tego, co rzeczywiście kocha. Tym specyficznym pierwiastkiem, który w nas spływa z każdej żyjącej formy, jest życie! W miarę tego, jak wchłaniamy w siebie ten pierwiastek, budzą się w nas siły, które tylko słowem cud dadzą się określić. Zniszczymy lasy, a odetniemy tym siłom drogi działania. Zamieńmy dzikie drzewa przez sztuczne odmiany, a siły te zaraz zmarnieją jak marnieje każde drzewo, dające uszlachetnione owoce, tak samo jak marnieje wątroba tuczonej gęsi.Gdy poczniemy się zbliżać ku szczęściu i zdrowiu, stosunek nasz do drzew i wszystkiego żyjącego zmieni się zupełnie. Poznamy wkrótce, że jak tylko ukochamy drzewa, rośliny, owady, ptaki i zostawimy je w spokoju, energia życia, która stanowi ich istotę, spłynie w nas.

Lecz czyż można żyć – spytasz – bez opału, bez roślinnego lub zwierzęcego pożywienia?

Tak – ale czyż w wieczności jest tylko jedna forma życia? Czy warunki życia nie zmienią się z czasem stosownie do naszej wrażliwości! Przecież już teraz milionom ludzi każe najgłębszy instynkt ze wstrętem odsuwać się od zwierzęcego pożywienia. Zapewne – ludzkość nie może od razu, w jednym momencie, zaprzestać gwałtu nad roślinnym i zwierzęcym Królestwem  Tylko dlatego, że kochamy, wyrastamy ku szlachetniejszemu i dłuższemu życiu. Przez miłość uczymy się szacunku dla wszystkiego co żyje.

Otworzyłem oczy. Powiało chłodem. Zerwał się wieczorny wiatr. Z oddali nadleciał odgłos grzmotu….. Burza nadciągnęła znienacka. Sypnęło gradem. Gnom ucichł. Opodal uderzył w drzewo piorun. Usłyszałem z pobliskich zarośli okrzyki duszków leśnych.

Ratuj się! Uciekaj!… Biegnij za nami!….

Biegłem i biegłem wśród kanonady piorunów, smagany gałęziami krzewów i ulewnym deszczem, co kilka kroków waląc się na ziemię. Nagle, w błysku pioruna, zobaczyłem zarys chaty.  Dopadłem do drzwi, zapukałem ale nikt nie odpowiadał. Nacisnąłem klamkę i wszedłem do środka. Grzmot rozdarł powietrze, światło padające przez okna  błysku pioruna, na chwilkę oświetliło wnętrze. Spostrzegłem: stół , kilka krzeseł i trumnę stojącą na podłodze.

ciąg dalszy „Pustelnik”

 

Leśne Duszki

 

Leśne Duszki

„Leśne Duszki”

( w pogoni za marzeniem)

Leżałem pod sosną na mokrym od rosy mchu. Nie wiedziałem gdzie jestem. Obudziłem się z przeczuciem, że otacza mnie tłum mówiących na raz istot. Rozejrzałem się dookoła. Wśród otaczających mnie sosen i świerków nikogo nie było. Obok mnie leżała jedwabna fioletowa chusta a przede mną, na ścieżce , stał samochód. Przymknąłem oczy chcąc zmusić umysł do skupienia i poukładania wspomnień w jakąś logiczną całość. Doszedłem szybko do wniosku, ze wszystko to co zdarzyło się , było snem. Gdy samochód nie chciał zapalić, zniechęcony kolejnym i nieudanymi próbami ,widocznie usiadłem pod sosną i zasnąłem. I cóż , jak każdej nocy , w śnie zamarzyłem sobie by spotkać filigranową kobietę o jasnych włosach.

Przez cały czas rozmyślań słyszałem zupełnie nie znany mi szum. Tę kakofonię , przypominającą brzęczenie w ulu pszczół, nagle zagłuszył głos:

Hej! Tam leży człowiek. To musi być on bo przy nim leży jej chusta. To znak!

Czarna opaska zasłoniła mi oczy. Moje ręce zostały związane powrósłem.

Nie ruszaj się a nic ci się nie stanie! Wstań! Pójdziesz z nami! Czekają na ciebie

Usłyszałem wesoły, sepleniący głos. Kilka innych głosów, również przedziwnie brzęczących i sepleniących, dołączyło do tego radosnego śmiechu. Poczułem dotyk wielu małych rączek, które pomogły mi wstać. Domyśliłem się, że mam do czynienia z leśnymi duszkami.  Te sympatyczne, sięgające mi ledwie do kolan, istotki prowadziły mnie godzinami przez lasy. Często odpoczywaliśmy i posilaliśmy się poziomkami, jagodami, malinami, jeżynami popijając rosę z liści. Nie zgodziły się zdjąć mi z oczu opaski. Podczas posiłków duszki opowiadały o roślinach i o swoim Bogu, który stworzył świat.

Po jakimś czasie doszedłem do wniosku, że chodzimy w kółko. Widocznie duszki pragnęły bym je wysłuchał. Nie miałem pojęcia dlaczego im na tym zależy.

Oto co zapamiętałem:

Przyroda jest łaską boską. Wspaniałe jest nasze istnienie tutaj wśród drzew i innych roślin. Drzewa istnieją na Ziemi 150 milionów lat dłużej niż ludzie i w istocie są one pierwszymi pionowymi istotami. Nie duszków czy tym bardziej ludzi zasługą jest stworzenie istot na Ziemi. Mówiąc, że przyszliśmy na wypełniony łaską wszechświat, mówimy o pierworodnym błogosławieństwie, które zachodziło poprzez osiemnaście miliardów lat i którego rozwój trwa nadal w zdumiewającym akcie współtworzenia. Co roku drzewo tworzy absolutnie od początku dziewięćdziesiąt dziewięć procent swoich żywych części. Każdego dnia w lecie drzewo średnio wydziela tonę wody; a duże drzewo wiązu w jednym tylko sezonie rodzi sześć milionów liści nie ruszając się z miejsca. Zamiast odnosić się do przyrody tak jak czynią to ludzie, jako do czegoś, co trzeba ujarzmić lub z czego czerpać zysk, potrzeba całkowicie nowego doń podejścia , które jest w istocie pierwotne: odnoszenia się jako podmiotu do podmiotu, a nie jako podmiotu do przedmiotu. Jest to odniesienie pełne czci, bowiem cześć i zachwyt są najbardziej stosowną odpowiedzią na błogosławieństwo Stwórcy. Jest to podejście mistyczne, wejście w tajemnice Stworzenia.

Według mitu stworzenia rdzennych ludów Australii, które są najstarszym plemieniem ludzkim na świecie, Stwórca wyśpiewał każde stworzenie do istnienia. Ta pieśń pierworodna powołująca do życia wszystkie istoty uczyni więcej, aniżeli wymyślone przez religie pojęcia grzechu pierworodnego. Uwierzmy i zacznijmy żyć prawdą, że wszyscy zostaliśmy prawdziwie wyśpiewani do istnienia przez łaskawego i mądrego Stwórcę, dla którego jesteśmy pierworodnym błogosławieństwem.

W pewnym momencie duszki ostrożnie sprowadziły mnie po stromej skarpie. Usłyszałem szum płynącej wody a na twarzy poczułem wiatr. Duszki rozwiązały mi ręce i umilkły. Zdjąłem opaskę z oczu…..

Przysiadłem na ławce stojącej przy konarze olbrzymiego dębu. Może pojawi się tu zaraz wymarzona w snach kobieta? Filigranowa i z jasnymi włosami? – pomyślałem. Niestety… Usłyszałem niski i chrypiący głos dochodzący  gdzieś z dołu, spośród wystających nad ziemię korzeni.

Dalszy ciąg … Opowiadanie „Gnom”

Jestem kobietą…

Jestem kobietą…

https://www.youtube.com/watch?v=AU1km1ZmNAQ&feature=youtu.be

J. Krishnamurti (fragment)

„ Jestem kobietą „… i nie wiem czym jest miłość. Zaczynam powątpiewać czy ona w ogóle istnieje. Znamy wrażenia, namiętności, emocje, podniety i zaspakajające nasze pożądania rozkosze, ale wątpię byśmy znali miłość. Wprawdzie nieraz mówimy że kochamy, ale nigdy całym sobą, zawsze coś zatrzymujemy dla siebie; nie fizycznie, fizycznie oddajemy się całkowicie, zwłaszcza na początku, ale może nawet i tu pozostaje jakaś reszta.

To, co dajemy jest tylko darem zmysłów, a to, co naprawdę mogłoby darzyć, jest dalekie, chyba wcale w nas nie obudzone. Spotykamy się wśród dymu i gubimy się w nim, a o płomieniu nie wiemy nic. Dlaczego nie ma w nas płomienia? Czemu nie pali się on jasno i czysto, bez nijakiego dymu? Czyśmy się stali aż tak wykształceni i sprytni? Czy obarcza nas za dużo wiadomości byśmy mogli czuć dogłębnie i prosto i żywić w sercu ten prawdziwy aromat? Co do mnie, sądzę że jestem na to za bardzo oczytana, zbyt współczesna i rozpaczliwie powierzchowna. Pomimo zdolności do błyskotliwej rozmowy wydaję się sobie głupia i nudna.”

Czyż miłość ma coś wspólnego z inteligencją lub głupotą? Czy jest to świetlany ideał, owo „niedosięgalne”, które się daje zdobyć tylko pod pewnymi warunkami? A my nie mamy czasu aby je wypełniać. Wiele mówimy i piszemy o pięknie, malujemy je i staramy się wyrażać w tańcu, jakże często prawimy o nim kazania; a przecie sami sobą nie tworzymy piękna, i nie znamy miłości. Znamy tylko słowa.

Być otwartym i bezbronnym – to wrażliwość; a dawać i jednocześnie coś zatrzymywać – to twardość i niewrażliwość. Człowiek bezbronny jest niepewny jutra, a więc od tego jutra wolny; w tym co jest otwarte mieści się niezmiernie wiele; jest ono w stanie wyjść na spotkanie nieznanego. Proste, bezbronne, otwarte, jest też i piękne; a zamykające się w sobie jest tępe, niewrażliwe, ociężałe. Ociężałość i głupota zarówno jak i spryt, to formy samoobrony. Otwieramy jedno okno, a inne trzymamy zamknięte, gdyż chcemy by świeży wiatr wlatywał tylko poprzez okno które myśmy świadomie wybrali. Nigdy nie wychodzimy sami w szeroką, otwartą przestrzeń; nie otwieramy też nigdy na oścież wszystkich okien i drzwi.

Wrażliwości nie nabywa się stopniowo, z biegiem czasu. Człowiek tępy i ociężały nigdy nie stanie się wrażliwy, tępy pozostanie tępym. Głupota nie może zmienić się w inteligencję; usiłować stać się inteligentnym jest po prostu niedorzecznością. A przecie na tym polega jedna z największych naszych trudności: wciąż staramy się stawać się czymś większym i lepszym; ale tępota i ociężałość w nas trwają i wcale nie ustępują.

„Cóż więc mamy robić?”

Nic. Nie rób nic, bądź taką jaką jesteś – czyli niewrażliwą. „Robić coś” to uchylać się od tego co jest, a takie uchylanie się to najcięższa głupota. Niewrażliwy nie stanie się wrażliwym, wszystko co może zrobić to zdać sobie sprawę z tego jaki jest, czyli ze swej niewrażliwości i pozwolić by ona wyjawiła mu swą pełną treść. Nie trzeba w ten proces wtrącać się intelektem, nie trzeba chcieć zmienić swoją niewrażliwość, bo ten kto się wtrąca i chce zmiany jest właśnie głupi i niewrażliwy. Trzeba wsłuchać się w to co jest, a ono odsłoni nam całą swą zawartość, swe źródło i treść; nie staraj się jej tłumaczyć, nie chciej też zaraz działać, tylko słuchaj pilnie, nie przerywając, nie interpretując, słuchaj całej opowieści do końca. Dopiero wówczas możesz podjąć czyn. Robienie nie jest ważne, słuchanie jest najważniejsze.

Aby moc dawać musi istnieć niewyczerpane, bezdenne źródło. Gdy dając, zatrzymujemy chociaż trochę dla siebie, motywem jest zawsze strach że się to skończy, że się wyczerpie i nic w nas nie pozostanie. Ale tylko gdy coś istotnie się kończy, może wychylić się bezdenne i niewyczerpalne. Ale w dawaniu naszym zwykle nic się nie kończy; dajemy z dużej zawartości, czy też z małej, ale i ta duża i ta mała jest ograniczona, jest dymem, jest dawaniem ale i braniem – więc wymianą.

Dym to pożądanie, czyli zazdrość, złość, rozczarowanie; dym to lęk przed uchodzeniem czasu, to pamięć, to doświadczenie. Nie masz w tym prawdziwego darzenia, a to, co się rozszerza i wzmaga to tylko dym. Zatrzymywanie czegoś dla siebie jest nieuniknione, bo właściwie nie mamy nic do dania. Dzielenie się nie jest darzeniem; sama świadomość dawania czy dzielenia się uniemożliwia najgłębszy kontakt, prawdziwe obcowanie. Dym nie jest płomieniem, a my go najczęściej bierzemy za płomień i z nim go utożsamiamy. Bądźmy świadomi dymu, czyli tego co jest, nie starajmy się jednak rozpraszać go ciągłym dmuchaniem, chcąc ujrzeć płomień.

„Czy jest możliwe poznać w sobie ten płomień? czy też jest on dostępny tylko nielicznym?”

Nie jest ważne czy jest on dla wszystkich, czy dla niewielu; jeśli się będziemy nad tym zastanawiać zaplączemy się dalej w ułudę. Płomień jest dla nas ważny, on musi skupić naszą uwagę; czy może się w nas pojawić ten płomień bez dymu? Przekonajmy się. Obserwujmy dym cicho, uważnie, cierpliwie; rozproszyć go nie możemy, gdyż sami nim jesteśmy, ale gdy dym się rozejdzie, promień sam się ukaże. A ogień ten jest niezniszczalny, nie gaśnie nigdy. Wszystko ma swój początek, ma też swój koniec, prędko wyczerpuje się i niszczeje. Gdy serce jest czyste, wolne od wpływu intelektu, a umysł wolny od myśli, wówczas jawi się miłość. Tylko to, co jest puste, bez zawartości nijakiej, jest niewymierne i niewyczerpalne.

Płomień nie zmaga się z dymem; tylko różne odruchy i reakcje ścierają się ze sobą wśród dymu. Płomień i dym nigdy ze sobą nie walczą, bo do walki potrzebny jest jakiś kontakt, jakiś stosunek, czy wspólna płaszczyzna, a cóż ten płomień może mieć z dymem wspólnego? Jeden się pojawia gdy drugi znika.

https://www.youtube.com/watch?v=AU1km1ZmNAQ&feature=youtu.be

Obrazy Marcina 100 x 70 cm akryl

Marzenia Marcina

Grafika internetowa z zasobów Esmiry

Marzenie Marcina

spotkać  artystkę i słuchać jak gra … a później… „Chłopy” wiedzą co chce napisać…

… tak z nią zatańczyć

https://www.youtube.com/watch?v=lp-EO5I60KA

Zawał: dramat emerytury

 

Zawał: dramat emerytury

Zdrowia życzy,
Jean-Marc Dupuis

a Marcin dokłada fotki z patrzenia w chmurki , „byczenia się” na pomoście  i też zdrowia życzy….

Szanowny Czytelniku,

Kamper stał przed małym domkiem. Silnik mruczał. Pojazd właśnie przebył badanie techniczne. Zbiornik paliwa zatankowany do pełna. W turystycznej lodówce mnóstwo apetycznych przysmaków.

Michał przestudiował mapę Europy. Od pięciu lat dopracowywał trasę, widząc się już to w Atenach, to na Akropolu, to w kajaku w skandynawskich fiordach czy w Andaluzji, w cieniu drzew pomarańczowych, ze szklanką musującej i lodowatej sangrii w dłoni.

Jego żona siedziała już na miejscu dla pasażera. Walizki były gotowe. Wszystkie dokumenty uporządkowane, zwłaszcza ta skomplikowana dokumentacja, którą musiał wypełnić, by zdobyć uprawnienia emerytalne, tak zasłużone po 40 latach pracy w wielkiej firmie.

Wreszcie nadeszła pora odjazdu. Michał wsiadł do samochodu, włożył kluczyk do stacyjki, wcisnął sprzęgło i właśnie wtedy…

Gwałtownie pochylił się do przodu, złapał się za pierś, wydał słaby okrzyk i opadł na kierownicę, powalony zawałem. Wszystko to trwało tylko kilka sekund.

Wielkie marzenie Michała i jego żony zakończyło się tego samego dnia, na izbie przyjęć szpitala w Niort. Pomimo szybkiego przyjazdu pogotowia, nic nie mogło go już uratować. Jak 95% ofiar zatrzymania akcji serca, Michał nie przeżył.

Co roku tysiące ludzi umiera w wyniku zatrzymania akcji serca krótko po przejściu na emeryturę.

Przez całe życie pracowali i oszczędzali, a potem nagle odchodzą (czy to mężczyźni, czy kobiety), nie skorzystawszy nawet z owoców swojej pracy. Pozostawiają po sobie nieutulonego w żalu męża lub żonę, oraz dzieci i wnuki, zaskoczone tak nagłą, tragiczną i niesprawiedliwą śmiercią.

Tej epidemii można (powinno się!) uniknąć

Tak, to niesprawiedliwe! Tej „epidemii” powinno się uniknąć w dzisiejszych czasach.

Kardiolodzy obeznani z najnowocześniejszymi odkryciami szacują, że dzięki naturalnym i powszechnie dostępnym metodom można zmniejszyć ryzyko chorób kardiologicznych blisko do zera.

Blisko do zera, to wydaje się nie do wiary. A jednak – mowa tu o niepodważanych danych naukowych potwierdzonych przez największych badaczy, publikowanych wielokrotnie ostatnimi laty w pismach takich jak British Medical Journal albo The Lancet, wzorcowych pismach w dziedzinie medycyny.

Można by uratować setki tysięcy istnień ludzkich!

To kwestia czasu spędzanego na powietrzu, na słońcu, na ćwiczeniach fizycznych, a przede wszystkim kwestia diety.

Dieta idealna przeciwdziałająca chorobom kardiologicznym to dieta śródziemnomorska. Na bazie warzyw, ryb, oliwek, oliwy z oliwek, roślin strączkowych (fasola, soczewica), razowych produktów zbożowych, sera koziego, orzechów i nasion, ziół i czosnku. Zawiera bardzo niewiele produktów zbożowych rafinowanych, mało cukru, mało nabiału. Napoje to kawa i herbata (w krajach arabskich) oraz wino czerwone w Grecji, na Sycylii, we Włoszech i w Hiszpanii.

Obfituje w przeciwutleniacze, występujące zarówno w napojach (czerwone wino, herbata, kawa), jak i w kolorowych warzywach. Charakteryzuje się wysoką zawartością kwasów tłuszczowych omega-3, występujących w sardeli i sardynkach, oraz jednonienasyconych kwasów tłuszczowych (omega-9), występujących w oliwie z oliwek. Jest to wreszcie dieta, trzeba to przyznać, bo to ważne, skromna. Porcje nie wypadają z talerza.

Spektakularne działanie

Dieta śródziemnomorska ma spektakularne działanie. Jeśli padłeś już ofiarą incydentu sercowo-naczyniowego (zawał serca lub udar mózgu), dieta ta obniży ryzyko ponownego zdarzenia o 50-70%, jak wykazały to wyniki jednego z badań.

A mimo to, według pomysłodawców badania, wynik ten mógłby ulec znacznej poprawie, zejść do niemal zera procent ryzyka powtórnego zdarzenia, gdyby przeprowadzić całkowitą zmianę trybu życia.

We wspomnianym wyżej badaniu, uczestnikom narzucono minimalne wymogi, jeśli chodzi o odżywianie, oraz praktycznie nie musieli dokładać żadnych starań, jeśli chodzi o aktywność fizyczną czy przebywanie na słońcu.

Gdyby dodatkowo uprawiali jakiś sport i opalali się w celu zwiększenia poziomu witaminy D w organizmie, prawdopodobnie jeszcze bardziej zredukowaliby ryzyko śmierci.

Skuteczność diety śródziemnomorskiej można poprawić, stosując suplementy diety

Ponadto, badania naukowe wykazały, że naturalne składniki aktywne sprzyjają dalszemu obniżeniu ryzyka chorób sercowo-naczyniowych i wydłużeniu życia w dobrym zdrowiu.

Mowa tu o allicynie, siarkoorganicznym związku występującym w czosnku i roślinach z tej samej rodziny (cebula, szczypiorek, por, cebula szalotka), karnitynie, aminokwasie wzmacniającym mięsień sercowy (myocardium), i o koenzymie Q10, „superprzeciwutleniaczu”, który ochroni Twoje tętnice.

A oto, w jaki sposób.

Czosnek eliminuje 6 najgroźniejszych czynników ryzyka sercowo-naczyniowego

Lecznicze właściwości czosnku były znane już w starożytności. Badania wykazują, że ma on zaskakującą właściwość obniżania sześciu najgroźniejszych czynników ryzyka chorób sercowo-naczyniowych.

Czosnek zawiera dużo allicyny, bardzo aktywnego naturalnego składnika. Zawiera także glikozydy, lektyny, prostaglandyny, witaminy z grupy B i witaminę E, antocyjaniny i flawonoidy, które również mają korzystne działanie na zdrowie.

Czosnek jest obecnie jedną z najwnikliwiej badanych roślin. W blisko 5000 artykułach naukowych udowodniono, że chroni przed nowotworami i infekcjami. Ale szczególnie godna uwagi jest jego skuteczność w przeciwdziałaniu chorobom układu sercowo-naczyniowego:

  1. Czosnek obniża dyslipidemię, kluczowy czynnik rozwoju miażdżycy i powstawania zakrzepów: w dwóch metaanalizach przeprowadzonych odpowiednio w 2009 r. i w 2012 r. wywnioskowano, że czosnek skutecznie działał zarówno na obniżenie całkowitego cholesterolu, jak i trójglicerydów,  Badanie opublikowane w 2016 r. wykazało, że spożywanie ekstraktu z czosnku sprzyja zmniejszeniu rozmiarów blaszki miażdżycowej u pacjentów cierpiących na zespół metaboliczny. Badania wykazały, że aktywne substancje zawarte w czosnku hamują enzymy niezbędne do syntezy cholesterolu i redukują zjawisko utleniania LDL, co jest bardzo istotne w rozwoju miażdżycy.
  2. Obniża poziom cukru we krwi: zmniejszenie poziomu cukru umożliwia zmniejszenie śmiertelności związanej z powikłaniami w układzie sercowo-naczyniowym. Metaanaliza, w której zgromadzono wyniki 7 kontrolowanych placebo badań klinicznych na łącznej liczbie 390 pacjentów cierpiących na cukrzycę, została opublikowana w 2015 r.. Autorzy wykazali w niej, że czosnek znacząco obniża poziom cukru we krwi, gdyż może zmniejszyć insulinooporność komórek, stymulować wydzielanie insuliny, zmniejszyć wchłanianie glukozy w jelitach oraz stymulować rozwój komórek beta trzustki, wydzielających insulinę.

Samotność w sieci

Samotność w sieci

Droga Green.. Jesteś Kochana…

Miłości się nie odmawia…

„Miłość to stan istnienia. To samo istnienie. To promieniowanie, cierpliwość i łagodność.

Różne są oblicza ludzkiej miłości, nie wartościuję ich, bo wszystkie mają głęboki sens.

Czy żyję bez smutku i porażek? Ależ skądże,jestem tylko człowiekiem. Teraz jednak potrafię cieszyć się chwilą, przyrodą, ludźmi, widokiem nieba i gwiazd, nieustannym odkrywaniem świata, spotkaniem z drugim człowiekiem.

Jakże cudowną inspiracją potrafi być drugi człowiek. Ile nauki można wynieść z takich spotkań o świecie i sobie samym. „

(Greenway)    http://www.eioba.pl/a/57vs/niedzielny-poranek#post338204

Jakże dziwną jest samotność, jak straszną! Nie mamy nigdy odwagi podejść do niej zbyt blisko, a gdy się to czasem zdarzy, czym prędzej przed nią uciekamy, jesteśmy gotowi uczynić wszystko by tej samotności ujść lub ją czymkolwiek zasłonić. Świadomie lub nieświadomie usiłujemy jej uniknąć, albo ją przezwyciężyć. Ale zarówno unikanie jak przezwyciężanie samotności jest daremne.

Możemy tłumić ból, odwracać odeń oczy, ale on trwa równie żywy w głębi. Możemy zatracać się w tłumie, a przecie pozostać dojmująco samotni; możemy zagłuszać się w jak najenergiczniejszej działalności, a jednak poczucie samotności zakrada się cicho w serce i nie ustępuje; odłożysz na chwilę robotę i już ją czujesz. Nie da się jej również utopić w zabawie ani pijatyce, można ją tylko chwilowo zagłuszyć lub stłumić; albo samemu rzucić się w zapomnienie zabawy czy alkoholu, ale gdy śmiech i rozbawienie minie, gdy działanie trunku wywietrzeje, samotność wychyli się znów z całą siłą. Możemy snuć ambitne plany, być upojeni powodzeniem „albo władza nad ludźmi, bogactwem czy wiedzą, możemy szukać zapomnienia w rytuałach i nabożeństwach, ale pomimo wszystko ból samotności jak żądło w sercu kluje i trwa.

Możemy żyć tylko dla kogoś kochanego – wnuka, syna, ojca, czy Mistrza, – lub dla własnego talentu który chcemy w pełni rozwinąć i wyrazić, a przecie samotność, jak mroczny cień wisi nad nami wciąż. Możemy miłować lub nienawidzić, możemy uchodzić od niej w najróżnorodniejszy sposób, zależnie od naszego charakteru i temperamentu, od psychologicznych dążeń i potrzeb, a jednak samotność jest z nami wciąż, czuwa, czeka, oddala się jeno na chwilę, aby rzucić się na nas z całą siłą znów.

Osamotnienie jest zdawaniem sobie sprawy z naszego odosobnienia; a czyż nasze działania nie zamykają nas ciągle w sobie? Czy myśli nasze i wzruszenia, chociaż są  ekspansywne, nie są zarazem wyłączne, czy nie  zasilają w nas nieustannie oddzielności? Czy w naszych stosunkach z ludźmi nie staramy się o przewagę nad nimi, czy nie podkreślamy naszych praw, czy nie bronimy naszego stanu posiadania, stwarzając przez to wciąż sprzeciwy i opory? A czy nie dzielimy pracy na „moją” i „waszą”? Czy nie utożsamiamy się z jakimś zespołem, grupą, narodem, a choćby nawet z paru najbliższymi ludźmi? Czyż całe nasze życie nie jest przejawem skłonności do izolowania się, wyodrębniania, odgraniczania od innych?

Wszystkie ruchy i działania naszego „ja”, na każdym poziomie i w każdej sferze są oddzielające; a poczucie osamotnienia jest uświadomieniem sobie tego przez nasze „ja”, gdy wszelka działalność ustaje. Działalność, czy to fizyczna czy psychologiczna, jest środkiem do wyrażania i rozszerzania siebie – do ekspansji – a gdy się działanie urywa, uderza nas boleśnie świadomość pustki naszego „ja”.

Całe życie nam schodzi na zapełnianiu czymkolwiek bądź tej pustki, czasem w sposób szlachetny, to znów marny i mały. Można by twierdzić że z punktu społecznego zapełnianie tej pustki czymś szlachetnym nie jest bynajmniej szkodliwe, a jednak – wszelkie łudzenie się przynosi wcześniej czy później – choć może nie od razu – nieskończoną mękę i spustoszenie. Tego palącego pragnienia by zapełnić tę pustkę, czy też od niej ujść – co na jedno wychodzi – nie można stłumić ani uszlachetnić; bowiem któż – jaka istność – miałaby tłumić albo uwznioślać, czyż nie byłaby ona tylko inną odmianą tego samego pragnienia? Przedmioty pożądania mogą być różne, ale czyż istota jego nie będzie zawsze podobna, ta sama? Można zmienić przedmiot pożądania, przejść od trunków do wyobrażeń i ideologii, ale nie rozumiejąc samego procesu pożądania nie możemy uniknąć ułudy.

Nie istnieję w nas oddzielna od pożądań istota, jest tylko pragnienie, nie ma tego który pragnie. Pożądanie przybiera o różnym czasie różne formy i maski, zależnie od naszych zainteresowań i korzyści. Pamięć tych różnorodnych chęci i korzyści spotyka nowe, co powoduje zderzenie, i w tym starciu rodzi się ten, który wybiera i który utwierdza siebie jako odrębną i oddzielną od pragnienia istność. Ale istność ta nie jest od twych cech odrębna; istota która usiłuje zapełnić pustkę, albo od niej uciec, która chce ujść od niecałkowitości i osamotnienia, nie jest bynajmniej czymś innym od tego, czego chce uniknąć; sama jest tym.

Nie może uciec od siebie samej, wszystko co może zrobić to siebie zrozumieć; bo wszak sama jest tą pustką, tą samotnością, tym smutkiem, a dopóki uważa je za oddzielne od siebie, będzie trwać w ciągłej rozterce i ułudzie. Dopiero gdy w bezpośrednim przeżyciu pozna że sama jest swą własną samotnością, oswobodzi się od lęku. Strach istnieje tylko w związku z jakimś wyobrażeniem, a wyobrażenie jest odpowiedzią pamięci w formie myśli. Myśl jest rezultatem doświadczeń; a choć może zastanawiać się i spekulować nad pustką i mieć pewne wrażeniowe jej odczucie, jednak nie jest w stanie doznać tej pustki i samotności „nago” i bezpośrednio.

Słowo „samotność”, ze wszystkimi asocjacjami lęku i bólu, przeszkadza w doznawaniu tej samotności bezpośrednio, na nowo. Słowo jest pamięcią, a gdy jakieś słowo traci zupełnie swe znaczenie, wówczas dopiero stosunek pomiędzy doznającym a doznawanym zmienia się, staje się bezpośredni, mierzący w sam rdzeń, a nie dokonuje się poprzez słowo, pamięć, pojęcie; wówczas doznający jest doznawaniem; i tylko to daje wolność od lęku.

Miłość i samotność nie mogą nigdy iść w parze; gdy czujemy osamotnienie możemy być pewni że nie kochamy. Możemy wprawdzie ukrywać pustkę pod słowem „miłość”, ale gdy przedmiot tej miłości nie jest z nami, albo nie odpowiada tym samym uczuciem, wówczas odczuwamy boleśnie oną pustkę i uderzenie zawodu. Używamy  słowa „miłość” jako ucieczki od siebie, od naszej własnej połowiczności. Chwytamy się i trzymamy kogoś kochanego, stajemy się wyłączni i zazdrośni, tęsknimy gdy odjeżdża, jesteśmy zmiażdżeni i zupełnie straceni gdy umiera; rzucamy się wtedy w coś co by nam dało jakąś pociechę – wierzenie, rytuały, gorączkową działalność, – coś co by się stało wartością zastępczą.

Ale czyż to jest miłość? Miłość nie jest pojęciem, wyobrażeniem, ideą, ani też skutkiem obcowania z kimś. Miłość nie jest czymś, czego by można używać jako ucieczki od siebie, od własnej małości i nędzy; a gdy to czynimy stwarzamy nierozwiązalne zagadnienia, matnie, tragedie. Miłość nie jest abstrakcją; ale poznać jej rzeczywistość można tylko wtedy gdy pojęcia, wyobrażenia, idee i sam intelekt przestaną w nas być dominującym czynnikiem.

Tekst – Fragmenty z J.Krishnamurti („Uwagi o życiu”)

Splątani naukowo

 

Splątani naukowo

Za Januszem (Seta)

Wszyscy wiedzą, że czegoś się nie da zrobić i przychodzi jeden, który nie wie, że się nie da i on właśnie to robi – Albert Einstein

Jednak : Zdarza się, że „splącze”  się dwóch… dwoje… wielu (jak na (Eioba)

Splątani naukowo

Tylko umysł człowieka wolnego, nie powodowanego lękiem, zazdrością czy cierpieniem, spontanicznie staje się cichy i spokojny. Wówczas nie tylko z chwili na chwilę może on dostrzegać prawdę w życiu codziennym, ale jest w stanie wykroczyć poza wszelkie spostrzeżenia; w rezultacie niknie ten, kto obserwuje, oraz to co obserwowane, i kończy się rozdwojenie

Za Starcem z książki T.Terzaniego „Nic nie zdarza się przypadkiem” ,zastosowałem „sztuczkę ze świeczką” –  wpatrywanie się w płomyczek zapalonej świecy . Po  medytacji skorzystałem z internetu, wchodząc w globalną sieć ,i trafiłem na film „Życie po śmierci” z serii „Zagadki Wszechświata z Morganem Freemanem” .

Oto co zapamiętałem:

Ostatnio pojawia się grupa biologów, fizyków i filozofów, których bardzo frapuje wielkie pytanie – czy istnieje życie pozagrobowe.

Czy śmierć to zupełny koniec? Wieczna cisza, ciemność, pustka? A może mamy w sobie jakąś iskrę która będzie tlić się pomimo śmierci naszego ciała? Oto pytania nad którymi filozofowie i naukowcy głowią się od tysięcy lat. Każdemu z nas też kiedyś przyjdzie się z nimi zmierzyć. Jak to jest kiedy się umiera? Czy najzwyczajniej przestaje się istnieć czy nadal się istnieje ale w innej postaci?

Pytanie skąd bierze się nasza świadomość to największa tajemnica istnienia zdająca się wykraczać poza możliwości naukowego poznania. Czy przeżycia z pogranicza śmierci to ostatnie podrygi mózgu przed ostatecznym unicestwieniem? Czy może raczej są przedsmakiem tego co czeka nas po śmierci ? Aby odpowiedzieć na te pytania trzeba przeprowadzić badania naukowe nastawione na odkrycie ludzkiej duszy. Czy istnienie duszy to mit czy też może jest ona jednym z podstawowych elementów wszechświata?

Dla naukowców kwestia istnienia życia łączy się nieodłącznie z innym pytaniem – pytaniem o istotę świadomości- skąd bierze się świadomość i co się z nią dzieje kiedy umieramy.

Stuard Hameroff kieruje badaniami nad świadomością prowadzonymi na Uniwersytecie Arizony. Jest jednocześnie praktykującym anestezjologiem.

Oto jego wypowiedzi ze wspomnianego filmu:

SH: Pacjentom w znieczuleniu ogólnym nic się nie śni. Nie mają świadomości, nie mają poczucia upływu czasu. Pacjenci nie wiedzą czy spali 5 min. czy 5 godzin. Znieczulenie powoduje utratę świadomości ale mózg wykazuje dużą aktywność co wciąż jest do pewnego stopnia zagadką.

Po latach obserwowania znieczulanych pacjentów Hameroff poczuł silną potrzebę zbadania związków między aktywnością mózgu a świadomością. Piętnaście lat temu spotkał słynnego brytyjskiego fizyka Rogera Penrosa. Wspólnie stworzyli zupełnie nową teorię funkcjonowania mózgu. Teoria ta przekształciła się z czasem w naukowy argument na rzecz istnienia wiecznej duszy. Kluczowe dla tej teorii są unikalne maleńkie struktury w mózgu tzw. Mikrorurki.

Mikrorurki

SH: Jeśli przyjrzymy się komórce zobaczymy w niej elementy strukturalne pełniące podobną rolę co kości w naszych ciałach. Mikrorurki tworzą dosłownie las w każdej komórce określająć jej architekturę. Uważamy, że mikrorurki mogą pełnić funkcję komputera przekształcającego dane na poziomie molekularnym.

Hamerow i Penrose sugerują, że mikrorurki pozwalają neuronom i mózgowi jako całości funkcjonować jak komputer kwantowy, który przetwarza informację w sposób zasadniczo odmienny od zwykłych komputerów.

SH: Oto mózg z dwiema półkulami. Na ogół mózg traktuje się jako zbiór pojedynczych neuronów. Neuron przekazuje sygnał do sąsiedniego neuronu za pośrednictwem synaps, powodując uaktywnienie tego neuronu i przekazanie sygnału do kolejnego neuronu na zasadzie efektu domina. W ten sposób impulsy nerwowe wędrują po mózgu. Tak to wygląda w podejściu klastycznym.

W konwencjonalnym komputerze sygnały są przesyłane z jednego miejsca w drugie, wzdłuż dających się zidentyfikować dróg. Natomiast w komputerze kwantowym pewne miejsca są powiązane ze sobą za pośrednictwem tajemniczego zjawiska zwanego splątaniem.

SH: Niektórzy badacze uważają, że procesy kwantowe odgrywają ważną rolę w procesie kształtowania się świadomości. Ich nielokalny charakter może powodować zdalną aktywację neuronów. Neurony aktywują się nawzajem nawet gdy są daleko od siebie. Aktywność w jednym miejscu może natychmiastowo wyzwalać aktywność gdzie indziej.

Hameroff i Penrose twierdzą, że zmiany w mikrorurkach powiązanych komórek następują jednocześnie, niezależnie od odległości. Zatem w świetle teorii kwantowej każdy punkt przestrzeni, nawet pustej przestrzeni może być nośnikiem informacji.

SH: Na bardzo głębokim poziomie wszechświat składa się z bitów kwantowych działających inaczej niż domino. Wszystkie bity są powiązane w pary . Jeśli którykolwiek się zmieni natychmiast zmieni się drugi od pary.  To zaś oznacza że informacja zawarta w mikrorurkach danej komórki w mózgu może być splątana z dowolnym punktem poza organizmem człowieka. Na podobnej zasadzie jak splątane są neurony świadomość zawarta w mózgu może być splątana z całym
otaczającym nas wszechświatem.

Według Hameroffa nasze dusze są zbudowane z czegoś bardziej podstawowego niż neurony.Są zbudowane z materiału tworzącego osnowę Wszechświata.

SH: Uważam że świadomość oraz jej bezpośredni prekursor czyli proto świadomość istnieją we Wszechświecie od dawna. Być może od Wielkiego Wybuchu.

Wszystko to kojarzy się z wyrażanym przez buddyzm i hinduizm przekonaniem, że nasza świadomość jest integralną częścią Wszechświata i być może jest nawet jedynym realnym bytem. Jeśli świadomość to proces kwantowy, łatwiej sobie wyobrazić co się dzieje z umysłem człowieka na pograniczu śmierci.

SH: Przypuśćmy, że serce zatrzymuje się i przestaje płynąć krew. Mikrorurki tracą swój stan kwantowy, ale kwantowa informacja zawarta w tych mikrorurkach nie znika. Po prostu staje się rozpuszczona we wszechświecie. Jeśli pacjent zostanie odratowany kwantowa informacja może powrócić do mikrorurek. Wtedy pacjent mówi, że był na progu śmierci i widział białe światło w tunelu, nieżyjących krewnych i być może przebywał nawet poza ciałem. Jeśli zaś pacjent nie da się przywrócić do życia, to ta kwantowa informacja może istnieć poza ciałem. Być może nawet nieskończenie długo w postaci duszy.

Wielu badaczom trudno uwierzyć, że dusza jest komputerem kwantowym wbudowanym w kosmos. Hameroff uważa jednak, że najnowsze badania zaczynają potwierdzać jego przeczucia. Niedawno udowodniono, że zjawiska kwantowe mają kluczowe znaczenie dla szeregu procesów biologicznych, począwszy od wędrówek ptaków, po fotosyntezę i zmysł węchu u ludzi.

SH: Jak dotąd nikomu nie udało się znaleźć mocnego argumentu przeciwko tej teorii. Z drugiej strony wciąż pojawiają się nowe argumenty na poparcie koncepcji, którą sformułowaliśmy 15 lat temu.

Prawda jest jednak taka, że dalej nie wiemy skąd wzięła się świadomość i co się z nią dzieje kiedy umieramy. Być może łatwiej byłoby odpowiedzieć na te pytania gdybyśmy mogli jakoś świadomość zmierzyć. Być może niedługo będziemy dysponować taką metodą dzięki wysiłkom pewnego naukowca, który bada głębiny naszych umysłów w poszukiwaniu wzorca człowieczeństwa.

Ludzki mózg nie jest duży. To półtora kilograma miękkiej tkanki. A mimo to potrafi zrodzić rewolucyjne idee i bywa siedliskiej tak odmiennych osobowości. W dodatku ma świadomość własnego istnienia.
Uważamy też, że jest obdarzony duszą. Skąd jednak bierze się ta dusza? Czy świadomość jest wytworem mózgu? Czy może żyć dłużej niż mózg? Nie jest łatwo badać co dzieje się z ludzkim mózgiem kiedy człowiek umiera. Śmierć rzadko zapowiada z wyprzedzeniem swoje nadejście. Ale pewien jej aspekt każdy z nas przeżywa codziennie. Każdej nocy kiedy zapadamy sen zasypia także nasza świadomość.

—————–

Może się okazać że zapis „naszej istoty” jest wieczny w Wszechświecie . Jeśli tak:

– to warto do tego Wynikowego Zapisu podczas każdego żywota dodawać informację o sobie:  o polepszeniu zdrowia, najlepszych uczuciach  i myślach.
– oraz uzyskiwać, już tu na Ziemi, taki poziom świadomości, który pozwoliłby nam na powrót na Ziemię lepszymi i w miejsce i w czas wg naszej woli. Czy to możliwe?
Nie mam pojęcia… ale bez-wątpienia: najważniejsze w życiu są : zdrowie, miłość i mądrość i o nie trzeba zadbać.

Tylko cnota daje szczęście.

 

Tylko cnota daje szczęście.

„Seneka był stoikiem, filozofował w ramach tradycji myśli stoickiej, choć nawiązuje do myśli wielu wcześniejszych filozofów niestoickich, stąd można określić filozofię Seneki mianem synkretyzującej. Seneka stworzył jednak własne oryginalną koncepcję filozofii. Językiem filozofii Seneki była łacina. Rozróżniał trzy główne działy filozofii: etykę, logikę i fizykę, przy czym tę pierwszą, tak jak wcześniejsi stoicy, uważał za najważniejszą. Jego filozofia ma charakter terapeutyczny, mądrościowy. Seneka występuje w swoich dziełach jako lekarz duszy, życiowy terapeuta.

W antropologii jest dualistą. Uważa ciało za więzienie duszy. W etyce nakazuje zwalczanie i eliminowanie uczuć, szczególnie najgroźniejszego z nich – gniewu. Działanie cnotliwe polega na dobrowolności i rozumie, a podmiot działający według ich nakazów osiągnie szczęście.

Tylko cnota daje szczęście.

Poglądy Seneki były powszechnie znane wśród rzymskiego plebsu. Filozof był przeciwnikiem walk gladiatorów, a jego niechęć do tego typu igrzysk była powszechnie znana nawet w środowisku samych gladiatorów. W jednej z jadalni koszar w Pompejach odkryto inskrypcje: filozof Annaeus Senecas jest jedynym pisarzem rzymskim, który potępia te krwawe igrzyska.”

Wszystko, co ma się wydarzyć, może wydarzyć się dzisiaj.

Cieszmy się, że mamy przyjaciół, bo nie wiemy, jak długo będą nam przeznaczeni.

Prawdę należy mówić tylko temu, kto chce jej słuchać.

Kontaktuj się z tymi, którzy mogą uczynić cię lepszym.

Odmierzaj życie czynami, nigdy czasem. Drzewo nie smagane wichrem, rzadko kiedy wyrasta silne i zdrowe.

Nie otrzymujemy krótkiego życia, lecz je takim czynimy.

Nie brakuje nam czasu, lecz trwonimy go.

Złota uzda nie czyni konia lepszym.

Jeśli chcesz żyć szczęśliwie, nie przejmuj się tym, że uważają cię za głupca.

Ważniejsze jest, co ty myślisz o sobie samym, niż to, co o tobie myślą inni.

Mądry od nikogo nie doznaje lekceważenia; zna swoją wielkość.

Kto jest przyjacielem, ten kocha, ale nie każdy kto kocha, jest też przyjacielem.

Często krzywda sprowadza lepszy Los. Wiele rzeczy runęło aby wznieść się wyżej.

Czego nie można zmienić, najlepiej to przetrwać.

Niektóre lekarstwa są bardziej niebezpieczne niż choroba.

Za młodu drży nam serce, a na starość nogi.

Nie oceniaj ludzi po ubraniu lub pozycji.

Tylko w porównaniu z innymi jest się nieszczęśliwym.

Nie ten jest ubogi, kto mało ma, ale ten, kto chce mieć więcej.

Wielki jest ten, kto w bogactwie żyje jak ubogi.

Jeśli kto kocha tylko piękno i czystość, to kocha zaledwie połowę istoty.

Wszystkich zrównuje proch. Rodzimy się. nierówni, umieramy równi.

Śmierć jest jedyną sprawiedliwością na świecie.

Mędrzec będzie żył tyle, ile żyć powinien, a nie tyle, ile żyć może.

Śmierć nie jest złem, a jedynie prawem obowiązującym cały rodzaj ludzki.

Ten, kto zrobił dobry uczynek, niech milczy.,
niech mówi ten, na rzecz którego uczynek był wykonany.

Z życiem jest jak sztuką w teatrze: ważne nie jak długo trwa, ale jak zagrana.

Czego nie może rozum, często wyleczy czas.

Jeśli nie wiesz, do jakiego portu płyniesz, żaden wiatr nie będzie właściwy.

Nigdy nie jest za późno, aby wkroczyć na uczciwą drogę.

Czym jest Bóg? Wszystkim, co widzisz i wszystkim, czego nie widzisz.

„Szepty w Ciszy” – Wstęp

 

Wstęp do zbioru opowiadań „Szepty w Ciszy”

„Seneka był stoikiem filozofował w ramach tradycji myśli stoickiej, choć nawiązuje do myśli wielu wcześniejszych filozofów niestoickich, stąd można określić filozofię Seneki mianem synkretyzującej. Seneka stworzył jednak własne oryginalną koncepcję filozofii. Językiem filozofii Seneki była łacina. Rozróżniał trzy główne działy filozofii: etykę, logikę i fizykę, przy czym tę pierwszą, tak jak wcześniejsi stoicy, uważał za najważniejszą. Jego filozofia ma charakter terapeutyczny, mądrościowy. Seneka występuje w swoich dziełach jako lekarz duszy, życiowy terapeuta.

W antropologii jest dualistą. Uważa ciało za więzienie duszy. W etyce nakazuje zwalczanie i eliminowanie uczuć, szczególnie najgroźniejszego z nich – gniewu. Działanie cnotliwe polega na dobrowolności i rozumie, a podmiot działający według ich nakazów osiągnie szczęście. Tylko cnota daje szczęście.

Poglądy Seneki były powszechnie znane wśród rzymskiego plebsu. Filozof był przeciwnikiem walk gladiatorów, a jego niechęć do tego typu igrzysk była powszechnie znana nawet w środowisku samych gladiatorów. W jednej z jadalni koszar w Pompejach odkryto inskrypcję: filozof Annaeus Senecas jest jedynym pisarzem rzymskim, który potępia te krwawe igrzyska.”

 

Wszystko, co ma się wydarzyć, może wydarzyć się dzisiaj.


Cieszmy się, że mamy przyjaciół, bo nie wiemy, jak długo będą nam przeznaczeni.


Prawdę należy mówić tylko temu, kto chce jej słuchać.


Kontaktuj się z tymi, którzy mogą uczynić cię lepszym.


Odmierzaj życie czynami, nigdy czasem. Drzewo nie smagane wichrem, rzadko kiedy wyrasta silne i zdrowe.


Nie otrzymujemy krótkiego życia, lecz je takim czynimy.


Nie brakuje nam czasu, lecz trwonimy go.


Złota uzda nie czyni konia lepszym.


Jeśli chcesz żyć szczęśliwie, nie przejmuj się tym, że uważają cię za głupca.


Ważniejsze jest, co ty myślisz o sobie samym, niż to, co o tobie myślą inni.


Mądry od nikogo nie doznaje lekceważenia; zna swoją wielkość.


Kto jest przyjacielem, ten kocha, ale nie każdy kto kocha, jest też przyjacielem.


Często krzywda sprowadza lepszy Los. Wiele rzeczy runęło aby wznieść się wyżej.


Czego nie można zmienić, najlepiej to przetrwać.


Niektóre lekarstwa są bardziej niebezpieczne niż choroba.


Za młodu drży nam serce, a na starość nogi.


Nie oceniaj ludzi po ubraniu lub pozycji.


Tylko w porównaniu z innymi jest się nieszczęśliwym.


Nie ten jest ubogi, kto mało ma, ale ten, kto chce mieć więcej.


Wielki jest ten, kto w bogactwie żyje jak ubogi.


Jeśli kto kocha tylko piękno i czystość, to kocha zaledwie połowę istoty.


Wszystkich zrównuje proch. Rodzimy się. nierówni, umieramy równi.


Śmierć jest jedyną sprawiedliwością na świecie.


Mędrzec będzie żył tyle, ile żyć powinien, a nie tyle, ile żyć może.


Śmierć nie jest złem, a jedynie prawem obowiązującym cały rodzaj ludzki.


Ten, kto zrobił dobry uczynek, niech milczy.,
niech mówi ten, na rzecz którego uczynek był wykonany.


Z życiem jest jak sztuką w teatrze: ważne nie jak długo trwa, ale jak zagrana.


Czego nie może rozum, często wyleczy czas.


Jeśli nie wiesz, do jakiego portu płyniesz, żaden wiatr nie będzie właściwy.


Nigdy nie jest za późno, aby wkroczyć na uczciwą drogę.


Czym jest Bóg? Wszystkim, co widzisz i wszystkim, czego nie widzisz.

„Seneka był stoikiem filozofował w ramach tradycji myśli stoickiej, choć nawiązuje do myśli wielu wcześniejszych filozofów niestoickich, stąd można określić filozofię Seneki mianem synkretyzującej. Seneka stworzył jednak własne oryginalną koncepcję filozofii. Językiem filozofii Seneki była łacina. Rozróżniał trzy główne działy filozofii: etykę, logikę i fizykę, przy czym tę pierwszą, tak jak wcześniejsi stoicy, uważał za najważniejszą. Jego filozofia ma charakter terapeutyczny, mądrościowy. Seneka występuje w swoich dziełach jako lekarz duszy, życiowy terapeuta.

W antropologii jest dualistą. Uważa ciało za więzienie duszy. W etyce nakazuje zwalczanie i eliminowanie uczuć, szczególnie najgroźniejszego z nich – gniewu. Działanie cnotliwe polega na dobrowolności i rozumie, a podmiot działający według ich nakazów osiągnie szczęście. Tylko cnota daje szczęście.

Poglądy Seneki były powszechnie znane wśród rzymskiego plebsu. Filozof był przeciwnikiem walk gladiatorów, a jego niechęć do tego typu igrzysk była powszechnie znana nawet w środowisku samych gladiatorów. W jednej z jadalni koszar w Pompejach odkryto inskrypcję: filozof Annaeus Senecas jest jedynym pisarzem rzymskim, który potępia te krwawe igrzyska.”

„Szepty w ciszy” – Anioł i Śmierć

 

„Anioł i Śmierć” – ze zbioru opowiadań  „Szepty w Ciszy”

 

To takie dziwne , ze Anioł jest – On , a Śmierć – Ona

Siedziałem w pokoju, na trzecim piętrze Gmachu Elektroniki i łzy leciały mi z oczu. Koleżanka z pracy, objęła mnie, przytuliła i wyszeptała: „To co się zdarzyło, to nie twoja wina.” Poczułem się w ramionach Anioła. Przed chwilą odebrałem telefon, że kobieta, którą kochałem od najmłodszych lat – tragicznie zmarła.
A Anioł, ustami mojej koleżanki, szeptał dalej: „Boisz się Śmierci, prawda? Spójrz, ona siedzi ci na ramieniu i uśmiecha się. Uwierz, że to ona może być twoją najlepszą nauczycielką życia.”
„Nie boję się śmierci ale jestem jej ciekaw” – skłamałem wtedy. Anioł zamilkł i przysiadł na moim lewym ramieniu, a Śmierć rozpostarła ramiona w przywitaniu i pokiwała z aprobatą głową. „Witam. Postaraj się a zostaniesz moim uczniem.”- zachichotała z prawego ramienia.

Dostojni, drodzy przyjaciele. Anioł i Śmierć wciąż są moimi nauczycielami i ani na chwilę nie opuszczają moich ramion. Zastanawiam się, na poważnie, czy nie są to tylko dwie maski tej samej istoty, gdzieś tam ukrytej w moim wewnętrznym świecie? Najogólniej wyjaśniając, Anioł i Śmierć, nie konkurując z sobą, uczą mnie pokory i milczenia. Ci zadziwiający nauczyciele mówią do mnie wieloma ustami spotkanych ludzi. Priorytetowym celem życia, jaki wynoszę z tych nauk, jest, że „być” jest dużo ważniejsze niż „mieć”, i to bycie muszę realizować, na podobieństwo wody – nie wadzić nikomu i być jednocześnie pożytecznym.

A zaczęło się tak. Mając trzy lata – jako pucołowate dziecko, z głową pełną blond loków, łowiłem ryby z tarasu pierwszego piętra. Gdy wędka mi wypadła, pokonałem barierkę okalającą taras, i skoczyłem za wędką. I wtedy objawił się po raz pierwszy Anioł. Łagodnie posadził mnie na trawie, uśmiechnął się i zniknął. Wydało mi się to tak naturalne, że nawet mu nie podziękowałem. Bardzo mało wtedy mówiłem i wszystko wydawało mi się naturalne i normalne, jak to dziecku. Głupkowato się podobno uśmiechałem, gdy zastała mnie niania siedzącego na kamieniu. Taki Klaudiuszowy uśmieszek, który czwartego cesarza Rzymu ratował od unicestwienia , o dziwo do tej pory ratuje też i mnie przed wieloma zachłannymi na moją wolność, wyznawcami władzy, sławy i fortuny i ogólnie mówiąc ratuje mnie od „-izmów” (w tym socjalizmu, komunizmu, kapitalizmu i idiotyzmu).


Moim żywiołem od najmłodszych lat była woda. Rezygnacja z pracy naukowej i robienia doktoratu przyszła mi nadzwyczaj łatwo. Anioł szepnął: „Patrz sercem i nie zaśmiecaj umysł przemijającą wiedzą, która jest jedynie migoczącym cieniem ogniska prawdy.” A Śmierć dorzuciła:
„Diabeł szedł ze swym przyjacielem ulicą. Ujrzeli przed sobą człowieka, który zatrzymał się, podniósł coś z ziemi, obejrzał i włożył do kieszeni. Przyjaciel zapytał: Cóż człowiek ten podniósł? Diabeł odparł: Podniósł odrobinę Prawdy. To chyba bardzo dla ciebie niekorzystne – rzekł przyjaciel. Ależ nie – odparł diabeł – pozwolę mu ją teraz zinstytucjonalizować. Zacząłem się śmiać. „Więc tak powstały między innymi uczelnie?”

Po odejściu ukochanej kobiety i po rezygnacji z naukowej kariery przyszedł czas na oczyszczenie umysłu i ciała. Uzdrawiające i jednocześnie złowrogie okazało się zalecenie psychologów „odreaguj stres”. Mnie skojarzyło się z alkoholem, i z pożądliwością płci pięknej. Hulanki i swawole stały się moją codziennością. Anioł milczał a Śmierć przyjaźnie poklepywała mnie po ramieniu i też milczała.

Hulanki i swawole zawsze były i są kosztowne. Musiałem wiec pracować: jako nurek, ratownik wodny i filmowiec – w tym kaskader, stopniowo uzyskując wtajemniczenia w tych zawodach. Moi nauczyciele chyba ucieszyli się z wyboru tych dość ryzykownych zajęć. Anioł mi szeptał: „Róże rozkwitają po burzy”, i że „Jasność nie istnieje bez Ciemności” albo „Co cię nie zabije to cię wzmocni” a Śmierć wyjaśniała: „Dobrze robisz. Nic nie wniosą do twojego rozwoju książki, wyrzuć je do kosza. Wszystko co w nich napisane to śmiecie, to starocie bez wartości. Człowiek wszystkiego musi doświadczać sam by zrozumieć innych i siebie.”
Kim więc jestem i po co żyję? Czy życie jest w nagrodę , czy za karę- pytałem.
Anioł się uśmiechał: „ Nie jest z tobą źle skoro zadajesz pytania?” – i uzupełnił przesłanie Śmierci:
„Pewien człowiek wybrał w bibliotece trzy książki do przeczytania. Zapytał bibliotekarza ile książek liczy zbiór. Gdy dowiedział się, ze około kilkanaście tysięcy i że kilka żywotów by mu zabrało przeczytanie wszystkich, oddał te trzy pożyczone, mówiąc: Musi istnieć inny sposób na stanie się mądrzejszym.”


Tak żyjąc raczej poza domem i w ciągłym strachu przed śmiercią , jakimś cudem dożyłem do emerytalnego wieku i wtedy zająłem się fotografią przyrody, malowaniem obrazów, pisaniem. I wtedy Anioł i Śmierć znów się objawili i przyparły mnie do muru pytaniami:
„Jeśli fotografujesz, malujesz, piszesz to robisz to dla siebie czy dla Niego ?” – zapytał Anioł
„Czy choroby są przyczyną śmierci, czy raczej to ja, Śmierć, jestem powodem chorób? – zapytała Śmierć.
Do tej pory nie jestem pewien swoich odpowiedzi. Obrazy maluje dla siebie, fotografuje i piszę dla siebie i innych. A choroby? To już inna sprawa. Myślę, że w większości powodują je lęki, które źródłowo pochodzą od lęku nad lękami – przed Śmiercią.
Mam tylko nadzieję, że kiedyś, na Drugim Brzegu, Anioł i Śmierć wyjaśnią mi i odpowiedzą po swojemu na te dwa pytania, bo tego brakuje mi do szczęścia.

Szczęście? Cóż to takiego?. Anioł tak to ujął:
Gdy ludzie zebrali się, pewien człowiek znany z mądrości , zapytał:
„Gdyby człowiek powiedział Bogu, że chce pomóc cierpiącemu światu, bez względu na cenę, jaką musiałby zapłacić, i gdyby Bóg pouczył go, jak ma to zrobić, czy człowiek ten powinien zrobić, jak mu kazano?”
„Oczywiście, mistrzu! Gdyby Bóg go o to prosił, radością byłoby dlań znosić nawet piekielne męki!” – krzyknął tłum.
„Bez względu na to, jakie to męki i jak trudne byłoby to zadanie?” – pytał dalej mistrz.
„To honor zawisnąć. Chwała do krzyża być przybitym. Chwała spłonąć na stosie, jeśli tego właśnie oczekiwałby Bóg”. – odpowiedział tłum.
„A gdyby Bóg – zapytał mistrz – powiedziałby wam prosto w oczy: nakazuje wam byście na tym świecie do końca dni swoich byli szczęśliwi, co byście wtedy zrobili?”
A tłum pogrążył się w ciszy. Na zboczach gór, w dolinach, gdzie zgromadzili się wszyscy, nie było słychać ani głosu, ani dźwięku żadnego.

Słysząc tą anegdotkę , Śmierć, siedzącą na prawym ramieniu, zachichotała z uciechy .
„Coś ci wyjaśnię – powiedziała – Myślisz na przykład, jako człowiek posługujący się intelektem, że jeśli ktoś podniesie kamień i rzuci nim, a on trafi lub chybi celu, to ów czyn na tym się kończy.
Ale tak nie jest, czy to rozumiesz? Gdy kamień zostanie podniesiony, ziemia stanie się lżejsza, a ręka, która go unosi cięższa. Kiedy się go rzuci, jego ruch wpłynie na obroty gwiazd, a tam gdzie uderzy i spadnie, zmieni się wszechświat. Od każdego czynu zależy równowaga całości. Wiatry i morza, wszystkie przejawy działania sił wody, ziemi, światła, wszystko to co czynią zwierzęta i rośliny, jest słuszne i właściwe. Wszystkie te czyny stanowią część równowagi. Od huraganów, przez głosy delfinów pluskających w morzu, do upadku suchego liścia i lotu komara, wszystko to zawiera się w harmonii całości. Lecz wy ludzie, z tego powodu, że posiadacie władzę nad światem i sobą musicie uczyć się tego, co liść, wieloryb i wiatr czynią z własnej swej natury. Musicie nauczyć się utrzymywać równowagę. Posiadając rozum, nie możecie działać w nieświadomości. Mając możliwość wyborów, nie możecie działać lekkomyślnie. Kim jesteś człowieku– chociaż masz moc, aby karać i nagradzać igrając z ludzkim przeznaczeniem?”

Więc co mam czynić by nie zakłócać harmonii całości?- zapytałem
„Nie czyń nic, ponieważ właśnie to jest sprawiedliwe, godne pochwały i szlachetne. Nie czyń nic- ponieważ wydaje się właściwym tak postępować – czyń tylko to co musisz i czego nie możesz zrobić w żaden inny sposób.”
Anioł na lewym ramieniu milczał a Śmierć uśmiechała się drwiąco.
I jak to rozumieć?- pomyślałem. Może Śmierć jest Mistrzem Paradoksu. A Anioł? Mistrzem Prostoty? A może każda dualność to tylko wymysł mojej głowy? Miłość i nienawiść, dobro i zło, życie i śmierć to tylko podziały wymyślone przez człowieka i nic takiego w Naturze nie występuje?
A Anioł i Śmierć to ta sama Istota?

Zabawa ze śmiercią.

Niekiedy wsiadam do samochodu i ruszam w drogę „tam gdzie oczy poniosą”. Zdaje się na instynkt i podszept tych Niewidzialnych Istot, które zawsze są przy nas. Trafiam wtedy do miejsc, które wydają mi się bardzo znajome, chociaż w nich nigdy za tego życia nie byłem. Jadąc tak bez celu pomyślałem: odczuwam duchy leśne – ich dotyk, słyszę ich szczebiot. Gdyby nie Anioły, nie przeżyłbym. Ale pomiędzy mną a Stwórcą przecież istnieje wiele Istot – o wyższym poziomie świadomości i egzystujących w wymiarach, które są niedostępne dla naszych ograniczonych zmysłów. Nie jesteśmy sami. Anioły, Archanioły, Duchy – Ognia, Świtania, Kształtu, Osobowości, Działania, Mądrości, Woli i wiele innych. Mój Boże… stworzyłeś „mnóstwo” tajemniczych i potężnych Istot! Daj nam z nimi wejść w relacje… Tak bym chciał pogadać z Aniołem, Archaniołem; jak człowiek z człowiekiem. Ja rozprostuje nogi a On skrzydła. Mój Stwórco! Proszę. Jak wygląda Archanioł? – wysłałem myśl zza kierownicy. Oczywiście nie liczyłem na odpowiedz. A jednak… Stwórca ma Wielkie Poczucie Humoru a Jego ekranem jest całe Niebo a „szkolnym podwórkiem” cała Ziemia.


Pewnego dnia przybiegł jakiś człowiek i błagał Mędrca, żeby poszedł z nim do domu krewnego, który czuł się bardzo źle i tylko ów Mędrzec mógł coś na to poradzić.
– Nie. Nie pójdę – odparł Mędrzec – ale kiedy wrócisz, daj mu tego banana i zobaczysz, że wszystko będzie dobrze. Mężczyzna pobiegł do domu, dał choremu do zjedzenia banana, a kiedy tylko ten przełknął ostatni kęs, spokojnie umarł.
Wszystko było „dobrze” – jak powiedział Mędrzec. Krewny umarł w spokoju. A jednak my upieramy się przy myśleniu, iż „dobrze” powinno znaczyć: wyzdrowiał i żył jeszcze długie lata. Ale dlaczego? To właśnie z tego nieustannego rozróżniania między tym, co nam się podoba, a tym, co nam się nie podoba, rodzi się nasze nieszczęście. Tylko akceptując, że wszystko to Jedno, niczego nie odrzucając, zdołamy być może uspokoić nasz umysł i złagodzić udrękę.

On „opuścił swoje ciało” . Jakież to piękne hinduskie określenie, aby odrzeć śmierć ze smutku! My też tego próbujemy, mówiąc „przeniósł się na tamten świat”, „przeszedł do lepszego życia”, jednak w gruncie rzeczy wciąż z tego powodu rozpaczamy.

Oto kilka epizodów, z bardzo wielu, które pozwoliły mi dojrzeć „światełko w tunelu” i pewność, ze podążam w miarę dobrą drogą. Gdzie ta droga prowadzi? Odpowiem z serca i umysłu, i z całą szczerością siedemdziesięciolatka: „Nie mam zielonego pojęcia. Ale w każdym momencie życia jestem gotowy by: ”Wsiąść do pociągu byle jakiego i nie dbać o bagaż ani o bilet…”

Wspomniany w komentarzu obraz Anioł  (akryl, 70×100 cm)